W maju 2026 roku Paula Roma wydała swój najnowszy album z resztek. Wokalistka od lat konsekwentnie buduje swój własny, wyrazisty język muzyczny, balansując między alternatywnym popem, emocjonalną szczerością i literacką wrażliwością. Premierze płyty towarzyszyły koncertowe ogłoszenia takie jak: premierowy koncert w warszawskim klubie NIEBO – 22 maja oraz jesienne koncerty po Polsce. W rozmowie z Paulą Romą poruszyliśmy temat resztek, o tym, jak macierzyństwo zmieniło wokalistkę i odegrało znaczącą rolę w tworzeniu płyty, a także o autentyczności w dzisiejszych czasach.
JULIA MACIĄG: Jesteśmy właśnie po premierze albumu z resztek. Czym są dla Ciebie tytułowe te resztki?
PAULA ROMA: Zbitką emocjonalnych resztek przede wszystkim i na tej kanwie oparłam cały ten album. Myślałam sobie o tym, że to już jest w pewnym momencie taka resztka mnie, bo też się zmieniłam. Tworzyłam ten album przez ostatnie dwa lata, a te dwa lata to okres, kiedy zostałam mamą, więc ja też się zmieniłam. Jakaś resztka mnie, tak jak wspominałam, została, więc postanowiłam jakoś postarać się to uchwycić i zapisać, że resztki niekoniecznie kojarzą mi się z czymś, co jest odpadem. To nie jest coś, co jest gorsze, tylko właśnie to, co może być końcem i budować nowe.
JM: Macierzyństwo zmieniło Twoje podejście do pisania też tekstów piosenek?
PR: Myślę, że drastycznie. Jak najbardziej jako osobę, ale też jako artystkę mnie zmieniło tym bardziej. Pracowałam nad tym albumem, tak jak mówiłam, prawie dwa lata, a mój synek ma dwa latka, więc takie niesamowite resztki też emocji i resztki siły, szczerze mówiąc, też swojej też włożyłam w ten album, żeby go zamknąć w takiej formie, a nie innej. Myślę, że to jest bardzo odważne robić album z malutkim dzieckiem na rękach.
JM: Dzisiaj jest również dzień mamy [rozmowa przeprowadzona 26 maja 2026 roku]. Jak się czujesz obchodząc ten dzień i jeszcze celebrując dodatkowo tym, że wydałaś taki bardzo osobisty album?
PR: Nigdy nie czułam się bardziej spełniona. Z całego serca, jakkolwiek by to trywialnie, prosto i patetycznie zarazem nie zabrzmiało, jestem po prostu szczęśliwa. Mając takiego maluszka, który rano wstaje i mówi: „mamusiu kocham cię” i idąc godzinę później na salwę wywiadów od rana do wieczora – bo tak teraz wygląda moje życie – jestem naprawdę kosmicznie spełniona. Dla mnie sukces jest definiowany w ten sposób, że mam spokój, mam zdrowie, mam pasję, mam fanów, mam koncerty, ale też przede wszystkim mam piękny dom.
JM: To jest najważniejsze. A propos albumu, wspominałaś w jednej z rozmów, że miałaś pokusy stworzenia kilku piosenek pod radio, ale zrezygnowałaś z tego pomysłu na rzecz szczerości. Co było takim decydującym momentem, że zdecydowałaś się zrezygnować z tej uwagi radiostacji i tworzyć coś niezależnego pod Ciebie?
PR: Szczerze i obiektywnie – odrzucenie kilka razy piosenki, którą proponowałam. Stwierdziłam, że skoro tyle razy słyszę „nie” i to nie do końca rozumiem też dlaczego „nie” bez żadnego powodu, to stwierdziłam, że nie chcę robić czegoś, co jest pod kogoś i dla kogoś, skoro słyszę to tak często. To odrzucenie spowodowało, że weszłam na taką ścieżkę. Nawet cieszę się z tego powodu, że zrozumiałam, że to nie jest moja historia po prostu, bo być może moja historia właśnie jest gdzieś indziej. Przede wszystkim wierzę w to, że mój słuchacz naprawdę jest bardzo wrażliwy i szukaj tej szczerości we mnie. Widzę to po koncertach, widzę to po tym jak do mnie mówią, jak słyszę, jak czytam w wiadomościach od fanów. Ja trochę czuję w sobie taką misję bycia autentycznie głębokim przekaźnikiem trudnych emocji. Chyba też naturalnie posiadam jakąś zdolność rozmawiania o rzeczach trudnych. Nie boję się tego, a wiem, że wiele ludzi się tego boi.
JM: Otwierasz album utworem Więcej Czasu na Miłość, w którym opisujesz ludzi, jak są blisko siebie, ale też gdzieś obok siebie, jak cytując. Czy twoim zdaniem właśnie tytułowe Więcej Czasu na Miłość to dziś taki luksus, o którego atencję musimy walczyć?
PR: Myślę, że to luksus. Czas tak biegnie i świat. Wszyscy potrzebujemy pieniędzy, spojrzeń, chwili uwagi i jeszcze jak masz rodzinę, dzieci, musisz to też rozdysponować, swój czas i siebie na te właśnie resztki, kawałki. Po prostu czas na miłość jest luksusem.
JM: Chciałabyś „przyznać się”, coś spowodowało, że Sarsa znalazła się w utworze Przyznaję się?
PR: Pisząc „Przyznaję się”, pomyślałam sobie, że chciałabym, aby ktoś ze mną odpowiedział, do czego się przyznaje, ale żeby to był właśnie ktoś ze świata bardziej mainstreamowego i też w podobnym stylu życia jak ja, w podobnym wieku, żebyśmy razem się przyznawali. Piosenka ma fajny tekst, zrobiliśmy pierwszą wersję, a ona sama była pierwotnie dużo bardziej alternatywna. Okazało się, że Sarsa nie tylko jest w podobnym wieku, to jeszcze ma bardzo podobne doświadczenia muzyczne i jeszcze ma synka, tak jak ja, nawet o tym samym imieniu, więc zadzwoniłam i tak właśnie ten duet się ziścił.
JM: W utworze Gonił jak zły opisujesz pracoholizm i że się bardzo w tym zatracamy.
PR: Tak. Ja też pierwszy raz używam storytellingu na tej płycie, że jestem z boku i opowiadam czyjąś historię. To jest o pewnym moim bliskim znajomym, kiedy zobaczyłam, że tak po prostu goni za tą kasą, za sukcesem, że po drodze traci absolutnie wszystko z masakrycznym skutkiem. I pomyślałam, że napiszę o tym, bo to się pojawia bardzo często w tych czasach i że ja też mam czasem takie momenty, kiedy właśnie wpadam w za duży wir i wtedy nie jem albo nie gotuję. Mój dom jest po prostu w jednym wielkim bałaganie i potem się budzę z tego i myślę sobie, „Boże Paula, ty nie żyjesz tylko pracą i pasją i śpiewaniem”.
JM: Nie wypada i Luźne XXL mam wrażenie, że są to utwory, w których nie chcesz się dać temu zmienianiu siebie. I to są właśnie takie motywujące pozycje, a w Luźne XXL śpiewasz o nienawiści do pudełkowych diet. A propos tej piosenki, czy wybór tego rozmiaru XXL stał się dla ciebie takim symbolem odzyskania wolności i tej wrażliwości?
PR: Wszystko co powiedziałaś się zgadza. Faktycznie ten numer jako jeden z nielicznych pokazuje na tej płycie, że zrobiłam błąd kilka razy powiedzmy godząc się. Z drugiej strony, żeby odnaleźć coś nowego w sobie i pójść w stronę doświadczeń musisz spróbować. Życie nie jest linearne, życie jest po prostu jakąś sinusoidą zdarzeń, poznania ludzi, doświadczeń. Na tej kanwie napisałam XXL, bo wydaje mi się, że pisząc ten utwór pamiętam doskonale, że byłam w takim momencie zrezygnowania trochę już na tej płycie. Każdy myśli, że artysta ma różne etapy jak robi płytę i na szczęście u mnie skończyło się świetnym etapem, ale był taki moment rezygnacji z siebie na rzecz melodyjności. Nie zgadzałam się na to, więc musiałam napisać o tym tekst. XXL miało być symbolem takiej wolności i tego, że tylko w tej koszulce luźnej i w tych spodniach czuję się sobą.
JM: Na tym albumie znajduje się utwór Już nigdy nie spojrzę na morze. Jak to morze interpretujesz?
PR: To mój ulubiony utwór z tego albumu, typu numer jeden. Jest najbardziej osobisty. Jest hołdem dla mojego przyjaciela, który odszedł. Był surferem, kochał morze i musieliśmy się pożegnać, bo zachorował bardzo ciężko. I to taka moja pierwsza bliska, bardzo głęboka strata w moim życiu, gdzie musiałam poszukać zgody na to odejście i dlatego napisałam ten utwór.
JM: Czyli tekst „Nie płacz, nie tęsknij, zawsze patrz w falę” nie jest przypadkowy.
PR: Nie jest przypadkowy, bo tak dokładnie powiedział mój przyjaciel do mnie, jak mieliśmy takie swoje ostatnie momenty. Nie do końca go odbieram jako smutny utwór. Ja go odbieram jako hymn o chwale i sile i hołdzie, a nie jako smutku. Oczywiście nie jest radosny i kolorowy, więc jest w pewnym sensie smutny. Ale ostatecznie ten smutek się przeradza tam na końcu naprawdę w takie poczucie, że znalazłam w sobie tę zgodę na to, że nie zmienię biegu rzeki. I że najwyraźniej tak, skoro tak się stało, to tak musiało być.
JM: Kończysz ten album utworami tak naprawdę tytułowymi z resztek oraz resztkowym outro. W tej pierwszej piosence śpiewasz o „płaceniu kartą i sercem terapeucie”. Czy ta piosenka to taki sposób na oswojenie tematu zdrowia psychicznego i że rozrywanie tych resztek jest konieczne, by móc wybaczać i iść do przodu?
PR: Bardzo fajna interpretacja. Tutaj myślałam o kryzysie w relacji i o kryzysie tożsamości własnej. Takie właśnie dwie resztki wzięłam ze sobą. Pomyślałam sobie, że napiszę o tym z takim bólem, wyrzutem, szukaniem. Zadaję tam pytania, nie daję odpowiedzi. Piszę jedynie właśnie, że wezmę terapeutę i zaśpiewam mu tę piosenkę płacąc przy tym kartą i sercem.
Dzisiejsze czasy się tym niestety charakteryzują. W większości jesteśmy społeczeństwem bardzo już świadomym. I pokolenie Gen Z myślę, że jest jeszcze bardziej świadome niż millennials. Ja jestem na skraju tych pokoleń, bardziej millennials, ale jeszcze gdzieś lata 90.
Zauważam to, że terapia bardzo pomaga. Sama korzystałam ze zdrowia psychicznego, bo świat tak przyspieszył, że zostają z ciebie czasami naprawdę resztki i doświadczyłam tego na swojej skórze. Byłam na terapii, która mnie, mogę powiedzieć wielkimi literami, URATOWAŁA. I jestem z tego dumna. Pomyślałam, że napiszę piosenkę o tym, że wciąż nie mam odpowiedzi na te pytania. Jak mam wybaczyć wielu osobom, też sobie i najbliższym kilka rzeczy. No ale szukam. Zadaję pytanie i szukam.
JM: Ostatnio też rozmawiałam z Arkiem Borzdyńskim, który stworzył album praktycznie o zdrowiu psychicznym. Bardzo doceniam to jak właśnie osoby popularne o tym wspominają
PR: Myślę, że to jest bardzo ważne i skoro jesteś widoczny w jakikolwiek sposób medialnie, to ja się czuję w jakimś takim też obowiązku trochę mówić o tym.
JM: W piątek [22 maja] miałaś swój premierowy koncert, w którym zaprezentowałaś swoje wszystkie utwory na żywo. Jak się z tym czujesz?
PR: Świetnie. To był mój ulubiony koncert od wielu lat. Myślę, że zawsze jestem do siebie bardzo czepialska. Po Next Fest też miałam do siebie wiele uwag, że mogłam lepiej. Aż ta Warszawa jakoś tak, powiem metaforycznie, naprawdę nam usiadła muzycznie, tekstowo, brzmieniowo. Zmieniłam realizatora dźwięku też. Mam całkowicie nowy skład, mam nowych muzyków. Jedna osoba tylko ze starego składu została basista. I to wszystko miało wpływ na to, jak my brzmimy teraz. To jest nowe brzmienie Pauli Romy. I jestem z tego dumna, bo naprawdę dobrze to bardzo poszło.
JM: A czy w takim wypadku planujesz może trasę resztkową?
PR: Tak, jak najbardziej planuję resztkową trasę. Jesienią, bo jeszcze latem jestem trochę bardziej potrzebna mojemu synkowi. Latem pojawię się gdzieniegdzie w jakimś naprawdę dosyć minimalnym set upie. A jesienią wyruszymy w trasę. Pewne koncerty już są dograne, a pewne są dogadywane i jesteśmy na ostatniej prostej, żeby to ogłosić. Myślę, że kwestia tygodnia, dwóch i ogłosimy te koncerty.
JM: W resztkowym outro śpiewasz, że kolor resztek zależy od stanu serca. A dzisiaj Twoje serce jakiego koloru jest i w jakim jest stanie?
PR: Jaki kolor kojarzy ci się ze spokojem? Bo mi zielony. Dzisiaj mam coś zielonego w sobie, bo ląduję po premierze płyty, ląduję po koncercie, ląduję po czterech miesiącach intensywnej na maksa pracy nad albumem i po dwóch latach pracy całościowej nad albumem. To lądowanie po prostu objawia się u mnie takim spokojem, że pierwszy raz od czterech miesięcy dobrze śpię i pierwszy raz wypiję sobie spokojnie kawę, więc padło na ten kolor.
JM: Mam nadzieję, że Twoje serce będzie jak najdłużej zielone i tym samym chciałam Ci podziękować za rozmowę.
PR: Dziękuję Ci bardzo!

