Renata Przemyk nie przyjmie Nagrody Mediów Publicznych

Jakiś czas temu pojawiła się informacja ze strony Polskiego Radia o nominacjach do Nagród Mediów Publicznych 2022.

W nominowanych do kategorii muzycznej byli Renata PrzemykMarcin Pospieszalski i Łukasz Borowicz. Ogłoszenie wyników nastąpi dzisiaj wieczorem, ale już wczoraj wypowiedziała się nominowana artystka w tej sprawie.

Otóż, wokalistka nie przyjmie nagrody, o ile wygra. Za pośrednictwem swojej strony na Facebooku wytłumaczyła ten krok takimi słowami:

Szanowni Państwo, ogromnie miło jest być zauważanym i nagradzanym, zwłaszcza jak się jest artystą niezależnym a nagrodzie towarzyszy spora kwota pieniędzy. Tym bardziej z żalem zawiadamiam, już na etapie nominacji, że Tej nagrody przyjąć bym nie mogła. Linia programowa mediów publicznych rozmija się z moją linią światopoglądową. Różne też mamy spojrzenia na prawa kobiet, tolerancję, sztukę i wolność słowa. Ciągle rozpaczam po dawnej Trójce, która uczyła nas myśleć samodzielnie i ironicznie. Byłam dobrą uczennicą wychowaną na GombrowiczuHaškuNiedźwieckim Kaczkowskim. Ja bym w oczy sobie spojrzeć nie mogła przyjmując dziś nagrodę od instytucji tak obcej im ideologicznie. Być może skończy się na nominacji, w tej sytuacji już na pewno. Jednak nie mogłam czekać. W momencie ogłoszenia, rezygnacja z otrzymanej nagrody miałaby mocniejszy wydźwięk. Jeśli jednak nagrody by mi nie przyznano, ciche moje oczekiwanie mogłoby być potraktowane jako nadzieja na otrzymanie a nie chciałabym, żeby pozostał choćby cień wątpliwości. Z wyrazami szacunku dla kapituły!

Od wczoraj w mediach panuje totalny szum na ten temat, w dużej mierze pozytywny. Aczkolwiek, nie zabrakło hejtu. Jej post skomentował nawet polityk z partii Solidarna Polska, ale nie zrozumiał przekazu postu i decyzji, tak jak internauci nie zrozumieli to, co on chciał przekazać.

AAMXMAS Giveaways 2022 – Wygraj najnowszy album Viki Gabor, ID

Oficjalnie rozpoczynamy AAMXMAS Giveaways 2022. Przez najbliższe trzy tygodnie będziemy Was rozpieszczać masą konkursów. Jedyne co musicie zrobić by wygrać, to odpowiedzieć prawidłowo na kilka pytań i mieć co nieco szczęścia w losowaniu. Do dzieła.

„[…] temat wesela jest takim, którego w naszym kraju nikt zbliżający się do trzydziestki nie ominie” Wywiad z Małymi Miastami

Wesele. Ważny moment w życiu wielu osób. Duże przedsięwzięcie. Wiążę się z nim ogrom przygotowań, długie godziny planowania, oczekiwania i prób zorganizowania całego wydarzenia dokładnie tak jak chcemy. Można mu się przyjrzeć z wielu różnych stron.
I tego właśnie podjął się duet Małe Miasta na swojej najnowszej płycie.
W trakcie naszej rozmowy wspólnie z Mateuszem Holakiem i Mateuszem „Jordahem” Gudlem staraliśmy się odrobinę przybliżyć skąd wziął się ten pomysł, jak artyści do niego podeszli czy też czego można spodziewać się po krążku. Nie zabrakło oczywiście też kilku innych ciekawych tematów. Przeczytajcie zapis wywiadu.

Adrianna Małolepszy: Serdecznie gratuluję płyty!

Dzięki!

AM:  Dlaczego wesele? Dlaczego wybraliście akurat taki temat?

Jordah: Myślę, że temat wesela jest takim, którego w naszym kraju nikt zbliżający się do trzydziestki nie ominie. W tym roku sam miałem swoje wesele, więc jestem totalnie na świeżo.

AM: Wiem, że nie wyglądało ono tak tradycyjnie jak takie, które omawiacie na płycie.

Nie było takich typowych tradycyjnych elementów jak ślub kościelny. Moja ceremonia była całkiem świecka i w miarę na luzie. Był trochę stres, ale nadal luźno. Przysięgaliśmy sobie przed naszą przyjaciółką, ale były też klasyczne elementy jak sukienka, sala, jedzenie, tańce. Moja rodzina też bardzo dobrze to wszystko przyjęła.

AM: Czyli nie było ze strony Twojej mamy tych wszystkich pytań, które zadaje ci występując w teledysku do Kiedy Moje Wesele?

Może na początku, ale potem już nie.

AM: A ty, Holak, jakie masz podejście do takich tradycyjnych wesel?

Holak: Wydaje mi się, że mam w sobie połączenie tradycjonalisty i myślenia racjonalnego i raczej nie mógłbym się zgodzić na takie tradycyjne wesele ze względu na kwestie wiary. Jest to ze mną sprzeczne, ale podoba mi się ta przaśna strona.
Wydaje mi się, że na tej płycie prześlizgnęliśmy się po stereotypach. Jest tam oczywiście część naszych przemyśleń, ale nie na nich się skupiliśmy. Nie mówimy jednoznacznie co robić, a czego nie, po prostu eksplorujemy temat.
Ślub jest w naszej kulturze takim kolejnym etapem, jak komunia czy matura.

To ciekawe zaczęliśmy pracować nad tą płytą zanim Mati zdecydował się na swoje wesele i na przestrzeni powstawania jej sami zmieniliśmy podejście do całego tego wydarzenia.

AM: No właśnie, bo w piosence Lufy na Stole w tekście jest “wesele 2019’, czy ta płyta faktycznie tak długo powstawała?

Jordah: Tak. Później chcieliśmy to usunąć, ale zostawiliśmy na dowód tego jak długo trwał ten proces. Była to jedna z pierwszych piosenek, które powstały na krążek.

AM: Chyba nie jest Wam łatwo się zgrać, żeby zrobić coś wspólnie. Robicie mnóstwo fajnych rzeczy osobno… Co Wam daje ten wspólny projekt?

Jordah: Przede wszystkim granie zespołowe. Rzeczy solo są super, fajnie się je robi, jest pełna kontrola, ale świetnie też grać z kimś, gdzie trzeba się zderzyć nie tylko ze swoją wizją, ale też z czyjąś. Można też fizycznie pograć muzykę.
Ten zespół ma już trochę lat i zawsze przypominają mi się te pierwsze sesje nagraniowe w domu u rodziców Holaka, w Poznaniu… świetne wspomnienia.

Holak: Ale musisz też wiedzieć, że ten długi czas powstawania tej płyty wcale właściwie nie wynika z tego, że trudno nam się było spotkać, bo o dziwo tutaj wszystko robiliśmy będąc razem w studio, a nie tak jak poprzednie, zdalnie.
Bardzo dużo czasu zajęło rozwinięcie tego projektu o te wszystkie rzeczy wizualne. Na pewno nie bylibyśmy też zadowoleni z wydania płyty Wesele nie mając na horyzoncie zorganizowania wesela, więc musiała trochę poleżeć i poczekać na odpowiedni moment. 

AM: No właśnie, bo jest na tej płycie kilka dodatkowych elementów, jak choćby ta narracja pomiędzy utworami, którą pomagali Wam tworzyć inni artyści, czy świetna wizualizacja 3D. Kto jest jej autorem?

Jordah: To tworzył nam kolega, z którym nigdy nie widzieliśmy się na żywo, ale znamy się bardzo dobrze, Marcel Zaporny, współpracujemy już długo. Robi wspaniałe rzeczy i świetnie się wpasował do tego projektu.

AM: Wyszedł z tego trochę steampunk. Wygląda świetnie.

Holak: To właśnie zasługa Marcelego.
Myślę, że przy tej płycie wiedzieliśmy wyjątkowo dokładnie z kim chcemy pracować. Okładkę na przykład tworzył Kuba Owczarek. Myślę, że wizualnie puszczamy oko do tradycyjnego wesela, ale jednocześnie każdy z tych elementów ma w sobie coś bardzo współczesnego.

AM: Łączycie na tej płycie mnóstwo elementów, zarówno wizualnych jak i muzycznych. Na przykład te gitary w numerze Pociąg, które uwielbiam.  Od czego zwykle wychodzicie tworząc utwór?

Holak: Tutaj nie ma zasady. Wydaje mi się, że Pociąg zaczął się właśnie od tej gitary, ale nie można tego traktować jako zasadę. To co myślę najbardziej spaja ten proces twórczy przy każdej z piosenek to, to że wszystkie powstały, kiedy byliśmy wspólnie w studio.

AM: A jaka jest dla Was największa różnica w tworzeniu wspólnie, face to face, a zdalnie?

Jordah: Na pewno decyzje zapadają znacznie szybciej. Pamiętam, że kiedy pracowaliśmy online nad piosenkami to często zostawiałem coś na dzień, dwa i potem nie potrafiłem podjąć konkretnych decyzji. W studio ograniczał nas trochę czas i w ogromnej większości rzeczy zostawały dokładnie tak jak zarejestrowaliśmy je po raz pierwszy.

AM: Przewija się przez tę płytę naprawdę sporo świetnych osób. Zaskoczyliście mnie zapraszając Andrzeja Piasecznego. Dlaczego akurat Andrzej i dlaczego w tym utworze.

Holak: Nie wiem czy powinien to mówić, ale jeszcze zanim powstała ta piosenka to miałem w głowie Krzysztofa Krawczyka jako gościa. Z wiadomych względów nie było to jednak możliwe, ale wciąż mieliśmy to brzmienie nawiązujące do polskiego popu lat 90. Jest to nietypowy styl jak na Małe Miasta, ale jest w tym troszkę przekory, troszkę nawiązań do tego wesela. Chcieliśmy żeby gość był właśnie z tego świata, żeby jego głos kojarzył się z tą stylistyką lat 90. Wydaje mi się, że Andrzej to bardzo charakterystyczna marka, trochę spełnienie marzeń naszych mam i wyjście poza naszą strefę komfortu. Mogliśmy zaprosić kogoś ze środowiska, w którym na co dzień się poruszamy, ale wydaje mi się, że nie byłoby już wtedy takie nowatorskiej energii. To połączenie chyba faktycznie jest nieoczywiste.

Jordah: Ale jest to nie tylko spełnienie marzeń naszych mam, bo i moich też. Przypominając sobie lata 90’, kiedy byłem dzieckiem to te moje pierwsze wspomnienia i próby śpiewania na pewno są związane z Andrzejem i z zespołem Mafia. Moja starsza siostra wtedy też była ogromną fanką tych piosenek i to chyba dzięki niej udzieliło się to i mnie.

AM: Masz rację. Teraz wracając do tego myślami, to jest trochę kwintesencja tamtego okresu w Polsce..
Zastanawia mnie czy teraz ze względu na płytę Małe Miasta wejdą dla Was trochę na pierwszy plan czy będziecie się starali łączyć wszystkie Wasze projekty?

Holak: To jest trudne pytanie. Ja gram teraz w trzech zespołach na raz i mam wrażenie, że są to trzy różne światy, ale przeplatają się, bo Mati bierze udział w każdym z tych projektów, ale są bardzo różnorodne.
Łączy je oczywiście moja osoba, ale jeśli chodzi o narzędzia są bardzo różne. Mamy naszą wspólną płytę weselną, jeden zespół jest punkowy, a rzeczy, które wydaje jako Holak są bardzo osobiste i związane ze mną

Jordah: Na pewno nie będziemy czekać 4 lata z kolejną płytą. Jeśli chodzi o Małe Miasta to w tej chwili to dobrze i chyba na tę chwilę chcemy to pociągnąć.

AM: Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę.

Dzięki!

W drodze na Renesans. Zespół Sorry Boys wystąpi w Toruniu

Na trasie zespołu Sorry Boys nigdy nie powinno zabraknąć Torunia. Tak jest i tym razem, bo 11 grudnia wystąpią w klubie Lizard King.

Mam na imię Starry. Mam na imię tak, jak chcesz. Moja miłość nie ma granic – rozdaję ją na ulicach, w domach, wszystkim, którzy jej potrzebują. Ale tak naprawdę mam tylko ciebie. I siebie. Renesans jest stanem, do którego dążę. Bezwiednie, wbrew grawitacji, z tęsknoty za chmurami. Piosenki są zapisem momentu, który do renesansu prowadzi, poprzedza go. Zapach ziemi po deszczu, widok góry Fudżi na horyzoncie Warszawy. Cante Jondo, ta melodia mi się śni, na na na… Wenus ponownie wyłania się z błękitu, jest w niej mądrość kobiecej energii, która wibruje z czakry serca i łona. Jak miłość, jest światłem. Ale bez ciemności, nie widzielibyśmy gwiazd, z których jesteśmy stworzeni. Nasze ciała są z tych samych pierwiastków, które krążą odwiecznie w kosmosie. Nasze ciała śpiewają piosenki naszym duszom.

25 listopada 2022 ukazał się „Renesans”, piąty studyjny album Sorry Boys!

Ta pełna paradoksów, poetycka i przebojowa płyta jest zupełnie nowym muzycznym rozdziałem w historii zespołu. „Mapy gwiazd”, singiel otwierający erę „Renesansu”, wprowadza nas do świata Starry – alter ego Beli Komoszyńskiej, wokalistki, autorki tekstów i współkompozytorki piosenek. Starry komunikuje się ze słuchaczami również w świecie pozafonograficznym za pośrednictwem e-Pocztówek – listów, w których dzieli się swoimi przemyśleniami z anonimowym adresatem. Starry jest przewodniczką po świecie „Renesansu”, nie objaśnia go, lecz pokazuje jego wielowymiarowość.
Utwory skomponowali członkowie Sorry Boys: Tomasz Dąbrowski, Bela Komoszyńska i Piotr Blak. Współkompozytorem jednego z utworów i współautorem jednego z tekstów jest Miuosh. Za produkcję muzyczną albumu odpowiadają: stały współpracownik zespołu Marek Dziedzic oraz Kuba Galiński, Jan Biedziak i sam zespół.

Trasa koncertowa promująca płytę “Renesans” rozpoczęła się 2 grudnia 2022. A już 11 grudnia zespół zawita do Torunia.

BILETY w cenie przedsprzedaży (I PULA / 79 PLN) dostępne online oraz stacjonarnie:
▪Biletyna.pl: https://bit.ly/3ESMUji
▪KupBilecik.pl: https://bit.ly/3eLlf9m
▪Biletomat.pl: https://bit.ly/3MXe5LH
▪Ebilet.pl: https://bit.ly/3TwcP4H
▪Biuro Copernicana, ul. Żeglarska 10/14
▪Inf. Turystyczna, ul. Rynek Staromiejski

🎫 BILETY w cenie regularnej (II PULA / 89 PLN) w przypadku nie wyczerpania całej puli będą dostępne w dniu koncertu przy wejściu do klubu od godz. 18:00.

„Nikt tak pięknie nie śpiewał o emocjach jak Ty”. Relacja z toruńskiego koncertu Darii Zawiałow

Wiecie co jest pięknego w koncertach? To fakt, że na jakiś czas możemy odseparować się od problemów i ponurej pogody, ciesząc się tym samym z pięknych dźwięków muzyki. Taki był właśnie wczorajszy wieczór, który umiliła nam Daria Zawiałow.

Wokalistka przyjechała do Torunia w ramach swojej najnowszej trasy koncertowej Metropolis… Wojen nie będzie. Po serii tych koncertów na dłuższą chwilę zniknie, by zaszyć się w studiu nagraniowym i zacząć nagrywać nowy materiał na płytę. Z jednej strony smutek, a z drugiej radość, że będzie coś nowego!

Zacznę jednak od tego, co szczególnie mnie zachwyciło. To cover Pidżamy Porno, Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości, który na scenie w wersji na gitarę wykonuje z Rubensem. To jaki stworzyli przy tym klimat spokoju i intymności, będąc równocześnie z kilkoma setkami ludzi na publicznośći, jest po prostu ewenementem. Ich wersja piosenki zyskała drugie życie i posunę się tu o porównanie, że jest jeszcze lepsza niż oryginał. Nie zapominajmy także o drugim coverze jakim było [sic!] zespołu Hey. Tu jednak było już zupełnie innie – energicznie, krzykliwie – tak jak powinno. Myślę, że sama Nosowska byłaby przynajmniej zadowolona z jej wersji.

Sam koncert to przekrojówka wszystkich dotychczas wydanych albumów. Tak jakby Daria chciała podsumować swoją współpracę z Michałem Kushem – duetem doskonałym. Tą, która wyniosła ją na jedną z najpopularniejszych i najzdolniejszych wokalistek naszych czasów – oczywiście jest to w pełni zasłużone. Cieszę się, że niektóre piosenki zyskały nowe aranże i wstawki instrumentalne. Dzięki temu koncert utrzymany był w klimacie jakby to była jedna era – płyta. Nie wszystkim to się przecież udaje… Niezmiernie się cieszę, że mogłem usłyszeć moją ulubioną piosenkę Gdybym miała serce, idąc do Wojen i nocy, poprzez Miłostki i nowy singiel Laurę. Ileż tu było pięknego wokalu!

Cieszy mnie fakt, że Daria na scenie to wciąż ta sama dziewczyna jaką widziałem kilka lat temu. Może bardziej świadoma i jeszcze większy wulkan energii, ale wciąż Daria. Nie jakaś nietykalna gwiazda, a autentyczna wokalistka która chce się dzielić swoimi utworami z fanami. Wszystko to docenia publiczność, która bawiła się na tym koncercie przednio, bijąc brawa, śpiewając i tańcząc. Szkoda tylko, że półtorej godziny minęło w oka mgnieniu i nie można było powiedzieć, aby zaczęli wszystko od początku.

Erę Wojen i Nocy będę na pewno wspominał jeszcze długo. Może koncertów nie będzie, ale płytę zawsze będzie można włączyć sobie, gdy tylko będziemy chcieli. Ja tak na pewno zrobię. Daria trzymamy kciuki za nową płytę!