Organizatorzy Jarocin Festiwalu ogłosili drugą pulę artystów, którzy w lipcu zagrają na legendarnej imprezie – będą, między innymi, Houk, Spięty, Negatyw czy Zuta.
Folk horror pod Wawelem – relacja z koncertu Florence + The Machine w Krakowie
Świadomie odczekałem chwilę z napisaniem relacji z sobotniego koncertu Florence + The Machine w Tauron Arenie, żeby pokoncertowa ekscytacja nie wpłynęła na mój obiektywizm. Niemniej jednak dwie doby po występie Florence Welch nadal utrzymuję się w przekonaniu, że Everybody Scream Tour to jeden z najlepszych przykładów jej przemiany i rozwoju, które mogliśmy zaobserwować od czasu debiutu.
Florence wychodząc na scenę w Krakowie doskonale wiedziała dla kogo gra. Jak sama potwierdziła, polski fandom od lat wyróżnia się ponadprzeciętnym wsparciem dla jej twórczości. I rzeczywiście – poprzednie występy artystki w Polsce oznaczały mobilizację kilkunastu tysięcy fanów do przygotowania wyjątkowych akcji koncertowych, które wywoływały wzruszenie po obu stronach sceny.
Album Everybody Scream ukazał się 31 października 2025 roku. Wydawnictwo porusza kwestie pozycji kobiety w muzyce, tożsamości artystki, a także naznaczone jest ponurymi wydarzeniami z życia Florence, która przed krakowską publicznością przyznała, że materiał jest najmroczniejszym, jaki kiedykolwiek stworzyła.
I było to słychać – poza oczywistymi wyborami z Everybody Scream, na setliście pojawiły się pozycje, które zaskoczyły nawet najzagorzalszych słuchaczy Florence. Po kilkunastu latach (!) do życia przywrócone zostały Seven Devils oraz Howl. Zaskoczeniem była także obecność utworu Which Witch – miejskiej legendy wśród fanów z 2015 roku, wykonu którego Florence unikała dotychczas jak ognia, śpiewając go zaledwie kilka razy.
Brak pozostałych utworów z How Big How Blue How Beautiful był z pewnością odczuwalny dla większości zebranych w Tauron Arenie (również ja się w nią wliczam), jednakże całkowicie wspieram wolność artystki w kwestii doboru repertuaru podczas trasy. Jestem przekonany, że Ship To Wreck, czy Queen Of Peace będą miały jeszcze swoje momenty podczas koncertów Florence + The Machine, natomiast zastanawiam się, czy w ogóle wpisują się w historie poruszane na Everybody Scream. Florence wybrała utwory, z tekstami których rezonuje obecnie najbardziej. Uważam, że ten świadomy wybór jest lepszy, niż upychanie hitów na siłę.
Przechodząc do sedna – Everybody Scream Tour to nie jest bezpieczny, festiwalowy występ w formule wokalistka + zespół, jaki mogliśmy dotychczas obserwować. To konkretna i przemyślana produkcja z doskonale wykalkulowanym setem, oprawą wizualną z elementami stylistyki folk-horror i choreografią. Florence z powodzeniem podjęła ryzyko stworzenia muzycznego i wiarygodnego spektaklu, którego celem nie jest spełnienie oczekiwań, a wyeksponowanie stworzonej narracji zawartej na albumie.
Na początku koncertu wybieg pozostawał przysłonięty zwisającymi kurtynami ozdobionymi rycinami botanicznymi. Przez półprzezroczystą tkaninę przebijały jedynie cienie wijących się tancerek, budując napięcie niczym w teatralnym prologu. Po chwili kurtyna gwałtownie opadła (swoją drogą w sposób przypominający rozwiązanie znane z trasy Charli XCX) odsłaniając scenę. Spod materiału wyłoniła się Florence w czerwonej sukni, a towarzyszące jej tancerki niemal jednocześnie wydobyły z siebie przeciągły krzyk, który stał się sygnałem rozpoczęcia przedstawienia.
Pomimo tych niestandardowych wyborów, uczestnicy koncertu mogli nacieszyć się klasykami takimi jak Cosmic Love, Shake It Out, Spectrum, Never Let Me Go, czy Dog Days Are Over. Doskonale sprawdziły się także utwory z nowej płyty – Everybody Scream, Witch Dance, The Old Religion, One Of The Greats, Buckle, And Love i Sympathy Magic. Po raz pierwszy w karierze artystki cały występ odbywał się w obecności tancerek, które nadawały widowisku nieszablonowy charakter.
Nie muszę, ale wspomnę dla nieobecnych, o wyjątkowej interakcji między Florence, a zebranymi pod barierkami fanami, z którymi tradycyjnie witała się pod sceną. To chyba jej znak rozpoznawczy i bardzo się cieszę, że projektant sceny uwzględnił zamiłowanie Florence do wybiegów. W moim odczuciu również i wokal artystki wydobrzał od czasu trasy Dance Fever. Daleko mi do wokalnego coacha, ale te 3/4 lata temu głos Florence wydawał się być mocno wyeksploatowany piętnastoletnią pracą w studiu i na scenie, co nie jest żadną ujmą, a naturalnym procesem, który zadziewa się głosie tak ekspresyjnej persony. W Krakowie Florence emanowała pewnością, obecnością i kontrolą nad trwającym koncertem.
Z oryginalnej maszyny pozostało niewiele. Domniemam (na granicy z pewnością), że nie spowodowały tego wewnętrzne konflikty, czy różnice, a naturalne próby przejścia „na swoje”, angaż w inne projekty lub powody prywatno-zawodowe. Na scenie towarzyszyli artystce: Tom Monger (harfista, obecny nieprzerwanie od Lungs), Aku Orraca-Tetteh (klawisze, wokal wspierający), Cyrus Bayador (gitara basowa), Cian Hanley (perkusja) oraz Harry Fausing Smith (gitara, skrzypce, wokal wspierający; przy okazji – zjawiskowy podczas One Of The Greats).
Przykład Florence Welch, z jakiegoś powodu permanentnie pomijanej w muzycznych zestawieniach i galach rozdania nagród (BRITs, Grammy), pokazuje, że charyzma, talent i wiara w swoją artystyczną wizję wystarczają, aby zbudować wielotysięczną społeczność na całym globie, która z oddaniem podąża za jej przekazem. Artystka zaczynała podbój polskiej sceny w warszawskiej stodole, pojawiła się na wszystkich możliwych festiwalach Alter Artu, stale zwiększając pojemność koncertów od Altas Areny po Służewiec, Kosakowo i finalnie krakowską Tauron Arenę, która tego wieczoru była całkowicie wyprzedana.
Florence wróci do Europy latem, pojawi się na festiwalach w Hiszpanii, Włoszech, czy Grecji, po raz kolejny będzie headlinerką SZIGET’u oraz zagra plenerowe koncerty na Wyspach Brytyjskich. Nie potrafię wyobrazić sobie jeszcze jej kolejnego artystycznego kroku, ale jestem przekonany, że następnym razem zgromadzi taką samą, jak nie większą publiczność w naszym kraju.
Dawid Kwiatkowski z nowym singlem
Dawid Kwiatkowski zaprezentował swój nowy singiel zatytułowany Czy wie?. Stanowi on kolejną odsłonę historii rozpoczętej w utworach Proszę tańcz i Pali się niebo. Tym razem artysta stawia na spokojną, emocjonalną balladę opowiadającą o miłości, która mimo rozstania wciąż pozostaje ważna i obecna w życiu bohatera.
Utwór skupia się na refleksji i obserwowaniu z dystansu szczęścia bliskiej osoby, bez zazdrości czy żalu. To intymna opowieść o uczuciu, które zmienia formę, ale nie znika.
Do singla powstał również teledysk będący kontynuacją historii przedstawionej w klipie do Proszę tańcz. Na ekranie ponownie pojawiają się bohaterowie znani z poprzedniej części: Stefania (Dorota Chotecka), Leszek (Tomasz Zaród) oraz Asia (Marta Cichorska).
Nowy utwór pokazuje bardziej refleksyjną i dojrzałą stronę twórczości Kwiatkowskiego, podkreślając jego wrażliwość i emocjonalny styl.
Pitbull ogłasza kolejne koncerty w Polsce
Spłynęły fantastyczne newsy dla fanów Mr. Worldwide!
LiveNation ogłosiło 2 kolejne koncerty Pitbulla w Polsce – 27 listopada w Łódzkiej Atlas Arenie oraz 3 grudnia w Ergo Arenie w Gdańsku.
Po ubiegłorocznym sukcesie Pitbullowej gorączki w naszym kraju, management artysty wyszedł naprzeciw oczekiwaniom fanów i zdecydował się dodać kolejne daty w Polsce, dając publiczności kolejne szanse na zobaczenie go na żywo.
Biorąc pod uwagę ogromne zainteresowanie poprzednimi koncertami, można spodziewać się, że bilety rozejdą się bardzo szybko. Przedsprzedaże zaczynają się od 11 marca, a regularna sprzedaż ogólna 13 marca o 10:00.
Alicja Szemplińska jedzie na Eurowizję
Alicja Szemplińska będzie reprezentować Polskę podczas Eurovision Song Contest 2026. Artystka wygrała Finał Polskich Kwalifikacji, zdobywając największe poparcie widzów w głosowaniu internetowym i smsowym.
Wyniki polskich kwalifikacji
Rezultaty głosowania ogłoszono 8 marca w programie Pytanie na śniadanie na antenie Telewizja Polska. Zwyciężczynią została Alicja Szemplińska z utworem „Pray”, która zdobyła 32,01% głosów.
Pełne wyniki finału przedstawiają się następująco:
- Alicja – „Pray” – 32,01%
- Ola Antoniak – „Don’t You Try” – 18,39%
- Basia Giewont – „Zimna woda” – 14,55%
- Piotr Pręgowski – „Parawany tango” – 11,47%
- Stasiek Kukulski – „This Too Shall Pass” – 9,62%
- Karolina Szczurowska – „Nie bój się” – 6,36%
- Anastazja – „Wild Child” – 4,02%
- Jeremi Sikorski – „Cienie przeszłości” – 3,58%
Inna formuła preselekcji
Tegoroczne kwalifikacje różniły się od poprzednich edycji. W przeciwieństwie do wcześniejszych lat nadawca publiczny nie zorganizował koncertu na żywo. Zamiast tego 7 marca wyemitowano kilkudziesięciominutowy program z wcześniej przygotowanymi nagraniami wszystkich finałowych utworów.
Głosowanie widzów trwało od 28 lutego do 7 marca w Internecie, a potem przez kilka godzin głosowanie sms, a jego wyniki ogłoszono dzień później.
Powrót na eurowizyjną scenę
Dla Alicji Szemplińskiej jest to kolejna szansa na udział w konkursie. W 2020 roku artystka wygrała polskie preselekcje do Eurovision Song Contest 2020 z piosenką „Empires”, jednak konkurs został odwołany z powodu pandemii COVID-19.
Tym razem wokalistka pojedzie na Eurowizję z utworem „Pray” i będzie reprezentować Polskę podczas konkursu w 2026 roku.
