Natalia nie chce być popową księżniczką. Natalia Szroeder – REM, 2024 (recenzja)

Biorąc pod uwagę artystki młodej fali, które obecnie brylują na polskiej scenie muzycznej, Natalia Szroeder jest zdecydowanie jedną z tych twórczyń, które przeszły najbardziej wyboistą i krętą drogę do ukształtowania swojego stylu muzycznego. Proces formowania się Natalii jako artystki interesującej nie tylko dla przeciętnego słuchacza radia, ale również dla odbiorcy bardziej wymagającego, był długi, ponieważ wizerunek, który do niej przyległ, ciężko było obalić. Ale chyba w końcu się udało.

Natalia przechodziła więc przez wiele etapów w swojej twórczości i szukała swojego miejsca w muzyce. Można śmiało powiedzieć, że razem z procesem jej dojrzewania jako artystki wychowało się już całe pokolenie. Publiczność poznała ją dzięki duetom z Liberem, później zaprezentowała Polsce legendarne już Lustra, ale najzagorzalsi fani pamiętają zapewne jeszcze singiel Jane, którym zadebiutowała. Dziś, 12 lat po tym debiucie, Natalia serwuje nam kolejną swoją odsłonę i już zdecydowanie pewniej oraz śmielej zaznacza swoją obecność na rynku.

Tę pewność w Natalii było już lekko słychać w Pogłosie, a to, czego jeszcze nie pokazały m.in. Pestki, a co zdecydowanie nie wybrzmiało w Natinterpretacjach, przejawia się już wyraźnie na płycie REM. Natalia na tym albumie zdecydowanie nie idzie na skróty. Bezkompromisowo, ale zachowawczo realizuje swoje założenia i mówi głośno o tym, co ją boli. REM brzmi jak pamiętnik, zbiór przemyśleń, podróż artystki, która odczuwa samotność, bezsilność, niezrozumienie, frustrację, stratę i presję oczekiwań.

Natalia rozpoczyna tę podróż dynamicznie od nośnego, ale przewrotnego Pusto oraz chwytliwego Na stół, w którym wokalistka rozlicza się z oczekiwaniami wobec samej siebie i ze strony społeczeństwa, śpiewając: Na stół mnie bierzcie, wciąż mogę więcej wam dać. I daje – w Złodzieju, wyraz swojemu poczuciu bezsilności. Następnie, w nieoczywistych Ścianach, które swoją drogą robią idealny wstęp do najlepszego, moim zdaniem, utworu z płyty – Ty się nie bój. Klimat, który tworzy Natalia w tym utworze, jest czymś, z czego Natalia jest najbardziej znana – subtelność, pięknie prowadzona melodia, charyzmatyczny, delikatny i wyważony wokal. Utwór, który aż się prosi o wizualną prezentację sceniczną. Ten nastrój Natalia podtrzymuje w kolejnej kompozycji – Północ. Tutaj również artystka udowadnia słuchaczowi, że potrafi z niezwykłym wdziękiem śpiewać i tworzyć ballady, niekoniecznie o miłości.

Kolejne dwa utwory to duety: Pętla z Krzysztofem Zalewskim i Zwierzęta nocy z Melą Koteluk. Zakładam, że dobór tych twórców do duetów nie jest przypadkowy. Natalia określa kierunek, w którym podąża, i obok kogo chce być kategoryzowana jako artystka. Pozornie radosna Sama na planecie jest kwintesencją tej płyty. Utwór nasycony jest wieloma emocjami, które Natalia chciała całym albumem przekazać i którym chciała dać upust. W nieoczywisty sposób porusza temat samotności, opisując proces zabliźniania się ran po stracie i chęci (lub potrzebie?) powrotu na właściwe tory.

REM to album, do którego trzeba usiąść dwa razy i doświadczać. Rzeczy, o których śpiewa Szroeder to szeroka paleta trudnych emocji i przeżyć. Słuchacze, którzy kojarzą tylko wcześniejszą twórczość artystki mogą poczuć się zawiedzeni. Zdecydowanie nie ma na tym albumie hitów, które zapewnią Natalii platynowe płyty, bo przeciętny odbiorca może mieć problem z wydedukowaniem, o czym śpiewa artystka. I można jej zarzucić, że teksty są zbyt mało precyzyjne, mało konkretne, trudne do interpretacji. Tak, zgadzam się. Dlatego tym bardziej oczekuję kolejnego etapu tej podróży z Natalią. Wierzę, że kolejny album pozwoli artystce otworzyć się jeszcze bardziej. Natalia nie chce być popową księżniczką, a ten album to manifest, w którym ogłasza, że nie interesuje ją już mainstream.

Charli XCX headlinerką Orange Warsaw Festival 2025

To lato zostanie zapamiętane przez wiele osób jako Brat Summer, jednak na wiosnę znów będzie można poczuć w Warszawie klimat albumu Brat. Charli xcx wystąpi w stolicy Polski w ramach Orange Warsaw Festival 2025.

Jesienią Charli xcx i Troye Sivan ruszyli w trasę koncertową The Sweat Tour, która podbiła serca fanów w Stanach Zjednoczonych. A magazyn The Rolling Stone wybrał płytę Brat na album rok. To zdecydowanie wyjątkowy czas dla Charli XCX.

Gwiazda odwiedziła Polskę w tym roku już dwa razy. Na początku lata w ramach Open’er Festival, gdzie dała elektryzujący koncert dla swoich fanów. Oraz w sierpniu spędziła kilka tygodni w Warszawie pracują nad swoim nowym filmem.

Charli xcx ostatnio wystąpiła na scenie Orange Warsaw Festival w 2023 roku podczas swojego tourne dla albumu Crash. W przeciągu niespełna dwóch lat powróci tu jako jedna z największych gwiazd tego wydarzenia. Charli xcx wystąpi w Warszawie 31 maja i nie może was tam zabraknąć.

Katy Perry wraca do Polski

Światowa gwiazda muzyki pop w ostatnich dniach podzieliła się ze swoimi fanami elektryzującą wiadomością. Artystka w ramach swojej trasy koncertowej The Lifetimes Tour odwiedzi Europę, a na liście miast nie zabrakło Polski. Poznajcie szczegóły!

Katy Perry, autorka takich hitów jak Roar czy Last Friday Night, we wrześniu tego roku zaprezentowała światu swój 7 album studyjny o tytule 143, krążek wyprodukowało łącznie 8 osób, a wśród nich znalazły się takie nazwiska jak Dr. Luke oraz Cirkut. Wydawnictwo ukazało się pod nakładem Capitol Records, a gatunkowo łączy w sobie dance pop i europop. 143 zapowiadały takie single jak Woman’s world czy Lifetimes.

The Lifetimes Tour to nadchodząca piąta trasa koncertowa Katy Perry i wystartuje w kwietniu przyszłego roku w Meksyku, na mapie tourne znalazły się również Australia, Kanada, Chile i Argentyna. Gwiazda pop odwiedzi również Europę, pierwszy koncert na starym kontynencie odbędzie się 7 października 2025 roku w Glasgow. Następnie artystka ze swoją trasą uda się, między innymi, do Anglii, Belgii, Danii i Niemiec, a 28 października Katy Perry wystąpi w Tauron Arenie w Krakowie. Bilety na to wydarzenie dostępne są pod tym linkiem.

Artystka w ramach najnowszej trasy koncertowej wraca do Polski po 10 latach. W lutym 2015 roku Katy wystąpiła w ramach trasy The Prismatic World Tour, a supportem tamtej trasy była Charli XCX.

Z kim widzimy się pod sceną?

Najlepsi z najlepszych, tak prezentuje się lista topowych utworów 2024 roku portalu Pitchfork

Koniec roku to czas podsumowań, również tych muzycznych. Swoje długo wyczekiwane zestawienia prezentują serwisy streamingowe, ale także portale muzyczne o światowej renomie. Pośród tych kompilacji nie zabrakło również podsumowania portalu Pitchfork. Poznajcie szczegóły!

Pitchfork opublikował coroczną listę 100 najlepszych utworów, które definiowały rok 2024. Na liście znalazły się piosenki takich artystów jak Kendrick Lamar, Tyla, Waxahatchee i Chappell Roan, reprezentujących różnorodne gatunki muzyczne – od hip-hopu, przez pop, po muzykę elektroniczną. Ranking podkreśla zarówno powroty uznanych gwiazd, jak i przełomowe momenty debiutantów. Rok ten został zapamiętany także dzięki głośnym wydarzeniom w hip-hopie oraz wielkim premierom albumów.

Lista jest rozbudowana i eklektyczna, jednak najciekawszym wątkiem jest pierwsza dziesiątka listy. Poznajcie utwory, które najbardziej przypadły do gustu redakcji Pitchfork:

  1. Kendrick Lamar – Not Like Us
  2. Waxahatchee ft. MJ Lenderman – Right Back to It
  3. Chappell Roan – Good Luck, Babe!
  4. Jessica Pratt – Life Is
  5. Still House Plants – M M M
  6. skaiwater – rain
  7. Sabrina Carpenter – Espresso
  8. MJ Lenderman – Wristwatch
  9. Charli XCX – Girl, so confusing featuring lorde
  10. Jane Remover – Magic I Want U

Pozostała część listy prezentuje się równie ciekawie i zawiera niesamowite powroty jak I luv it Camilli Cabello oraz ulubieńców fanów, jak Birds of the Feather Billie Eilish. Pełna lista znajduje się pod tym linkiem.

Jakie są wasze faworyty tego roku?

Nostalgia i smutek, które znamy. Kaśka Sochacka – Ta druga, 2024 (recenzja)

Po genialnie przyjętym debiucie, przyszedł czas na następcę. Kaśka Sochacka właśnie opublikowała swoje drugie, długo wyczekiwane długogrające wydawnictwo o przewrotnym tytule Ta druga.

Melancholia, gitary, pianino, emocjonalny wokal, subtelna dawka romantycznej elektroniki, nostalgiczne teksty, przeplatane refleksjami natury relacyjnej i miłosnej to coś, czym Kaśka Sochacka zaskarbiła sobie swoich słuchaczy i w ciągu 3 lat od debiutu zebrała szerokie grono odbiorców. Album Ciche dni pokrył się potrójną platyną, a bilety na trasy koncertowe wokalistki rozchodziły się w zawsze zaskakującym mnie tempie. Słuchacze docenili prawdziwość, prostotę liryki artystki i paradoksalnie kojący, wręcz uzależniający smutek. Podobny klimat znajdą również na drugiej płycie Kaśki, która jest jeszcze bardziej dojrzałym spojrzeniem na temat relacji i straty, a także refleksją na temat samej siebie.

Album przedpremierowo promowały cztery single – zeszłoroczne Madison, wydany na wiosnę Szum oraz Zdjęcia i Komary. Pierwsze dwa single zapowiadały drobną zmianę w kierunku muzycznym artystki. Szczególnie Szum – mimo, że wciąż bardzo gorzki lirycznie manifest o dochodzeniu do siebie po rozstaniu, był dla mnie powiewem świeżości i wreszcie bardziej energicznym na tle twórczości Kaśki ciekawym eksperymentem, niezwykle zresztą udanym.

Po premierze następnych singli, Zdjęć i Komarów, mój entuzjazm został nieco przygaszony i oczekiwania co do albumu się obniżyły. Zarówno pod względem muzycznym jak i w warstwie tekstowej są bezpiecznymi, powtarzalnymi w dyskografii wokalistki propozycjami – nie wyróżniły się niczym szczególnym i nie nastroiły mnie dobrze na premierę całego albumu. Te dwa utwory zaliczyłbym do najsłabszej części krążka.

Ku mojemu zaskoczeniu, na płycie znalazły się jednak pozycje, zdecydowanie najlepsze w jej karierze. Należy do nich mój faworyt na albumie – Strona B – niezwykle podniosły, gitarowy i bardzo smutny utwór, którego potencjał z pewnością zostanie zrealizowany na żywo. Wśród najlepszych piosenek wskazałbym również Spokojnie – muzycznie nie ma tutaj dużych zaskoczeń, jednak lirycznie trafia do mnie najmocniej.

Jednym z najlepszych tekstowo na płycie w mojej opinii jest także utwór otwierający album, Słodkich snów, z rozbudowanym outro, charakterystycznym dla kompozycji Kaśki, szczególnie w formach granych na żywo. Podobny zabieg zastosowany został zamykające album Ctrl+Alt+Del, w którym instrumentalna sekwencja stanowi większą część utworu. Ponadto, na albumie mamy również wpadające w ucho Femme Fatale, powolne Wszystko czy bardziej energiczne, delikatnie bębnowe Ego.

Muzycznie na albumie dzieje się całkiem sporo. Produkcje, choć muzycznie nie są dużym zaskoczeniem w obliczu debiutu, nie są już tak minimalistyczne i oszczędne, jak na pierwszej płycie. Więcej tu różnorodności, bębnów, elektroniki i lekkich syntezatorów, a mniej gitary akustycznej i pianina, do których Kaśka przyzwyczaiła swoich słuchaczy.

Mimo, że wielokrotnie powtarzane przez artystkę wcześniej w innych piosenkach, instrumentalne wstawki nie męczą, a wzmacniają poziom refleksji, czego przykładem jest Finał, również ujmujący mnie głównie tekstem.

Tą drugą Kaśka udowodniła, że wciąż ma wiele pomysłów na chwytające melodie i teksty, dzięki którym słuchacze znajdują nić porozumienia z artystką. Album jest spójny i dobrze dopracowany, co słychać w jego wyśrubowanej warstwie muzycznej – bogactwo aranży i sampli słyszanych w tle jest warte docenienia. Płyta jest dowodem na to, że niekoniecznie trzeba dokonywać totalnej zmiany kierunku artystycznego i wychodzić poza swoją strefę komfortu, by nagrać dobry album i co najważniejsze, nie znudzić swoich odbiorców. Na Tej drugiej znajdziemy znaczących eksperymentów z brzmieniem i stylem Sochackiej, która skupiła się na tym, co wychodzi jej najlepiej i za co doceniła ją publiczność – bezpośrednie, momentami dobijające, ale często terapeutyczne teksty, stonowane, nienachalne aranżacje i szczerość, którą czuć w brzmieniu tego albumu.