Mówi się, żeby nie tykać legend. Coś w tym jest. Jednak jak można przejść obojętnie obok nowego albumu Madonny? Dwadzieścia jeden lat temu dostaliśmy CONFESSIONS ON A DANCE FLOOR – album tak ikoniczny i klubowy, że aż niemożliwe, żeby przynajmniej jedna piosenka nie zapisała się w pamięci. Dla mnie sentymentalny krążek – to właśnie piosenki z niego sprawiły, że dowiedziałam się o istnieniu Madonny. I w taki sposób Madonna stała się jedną z pierwszych (jak nie pierwszą!) wokalistką, którą poznałam w życiu.
Dwadzieścia jeden lat później królowa popu wydaje CONFESSIONS II – zupełnie nowe utwory okraszone nostalgią, zachowujące wciąż klubowy klimat. Taką Madonnę poznałam, taką Madonnę kocham. To, że po tylu latach potrafi stworzyć kolejne dzieło poświęcone niezapomnianej zabawie, jest znakiem, że królowa powróciła w wielkim stylu.
Na uwagę zasługują przede wszystkim przejścia między piosenkami. Są tak płynne, że jeśli macie je włączone w swoim ulubionym serwisie streamingowym – dajcie temu albumowi szansę. A to wszystko, żeby słuchacz poczuł się jak na prawdziwej imprezie życia. I taką imprezę Madonna zaprezentowała w CONFESSIONS II.
Już na starcie, w I Feel So Free, Madonna śpiewa o wolności, jaką daje jej parkiet. Wszystkie negatywne emocje wypiera taniec oraz poczucie anonimowości, którego wokalistce brakuje w codziennym życiu. Warto jednak podkreślić, że motyw wolności jest bardzo wyraźnie obecny nie tylko w I Feel So Free, ale także między innymi w One Step Away.
Z kolei Danceteria należy do jednych z najlepszych utworów EDM-owych, jakie usłyszycie na CONFESSIONS II. To idealnie odwzorowana inspiracja imprezami w nowojorskim klubie, o którym śpiewa wokalistka, a także ich przebiegiem. Utwór stanowi również hołd dla tych, którzy przyczynili się do jej sukcesu.
Co wyróżnia drugą część od pierwszej, to fakt, że Królowej nie usłyszymy samej. Madonna zaprosiła do CONFESSIONS II kilku wykonawców i, co ciekawe, to właśnie utwory z ich udziałem najbardziej przykuły moją uwagę. Mamy tu Sabrinę Carpenter, która odnajduje się jako młodsza wersja wokalistki – zarówno w utworze Bring Me Love, jak i w filmie krótkometrażowym promującym krążek. Choć osobiście nie spotkałam się z tym, by o tej piosence mówiło się zbyt wiele, uważam, że zaproszenie młodej wokalistki było strzałem w dziesiątkę.
Z kolei Bizarre, nagrane z udziałem Martina Garrixa, skradło moje serce już od pierwszego refrenu i ostatecznie uplasowało się u mnie na pierwszym miejscu. Co więcej, w czasie moejj wkscytacji albumem, podczas polskiego release party, sam Martin Garrix zagrał ten utwór na Open’erze. W takich wypadkach żałuję, że mnie nie tam nie było i do tej pory mam FOMO.
Read My Lips z Feidem stał się na albumie latynoskim akcentem, a jednocześnie opowieścią o zdradzie. Trudno o bardziej klasyczny motyw dla utworu utrzymanego w latynoskiej stylistyce i trzeba przyznać, że duet Madonny i Feida świetnie oddał jego emocjonalną dramaturgię. Miło również ponownie usłyszeć Madonnę śpiewającą po hiszpańsku. Po współpracach z Malumą po cichu liczyłam, że jeszcze wróci do tych brzmień. Tym razem dostaliśmy nie tylko imprezę w latynoskim stylu, ale także dramę niczym z hiszpańskiej telenoweli.
A chcecie usłyszeć Madonnę po francusku? W My Sins Are My Savior dostaniecie ją w pakiecie ze Stromae, co było dla mnie ogromnym, ale jednocześnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem. My Sins Are My Savior to utwór, w którym Madonna rozlicza się z błędami przeszłości, podkreślając jednocześnie, że to właśnie one ukształtowały ją jako człowieka – wolną, bezkompromisową i odporną na wszelką krytykę. Co więcej, słowa They tried to take my crown tylko utwierdzają w przekonaniu, że królowa nie ulegnie żadnym przytykom i będzie robić swoje do końca.
Madonna kończy album „wolnym tańcem”. L.E.S. Girl to domknięcie całej historii CONFESSIONS – powolna ballada podsumowująca, że utracone relacje będą towarzyszyć nam do końca. Tytułowe Lower East Side staje się symbolem nostalgii i artyzmu, które przewijają się przez cały album.
Trzeba przyznać, że jest to najlepszy album Madonny od czasów Hard Candy. Pomysł stworzenia drugiej części legendarnego Confessions on a Dance Floor po blisko dwóch dekadach tylko umocnił jej pozycję jako jednej z prekursorek muzyki tanecznej i elektronicznej XXI wieku. Artystce udało się połączyć nowoczesne brzmienie z nostalgią za pierwszą odsłoną albumu, nie popadając przy tym w zwykłe odtwarzanie przeszłości.
Najchętniej widziałabym Madonnę właśnie w takim wydaniu – wolną, szczerą i pełną energii do tworzenia wielkich tanecznych hymnów. Ten album pokazuje, że wciąż ma ogromną kreatywność i potrafi tworzyć muzykę, która porywa do tańca, jednocześnie zachowując własną tożsamość. To jeden z najbardziej udanych powrotów ostatnich lat, utwierdzający w przekonaniu, że królowa jest tylko jedna – i od dekad pozostaje nią Madonna.

