Best of 2013 redakcji All About Music – Najlepsze albumy i utwory według Łukasza Mantiuk

Moje zestawienie – jako naczelnego All About Music – miało się ukazać jako pierwsze, już w piątek. Przeceniłem jednak swoje siły. O ile zestawienie albumów nie sprawiło mi trudności, o tyle nad utworami siedziałem do wczoraj. Było ciężko, bardzo ciężko – ale to tylko dlatego, że był to znakomity muzycznie rok.

Przypominamy, że to zestawienie, jak i wszystkie kolejne okraszone jako „Best of 2013 redakcji All About Music” są w pełni subiektywnymi odczuciami i zestawieniami danego redaktora. To lista piosenek i albumów, które dany redaktor polubił i pokochał najbardziej w roku 2013.

Najlepsze albumy muzyczne roku 2013

Moje zestawienie najlepszych albumów roku to 40 wydawnictw. O 10 więcej niż w ubiegłym roku. Dziewięć z nich to albumy polskie, a 31 to zagraniczne (w tym dwa soundtracki).

  1. Various Artists – Catching Fire
  2. Emmelie De Forest – Only Teardrops
  3. Red Lips – To co nam było
  4. Josh Groban – All That Echoes
  5. Various Artists – The Great Gatsby
  6. OneRepublic – Native
  7. Naughty Boy – Hotel Cabana
  8. Halina Mlynkova – Po drugiej stronie lustra
  9. Kovalczyk – Kovalczyk Big Band Project
  10. Avicii – True

Zestawienie otwiera ciekawy i intrygujący soundtrack do drugiej częsci Igrzysk śmierci. W tej dziesiące znajduje się również wyśmienity soundtrack do Wielkiego Gatsby oraz trzy polskie albumy – Red Lips, Haliny Mlynkovej oraz Kovalczyka.

  1. Daft Punk – Random Access Memories
  2. Ania Rusowicz – Genesis
  3. Jay Z – Magna Carta… Holy Grail
  4. Jessie J – Alive
  5. One Direction – Midnight Memories
  6. Sylwia Grzeszczak – Komponując siebie
  7. Ewa Farna – (W)inna?
  8. Matt Cardle – Porcelain
  9. Kayah – Transoriental Orchestra
  10. James Arthur – James Arthur

Druga dziesiątka również jest silnie reprezentowana przez polaków – jest tu Ania Rusowicz, Sylwia Grzeszczak, Ewa Farna oraz Kayah. Sam siebie zaskoczyłem notując tutaj albumy One Direction czy Jaya Z. Zwykle nie są to moje klimaty.

Cytaty umieszczone w opisach są fragmentami moich recenzji danych albumów.

  1. Hurts – Exile

Jest to wydawnictwo trochę przeze mnie zaniedbane, jednak fakt faktem dużo słabsze niż poprzednik, debiutancki album zespołu Happiness. Tamten album uwielbiałem, do Exile podchodziłem z dystansem. Trochę mnie zawiódł, jednak to wciąż znakomite wydawnictwo i nie wolno o nim zapominać.

Osobiście brakuje mi na albumie tej melancholijności, która była na debiucie chłopaków. Rozumiem, że chcieli spróbować czegoś nowego, ale w pewnych momentach zatracają to, za co ich polubiłem. Nie mniej jednak nie przekreślam tego albumu, jest dobry, ale momentami rozczarowuje. Nie mniej jednak zdecydowanie warto po niech sięgnąć i odkryć takie utwory jak HelpThe RoadOnly You czy Somebody to Die For. Jest to kilka naprawdę świetnych kompozycji i trzeba je poznać.

Czytaj całą recenzję.

  1. Dido – Girls Who Got Away

Dido zaskoczyła mnie – i to bardzo. Mimo swoich spokojnych piosenek urzekła mnie. Singlowe No Freedom jest ciekawe, jednak warto sięgnąć po cały album, bo jest tam więcej takich perełek. Chociażby tytułowe Girl Who Got Away czy przepiękne Sitting on the Roof of the World.

  1. Capital Cities – In a Tidal Wave of Mystery

Wszyscy doskonale znają Safe and Sound. I bardzo dobrze, bo to znakomity utwór. Jednak tak samo jak w przypadku Dido, tak i tutaj – warto sięgnąć po cały album, bo ma on w zanadrzu wiele innych ciekawych kompozycji. Moje ulubione to I Sold My Bed, But Not My Stereo.

Na szczęście – moje i ich – Capital Cities nie chcą odkryć Ameryki. Nie zamierzali i chyba nie zamierzają silić się na tworzenie czegoś, co niby miałoby być ponadczasowe i nie wiadomo jakie. Stworzyli album rozrywkowy, ale w swojej rozrywkowości uroczy. […]. Jest to zdecydowanie jeden z najbardziej świetlistych debiutów tego roku. Może tak wielkiego sukcesu jak rok temu fun. nie odnieśli, jednak przypominają mi trochę właśnie fun. Pojawili się znikąd, są charakterystyczni, zabawni i prości. Grają świetną muzykę, która nie jest wymagająca, a jednocześnie niegłupia.

Czytaj całą recenzję.

  1. Lady Gaga – Artpop

Lady Gaga wydając ten album na pewno liczyła, że w wielu listach Best Of będzie na miejscach pierwszych. Z tego co mi wiadomo, nikt nigdzie jej nie umieścił na takim miejscu. Sprzedażowo też klapa, bo ciężko artystce dobrnąć do miliona kopii w USA. A niepotrzebnie, bo to całkiem udany album. Za dużo chlapania jęzorem, trzeba było bardziej skupić się na muzyce. To prosta, taneczna muzyka, nie wymagajmy od niej sporo. To nie art, dance i pop.

Artpop Lady Gagi to album lepszy od Born This Way, choć ciut słabszy od The Fame + The Fame Monster. To znakomity, rozrywkowy album niczym letni blockbuster w kinie. To również wielkie zaskoczenie dla mnie, bo spodziewałem się naprawdę porządnego koszmarka. Ale nic bardziej mylnego, Lady Gaga poszła po swojemu, poeksperymentowała, powydziwiała i oto jest. Bardzo dobry album, może nie najlepszy tego roku, jednak jeden z lepszych. Mnie się bardzo podoba i koniec kropka.

Czytaj całą recenzję.

  1. Myslovitz – 1.577

Nie wierzyłem, że to się uda. Gdy odszedł Artur Rojek od razu stwierdziłem, że Myslovitz podzieli losy zespołu Łzy, które wydał tak koszmarny album i wydaje tak koszmarne piosenki, że otwiera się nóż w kieszeni. A tu zaskoczenie. Krążek ten jest znakomity – inny, bardziej frywolny, wesoły i swobodny. Bez napinki, bez ciśnienia. Panowie sobie po prostu nagrali to, co chcieli. I wyszło znakomicie. A Telefon zdecydowanie może konkurować z największymi hitami Rojkowego Myslovitz.

  1. FOX – FOX

Niespodzianka roku. Dynamiczny, taneczny i niesamowity… polski FOX. Ciężko cokolwiek napisać o tym albumie. Trzeba go po prostu posłuchać.

Album Fox jest zjawiskiem na polskiej scenie muzyki elektronicznej. To wielkie dźwięki, nowe i świeże. Ciekawe, zapadające w pamięć. To muzyka do której chce się wracać. To muzyka idealna na wiosnę (która nadeszła) czy na przebojowe lato. Muzyka, która mogłaby być grana w radio, ale nie jest. Czemu? Nie wiem. Mam nadzieję, że tą recenzją przynajmniej kilkoro z Was sięgnie po ten album (jest w całości na Spotify i Deezerze) i zachwyci się tak, jak zachwyciłem się ja.

Czytaj całą recenzję.

  1. The Civil Wars – The Civil Wars

To bardzo spokojny album, ale jednocześnie urzekający i godny uwagi. Z tym duetem zapoznałem się dopiero w tym roku i od razu ich polubiłem. Cieszę się również, że jako drugi singiel wydany został mój ulubiony utwór z tego krążka – Dust to Dust.

Drugie wydawnictwo duetu The Civil Wars ugruntowuje mnie w przeświadczeniu, że Stany Zjednoczone to nie tylko ta zepsuta Rihanna oraz inne kiczowate kawałki. Jest tam jeszcze wiele ukrytych talentów – i całe szczęście – że są doceniane (The Civil Wars mają dwie Grammy na koncie, a recenzowany tutaj album zadebiutował na szczycie Billboardu – co wskazuje na uwielbienie i ze strony krytyki, i ze strony publiki). Z całą odpowiedzialnością – polecam ten album. To nie jest country. To mieszanka przeróżnych gatunków, zahaczających o folk, alternatywę czy indie rocka. Wsadziłbym ich gdzieś pomiędzy The Lumineers, a Mumford & Sons, zaznaczając, że są znacznie spokojniejsi, liryczni i – moje ukochane słowo – nostalgiczni.

Czytaj całą recenzję.

  1. Miley Cyrus – Bangerz

Kto by pomyślał, że w moim zestawieniu znajdzie się Miley Cyrus. Ta jednak prócz robienia mnóstwo szumu w okół siebie nagrała dobry album. Znacznie lepszy niż album jej głównych rywalek: Katy Perry i Lady Gagi. Urzekło mnie nie tylko Wrecking Ball (teledysk zarzućmy zasłoną milczenia), ale również FU, Maybe You’re Right oraz 4×4.


  1. Celine Dion – Loved Me Back to Life

To prawda, że sporo narzekałem na ten album w mojej recenzji. Koniec końców jednak w ogólnym rozrachunku, jest to wydawnictwo zawierające sporo całkiem udanych kawałków. Aż cztery z nich znalazły się w moim TOP 100 najlepszych utworów poniżej. Najlepsze jest oczywiście tytułowe Loved Me Back to Life, jednak urzekły mnie również Breakaway i Water and a Flame.

Czytaj całą recenzję.

  1. Michael Buble – To Be Loved

Buble od lat nagrywa covery i od lat robi to znakomicie. To Be Loved jest pełen znakomitych utworów i dlatego dało mu to jedenaste miejsce w moim zestawieniu.

W przeciągu kilku lat Michael Buble wytworzył sobie odpowiednio wielką i ciągle powiększającą się bazę fanów śpiewając głównie covery. Trafił w dziesiątkę odtwarzając nam utwory, które wszyscy znają. Utwory, które gdzieś tam są stare, zapomniane. Buble je odświeża, dodaje im trochę nowoczesności, robi je po swojemu – jednocześnie zachowując ich dawny, retro urok.

Czytaj całą recenzję.

Tam pam paramam… and the TOP 10 Albums are…

  1. Justin Timberlake – The 20/20 Experience 2 of 2

Zaspoileruję Wam trochę. Pan Timberlake wydał w tym roku dwa albumy. Pan Timberlake zamyka i otwiera TOP 10 najlepszych albumów roku wg mnie. Na miejscu dziesiątym część druga, zawierająca znakomite True Blood czy Only When I Walk Away. Jednak koniec końców była to raczej taka zbieranina piosenek, to też zasłużyła ona na miejsce dziesiąte.

Podobało mi się? Tak, bardzo. To znakomity album z doskonałymi utworami.Czy jest to słabsze/lepsze pierwszej części? To trudne pytanie. To dwa różne wydawnictwa. Druga część jest tym, czego oczekiwali fani po pierwszej części – swobodnym albumem, pójściem w mainstream, nagraniem wielu hitów. I dobrze. Tym samym artysta ma na swoim koncie cztery, znakomity albumy. Każdy pełen hitów, każdy ma jakąś cząstkę historii w sobie. Oczywiście – Future Sex/Love Sounds  jest najbardziej hitowy, The 20/20 Experiencenajbardziej eksperymentalny. Ale każdy w nich ma coś w sobie. Te dwa tu wymienione lubię najbardziej, chociaż 2 of 2 i Justified są zaraz za nimi.

The 20/20 Experience 2 of 2, to album, który w moim odtwarzaczu siedzi od czasu, gdy pojawił się w Internecie (darmowy streaming na iTunes, żadne tam piracenie!) i wiem, że długo z niego nie zniknie. Justin Timberlake w wieku 32 lat ma na koncie cztery albumy i dyskografię doskonałą. Oby tak dalej. I obyśmy na kolejne wydawnictwa nie musieli czekać 7 lat.

Czytaj całą recenzję.

  1. Dawid Podsiadło – Comfort and Happines (+ reedycja)

Pan Podsiadło nagrał album taki jaki chciał. I tym wygrał, bo publiczność kocha realność, prawdę i nie napuszanie się, brak napinki na zrobienie hitów. Dawid nagrał piosenki takie, jakie lubi i chce śpiewać. Wytwórnia zmuszała go do tego i tamtego, jednak on twardo stał na swoim.  Podsiadło jest również jednym z trzech debiutów w TOP 10 na mojej liście.

Przeczytajcie recenzję Marty, w pełni się zgadzam.

  1. John Newman – Tribute

Tribute to jeden z najlepszych debiutów ostatnich lat. Obok Lorde czy Dawida – ta trójka rządziła w tym roku jeśli chodzi o debiutantów. Moim zdaniem jest to wydawnictwo znacznie lepsze niż kolega Johna z tego samego kraju, James Arthur. Wydawnictwo jest ładnie zrobione, świetnie nagrane, mądre i niewymuszone. Utwory wpadają w ucho, a jednocześnie mają w sobie to coś. W pełni zasłużone miejsce ósme.

Krążek młodego Brytyjczyka doskonały jest pod każdym względem – znakomita produkcja, wiele użytych instrumentów, świetne melodie; do tego naprawdę dobre teksty i charakterystyczny wokal Johna.  W roku, kiedy krążki wielkich gwiazd (Katy Perry) rozczarowują mnie, debiutanci wychodzą na prowadzenie. Panie, panowie – Tribute Johna Newmana to jeden z najlepszych albumów roku 2013. Chapeau bas, czy jako to tam się pisze.

Czytaj całą recenzję.

  1. Janelle Monae – The Electric Lady

Rozmyślając początkowo o moim topie albumów myślałem sobie – Janelle będzie wysoko, oj wysoko. Ostatecznie jednak natłok znakomitych albumów w tym roku sprawił, że młoda artystka ze swoim znakomitym wydawnictwem uplasowała się na miejscu siódmym. Muszę już tu napisać, że wszystkie albumy w TOP 10, a już szczególnie TOP6 czy TOP4 są bardzo blisko siebie. Co prawda żadnych punktów czy czegoś tu nie rozdaję, ale to nie tak, że miejsce pierwsze 10 pkt, miejsce drugie 9 pkt… dla mnie to bardziej 10 pkt dla miejsca pierwszego, 9.9 dla drugiego, 9.8 dla trzeciego i tak dalej. Różnice są tak minimalne, że cała dziesiątka powinna czuć się bardzo mocno przeze mnie kochana. <3

To, co w tym albumie urzeka mnie najbardziej to fakt, jak bardzo różnorodna jest Janelle. Niby cały album jest gdzieś tam uplasowany w jednym, neosoulowym klimacie, to jednak w każdym utworze znajdziemy jakąś perełkę, jakąś nowość, udziwnienie czy wariację.   Sprawia to, że od utworu numer jeden do utworu numer dziewiętnaście za każdym razem pojawia się: wow! No i nie wolno zapomnieć i przepięknym głosie artystki.

Czytaj całą recenzję.


  1. Kelly Clarkson – Wrapped in Red

To jedyny świąteczny album w moim zestawieniu, z reguły raczej świątecznych krążków bym tutaj nie umieszczał. Ale jeśli świąteczny album nagrywa Kelly Clarkson… I to jeszcze tak dobry świąteczny krążek. Nie da się go tu nie umieścić, ten album już na stałe będzie do mnie wracał w każde święta. I podejrzewam, że nie tylko do mnie.

Kończąc, Kelly Clarkson nagrała najlepszy świąteczny album roku 2013. Kończąc, Kelly Clarkson nagrała najlepszy świąteczny album trwającej właśnie dekady 2010s. Kończąc, Kelly Clarkson nagrała najlepszy świąteczny album XXI wieku. I ostatnie „kończąc” – Kelly Clarkson mimo wszystko nagrała jeden z najlepszych albumów ogółem roku 2013! To jest naprawdę istny geniusz.

Przeczytaj całą recenzję.

  1. John Legend – Love in the Future

Tak jak pisałem w recenzji, miałem duże oczekiwania po tym albumie i trochę się zawiodłem. Jednak ten album przetrwał próbę czasu i co raz odkrywam w nim nowe 'cosie’, nowe 'wowy’ i tym podobne. Krążek potrzebował czasu i go znalazł. To naprawdę świetne wydawnictwo.

John Legend nie nagrał albumu roku, nagrał wydawnictwo trudne, w które trzeba się wsłuchać, trzeba dać mu szansę. To przedsięwzięcie pełne przeróżnych dźwięków, z doskonałą produkcją (dużo Kanye Westa, trochę pianina, a nawet wpływy Daft Punk w utworze Dreams!), dobrymi tekstami i kilkoma zapychaczami. Gdyby Legend pokusił się na album w całości taki jak utwór Made to Love, to wielbiłbym go z całej siły. Niestety, albo nie chciał, albo nie miał tyle odwagi i zrobił coś po środku – między nowym brzmieniem, Kanye Westem i Daft Punkiem – a swoją wcześniejszą twórczością. Wyszło to jak wyszło, nie powiem złego słowa o tym albumie, jednak moje oczekiwania były dużo, dużo większe. I to one sprawiają, że cały czas psioczę na ten album mimo, że słucham go codziennie. Wy też posłuchajcie.

Czytaj całą recenzję.

  1. Lorde – Pure Heroine

Długo się zastanawiałem – kto wyżej, Lorde czy John Legend. Gdybym mógł to bym ich dwoje umieścił na miejscu 4. Ostatecznie jednak wyższość dałem Lorde, ponieważ jak na debiutantkę, jak na 17-latkę, to nagrała arcydzieło.

Krążek Lorde jest czymś nowym, drobnym powiem świeżości na rynku muzycznym. Oczywiście, Ameryki to ona nie odkryła, ale miło zobaczyć nową twarz na rynku zdominowanym przez Gagę, Perry czy szalejącą teraz Miley Cyrus. Lorde jest grzeczna, chociaż o grzecznych rzeczach nie śpiewa. Robi to z umiarem, wyczuciem. To jest jej wielki plus i jej największa zaleta – prócz oczywiście świetnej muzyki. Album jest prosty, ale dopracowany ze starannością. Produkcja na wysokim poziomie, nie głupie teksty i wpadające w ucho refreny.

Czytaj całą recenzję.

  1. Kings of Leon – Mechanical Bull

Właściwie przez bardzo, bardzo długo czas album Kings of Leon przebywał u mnie na drugim miejscu. Jakoś tak od samego początku wiedziałem – Justin na 1., KOL na 2. Tylko, że potem nadszedł 13 grudnia i Beyoncé zatrzęsła showbiznesem. Chociaż też nie do końca, bo jeszcze przez jakiś czas krążek Bey plasowałem około miejsca piątego, z każdym przesłuchaniem jego pozycja rosła. Ale o Bey za chwilę, wróćmy do Kings of Leon. Nagrali oni album znakomity. Najwięksi fani ich i muzyki alternatywnej trochę psioczą – i pewnie dla tego tak mi się ten album podoba. Trochę odstaje od ich wcześniejszej twórczości, jest spokojniejszy i chyba bardziej mainstreamowy. I to pewnie mnie urzekło, to naprawdę znakomite wydawnictwo. Podoba mi się dużo bardziej niż Only by the Night, które również znam i lubię.

Pierwszy raz przy płycie, która naprawdę mi się podoba nie mam słowotoku. Zwykle, gdy jestem zachwycony jakimś albumem powstają recenzje na milion słów. W tym przypadku nie chcę pisać, wolę iść i słuchać tego przecudownego albumu. Jeśli czytacie na bieżąco moje recenzje, to wiecie, że powoli szykuję swoje podsumowanie roku. Krążek Kingsów w chwili obecnej znajduje się na trzeciej lokacie. Dwie pierwsze zajmują wydawnictwa Justina Timberlake’a, ale to temat na inne opowiadanie. Tymczasem – idźcie, kupcie i słuchajcie Mechanical Bull.

Czytaj całą recenzję.

  1. Beyoncé – Beyoncé

Tak jak pisałem wyżej – Bey zatrzęsła showbiznesem 13 grudnia i pokazała wszystkim gdzie ich miejsce. Album nie do końca od razu podbił moje serce, potrzebowałem czasu. Jednak to, czego jestem pewien – to album Justina jest lepszy, a Bey zasługuje na miejsce drugie. To nie tak, że Bey słuchałbym jeszcze dłużej i w końcu bym sobie pomyślał – ok, dajmy ją na miejsce pierwsze. Tu już jestem pewien. Podium obsadzone, niezmienne i pewne. I jakże różne!

Najnowszy album Beyoncé to zupełnie nowa Bey. Na Sashy Fierce była szalona i fierce. Na „czwórce” pokazała swoją liryczną, wyciszoną stronę. Czym zatem jest piąty krążek? Niczym z powyższych. Na Beyoncé artystka eksploruje nowe tematy lub poszerza te, o które gdzieś tam zahaczyła. Mnóstwo tutaj seksualności, ponętności, namiętności. Jest erotyzm, ale jest też i wyuzdanie – chociaż wszystko to na odpowiednim, „beyoncowym” poziomie. To nie jest naga Miley Cyrus na jakiejś kuli, to Beyoncé, która jeśli już pokazuje pupę czy inne swoje walory – to robi to odpowiednio, namiętnie i działa na zmysły. Ona wie, że nie sztuką jest zdjąć wszystko. Wie, że lepiej działać na zmysły i wyobraźnię, a nie tylko na zwykły popęd i ludzkie instynkty. I w końcu – to niesamowicie dopracowany i dopięty na ostatni guzik album, w którym zgadza się wszystko: zjawiskowy i jedyny w swoim rodzaju wokal, produkcja na najwyższym światowym poziomie oraz niepowtarzalne i wyjątkowe teksty.

Czytaj całą recenzję.

  1. Justin Timberlake – The 20/20 Experience

Nie od razu pokochaliśmy się z nowym krążkiem Pana Timberleke’a. O nie nie. Po pierwszych odsłuchaniach wręcz wpadłem w rozpacz i lament – helllooo co to ma być? To ja na to czekałem 7 lat? Jednak kolejne przesłuchania sprawiły, że  tak oto Justin Timberlake wydał najlepszy album roku 2013.

Justin dokonał czegoś naprawdę spektakularnego. Nie było go sześć lat, po czym ni stąd ni zowąd wydał nowy singiel, teraz wydaje nowy album i osiąga sukces. Pierwsze prognozy mówią o sprzedaży na poziomie pół miliona kopii w USA. Jest to nie lada wyczyn, jeśli spojrzymy na gwiazdy, które również wracały po jakimś czasie np. spektakularna porażka Nelly Furtado w tym roku czy nijaka sprzedaż albumu Christiny Aguilery. Jestem pewien, że i o tym albumie usłyszmy podczas Grammy 2014.

Podsumowując, nie poddawajcie się po pierwszym przesłuchaniu albumu. Wiem, że boli. Nie poddawajcie się również przy trzecim i piątym przesłuchaniu. Dajcie temu krążkowi czasu, kilku dni, kilkunastu przesłuchań. Warto naprawdę, gdy się już odkryje jego wewnętrzne, ukryte piękno (dobra, teraz to poleciałem, ale nie żartuję) to zadomowi się on na dobre w waszych playlistach.

Czytaj całą recenzję.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=NXtEnURrlBY

Najlepsze utwory roku 2013

Myślałem, że to będzie łatwe. Przejrzałem swoje ulubione albumy z minionego roku, wypisałem sobie te, które mi się najbardziej podobają, potem dodałem jakieś inne utwory, które lubiłem i słuchałem często. I wtedy katastrofa – wyszły mi 192 piosenki. A jako że z całą redakcją umówiliśmy się, że albumów zaprezentujemy min 10 / max 50, a piosenek min 10 / max 100 to wypadałoby usunąć 92 piosenki. Ale jak to usunąć aż 92 piosenki, skoro wszystkie są znakomite, kochane, lubiane? No więc zacząłem usuwać, jakoś dobrnąłem do 150. Potem do 130. Jednak tyle ile czasu spędziłem nad usunięciem tych ostatnich 30 to po prostu masakra. Co miałem w tej swojej 192? Przede wszystkim więcej utworów Beyonce, Justina, Newmana, Legenda, Monae, Lorde, Dion czy Gagi. Były też piosenki Sabiny Jeszki, Kasi Sochackiej, Sii, a nawet Karmelove Marceliny. Ostatecznie jednak, sto to sto. Nim do nich przejdę, chwila statystki.

90 utworów na liście pochodzi od artystów zagranicznych, a tylko 10 od polskich – z czego cztery samego Dawida Podsiadły (dwa FOXa, dwa Myslovitz, jedna Kayah i jedna Dody). Statystycznie najwięcej utworów w całej setce ma Justin Timberlake (nic dziwnego, skoro wydał dwa albumy) – dwanaście swoich oraz Holy Grail z Jay Z. Razem trzynaście. Sama Beyoncé umieściła tutaj dwanaście swoich utworów, z czego dziesięć z nich mieści się w TOP 50, a tylko dwa niżej, na miejscu 72 (Blow) i 82 (Superpower). Pięć z nich jest w TOP 20, a trzy w TOP 10.
Najwięcej utworów

  1. Justin Timberlake – 13
  2. Beyoncé – 12
  3. John Legend i John Newman – po 5
  4. Dawid Podsiadło, Celine Dion, Janelle Monae i Lorde – po 4
  5. Glee Cast, Kings of Leon i Lady Gaga – po trzy
  1. One Direction – Story of My Life
  2. Myslovitz – Telefon
  3. Michael Bublé – Who’s Lovin’ You
  4. Matt Cardle – Loving You (feat. Melanie C)
  5. Justin Timberlake – Blue Ocean Floor
  6. Eminem feat. Rihanna – The Monster
  7. Ellie Goulding – How Long Will I Love You
  8. Disclosure – Confess to Me (feat. Jessie Ware)
  9. Dido – Girl Who Got Away
  10. Demi Lovato – Heart Attack
  11. Lady Gaga – Dope
Całą setkę otwiera znakomity (tak, ja tak na serio) utwór zespołu One Diretion. Story of My Life jest dobrym utworem to też zakwalifikowało się do mojej bardzo ciasnej setki. Jest tu również urzekający Telefon Myslovitz oraz jedyne na liście utwory Matta Cardle (ze znakomitej płyty Porcelain), Ellie Goulding (z koszmarnego Halcyon Days), Disclosure, Demi Lovato czy Dido. Mamy również pierwszy z trzynastu utworów Justina Timberlake’a (Blue Ocean Floor, 96.), jak również balladę Lady Gagi – Dope (90.).
Kolejna dziesiątka między innymi wielki hit Dawida Podsiadło (mimo genialności całego albumu Dawida Trójkąty i kwadraty to dobry kawałek, ale na krążki jest mnóstwo lepszych) czy pierwszy utwór Beyoncé. Są tutaj również jedyne utwory Kayah, Karmin, Jamesa Arthura czy Avicii’ego. Capital Cities oraz zespół Hurts, których kawałki tutaj mają na liście po dwóch reprezentantów.
  1. Kayah – Rebeka
  2. Karmin – I Want It All
  3. James Arthur – Supposed
  4. Hurts – The Road
  5. Glee Cast (duet of Lea Michele & Dean Geyer) – Creep
  6. Dawid Podsiadło – Trójkąty i kwadraty
  7. Capital Cities – I Sold My Bed, But Not My Stereo
  8. Beyoncé – Superpower (feat. Frank Ocean)
  9. Britney Spears – Work Bitch
  10. Avicii – Hope There’s Someone
  1. John Newman – Gold Dust
  2. John Legend – For the First Time
  3. Justin Timberlake – Drink You Away
  4. John Newman – All I Need Is You
  5. Michael Buble – Close Your Eyes
  6. Miley Cyrus – Wrecking Ball
  7. FOX – Bustle Around (feat. Tomasz Organek)
  8. Beyoncé – Blow
  9. Hurts – Help
  10. Justin Timberlake – Take Back the Night
Dwa razy Justin, dwa razy John Newman, Blow od Queen B czy wielki hit Miley Cyrus – tak mniej więcej przedstawia się trzecia dziesiątka na mojej liście stu najlepszych kawałków roku 2013.

Na miejscu 60. znajdziemy utwór Britney Spears, który bardzo mnie zaskoczył, jestem ciekaw jak zaśpiewałaby go na żywo. Na 67. jest genialny Artpop Lady Gagi. Jest również wielki hit Capital Cities, jak również znakomite kawałki Janelle Monae i Justina Timberlake’a. Jest również Almost Home Mariah Carey – znakomity utwór, ale niestety przeboju nie było.
  1. Janelle Monáe – Dance Apocalyptic
  2. Lorde – Tennis Court
  3. Lady Gaga – ARTPOP
  4. Lorde – Ribs
  5. Mariah Carey – Almost Home
  6. Justin Timberlake – Spaceship Coupe
  7. John Newman – Down the Line
  8. Celine Dion – Didn’t Know Love
  9. Capital Cities – Safe and Sound
  10. Britney Spears – Brightest Morning Star
  1. Janelle Monae – Electric Lady (feat. Solange Knowles)
  2. Jack White – Love Is Blindness
  3. Myslovitz – Wszystkie ważne bardzo rzeczy
  4. Glee Cast (Solo of Lea Michele) – To Love You More
  5. John Legend – Save the Night
  6. The Civil Wars – Dust to Dust
  7. Justin Timberlake – Pair of Wings
  8. John Newman – Love Me Again
  9. Lady Gaga – Donatella
Mijamy powoli pierwszą pięćdziesiątkę. A tutaj między innymi świetna i zabawna Donatella Lady Gagi, świetny Love Is Blindness Jacka White’a oraz kolejne utwory Johna Newmana, Johna Legenda czy cudowne Pair of Wings Justina Timberlake’a. Jest również jeden jedyny utwór The Civil Wars na liście – poruszające Dust to Dust.
TOP 50 otwiera Flawless Beyoncé ze znakomitym samplem Bow Down. Jest również zadziorne Only When I Walk Away Justina czy dynamiczne No Dawida Podsiadły. Tu również umieściłem piękne Young and Beautiful Lany Del Rey czy jedyny na liście utwór zespołu OneRepublic Something I Need.Rebecca Ferguson ma w TOP 50 dwa utwory i tutaj mamy I Hope. Znalazło się również miejsce dla bardzo wkręcającego kawałka Powiedz mi, że nie chcesz z reedycji debiutanckiego albumu Dawida Podsiadły.
  1. Beyoncé – ***Flawless (feat. Chimamanda Ngozi Adiche)
  2. Dawid Podsiadło – No
  3. Justin Timberlake – Only When I Walk Away
  4. Lana Del Rey – Young and Beautiful
  5. OneRepublic – Something I Need
  6. Rebecca Ferguson – I Hope
  7. FOX – Go Ahead (feat. Paulina Przybysz)
  8. Justin Timberlake – Let the Groove Get In
  9. Beyoncé – Blue (feat. Blue Ivy)
  10. Dawid Podsiadło – Powiedz mi, że nie chcesz
  1. Glee Cast – We’ve Got Tonite
  2. Jay-Z – Holy Grail (feat. Justin Timberlake)
  3. Margaret Berger – I Feed You My Love
  4. Mariah Carey – The Art of Letting Go
  5. Justin Timberlake – Strawberry Bubblegum
  6. Céline Dion – Water and a Flame
  7. Lorde – Royals
  8. Kings of Leon – Last Mile Home
  9. Miley Cyrus – FU (feat. French Montana)
  10. Loreen – We Got the Power
Jesteśmy coraz bliżej najważniejszych utworów. Na miejscach 40-31 już mamy same znakomitości. Jest tutaj jedyny eurowizyjny utwór – I Feed You My Love Margaret Berger, jest nowy kawałek Mariah Carey, który na początku mnie nie urzekł, ale przekonałem się do niego. Jest znakomite Water and a Flame Celine Dion. Jest Royals Lorde – chociaż nie jest to najwyżej notowana piosenka tej artystki. Tu jest pierwszy utwór Kings of Leon – dwa pozostałe znajdują się w TOP 20. Jest też piękny cover z Glee We’ve Got Tonite, czy jedyny w tym roku utwór Loreen We Got the Power.
Trzecia dziesiątka od końca – jeszcze lepsze kawałki. Znakomite Wkręceni Dody, trzy piosenki Beyoncé, dwa justina. Tu również najwyżej notowany utwór Rebecci Ferguson – przepiękne Freedom. Sam Jay Z w tej dziesiątce znajduje się dwukrotnie – ale jako featuring – w Suit & Tie Justina i Drunk in Love Beyoncé.
  1. Doda – Wkręceni (High Life)
  2. Beyoncé – God Made You Beautiful
  3. Justin Timberlake – Suit & Tie (feat. Jay Z)
  4. Beyoncé – Drunk in Love (feat. Jay Z)
  5. Celine Dion – Breakaway
  6. John Legend – Asylum
  7. Janelle Monae – We Were Rock & Roll
  8. Justin Timberlake – Pusher Love Girl
  9. Beyoncé – Yoncé + Partition
  10. Rebecca Ferguson – Freedom

W TOP 20 znajdziemy dwa utwory Kings of Leon, pięć Beyoncé, dwa Justiny Timberlake’i, dwa Johny Legendy… a tak w sumie jest to dosyć zróżnicowana pierwsza dwudziestka. Bardziej zróżnicowana niż przed rokiem (tam sam LemON, Alicia i Christina).

  1. Kings of Leon – Wait for Me

Na miejscu 20. przepiękne Wait for Me Kings of Leon. To właśnie w takich klimatach lubię ich najbardziej.

  1. John Legend – Made to Love

Na 19. John Legend i jego Made to Love – singiel, który rozgrzał moje oczekiwania względem nowego albumu. Potem samym krążkiem je ostudził, ale i tak jest to cudny album.

  1. Christina Aguilera – We Remain

Christina Aguilera wydała w tym roku dwa utwory – jeden samotnie, We Remain, a drugi z A Great Big World. W TOP 20 znajdziemy je obydwa, najpierw We Remain stworzony na soundtrack do Igrzysk śmierci.

  1. Beyoncé – Ghost + Haunted

To czym urzekło mnie Ghost i Haunted to inność. To kawałek, którego Bey jeszcze nigdy nie nagrała. Jest taki świeży, nowoczesny. I ten wielki, kolosalny bit. Podejrzewam, że moi sąsiedzi mają już go dość, bo szyby im drążą. Wybrany fragment Ghost (ten pod koniec, to uderzenie) mam ustawiony jako dzwonek.

  1. John Newman – Day One

Najbardziej zadziorny, wulgarny i pieprzny utwór Johna Newmana. Aż szkoda, że jest jedynie na wersji Deluxe jego debiutanckiego albumu. Koniecznie się z nim zapoznajcie!

  1. Lorde – Bravado

Wszyscy zachwycają się Royals, spora część sięgnęła po całe Pure Heroine. A swój najlepszy utwór Lorde stworzyła jeszcze przed debiutanckim albumem – na EP-ce Tennis Court. Jest to znakomite, nostalgiczne Bravado.

  1. Beyoncé – Heaven

Bey dużo ballad nie tworzy, ale jak już je tworzy – to są nieziemskie. A to I Was Here jest piosenką Dnia Humanitaryzmu, a to Listen nominowane jest do Oscara. Nie wiem jak będzie z Heaven, bo to utwór dla samej artystki trudny. Czuć w nim ból, cierpienie. Może dlatego jest tak dobry – bo tak prawdziwy.

  1. Justin Timberlake – True Blood

Najlepszy utwór z drugiej cześć The 20/20 Experience. Mocne, skoczne, przypomina SexyBack. Wciąż nie rozumiem dlaczego nie stało się jeszcze singlem.

  1. Dawid Podsiadło – Nieznajomy

Dawid na swoim debiutanckim albumie ma sporo spokojnych kawałków, jednak to Nieznajomy wiedzie prym. Bo jest znakomity, emocjonalny. Bo jest po polsku i ma cholernie prawdziwy i piękny tekst.

  1. Kings of Leon – Beautiful War

Przestańcie się już zachwycać Seksem w ogniu i piosenką o Używaniu kogoś. Przyszedł czas na Piękną wojnę. Wsłuchajcie się w tekst, w te piękne melodie. To naprawdę arcydzieło.

  1. Janelle Monáe – PrimeTime (feat. Miguel)

Właściwie to arcydzieła rozpoczęły się już jakiś czas temu. Wszystkie utwory w TOP 20 to niesamowicie cholernie dobre kawałki. PrimeTime nie jest inne. Od razu podbiło moje serce. Janelle i Miguel idealnie do siebie pasują, znakomicie razem wypadają. I po raz kolejny – znakomity tekst!

  1. Céline Dion – Loved Me Back to Life

Miałem nadzieję, że na albumie kochanej przeze mnie Celine znajdzie się więcej kawałków takich jak tytułowy. Niestety, żaden z nich mu nie dorównał. Było kilka, które pretendowały do tego, jednak ostatecznie, Loved Me Back to Life wygrywa. To znakomity, emocjonalny… non stop te same przymiotniki używam opisując kolejne utwory w TOP 20, 10… ale jak tu nie pisać o ich znakomitości i wspaniałości skoro takie są?

  1. John Legend – All of Me

Tak podsycał emocje John Legend. Po znakomity Made to Love wydał jeszcze lepsze All Of Me. I jak ja miałem nie mieć wysokich wymagań co do jego albumu? All of Me kiedyś zostanie zagrane na moim weselu. I wszyscy będą płakać. O.

  1. Beyoncé – Pretty Hurts

Ten utwór zabił mnie swoim tekstem. Dosłownie zabił i zwalił z nóg. To chyba najlepszy i najbardziej zjawiskowy tekst tego roku.

Perfection is the disease of a nation

Tryna fix something
But you can’t fix what you can’t see
It’s the soul that needs the surgery

  1. A Great Big World – Say Something (feat. Christina Aguilera)

Ten kawałek pojawił się znikąd, a podbił serca tak wielu ludzi. Mnie przypadł do gustu od razu, a wszystko chyba dzięki Christinie Aguilerze. Bez niej prawdopodobnie i tak dostałby się do TOP 20, jednak gdzieś pewnie niżej, nie w TOP 10. A tak, to idealne połączenie tych dwóch wokali oraz w końcu nie drąca ryja Christina – ideał. No i raz jeszcze, tekst jest znakomity. Zauważyliście ile znakomitych tekstowo kawałków w tym roku się pojawiło?

  1. Lea Michele – Cannonball

Kawałek zapowiada debiutancki album wielbionej przeze mnie Lei Michele. Możecie być pewni, że za rok o tej porze w TOP 20 znajdą się ze dwa trzy kawałki z albumu Louder. W zależności od tego jak zajebisty będzie, może być to nawet większa liczba. Jako iż Cannonball zostało wydane w 2013 roku, łapie się jeszcze do tego zestawienia. I to nie byle gdzie, bo na wysokie piąte miejsce!

  1. Beyoncé – Grown Woman

Czekaliśmy na ten utwór i czekaliśmy. Aż w końcu pojawił się jako teledysk na albumie Bey. Wciąż go kocham, chociaż wydawało mi się w połowie roku, że zostanie tym najlepszym, Utworem Roku. Musiał oddać jednak laurki trzem innym kawałkom.

A oto i one…

  1. Florence + the Machine – Over the Love

Kto nie kocha Florence? Zasmuciły mnie wiadomości, że ten kawałek raczej nie ma szans na nominacje do Oscara. A szkoda, bo przecież Flo stworzyła go do filmu (Wielki Gatsby). Jest to istne arcydzieło, to budowanie emocji, ten przepiękny głos…

  1. Beyoncé – XO

Miejsce drugie i pierwsze. Ja do dziś nie jestem pewien czy robię dobrze robiąc to właśnie w takiej kolejności. Serio, te dwa kawałki tak mocno mocno mocno wielbię, że najchętniej oba umieściłbym na szczycie tego zestawienia. XO jest cudowne, a dowodem na to, że jest tak dobre jest nawet fakt, że moja redakcyjna koleżanka  Marta, która nie przepada za Bey umieściła go w swoim topie na miejscu 8. Piosenką zachwycają się wszyscy. I prawidłowo, za rok zgarnie multum statuetek Grammy. U mnie, ostatecznie, miejsce drugie.

  1. Justin Timberlake – Mirrors

W moim prywatnym rankingu, który właśnie kończycie czytać zdecydowanie rządził Justin Timberlake. Jego The 20/20 Experience jest moim albumem roku, a utwór z tego krążka – Mirrors – jest piosenką roku. Jedenaście innych utworów uplasowało się na w TOP 100. Gdybym robił TOP 200 uplasowałyby się tam wszystkie. To jest powrót na który zdecydowanie czekałem i który zdecydowanie mnie zadowolił i sprostał oczekiwaniom. Brawo Justinie, wygrałeś.

Klikając w ten obrazek przeniesiesz się do podstrony, gdzie znaleźć możesz wszystkie podsumowania roczne redaktorów All About Music.
Klikając w ten obrazek przeniesiesz się do podstrony, gdzie znaleźć możesz wszystkie podsumowania roczne redaktorów All About Music.

Czytaj również