Ostatni majowy weekend w Krakowie upłynął pod znakiem jednego z najważniejszych wydarzeń hip-hopowych tego roku. Filip Szcześniak zawitał do stolicy Małopolski w ramach trasy promującej album „Latarnie wszędzie dawno zgasły”. I choć fani po cichu liczyli na niespodzianki pokroju Dawida Podsiadło, Taco i tak przygotował widowisko, o którym będzie się mówić tygodniami.

OKI jako „Agent 47” i warszawski klimat w sercu Krakowa
Mimo licznych spekulacji i teorii spiskowych krążących w sieci, gościem specjalnym zarówno w sobotę, jak i w niedzielę okazał się OKI. Choć część publiczności wciąż marzyła o wspólnym występie z Dawidem Podsiadło, Agent 47 i Day One skutecznie dodały krakowskiej publice energii, udowadniając, że obecność tego gościa na scenie była strzałem w dziesiątkę.
W pierwszej części koncertu krakowska scena zamieniła się w… Warszawę. Wszystko za sprawą imponującej, drobiazgowej scenografii. Fani mogli podziwiać replikę charakterystycznego warszawskiego tramwaju linii nr 35 oraz aptekę – kluczowe punkty na mapie opowiadanej historii. W tej miejskiej scenerii Filip zaprezentował utwory z najnowszej płyty, a po chwili na scenie dołączyła do niego Livka, wykonując na żywo swoje partie wokalne.
Teatr piosenki: Choreografia Alana Piotrowskiego
To nie był zwykły koncert – to był pełnoprawny spektakl. Całe wydarzenie zostało opatrzone niezwykle wizualną, dopracowaną w najmniejszych szczegółach choreografią autorstwa Alana Piotrowskiego. Tancerze dosłownie ilustrowali wydarzenia znane z tekstów piosenek, dzięki czemu na scenie ożyli dobrze znani bohaterowie uniwersum Taco: Ruda, Piotrek oraz sam podmiot liryczny. Przejmujące inscenizacje takich utworów jak Zakochałem się pod apteką, Trzykropki, Fotomodelki czy Bez Stresu robiły ogromne wrażenie i nadawały tekstom nowy, głębszy wymiar.
Melancholijny „Trójkąt” i krakowski odcinek „Zawodów Życia”
Kolejnym aktem koncertu był sentymentalny powrót do materiału źródłowego twórczości Taco Hemingwaya. Filip cofnął się w czasie do przełomowego Trójkąta Warszawskiego. Pod sceną wybuchło szaleństwo, gdy wybrzmiały tak kultowe numery jak: Marsz, Marsz, Szlugi i Kalafiory, Mięso, Chodź czy 900729.
Niezwykle mocnym elementem narracyjnym show okazały się przerywniki wideo w formie skitu, parodiujące fikcyjny program „Zawody Życia”. To unikalny koncept tej trasy – na każdym przystanku fani mogą zobaczyć inny materiał, wprowadzający w melancholijny, warszawski klimat z elementami nostalgii i miejskich opowieści. Pierwszej nocy w Krakowie bohaterem wideo okazał się barman i jego „złote rady”, co idealnie korespondowało z miłosnymi perypetiami podmiotu lirycznego i świetnie komplementowało historię z albumu.

Wielki finał wypełniony nostalgią
Końcówka koncertu to moment najbardziej wyczekiwany przez najstarszych fanów Filipa. Taco pozornie skromnie i nieśmiało zapowiedział tę część setu jako dedykowaną dla tych zbliżonych do niego wiekiem, z dozą niepewności, czy publika faktycznie rozpozna starsze numery. Zupełnie niepotrzebnie – finałowy set błyskawicznie zamienił się w festiwal największych, nostalgicznych hymnów pokoleniowych. Gdy krakowska publiczność usłyszała pierwsze dźwięki Deszczu na Betonie, Szprychera, Nostalgii, Kabrioletów oraz Fiji, hala dosłownie zatrzęsła się w posadach.
Fani z każdej ery Filipa z pewnością znaleźli coś dla siebie i pokazali, że mógłby on koncertować nawet z setlistą złożoną z 10 letnich piosenek. Taco Hemingway w Krakowie udowodnił, że potrafi doskonale balansować między intymnym, teatralnym konceptem a stadionowymi bangerami, zostawiając fanów z poczuciem dobrze przeżytego, niezwykle spójnego wieczoru.
Organizatorem koncertu była agencja Revolume.


