Mrozu promuje swój najnowszy album Złote bloki, jednak musi chwilowo przerwać trasę koncertową. Podczas ostatniego występu wokalista spadł ze sceny, co nie skończyło się najlepiej.
Półmetek trasy koncertowej Mroza już za nami. Promując najnowszą płytę, wokalista odwiedził takie miasta, jak m.in. Poznań, Bydgoszcz czy Kraków. Podczas pierwszego z dwóch koncertów w mieście królów wydarzył się jednak nieprzyjemny wypadek – Mrozu wychodząc na bis, stracił grunt pod nogami i spadł ze sceny. Upadek był na tyle groźny, że zakończył się skręceniem stawu skokowego. Jak twierdzi sam artysta, była to pierwsza taka niefortunna sytuacja w jego 13-letniej karierze.
Podczas wczorajszego bisu, idąc w stronę podestu, na którym grał Adam (nasz klawiszowiec), w pewnym momencie skończyła się scena. Ten manewr wejścia na podest robię zawsze – tym razem ułożenie sceny było wyjątkowo inne…i w dymie, świetle i emocjach które sięgały zenitu lewa noga straciła grunt. Zleciałem paskudnie skręcając staw skokowy 🙁 Mogło być gorzej, ale mimo wszystko drugi krakowski koncert, który mial odbyć się dziś, musimy przełożyć. Przepraszam jeśli to Wam pokrzyżowało plany!
Niestety, fani wybierający się na drugi z koncertów, który miał odbyć się w poniedziałek 28 listopada, będą musieli jeszcze trochę poczekać. Data występu została przełożona na 19 grudnia. Bilety zachowują ważność, a wszyscy, którym nie pasuje nowy termin otrzymają zwrot.
Świąteczny sezon oficjalnie rozpoczęty na listach Billboardu. W dziesiątce albumów znajdziemy już wydawnictwo Michaela Bublé, a na Hot 100 aż cztery sezonowe piosenki.
Laureatka nagród Grammy i Oscara odeszła w wieku 63 lat.
Irene Cara to amerykańska wokalistka, kompozytorka i aktorka. Największą popularność przyniósł jej udział w musicalu „Fame”w 1980 roku. Artystka początkowo miała w nim tylko tańczyć, jednak po usłyszeniu jej niezwykłego głosu, scenariusz został zmieniony, a jej rola rozbudowana. W filmie możemy usłyszeć 2 piosenki w wykonaniu Irene Cary – utwór Fame, oraz Out Here on My Own.
Kolejnym wielkim sukcesem okazał się wydany w 1983 roku przebój Flashdance…What a Feeling pochodzący ze świeżki dźwiękowej do filmu „Flashdance”. Utwór przez wiele tygodni nie schodził z list przebojów.
O śmierci artystki poinformowała w sobotę jej agentka, Judith A. Moose. Przyczyna śmierci nie jest jeszcze znana, wiadomo natomiast że Irene Cara zmarła w swoim domu na Florydzie.
This is the absolute worst part of being a publicist. I can't believe I've had to write this, let alone release the news. Please share your thoughts and memories of Irene. I'll be reading each and every one of them and know she'll be smiling from Heaven. She adored her fans. – JM pic.twitter.com/TsC5BwZ3fh
Kończy się listopad, nadchodzi przesilenie zimowe, sylwester, święta, i kolejna z moich ulubionych rzeczy – wysyp tekstów wymieniających najlepsze albumy roku.
Ja raczej nie będę państwu opowiadać o Najlepszej płycie roku, tak jak bym słuchała wszystkiego i pretendowała do obiektywizmu. Zamiast tego, chciałabym opowiedzieć o płycie pełnej najpiękniejszej muzyki jaką udało mi się w tym roku spotkać, i która uparcie nie chce opuścić mnie od pierwszego jej wysłuchania, w marcu tego roku Ants From Up There zespołu Black Country, New Road. Że portal metacritic zsumowujący wszystkie amerykańskie recenzje muzyczne uznał ją za trzecią najlepszą płytę roku jest tylko miłym, acz schlebiającym dodatkiem.
Album ukazał się 4 lutego 2022 roku, tuż przed odejściem gitarzysty i wokalisty zespołu Isaaca Wooda. W pełnym składzie zespół zdołał nagrać tylko dwa albumy – ale co to są za albumy. Przed swoim rozpadem nie zdążyli przyjechać do Polski, zdążyli tylko swój przyjazd obiecać i nie przybyć. Ale nie ma po co mówić im niemiłych rzeczy – na rzeczonej drugiej płycie zespół w dziesięciu utworach i pięćdziesięciu ośmiu minutach zawarł w końcu wczesną wiosnę, a za to należy się wyrozumiałość. Nie ma powodu wierzyć mi na słowo, płyta jest dostępna w streamingach, proszę pójść, sprawdzić, posłuchać. Dokładnie tak brzmi pierwsze, wiosenne, pomarańczowe i marcowe, polskie słońce. Nos wystawiony do pierwszych wystających zza chmur słonecznych promieni, i kremówki z papierosami. Z przeraźliwie smutnym Haldern, absolutnie magicznym Concorde, beznadziejnie zakochanymi The place where he inserted the Blade i Snowglobes, oraz niepodważalnie najpiękniejszym Good will hunting. Mogłabym opowiadać o przepięknie, subtelnie i wyraziście wymieszanych instrumentach, o piosenkach które mają idealną piosenkową długość, to znaczy od pięćdziesięciu sekund do dwunastu minut. Ale po co, jak śpiewa London Grammar; „lord, it’s a feeling”.
She had Billie Eilish style Moving to Berlin for a little while I’m tryna find something to hold on to Never text me nothing But she wants to tell me She’s not that hard to find And message me if you change your mind Darling, I’ll keep fine
Kto tak w ogóle pisze? Gdzie tego uczą? Skąd się to bierze. Nawet nie wiedziałam że tak da się opowiadać o uczuciach po angielsku. Angielski rok z delikatnymi, jazzowymi instrumentalami, delikatnymi troszkę popowymi tekstami o niemiłości, i delikatną, kompletnie nierzucającą się w oczy okładką układają się w prawie godzinę magii, która przynosi atmosferę oczekiwania na nadchodzący kwiecień nawet do małej, ozdobionej świątecznie i grudniowo kuchni, w której teraz teraz siedzę.
Ostatni tydzień listopada przed nami, czego słuchacie?
Marcin Jaguś
Ania Leon, Bokka — Apocalypse Afterparty
Zakochałem się w tym singlu zaraz po pierwszym przesłuchaniu. BOKKA i Ania Leon tak cudownie się w nim dopełniają, zresztą w tym utworze słychać charakterystyczne brzmienia tych obu biegunów. Delikatny refren w wykonaniu BOKKI i mroczne elektroniczne brzmienia Ani Leon. Dla mnie to idealne połączenie.
Swiernalis — Nagasaki (Kayax XX Rework)
Swiernalisa obserwuje już od czasów promocji jego debiutanckiego albumu i widzę jak daleką drogę ten artysta przebył. Jestem dumny, że możemy go usłyszeć w coraz to nowych projektach. Słyszeć go w utworze Kasi Nosowskiej jest czymś jeszcze przyjemniejszym. Z niecierpliwością czekam na jego kolejny, 3 już album.
Daria Zawiałow, Dawid Podsiadło — Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości
Klimat i piękno tego utworu odkryłem na nowo jakiś tydzień temu na koncercie Darii Zawiałow w Katowicach. Artystka ten numer wykonuje na swojej specjalnej trasie koncertowej, u jej boku tym razem możemy usłyszeć Rubensa, którego debiutancki album miał premierę w listopadzie tego roku. Jednak wersja z Męskiego Grania jest dla mnie o tyle ważna, że zeszłoroczna trasą była moim pierwszym fizycznym doświadczeniem z festiwalem, który od lat jest dla mnie świętem polskiej piosenki.
Hurt — Mary Czary
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów tego zespołu jest inny singiel z tego samego albumu, jednak to właśnie Mary Czary są dla mnie kwintesencją Hurtu. Rock połączony z popem i elektroniką oraz wyważone teksty, które czasem są niebanalne, a czasem wręcz przeciwnie. Cały album Załoga G pomimo swoich lat jest jednym z moich ulubionych polskich wydawnictw.
JAWNY — adios
Ten artysta jest naprawdę obiecującym nazwiskiem na scanie zagranicznego, alternatywnego rocka. Dotychczas zaprezentowany przez niego materiał w postaci kilku minialbumów jest lekki i interesujący. JAWNY dopiero w tym roku zdecydował się pokazać w którą stronę pójdzie na swoim debiutanckim longplayu i efektem tej decyzji jest klimatyczny singiel adios.
Marta Muśko
McAuley Schneker Group – Bad Boys
W Polsce na platformy streamingowe właśnie trafił album Save Yourself grupy MSG z 1989 roku. Jest to jedyna płyta zespołu, której nie posiadam w wersji fizycznej, tak więc cieszę się, że Spotify przyszło z odsieczą. Uważam, że jest to jeden z najbardziej niedocenianych zespołów rockowych, płyt oraz etapów w twórczości gitarzysty Michaela Schenkera. Nie ma tu ani jednego złego utworu, co najwyżej Źli chłopcy z okropnie dobrym wokalem Robina McAuleya.
Joan Jett – Dirty Deeds
Żeńska przedstawicielka sceny rockowej, Joan Jett nagrała swoją wersję przeboju grupy AC/DC, skracając tytuł do Dirty Deeds. Cover znalazł się na płycie The Hit List z jej interpretacjami rockowych klasyków. Muzycznie – konkretnie i z zadziorem.
Eros Ramazzotti – Ama
Eros Ramazzotti niedawno zaprezentował swój 15 studyjny krążek zatytułowany Battito infinito. Pierwszym singlem z tego wydawnictwa jest Ama. W skrócie: włoska maszyna do wydawania przebojów, niezmiennie od ponad trzech dekad.
Dire Straits– Expresso Love
Muzyka zespołu Dire Straits nigdy nie była mi szczególnie bliska. Bardziej kojarzyła mi się z radiowymi przebojami, aczkolwiek niedawno uległo to zmianie. Genialne numery Expresso Love wraz z Tunnel Of Love z płyty Making Movies aktualnie stawiają mnie na nogi bardziej niż kofeina.
Def Leppard – U Rok Mi
Zespół powrócił w tym roku z wyczekiwaną płytą oraz koncertowym ogłoszeniem. Na Diamond Star Halos muzycy trzymają wysoki poziom, bawią się muzyką pop i rockiem, jak za młodzieńczych czasów. U Rok Mi ze świetną gitarową solówką jest jednym z tych utworów, której rytm potrafi porządnie zakołysać.
Arek Zroślak
Taylor Swift – You’re on Your Own, Kid
Muszę się do czegoś przyznać – nigdy specjalnie nie byłem fanem Taylor Swift, jakoś nie mogłem przekonać do jej twórczości (z wyjątkiem duetów z The Civil War czy Bon Iver). Tymczasem album Midnights bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Jednak moje serce podbiło spokojne, acz przebojowe You’re on Your Own, Kid.
S10 – Nooit Meer Spijt ft. Froukje
S10 to jedno z moich odkryć tegorocznej Eurowizji, natomiast Froujke znam, bardzo lubię i śledzę od dawna. Dlatego z niecierpliwością czekałem na kolejną współpracę obu holenderskich artystek. Na szczęście się nie zawiodłem. Nooit Meer Spijt kupiło mnie praktycznie od pierwszych sekund, a przy refrenie za każdym razem szaleję z zachwytu.
Hozier – Swan Upon Leda
Hozier powrócił i to w jakim stylu. Swan Upon Leda ma jeden z najlepszych intrumentali jakie słyszałem w tym roku, no i ten tekst.
Piotr Zioła – Wszystko co mam
Najnowszy album Piotra Zioła bardzo dobrze „działa” przy jesiennej, pochmurnej aurze. W końcu któż by nie chciał w szarym listopadzie zamówić taksówki i wyjechać do Włoch?
Natalia Szroeder – Zima
Od jakiegoś czasu Natalia Szroeder wyrasta na moją ulubienicę na polskim rynku muzycznym. Jej najnowszy singiel Zima tylko podtrzymuje mnie w tym przekonaniu. Czysta delikatność i subtelność zaklęta w niecałe 3,5 minuty, uwielbiam.