Już w przyszłym miesiącu odbędzie się jeden z największych festiwali muzycznych tego lata — Open’er Festival. Głównymi gwiazdami tegorocznej odsłony wydarzenia, są między innymi: Doja Cat, Ice Spice, Dua LipaManeskin czy też Sam Smith. Jednak organizatorzy już teraz zdradzili kolejnych artystów, którzy dołączą do festiwalowego line’upu.
Pierwszym nowym ogłoszeniem jest irlandzki wokalista, songwriter i gitarzysta — Hozier, który już 6 lipca zagra na Orange Main Stage.
Organizatorzy festiwalu przygotowali również coś dla fanów amerykańskiego hip-hopu. Już 4 lipca, swój koncert w Gdyni zagra amerykański raper i wokalista — Don Toliver.
Ku zdziwieniu wszystkich, do tegorocznego line’upu dołącza także brytyjska wokalista i autorka tekstów — Charli XCX. Artystka już 6 lipca na Tent Stage, zaprezentuje materiał ze swojego najnowszego albumu zatytułowanego Brat.
Justyna Święs i Jakub Karaś podzelili się nowym singlem! Tego lata artyści podróżują po Polsce w ramach letniej trasy koncertowej, jednak mimo to przygotowali dla fanów kolejną niespodziankę. Sprawdźcie szczegóły!
The Dumplings to jeden z najciekawszych polskich zespołów ostatnich lat o alternatywnych brzmieniach, zasłynęli już przy premierze pierwszej płyty, No Bad Days, która w tym roku kończy 10 lat. Na albumie znalazł się, między innymi, utwór Betonowy Las, który skradł serca słuchaczy na długie lata. W ciągu minionych 10 lat muzyczny styl The Dumplings z każdą płytą ewoluował, a szczególnie można to usłyszeć na ich ostatnim wydawnictwie, Raj, z 2018 roku.
Premierowy singiel o tytule W naszym zabetonowanym mieście miał premierę w piątek 7 czerwca, jest to pierwszy utwór zespołu od 4 lat i zwiastuje on kolejne działania Justyny i Kuby jako The Dumplings. Jak przystało na ten duet otrzymaliśmy śmiałe i eksperymentalne brzmienia.
„W naszym zabetonowanym mieście” to owoc naszego spotkania przy instrumentach w studio pierwszy raz od 2019 roku. Bardzo szybko udało nam się zamknąć finalną formę tej piosenki i zmiksować ją z Rafałem Smoleniem. Nie możemy się doczekać, jaki będzie odbiór naszych fanów, ponieważ chcemy się odwdzięczyć za to, że są z nami od dziesięciu lat. Enjoy!
– Jakub Karaś o premierowym utworze.
Kiedy spotkaliśmy się po paru latach przerwy, okazało się, że wspólne pisanie wciąż działa! Prezentujemy Wam owoc tego spotkania, czyli piosenkę „W naszym zabetonowanym mieście”. Z okazji dziesięciolecia możecie się spodziewać od nas o wiele więcej także bądźcie czujni!
– Justyna Święs.
W 2019 roku artyści ogłosili przerwę w tworzeniu materiału jako zespół The Dumplings, jednak mimo to mogliśmy zobaczyć ich w innych projektach muzycznych. Jakub Karaś stworzył razem z Piotrem Roguckim zespół Karaś/Rogucki, muzycy pod tym szyldem mają na koncie 3 płyty. Natomiast Justyna Święs w 2021 roku odegrała jedną z głównych ról w filmie Piosenki o miłości, do którego powstała również oryginalna ścieżka dźwiękowa.
Gosia Hodurek, znana z programów talent-show oraz swojej codziennej pracy jako stomatolog, właśnie wydała swoją debiutancką EPkę zatytułowaną Już jestem. Pod opieką producenta i wokalisty, Iwaneczko, Hodurek wchodzi na scenę muzyczną, oznajmiając, że osiągnęła miejsce, w którym zawsze pragnęła się znaleźć – miejsce, gdzie tworzy i prezentuje własną muzykę.
Wydanie tej EPki to dla Gosi przełomowy moment w życiu. Jak sama przyznaje, jest to swoiste oświadczenie, że „już jest” – że dotarła do miejsca, w którym może dzielić się swoją twórczością z innymi. Już jestem to nie tylko zbiór utworów, ale także „mapa” muzycznej drogi wokalistki. Każda piosenka opowiada historię jej osobistej podróży, odkrywania siebie, nabierania odwagi i wybierania ścieżki, którą pragnie podążać.
W szczególności bliski sercu Gosi jest utwór Dziewczynka ze zdjęcia. Piosenka ta powstała w czasie, gdy była w ciąży, i jak sama artystka wspomina, śpiewała ją swojemu nienarodzonemu dziecku.
Chociaż jeszcze się nie znaliśmy, to muzyka już wtedy nas połączyła. Mam nadzieję, że moje piosenki trafią do serc słuchaczy, a ci dołączą do mnie i razem udamy się w tę muzyczną podróż
mówi Gosia Hodurek
EPka była promowana m.in. przez singiel Niepotrzebne skreśl, który otwiera cały album. W tym utworze wokalistka stara się zostawić za sobą wszystkie negatywne emocje, aby móc skupić się na chwili obecnej, bez rozpamiętywania przeszłości. To przesłanie jest centralnym motywem całej EPki, która stara się przekazać pozytywną energię i zachęcić słuchaczy do życia tu i teraz.
Już jestem to nie tylko ważny krok w karierze Gosi Hodurek, ale także wyraz jej muzycznych ambicji i osobistej ewolucji. EPka stanowi intymne spojrzenie na jej życie, marzenia i emocje, które przelała na papier i dźwięk. Słuchacze mają okazję zobaczyć, jak Gosia rozwija się jako artystka i człowiek, zapraszając ich do wspólnego odkrywania i przeżywania tej drogi.
Miłosz Skierski swoją rozpoznawalność zyskał dzięki udziale w Szansie na Sukces, która wyłaniała reprezentanta Polski na Eurowizję Junior 2021. Podczas finału zajął drugie miejsce, jednak jego przygoda z muzyką się na tym nie skończyła. Rok później występował w programie telewizyjnym The Voice Kids, w którym dotarł do etapu finałowego. Po programie jego kariera nabrała tempa i już od 2023 roku w sieci publikuje swoje autorskie utwory. Z Miłoszem rozmawiałam o doświadczeniach związane z uczestnictwem w programach rozrywkowych, marzeniach jako wokalista, o jego muzyce, a także o muzycznych postanowieniach na ten rok.
Julia Maciąg: Skąd wzięła się u Ciebie pasja do muzyki i śpiewania?
Miłosz Skierski: U mnie to się zaczęło, jak miałem 4 lata. Zawsze moja babcia powtarzała mojej mamie, że powinna mnie zapisać na jakieś zajęcia wokalne i powinienem spróbować swoich sił w jakichś programach telewizyjnych. I tak się stało, ale jak to dziecko – byłem przerażony. Po czasie zwalczyłem strach i wszystko wyszło mi na dobre, ponieważ nie stałbym się taką osobą, jaką jestem teraz i nie ukształtował bym się w muzyce, gdyby moja mama nie zapisała mnie wtedy na wokal. Muzyka dodała mi odwagi.
JM: A pomysł udziału w Szansie na Sukces został też jakoś ukierunkowany przez Twoją rodzinę?
MS: Bardziej przeze mnie. Pamiętam, że próbowałem swoich sił w programie rok wcześniej, ale finalnie nie miałem się zgłaszać do Szansy na Sukces w 2021 roku. Potem zastanawiałem się, dlaczego tego nie zrobiłem? Będąc w Krakowie na wycieczce rodzinnej w ostatni dzień zgłoszeń nagrałem filmik zgłoszeniowy. To był szczęśliwy dzień, bo po kilkunastu dniach od tego momentu zaprosili mnie do programu.
JM: Zająłeś wtedy drugie miejsce i niestety nie pojawiłeś się na Eurowizji Junior. Z racji tego eurowizyjnego szału, który wciąż trwa, rozważasz kandydaturę do Juniora bądź do dorosłej edycji konkursu?
MS: W tym momencie jestem trochę za stary na Eurowizję Junior i nie mógłbym zgłosić się tam na preselekcje. Myślę, że Eurowizja stoi dla mnie otworem, choć na tą edycję jestem jeszcze za młody. Mam taki okres w moim życiu, że nie mogę pójść ani tu, ani tu. Jest to moje marzenie, żeby stanąć na tej eurowizyjnej scenie. Wiadomo, że w tej chwili artysta może wypromować się na mnóstwo sposobów i dlatego działam też w internecie. Próbuję wszystkich swoich sił, żeby promować swoją muzykę. Jednak Eurowizja jest marzeniem każdego z artystów.
JM: Byłeś jeszcze w The Voice Kids. Tak podsumowując oba programy co Ciebie one nauczyły?
MS: Nauczyły mnie cierpliwości i doświadczenia. Każdy występ nauczył mnie spokoju. Zawsze warto poczekać na ten jeden moment, a ciężka praca zawsze popłaca.
JM: Mam wrażenie, że po The Voice Kids bardzo się rozwinąłeś muzycznie i wokalnie, ale także ciągle się coś u Ciebie dzieje. Wydałeś w sumie cztery single.
MS: Tak. Pierwszym była „Maska”, a ostatni nosi tytuł „Mogę Latać”. W każdy utwór wkładam sto procent siebie. Staram się, aby każda piosenka była inna od poprzednich. Może to być coraz trudniejsze, ponieważ te tematy się kiedyś skończą. Myślę, że doświadczenia życiowe jednak zostaną ze mną do końca i będę miał, o czym pisać.
Jestem szczęśliwy, że ta muzyka dociera do ludzi, którzy chcą jej słuchać i utożsamiają się z tym, co ja czuję pisząc piosenki. Tworzę muzykę dla siebie i dla innych. To jest początek mojej muzycznej przygody.
JM: Tak na dobry początek zacząłeś z grubej rury, bo o byciu po prostu sobą i nie przybierać ciągle tych tytułowych masek. Nie ukrywam, że jest to taki motywujący wręcz utwór [Maska], żeby się nie przypodobać na siłę innym tylko faktycznie odsłonić swoją prawdziwą twarz. Dlaczego akurat na taką tematykę postawiłeś?
MS: Zawsze powtarzam, że człowiek powinien się dużo uśmiechać i być otwarty do ludzi. Te wszystkie sytuacje, które mnie spotkały, kiedy rozpoczęła się moja przygoda z muzykązamknęły mnie w sobie. Doszedłem do wniosku, że tak nie może być i muszę zacząć dobrze żyć ze sobą. Chciałem pokazać tą piosenką, żeby ludzie byli zawsze sobą i mówili o swoich pasjach, marzeniach innym, ponieważ to czyni ich wtedy wyjątkowymi.
JM: Masz jeszcze w swoim repertuarze utwór Nasz głos. To jest taka piosenka, że młode pokolenie Z ma ten głos i jest on ważny. Czy taka była intencja stworzenia tego utworu?
MS: Tak. Młodzi ludzie są przyszłością całego świata. Wiadomo, że każdy z nas kształtuje jakąś część społeczeństwa i uważam, że młodzi powinni realizować swoje marzenia. Dlatego warto o tym mówić, żeby inni zrozumieli nasz pogląd.
JM: Bardzo mi się spodobał też singiel Bukiet róż. Jego rytmika oraz sam charakter tego życia w ciągłym biegu na ten moment bardzo opisuje moje życie (śmiech). Czy doskwiera Ci ten brak czasu, który tam opisujesz?
MS: W tamtym roku zdecydowałem się na nauczanie domowe, stwierdzając, że będę miał więcej czasu na muzykę i na wszystko, co chciałbym robić w życiu. Okazało się, że czasu jest wciąż mało i mija on bardzo szybko. Pamiętam czasy, kiedy byłem w programie, a teraz okazuje się, że minął ponad rok od ostatniego odcinka Kidsa. Czas mija za szybko (śmiech), dlatego chciałem przekazać tym utworem, że nikt nie jest w tym sam!
JM: Takim świeżym tematem u Ciebie w karierze jest singiel Mogę latać i bardzo prężnie go promujesz w internecie. O czym tak właściwie ten utwór jest?
MS: „Mogę latać” to utwór, który opowiada, że ja sam chciałbym poczuć się trochę lżej i zaczerpnąć radości i szczęścia. Zmagam się, tak jak każdy w moim wieku z wieloma problemami, ale tak jak mówiłem nie siedzimy w tym sami. Warto się zwrócić do najbliższych osób o jakąkolwiek pomoc, żeby nie przeżywać tego samotnie. To jest ważne, żeby wspierać się w każdej możliwej sytuacji.
JM: Czy ten singiel jest zapowiedzią czegoś poważniejszego w Twojej dyskografii?
MS: Niedługo zabieram się do pracy nad debiutanckim albumem i chciałbym, żeby był on czymś innym. Chciałbym, żeby każda piosenka była inna, ale żeby tworzyły spójną historię. Na pewno chcę, aby słuchacz czuł, że żyje i że słucha muzyki, która jest ze sobą złączona. To jest moje marzenie, żeby potrzymać swoją płytę w swoich ramionach. Już teraz czuję, że to się zbliża i jestem bardzo szczęśliwy oraz wzruszony, że ktoś będzie mógł kupić mój utwór, płytę, tę ciężką pracę. Dla mnie to jest jeszcze trochę niepojęte, ale cieszę się, że to już niedługo.
JM: Ten album będzie tworzony we współpracy z kim?
MS: Bardzo się staram to różnicować. Chciałbym uczęszczać na różne warsztaty produkcyjne i chciałbym sam nauczyć się produkować utwory, aby ta muzyka była w stu procentach moja. W tym momencie jeszcze nie umiem tego przerzucić na komputer, dlatego właśnie będę próbował coś stworzyć u różnych producentów.
JM: Czyli chcesz spróbować nowych brzmień i nowych stylów?
MS: Dokładnie. Chcę, aby słuchasz zauważył, że te piosenki nie są takie same, ale zależy mi jednak na ich spójności.
JM: Miałeś też okazję wystąpić ze swoim materiałem na koncercie w Rzeszowie. Jakie to jest uczucie, że możesz zaprezentować swoje utwory na scenie? Bo covery to covery, ale jako młoda osoba wchodząca w ten koncertowy świat masz jakieś spostrzeżenia i oczekiwania, jak powinien ten koncert wyglądać.
MS: U mnie to jest tak: energia ludzi pod sceną daje mi taką moc i siłę, że mało kto sobie to wyobraża. Zawsze miałem lekki stres przed wejściem, ale teraz, gdy wiem, że pod sceną stoją ludzie, moi fani, którzy przyjechali czasami nawet z drugiego końca Polski, by tylko posłuchać mnie i zobaczyć co robię na scenie to cały stres ze mnie spływa. Im częściej jestem na tej scenie, tym bardziej czuję się jak w domu. Ci ludzie, którzy znają teksty moich piosenek i śpiewają ze mną, bawią się, to jest dla mnie niepojęte. Czuję się szczęśliwy i zadowolony z tego, że ludziom podoba się to, co robię i dostarczam im również w drugą stronę energię.
JM: Mam nadzieję, że Twoje muzyczne plany się spełnią w tym roku, a ja dziękuję za rozmowę.
Bartosz Chajdecki jest autorem ścieżek dźwiękowych do takich produkcji jak „Bogowie”, „Najlepszy” czy „Kruk”. Nowy thriller „Kolory zła: Czerwień” z jego muzyką to aktualnie najpopularniejszy film na świecie na platformie Netflix. Rozmawiamy teraz o kulisach pracy kompozytora i nowych projektach
Bartosz Chajdecki
Ubiegły rok był dla Ciebie bardzo pracowity – w kinach pojawiły się trzy filmy z Twoją muzyką („Różyczka 2”, „Święto ognia”, „Uwierz w Mikołaja”). 2024 rok zapowiada się jeszcze intensywniej. Masz za sobą premiery norweskiego serialu „Furia”, sezon 2 w Prime Video oraz filmu sci-fi „Supersiostry„. Jak doszło do Twojej współpracy przy tych projektach?
Bartosz Chajdecki: Jeśli chodzi o serial „Furia”, to z tego co mi wiadomo, jego showrunner, zdobywca nagrody Emmy Gjermund Stenberg Eriksen, dostał dema muzyki kilku polskich kompozytorów. W bardzo miły sposób dał mi do zrozumienia, że nie miał wątpliwości co do tego, którego z nich wybrać. Potem doszło do naszego spotkania, na którym „coś kliknęło”, jak to się mówi i tak zaczęła się nasza współpraca przy tej produkcji. Z kolei muzyka do filmu „Supersiostry” w reżyserii Macieja Barczewskiego to w pewnym sensie kontynuacja współpracy. Zaczęliśmy ją od filmu „Najlepszy”, którego był koproducentem. Potem zrobiliśmy wspólnie „Mistrza”, a Maciek docenił soundtrack do tego filmu. Wydawało się więc dość naturalne, że będziemy pracować przy kolejnym projekcie.
Co było dla Ciebie największym wyzwaniem w pracy nad muzyką do międzynarodowej produkcji serialowej, jaką jest „Furia”? Czym różniła się od dotychczasowych doświadczeń przy polskich produkcjach?
Na początku wyzwaniem było to, że dostawaliśmy wersję serialu bez napisów. Jako człowiekowi, który nie mówi w języku norweskim, czasami udawało mi się pięknie przestrzelić z muzyką, bo zupełnie nie wiedziałem, o czym jest mowa. Domyślałem się jakiegoś klimatu, po czym dzwonił do mnie showrunner i mówił, to jest przedziwna propozycja do tej sceny, bo oni tu mówią o czymś innym niż sugeruje muzyka. To były takie pierwsze anegdoty związane z „Furią” (śmiech). Ten serial tworzony był w pełni jak film fabularny, czyli muzyka powstawała specjalnie do każdego odcinka, to jest coś wyjątkowego jak na polski rynek. Na dobrą sprawę mogę powiedzieć, że zrobiłem sześć filmów, a nie sześć odcinków serialu, w jakimś sensie. W Polsce robi się to zupełnie inaczej, proces jest o wiele mniej wymagający, pod kątem czasowym i produkcyjnym. W przypadku „Furii” było inaczej. Showrunner Gjermund Stenberg Eriksen też jest człowiekiem niezwykle wymagającym. Fajne jest to, że w pierwszej kolejności wymaga od siebie, jest świetnie przygotowany do pracy, ma to wszystko precyzyjnie rozpisane. W przypadku tego serialu, wszystko było idealnie doprecyzowane. Każda scena była rozbita na kwestie postaci, scenografii, muzyki etc. To był taki gigantyczny arkusz dotyczący całości serialu. Wystarczyło na to spojrzeć i już wszystko było wiadomo.
Filmy sci-fi są od wielu lat niezwykle popularne na całym świecie, a ścieżki dźwiękowe, które z nich pochodzą cieszą się dużym zainteresowaniem. Jak wspominasz pracę nad kompozycjami do filmu „Supersiostry”. Czy inspirowałeś się innymi produkcjami z tego gatunku?
W jakimś sensie w tego typu kinie zawsze inspiruję się przede wszystkim samym gatunkiem i stylistyką muzyki z nim związaną. W polskich warunkach produkcyjnych, muzyka jest tym medium, które może mocno podbić gatunkowość. Szczególnie jeśli mamy do czynienia z budżetami, które nie dorównują wielkim produkcjom Marvela. Muzyka wpływa na całokształt efektu, dzięki czemu możemy potem oglądać film, zrobiony bez kompleksów na światowym poziomie. W przypadku „Supersióstr” postawiliśmy na rozmach. Nie wyznaczaliśmy sobie żadnych ograniczeń muzycznych. Wykorzystaliśmy potencjał brzmienia orkiestry, chóru, solistów, gitar elektrycznych, beatów. Słyszymy wspaniałe wokale Ani Witczak-Czerniawskiej i Kasi Bogusz.
Na platformie Netflix zadebiutował właśnie z powodzeniem thriller „Kolory zła: Czerwień” w reżyserii Adriana Panka z Twoją muzyką. Jak radzisz sobie z pracą nad muzyką do kilku projektów, tak różnych gatunkowo?
Jeśli pracuję w bardzo bliskiej odległości nad różnymi projektami, to tylko dlatego się na nie decyduję, że są od siebie odległe stylistycznie. Dzięki temu nie ma niebezpieczeństwa przenikania motywów albo podobnych klimatów. Jeżeli ma się do przygotowania jedną produkcję po drugiej, to fakt, że są one bardzo różne, ułatwia sytuację. Po pierwsze, człowiek się trochę resetuje z tej stylistyki, w której był. Po drugie, to jest ciekawsze, bo możesz zrobić coś nowego. Trochę sobie nie wyobrażam, żeby do kilku produkcji pod rząd robić bardzo podobną muzykę. Obawiałbym się tego, czy nie powtarzam motywów przez przypadek albo podświadomie, albo w jakikolwiek inny sposób i czy się za bardzo do tego nie zbliżam. Poza tym to by było po prostu nudne. Nie pielęgnuję swojego stylu, tylko raczej staram się komponować do różnych gatunkowo produkcji, bo to jest dla mnie ciekawsze. Może jak kiedyś będę już bardzo stary, to z tego wszystkiego spróbuję stworzyć coś swojego, ale na razie bawi mnie to, że mogę przeskakiwać między projektami i zmieniać stylistyki. Dzięki temu mogę być trochę takim muzycznym kameleonem.
W przypadku thrillera „Kolory zła: Czerwień” wiedzieliśmy, że potrzebna będzie muzyka gatunkowa. Reżyser doskonale czuł, w których momentach powinna podbić emocje, w których akcję etc. Wyznaczyliśmy sobie kierunek, którym podążaliśmy potem w warstwie muzycznej filmu. Od początku było też wiadomo, że muzyka ilustracyjna będzie tu współistnieć z bardzo mocną i dominującą muzyką kadrową, co sprawiało, że musiała być ona też stosunkowo „gęsta” i wyrazista, żeby nie było wrażenia „zapaści”. Reżyser świadomie chciał użyć dużej ilości muzyki, zdając sobie sprawę z nieco innych oczekiwań i wymogów, jeśli chodzi o film kierowany bezpośrednio na platformę streamingową, w stosunku do filmu kinowego, gdzie jednak skupienie widza jest nieco większe i nie ma konieczności operowania tak dużą ilością bodźców dźwiękowych i muzycznych.
W 2 połowie roku będziemy mogli oglądać kolejne produkcje, do których skomponowałeś muzykę m.in. film biograficzny „Simona Kossak” w kinach oraz serial „Idź przodem, bracie” w Netflix. Czy możesz opowiedzieć o pracy nad tymi projektami?
„Idź przodem, bracie” w reżyserii Macieja Pieprzycy to w dużej mierze serial akcji. Natomiast Maciek zawsze mocno buduje dramaturgię i psychologię postaci, więc ta akcja jest inna, bo prowadzi ją przez pryzmat bohaterów. Mamy tu z jednej strony muzykę, która podbija akcję, ale też jest w dużym kontakcie z postaciami. Praca nad tym projektem była bardzo ciekawa, pod tym kątem, że z jednej strony trzeba było nadać tempo, ale z drugiej strony jednak podporządkować muzykę emocjonalności, która jest tu podświadoma w dużej mierze. Maciek jest bardzo precyzyjny jeśli chodzi o muzykę, ale na pewno nigdy nie chce, aby przejęła panowanie nad obrazem, to musi być bardzo wyważone.
Natomiast jeśli chodzi o „Simonę Kossak” w reżyserii Adriana Panka, będzie to projekt z zupełnie inną muzyką. To film, który ma szansę dotrzeć do szerokiej publiczności. Opowiada o odkrywaniu przyrody, o jej ochronie, o naturze, ale też o wspaniałej postaci i mocnej osobowości, jaką była Simona Kossak. Na początku oczywiście myślałem, żeby wyjść od dźwięków przyrody, ale potem stwierdziłem, że to będzie zbyt banalne i finalnie wybraliśmy smyczki, ale w takim bardzo minimalistycznym wydaniu oraz fortepian, który co ciekawe, o wiele bardziej oddziela się od tej przyrody niż smyczki. Muzyka będzie mocno minimalistyczna, fortepianowo-smyczkowa. Choć wprawne ucho wychwyci i w tych pojedynczych, smyczkowych nutach głosy ptaków (śmiech). W filmie pojawią się także bardzo specyficzne i minimalistyczne barwy quasi bluesowe, napędzające, z dominującą rolą fortepianu. W tym przypadku przeszliśmy dużą ewolucję szukając odpowiedniej muzyki. „Simona Kossak” jest filmem bardzo wrażliwym na każdy element i trzeba było uważać na każdą nutę, to musiało być naprawdę bardzo dobrze wyważone.
Niedawno otrzymałeś także nominacje do dwóch prestiżowych nagród za ścieżkę dźwiękową do filmu „Różyczka 2” w reżyserii Jana Kidawy-Błońskiego – Polska Ścieżka Dźwiękowa Roku w ramach Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie oraz Grand Prix Komeda. Jakie znaczenie mają dla Ciebie te nominacje?
Dla mnie nagrody i wyróżnienia nigdy nie były najważniejsze. Natomiast oczywiście prestiż tych dwóch festiwali i moja wielka miłość do Festiwalu Filmowego im. Krzysztofa Komedy w Ostrowie Wielkopolskim ma znaczenie, zawsze ciepło o nim myślę. Przede wszystkim najważniejsze jest to, że oba festiwale są wydarzeniami bazującymi na szacunku do pracy kompozytora muzyki filmowej i to jest ważne. Zawsze się cieszę i jestem dumny z nominacji, zwłaszcza ze strony tych festiwali. Muszę jednak szczerze powiedzieć, że dla mnie praca liczy się bardziej niż nagrody i wyróżnienia. Istotny jest także odbiór wśród słuchaczy. To wspaniałe, że sięgają po moją muzykę także poza filmami i serialami. To są dwie najważniejsze rzeczy, czyli dobra współpraca z reżyserami i producentami, którzy chcą kontynuować ze mną pracę oraz pozytywny odbiór mojej muzyki przez słuchaczy. Czasami dowiaduję się, że ilości odsłuchań mojej muzyki są dosyć duże, co mnie pozytywnie zaskakuje.
2024 rok to wiele interesujących projektów filmowych i serialowych z Twoją muzyką. Co jest dla Ciebie najistotniejsze przy doborze kolejnych produkcji do współpracy? Jakie masz plany zawodowe na przyszłość?
Jest taka wspaniała legenda o tym, że na naszym rynku kompozytor może wybierać projekty do pracy. Oczywiście to nie jest prawda. Kompozytor ma satysfakcję, jak otrzymuje kolejne propozycje. To, czego bym sobie życzył, to żeby dostawać wciąż nowe, interesujące zlecenia. Ogromnie cieszy mnie współpraca z tak znakomitymi reżyserami, z jakimi miałem szansę pracować przez ostatnich kilka lat, w tym także przy ich kolejnych filmach i serialach. To jest taki bardzo dobry czas dla mnie, w którym właściwie nie muszę się zastanawiać nad tym, które projekty wybierać. Oczywiście potem zmagam się z presją, aby je wszystkie na czas przygotować. Myślę jednak, że każdy kompozytor marzyłby o takich wyzwaniach. Praca nad kolejnymi filmami czy kontynuacjami seriali daje też poczucie bezpieczeństwa i zatrudnienia na przyszłość. Mam nadzieję, że wciąż będą powstawać ciekawe i różnorodne produkcje, zarówno kino gatunkowe jak i artystyczne, do których będę miał okazję komponować muzykę.