Biorąc pod uwagę artystki młodej fali, które obecnie brylują na polskiej scenie muzycznej, Natalia Szroeder jest zdecydowanie jedną z tych twórczyń, które przeszły najbardziej wyboistą i krętą drogę do ukształtowania swojego stylu muzycznego. Proces formowania się Natalii jako artystki interesującej nie tylko dla przeciętnego słuchacza radia, ale również dla odbiorcy bardziej wymagającego, był długi, ponieważ wizerunek, który do niej przyległ, ciężko było obalić. Ale chyba w końcu się udało.
Natalia przechodziła więc przez wiele etapów w swojej twórczości i szukała swojego miejsca w muzyce. Można śmiało powiedzieć, że razem z procesem jej dojrzewania jako artystki wychowało się już całe pokolenie. Publiczność poznała ją dzięki duetom z Liberem, później zaprezentowała Polsce legendarne już Lustra, ale najzagorzalsi fani pamiętają zapewne jeszcze singiel Jane, którym zadebiutowała. Dziś, 12 lat po tym debiucie, Natalia serwuje nam kolejną swoją odsłonę i już zdecydowanie pewniej oraz śmielej zaznacza swoją obecność na rynku.
Tę pewność w Natalii było już lekko słychać w Pogłosie, a to, czego jeszcze nie pokazały m.in. Pestki, a co zdecydowanie nie wybrzmiało w Natinterpretacjach, przejawia się już wyraźnie na płycie REM. Natalia na tym albumie zdecydowanie nie idzie na skróty. Bezkompromisowo, ale zachowawczo realizuje swoje założenia i mówi głośno o tym, co ją boli. REM brzmi jak pamiętnik, zbiór przemyśleń, podróż artystki, która odczuwa samotność, bezsilność, niezrozumienie, frustrację, stratę i presję oczekiwań.
Natalia rozpoczyna tę podróż dynamicznie od nośnego, ale przewrotnego Pusto oraz chwytliwego Na stół, w którym wokalistka rozlicza się z oczekiwaniami wobec samej siebie i ze strony społeczeństwa, śpiewając: Na stół mnie bierzcie, wciąż mogę więcej wam dać. I daje – w Złodzieju, wyraz swojemu poczuciu bezsilności. Następnie, w nieoczywistych Ścianach, które swoją drogą robią idealny wstęp do najlepszego, moim zdaniem, utworu z płyty – Ty się nie bój. Klimat, który tworzy Natalia w tym utworze, jest czymś, z czego Natalia jest najbardziej znana – subtelność, pięknie prowadzona melodia, charyzmatyczny, delikatny i wyważony wokal. Utwór, który aż się prosi o wizualną prezentację sceniczną. Ten nastrój Natalia podtrzymuje w kolejnej kompozycji – Północ. Tutaj również artystka udowadnia słuchaczowi, że potrafi z niezwykłym wdziękiem śpiewać i tworzyć ballady, niekoniecznie o miłości.
Kolejne dwa utwory to duety: Pętla z Krzysztofem Zalewskim i Zwierzęta nocy z Melą Koteluk. Zakładam, że dobór tych twórców do duetów nie jest przypadkowy. Natalia określa kierunek, w którym podąża, i obok kogo chce być kategoryzowana jako artystka. Pozornie radosna Sama na planecie jest kwintesencją tej płyty. Utwór nasycony jest wieloma emocjami, które Natalia chciała całym albumem przekazać i którym chciała dać upust. W nieoczywisty sposób porusza temat samotności, opisując proces zabliźniania się ran po stracie i chęci (lub potrzebie?) powrotu na właściwe tory.
REM to album, do którego trzeba usiąść dwa razy i doświadczać. Rzeczy, o których śpiewa Szroeder to szeroka paleta trudnych emocji i przeżyć. Słuchacze, którzy kojarzą tylko wcześniejszą twórczość artystki mogą poczuć się zawiedzeni. Zdecydowanie nie ma na tym albumie hitów, które zapewnią Natalii platynowe płyty, bo przeciętny odbiorca może mieć problem z wydedukowaniem, o czym śpiewa artystka. I można jej zarzucić, że teksty są zbyt mało precyzyjne, mało konkretne, trudne do interpretacji. Tak, zgadzam się. Dlatego tym bardziej oczekuję kolejnego etapu tej podróży z Natalią. Wierzę, że kolejny album pozwoli artystce otworzyć się jeszcze bardziej. Natalia nie chce być popową księżniczką, a ten album to manifest, w którym ogłasza, że nie interesuje ją już mainstream.
- Data premiery: 18 10 2024
- Single: Północ, Sama na planecie, Upał, Zwierzęta nocy, Ty się nie bój, Ściany
