Giant Rooks to niemiecki indie rockowy zespół założony w 2014 roku w miejscowości Hamm. 16 października zespół wyda swój trzeci album studyjny If Heaven Exist, This Night Be It, który promują single The Future Is Cancelled, Want It Back, The Waves oraz Slow Dance (For A Minute). Przed koncertem zespołu na Bittersweet Festival w Poznaniu spotkaliśmy się z Frederikiem Rabe (wokal), Finnem Schwietersem (gitara) oraz Jonathanem Wischnowskim (instrumenty klawiszowe), aby porozmawiać o nadchodzącym albumie.
Julia Maciąg: Jesteśmy właśnie na Bittersweet Festival. Co dla Was oznacza, że coś jest „bittersweet”?
Finn Schwieters: „Bittersweet” to właściwie ciekawe słowo. To bardzo dobre określenie dla muzyki. Muzyka, którą najbardziej kocham, jest zdecydowanie słodko-gorzka. A jak u Was?
Frederik Rabe: Też tak myślę. Bardzo podoba mi się to słowo. Kiedy pierwszy raz oglądałem swój ulubiony serial, nazywa się Fleabag, pomyślałem, że jest taki słodko-gorzki. I w pewien sposób opisuje trudności związane z ludzkimi emocjami, bo mogą być jednocześnie tak słodkie i tak gorzkie. I to jest w tym bardzo piękne.
Jonathan Wischnowski: Tak, zgadzam się z tym.
Julia: Wydajecie 16 października album If Heaven Exist, This Might Be It. Którą piosenkę z tego albumu określilibyście jako najbardziej słodko-gorzką?
Finn: Od razu przychodzi mi do głowy jedna konkretna – „The Big Night Out”.
Julia: To jeszcze niewydana piosenka!
Finn: Dokładnie tak, więc będziecie musieli trochę dłużej poczekać, żeby jej posłuchać. Ale powiedziałbym, że najbardziej pasuje do tego określenia.
Fred: Dla mnie The Waves.
Julia: Właśnie to jest akurat moja ulubiona piosenka zapowiadająca album. Uwielbiam mieszanie języków oraz głos Solann. Co było inspiracją do zaproszenia jej do tego utworu? Czy lubicie łączyć ze sobą dwa gatunki muzyczne i dwa języki?
Fred: Myślę, że bardzo lubimy eksperymentować i naprawdę zanurzać się w różnego rodzaju muzyce i gatunkach. Dla mnie fascynujące jest to, że ludzie nie słuchają już tylko jednego, konkretnego gatunku. Kiedyś mój tata zawsze chodził do sklepu z winylami i szukał wyłącznie muzyki bluesowej albo rockowej – teraz jest inaczej.
Co do Solann. Pojechałem na kilka dni do Paryża i poszedłem na koncert Patricka Watsona. Solann nagrała z nim utwór i również była wtedy w Paryżu, gdzie wykonali razem piosenkę. Później po tym występie byłem kompletnie zachwycony jej głosem. Napisałem do niej na Instagramie, że to było niesamowite i jestem ogromnym fanem. A ona mi odpisała: „Serio? Ja jestem ogromną fanką Giant Rooks od wielu lat i mam dużo piosenek na swojej playliście!”. Była naprawdę, naprawdę super.
Kilka tygodni później, kiedy już ze sobą pogadaliśmy, napisałem do niej, czy chce się dograć do The Waves. Po zaledwie kilku minutach odpisała: „Hell yeah”. Spodobała jej się piosenka i tak naprawdę wszystko poszło bardzo łatwo. Została też naszą dobrą przyjaciółką. Jest bardzo, bardzo serdeczną osobą i niesamowicie utalentowaną wokalistką.
Julia: Album If Heaven Exists, This Might Be It zostanie wydany w październiku, po waszej niemieckiej trasie. Dlaczego zdecydowaliście się wydać ten album dopiero po tak wielu koncertach?
Finn: To nie będzie tak, że będziemy grać wyłącznie niewydane piosenki i ludzie nie będą ich znali. Zdecydowanie będziemy grać wydane już utwory z albumu, a przed trasą wydamy jeszcze więcej piosenek I te niewydane również. Myślę jednak, że fajnie jest, kiedy ludzie mogą najpierw odkryć nowe piosenki na koncercie, a dopiero później dosta je oficjalnie. Właściwie robiliśmy tak od początku naszej kariery – najpierw zaczynaliśmy wykonywać piosenki na żywo, a dopiero później je wydawaliśmy.I teraz będzie tak samo. Myślę, że mimo wszystko będzie to dobry koncert, nawet jeśli album pojawi się trochę później.
Julia: Mam nadzieję. Sam tytuł albumu jest bardzo ciekawy. Czy naprawdę uważacie, że tych 12 piosenek może brzmieć jak niebo?
Finn: Sam bym tak nie powiedział. To byłoby trochę dziwne.
Julia: Bo dla mnie teksty są słodko-gorzkie. Dlatego chciałam wiedzieć, skąd wziął się pomysł na ten tytuł?
Finn: Myślę, że jest w nich też smutek, głównie przechodzenie przez różne emocje, które odczuwamy jako ludzie. Samo życie i możliwość doświadczania złamanego serca, straty czy miłości to największy dar. To właśnie wszystko nadaje życiu sens. Nie musi chodzić tylko o piękne, radosne chwile. Możemy też być smutni, przechodzić przez rozstania i tak dalej. To po prostu część tego, co czyni nas ludźmi.
Stwierdziliśmy, że żyjemy w dość burzliwych czasach. Jest wiele powodów do pesymizmu, chociażby przez sytuacje na świecie. Wiele osób ma obecnie poczucie, że wszystko jest trochę mroczne, ale jednocześnie wciąż dzieje się tak wiele pięknych rzeczy i jest tak wiele osób, które próbują uczynić ten świat lepszym. Społeczność, przyjaźnie, nasze doświadczenia jako zespołu, możliwość podróżowania po świecie, tworzenia muzyki i wszystko, co się z tym wiąże. To wszystko jest naprawdę piękne. Szkoda byłoby to przegapić tylko dlatego, że jesteśmy w pesymistycznym nastroju. Dlatego ten tytuł jest takim przypomnieniem, żeby wciąż szukać piękna, które nadal jest wokół nas.
Julia: Wasz główny singiel to The Future Is Cancelled ma dosyć pesymistyczny tytuł.
Finn: Sama piosenka jest bardzo przygnębiająca, to prawda. Może nawet trochę za bardzo. Myślę, że właśnie dlatego stwierdziliśmy, że chcemy przekazać pozytywną wiadomość – jeśli niebo istnieje, to może być to. To jest pozytywne przesłanie, dlatego właśnie teraz potrzebujemy więcej pozytywnych wiadomości.
Julia: Kolejną słodko-gorzką piosenką jest Want It Back, ponieważ daje mi bardzo wakacyjny i festiwalowy vibe o wakacyjnym romansie. Jaka była inspiracja do jego stworzenia?
Finn: To była właściwie jedna z pierwszych piosenek, które napisaliśmy na tę płytę. W 2024 roku, czyli już dwa lata temu, graliśmy bardzo długie trasy koncertowe. Byliśmy w trasie praktycznie przez cały rok, a pod koniec 2024 roku zdecydowaliśmy się zrobić sobie krótką przerwę. Na początku 2025 roku spotkaliśmy się ponownie w naszej sali prób i zaczęliśmy znowu pisać. Stwierdziliśmy po prostu, że musimy uwolnić się od jakichkolwiek oczekiwań z zewnątrz i że nie będziemy nikomu pokazywać nowości i zachowamy je tylko dla siebie.
Napisaliśmy mnóstwo piosenek, a „Want It Back” była właściwie jednym z pierwszych utworów, z których naprawdę byliśmy podekscytowani. Od razu zaskoczyło i bardzo spodobało nam się jej energetyczne brzmienie. Nadal jest jedną z moich ulubionych piosenek.
Julia:
Ale Slow Dance mam wrażenie, że jest na ten moment najszczęśliwszą z tych wydanych piosenek.
Finn: Serio tak uważasz?
Julia: Zdecydowanie. Mam wrażenie, że ze wszystkich wydanych utworów to właśnie Slow Dance ma w sobie najwięcej takiej pozytywnej, wręcz niebiańskiej energii. Bardzo podoba mi się jej sielski klimat i ta romantyczna aura.
Finn: Dzięki bardzo! Ta piosenka też jest dość słodko-gorzka, bo opowiada o końcu związku i o tym, że nie będziecie już iść dalej razem, ale mimo wszystko nadal chcecie spróbować i przeżyć jeszcze ten jeden wyjątkowy moment razem.
To właśnie jest głównym tematem piosenki „One last time take me dancing”. To właściwie kluczowy wers tej piosenki, który jest też tym pierwszym.
Julia: Przypomniałam sobie, że wspominacie tutaj o Life on Mars? Davida Bowiego. Co sprawiło, że nawiązaliście do tego legendarnego utworu?
Fred: To było właściwie bardzo ciekawe. Siedzieliśmy w studiu i zastanawialiśmy się, czy fajnie byłoby umieścić w tej zwrotce bardzo konkretny wers z jakiejś piosenki albo nazwę piosenki. Potrzebowaliśmy utworu, którego chciałoby się słuchać podczas nocnego spaceru do domu po imprezie. Wspólnie przejrzeliśmy piosenki, które lubimy. Podczas COVID-u robiliśmy dużo live sessions różnych coverów. Nagraliśmy wtedy również cover Life on Mars? Davida Bowiego, więc pomyśleliśmy, że byłoby super zrobić takie symboliczne zatoczenie koła, nawiązując do tej piosenki.
Julia: Tak na zakończenie, co chcielibyście przekazać nowym słuchaczom, żeby zachęcić ich do słuchania waszej nowej muzyki? W jaki sposób sami najbardziej lubicie odkrywać nową muzykę?
Finn: Zawsze dobrym pomysłem jest słuchanie muzyki w samochodzie, podczas długiej podróży albo w pociągu, czy gdziekolwiek. Dla mnie poruszanie się i jednoczesne słuchanie muzyki jest idealnym połączeniem.
Fred: Zdecydowanie. Najbardziej lubię moment, kiedy po prostu wychodzę z domu. Mieszkamy obecnie w Berlinie i szczególnie wieczorem albo nocą jest naprawdę pięknie. Uwielbiam spacerować bez celu i słuchać muzyki na full. W ten sposób naprawdę docieram do swoich emocji. Muzyka jest jak otwieranie drzwi do emocji i uczuć. I myślę, że świetne jest nie tylko odkrywać muzykę leżąc w łóżku, ale po prostu wychodząc, spacerując albo podróżując gdzieś samochodem. A ty, John?
Jonathan: Zgadzam się. Zawsze uwielbiam odkrywać nowe brzmienia podczas podróży pociągiem. Możemy patrzeć przez okno, obserwować zmieniający się krajobraz. Kiedy krajobraz zmienia się za oknem pociągu, bardzo pięknie jest mieć soundtrack do tego, co widzimy. Dlatego podróżowanie to świetny sposób na odkrywanie nowej muzyki.
Julia: W takim razie dzięki bardzo za tę rozmowę.
Giant Rooks: Dzięki!
