Wesele. Ważny moment w życiu wielu osób. Duże przedsięwzięcie. Wiążę się z nim ogrom przygotowań, długie godziny planowania, oczekiwania i prób zorganizowania całego wydarzenia dokładnie tak jak chcemy. Można mu się przyjrzeć z wielu różnych stron. I tego właśnie podjął się duet Małe Miasta na swojej najnowszej płycie. W trakcie naszej rozmowy wspólnie z Mateuszem Holakiem i Mateuszem „Jordahem” Gudlem staraliśmy się odrobinę przybliżyć skąd wziął się ten pomysł, jak artyści do niego podeszli czy też czego można spodziewać się po krążku. Nie zabrakło oczywiście też kilku innych ciekawych tematów. Przeczytajcie zapis wywiadu.
Adrianna Małolepszy: Serdecznie gratuluję płyty!
Dzięki!
AM: Dlaczego wesele? Dlaczego wybraliście akurat taki temat?
Jordah: Myślę, że temat wesela jest takim, którego w naszym kraju nikt zbliżający się do trzydziestki nie ominie. W tym roku sam miałem swoje wesele, więc jestem totalnie na świeżo.
AM: Wiem, że nie wyglądało ono tak tradycyjnie jak takie, które omawiacie na płycie.
Nie było takich typowych tradycyjnych elementów jak ślub kościelny. Moja ceremonia była całkiem świecka i w miarę na luzie. Był trochę stres, ale nadal luźno. Przysięgaliśmy sobie przed naszą przyjaciółką, ale były też klasyczne elementy jak sukienka, sala, jedzenie, tańce. Moja rodzina też bardzo dobrze to wszystko przyjęła.
AM: Czyli nie było ze strony Twojej mamy tych wszystkich pytań, które zadaje ci występując w teledysku do Kiedy Moje Wesele?
Może na początku, ale potem już nie.
AM: A ty, Holak, jakie masz podejście do takich tradycyjnych wesel?
Holak: Wydaje mi się, że mam w sobie połączenie tradycjonalisty i myślenia racjonalnego i raczej nie mógłbym się zgodzić na takie tradycyjne wesele ze względu na kwestie wiary. Jest to ze mną sprzeczne, ale podoba mi się ta przaśna strona. Wydaje mi się, że na tej płycie prześlizgnęliśmy się po stereotypach. Jest tam oczywiście część naszych przemyśleń, ale nie na nich się skupiliśmy. Nie mówimy jednoznacznie co robić, a czego nie, po prostu eksplorujemy temat. Ślub jest w naszej kulturze takim kolejnym etapem, jak komunia czy matura.
To ciekawe zaczęliśmy pracować nad tą płytą zanim Mati zdecydował się na swoje wesele i na przestrzeni powstawania jej sami zmieniliśmy podejście do całego tego wydarzenia.
AM: No właśnie, bo w piosence Lufy na Stole w tekście jest “wesele 2019’, czy ta płyta faktycznie tak długo powstawała?
Jordah: Tak. Później chcieliśmy to usunąć, ale zostawiliśmy na dowód tego jak długo trwał ten proces. Była to jedna z pierwszych piosenek, które powstały na krążek.
AM: Chyba nie jest Wam łatwo się zgrać, żeby zrobić coś wspólnie. Robicie mnóstwo fajnych rzeczy osobno… Co Wam daje ten wspólny projekt?
Jordah: Przede wszystkim granie zespołowe. Rzeczy solo są super, fajnie się je robi, jest pełna kontrola, ale świetnie też grać z kimś, gdzie trzeba się zderzyć nie tylko ze swoją wizją, ale też z czyjąś. Można też fizycznie pograć muzykę. Ten zespół ma już trochę lat i zawsze przypominają mi się te pierwsze sesje nagraniowe w domu u rodziców Holaka, w Poznaniu… świetne wspomnienia.
Holak: Ale musisz też wiedzieć, że ten długi czas powstawania tej płyty wcale właściwie nie wynika z tego, że trudno nam się było spotkać, bo o dziwo tutaj wszystko robiliśmy będąc razem w studio, a nie tak jak poprzednie, zdalnie. Bardzo dużo czasu zajęło rozwinięcie tego projektu o te wszystkie rzeczy wizualne. Na pewno nie bylibyśmy też zadowoleni z wydania płyty Wesele nie mając na horyzoncie zorganizowania wesela, więc musiała trochę poleżeć i poczekać na odpowiedni moment.
AM: No właśnie, bo jest na tej płycie kilka dodatkowych elementów, jak choćby ta narracja pomiędzy utworami, którą pomagali Wam tworzyć inni artyści, czy świetna wizualizacja 3D. Kto jest jej autorem?
Jordah: To tworzył nam kolega, z którym nigdy nie widzieliśmy się na żywo, ale znamy się bardzo dobrze, Marcel Zaporny, współpracujemy już długo. Robi wspaniałe rzeczy i świetnie się wpasował do tego projektu.
AM: Wyszedł z tego trochę steampunk. Wygląda świetnie.
Holak: To właśnie zasługa Marcelego. Myślę, że przy tej płycie wiedzieliśmy wyjątkowo dokładnie z kim chcemy pracować. Okładkę na przykład tworzył Kuba Owczarek. Myślę, że wizualnie puszczamy oko do tradycyjnego wesela, ale jednocześnie każdy z tych elementów ma w sobie coś bardzo współczesnego.
AM: Łączycie na tej płycie mnóstwo elementów, zarówno wizualnych jak i muzycznych. Na przykład te gitary w numerze Pociąg, które uwielbiam. Od czego zwykle wychodzicie tworząc utwór?
Holak: Tutaj nie ma zasady. Wydaje mi się, że Pociąg zaczął się właśnie od tej gitary, ale nie można tego traktować jako zasadę. To co myślę najbardziej spaja ten proces twórczy przy każdej z piosenek to, to że wszystkie powstały, kiedy byliśmy wspólnie w studio.
AM: A jaka jest dla Was największa różnica w tworzeniu wspólnie, face to face, a zdalnie?
Jordah: Na pewno decyzje zapadają znacznie szybciej. Pamiętam, że kiedy pracowaliśmy online nad piosenkami to często zostawiałem coś na dzień, dwa i potem nie potrafiłem podjąć konkretnych decyzji. W studio ograniczał nas trochę czas i w ogromnej większości rzeczy zostawały dokładnie tak jak zarejestrowaliśmy je po raz pierwszy.
AM: Przewija się przez tę płytę naprawdę sporo świetnych osób. Zaskoczyliście mnie zapraszając Andrzeja Piasecznego. Dlaczego akurat Andrzej i dlaczego w tym utworze.
Holak: Nie wiem czy powinien to mówić, ale jeszcze zanim powstała ta piosenka to miałem w głowie Krzysztofa Krawczyka jako gościa. Z wiadomych względów nie było to jednak możliwe, ale wciąż mieliśmy to brzmienie nawiązujące do polskiego popu lat 90. Jest to nietypowy styl jak na Małe Miasta, ale jest w tym troszkę przekory, troszkę nawiązań do tego wesela. Chcieliśmy żeby gość był właśnie z tego świata, żeby jego głos kojarzył się z tą stylistyką lat 90. Wydaje mi się, że Andrzej to bardzo charakterystyczna marka, trochę spełnienie marzeń naszych mam i wyjście poza naszą strefę komfortu. Mogliśmy zaprosić kogoś ze środowiska, w którym na co dzień się poruszamy, ale wydaje mi się, że nie byłoby już wtedy takie nowatorskiej energii. To połączenie chyba faktycznie jest nieoczywiste.
Jordah: Ale jest to nie tylko spełnienie marzeń naszych mam, bo i moich też. Przypominając sobie lata 90’, kiedy byłem dzieckiem to te moje pierwsze wspomnienia i próby śpiewania na pewno są związane z Andrzejem i z zespołem Mafia. Moja starsza siostra wtedy też była ogromną fanką tych piosenek i to chyba dzięki niej udzieliło się to i mnie.
AM: Masz rację. Teraz wracając do tego myślami, to jest trochę kwintesencja tamtego okresu w Polsce.. Zastanawia mnie czy teraz ze względu na płytę Małe Miasta wejdą dla Was trochę na pierwszy plan czy będziecie się starali łączyć wszystkie Wasze projekty?
Holak: To jest trudne pytanie. Ja gram teraz w trzech zespołach na raz i mam wrażenie, że są to trzy różne światy, ale przeplatają się, bo Mati bierze udział w każdym z tych projektów, ale są bardzo różnorodne. Łączy je oczywiście moja osoba, ale jeśli chodzi o narzędzia są bardzo różne. Mamy naszą wspólną płytę weselną, jeden zespół jest punkowy, a rzeczy, które wydaje jako Holak są bardzo osobiste i związane ze mną
Jordah: Na pewno nie będziemy czekać 4 lata z kolejną płytą. Jeśli chodzi o Małe Miasta to w tej chwili to dobrze i chyba na tę chwilę chcemy to pociągnąć.