Joost Klein z nowym singlem The Bird Song

Reprezentant Niderlandów na 68. Konkursie Piosenki Eurowizji, Joost Klein, wydał kawałek The Bird Song. Piosenka była rozważana w krajowych preselekcjach u boku Europapa.

Joost Klein podejmuje na The Bird Song charakterystyczny dla Europapa taneczny, trance bit, łącząc śpiew z rapem. Singiel ukazał się w duecie z kawałkiem Fußball. Drugi utwór powstał we współpracy z Apsonem i MC Águia Pantera.

Mimo niespodziewanej dyskwalifikacji podczas tegorocznej Eurowizji, Joost zasygnalizował chęć do ponownego wzięcia udziału w konkursie w 2025 roku.

Punk Rock Show w Katowickim Spodku

W niedzielę, 23 czerwca, Katowicki Spodek wypełnił się po brzegi fanami punk rocka, którzy przybyli uczestniczyć w wydarzeniu zorganizowanym przez Knock Out Productions. Na jednej scenie wystąpili: Castet, Booze & Glory, Agnostic Front, Bad Religion i Dropkick Murphys.

Lokalni na start

Na pierwszy ogień poszedł Castet. To wielkie wydarzenie, bo chyba żadna polska kapela wcześniej nie miała okazji grać w Spodku. Castet to muzycznie nie mój klimat. Rozumiem wpływ nie tyle co Castetu, a osób tworzących ten zespół na scenę punk rockową w Polsce, ale muzycznie ja osobiście tego fenomenu zrozumieć nie potrafię. Niemniej jednak cieszy mnie fakt, że dożyłem czasów, kiedy na tak symbolicznej scenie jak Katowicki Spodek mogłem zobaczyć lokalny zespół.

Następnie na scenie pojawiło się międzynarodowe (i nawet lokalne) Booze & Glory. Ta kapela to klasa sama w sobie – ich energetyczny występ porwał publiczność od pierwszych dźwięków. Od razu można było poczuć ich doświadczenie i niesamowitą swobodę poruszania się na scenie. Setlista idealnie wpasowała się w dość krótki czas, jaki mieli do dyspozycji na scenie. Zagrali takie utwory jak London Skinhead Crew, Blood from a Stone czy stosunkowo nowy The Streets I Call My Own. Nogi rwały się do pogo, a gardła do śpiewu. Ich melodyjne brzmienie i zgrana, zaraźliwa energia zespołu sprawiły, że wydarzenie nabrało prawdziwego tempa.

Wielka trójka tego wieczoru

Z trzech wielkich amerykańskich zespołów jako pierwsi na scenę weszli Agnostic Front. Był to mój kolejny ich koncert i, niestety, widać, że ich najlepsze lata są już za nimi. Gdybym nie znał ich utworów, to nie rozumiałbym, o czym Roger Miret śpiewa. Vinnie Stigma częściej wymachiwał gitarą w górze niż na niej grał. Swoją drogą, czy jego gitara była w ogóle podłączona do wzmacniacza, pozostanie zagadką na zawsze. Mimo to, zagrali kilka klasycznych utworów, które przywołały wspomnienia z ich świetności tj. For My Family czy Gotta Go . Jednak całość występu pozostawiła nutkę rozczarowania.

Bad Religion gwiazdą wieczoru

Dla mnie główną gwiazdą wieczoru było Bad Religion. Kalifornijczycy rozpoczęli swój set od Recipe for Hate z 1993 roku, a Greg Graffin, mimo blisko sześćdziesiątki, emanował energią młodzieńca. Ich setlista była idealnie dobrana – od My Sanity po Sorrow, przy którym zdarłem sobie gardło. Zakończyli koncert hitami Punk Rock Song i American Jesus, pozostawiając publiczność w euforii. Mimo domagania się bisów, zespół nie wrócił na scenę. Było to jednak coś, czego długo nie zapomnę. Być może był to ich ostatni koncert w Polsce, ponieważ zespół istnieje już 44 lata. Cieszę się, że to zobaczyłem. Brakowało mi tylko You, które pokochałem jako nastolatek grając na PC w Tony Hawk Pro Skater 2 :)

Dropkick Murphys – dopłynęliśmy do Bostonu?

Na zakończenie wieczoru na scenie pojawili się Dropkick Murphys. Jednym z pierwszych utworów, z którymi weszli, był „The Boys are Back”, co dosłownie zatrzęsło ziemią. Zagrali swoje największe hity jak Smash it Up, Johnny I Hardly Knew Ya czy Workers Song. Choć brakowało Al Barra, który moim zdaniem jest „tym lepszym wokalistą”, Ken Casey na wokalu dał z siebie 150%. Utwory, takie jak Rose Tattoo, wypadły świetnie, a publiczność śpiewała razem z zespołem, często dorównując decybelami nagłośnieniu.

Koniec końców uważam, że ten wieczór należał do Bad Religion, które zasłużyło na miano prawdziwej gwiazdy wieczoru.

Mimo niesamowitych wrażeń muzycznych, nie mogę nie wspomnieć o cenach merchu i „spożywki”. 150 zł za koszulkę (której cena produkcji wychodzi jakieś 20zł?) to prawdziwe bandyctwo, zwłaszcza na punkowym koncercie, a piwo za 18 zł również pozostawia wiele do życzenia. Niestety, nadal w Polsce spotykamy się z mentalnością, że jak zamkniesz większą grupę ludzi w jednym miejscu, to od razu trzeba ich oskubać, bo przecież „i tak coś kupią”. Przykra sprawa.

Podsumowując, koncert w Spodku był zdecydowanie wydarzeniem roku i obowiązkowym punktem na mapie koncertowej każdego fana punk rocka. Spodek świetnie nadaje się do takich imprez. Nie jest za mały, ale też nie jest tak duży jak stadion czy inne areny, w których można się zgubić. Śląski obiekt „je gynau” :) Mam nadzieję, że takie wydarzenia będą częściej organizowane, a mi osobiście kiedyś uda się jeszcze raz zobaczyć Bad Religion i usłyszeć You na żywo.

Camila Cabello prezentuje album C,XOXO

Dobra wiadomość dla wszystkich fanów Camili Cabello. Artystka właśnie wydała swój czwarty album studyjny!

Przebojowy minimalizm. Normani – Dopamine, 2024 (recenzja)

Już sama okładka debiutanckiego albumu Normani bardzo wiele mówi o jego muzycznej zawartości. Wokalistka, przyodziana jedynie w oryginalnie zaprojektowaną bieliznę, siedzi na czarnej rakiecie skierowanej ku górze, natomiast białe tło, będące ciekawym kontrastem dla wspomnianego ciemnego pocisku i ulokowanej na nim diwy, tylko uwydatnia jej postać. Ten minimalizm w kontekście okładkowym ma również odzwierciedlenie w trzynastu utworach, jakie zasilają Dopamine i choć podczas pierwszego kontaktu możemy nie zostać urzeczeni ich przebojowością, tak przy kolejnych odsłuchach istnieje duża szansa, że płyta za szybko nie zejdzie z naszych słuchawek bądź głośników.

Otwierające wydawnictwo Big Boy już daje niezłego kopa. Takie piosenki mogą wykonywać tylko i wyłącznie wokalistki pewne siebie, które doskonale znają nie tyle swoje miejsce w szeregu, co również nie boją się przed ten szereg wyjść, bo po prostu mogą. Normani została tutaj wsparta przez Brittany Talię Hazzard, znaną szerzej jako Starrah, zaś sam tytuł utworu nawiązuje do połówki słynnego duetu z Atlanty, czyli OutKast i choć ksywka André 3000 pada w jednym z wersów, to jednak dziewczyny posłużyły się pseudonimem autora Speakerboxxx. Poza wyżej wspomnianymi raperami hołd otrzymali także zmarły w 2007 roku Pimp C i Ciara – jedna z kluczowych inspiracji twórczyni Dopamine. Big Boy to jednym słowem czyste bragga pokazujące przejście z potulnej, niezagrażającej nikomu wokalistki do wielkiej pop gwiazdy. Następujące później, zdecydowanie spokojniejsze Still, mimo że nie ma energii „otwieracza”, to lirycznie podtrzymuje atmosferę w nim zawartą, a takie linijki, jak chociażby: „Back then they didn’t want me. Now I’m hot, can’t keep ’em off me” mówią same za siebie. Kolejna piosenka na trackliście – All Yours, z ciekawie wykorzystanymi podbiciami wokalu, choć równie subtelna, co wcześniejszy utwór, to jednak tekstowo skierowana w zupełnie innym, bardziej intymnym kierunku, również nie zawodzi, podtrzymując wysoką jakość krążka. Następujące po niej Lights On z pozoru wydaje się klasyczną „pościelówką”, jednakże równie dogodnie, co w sypialni, może sprawdzić się na głośnikach podczas nocnej jazdy samochodem, gdzie to rozświetlone, kolorowe neony ustalają zasady gry, a nie znaki drogowe.

Dzięki piosence Take My Time powracamy na tory bliższe otwarciu albumu. Ponownie robi się dynamicznie, lecz następująca później Insomnia – wyprodukowana przez słynny, pochodzący z Norwegii duet Stargate i napisana we współpracy z Brandy – przypomina nam o intymniejszej stronie Normani. Następujące później Candy Paint, będące drugim singlem promującym Dopamine, to jeden z najlepszych momentów na albumie i jednocześnie przykład utworu, gdzie minimalizm zawarty w muzyce doskonale eksponuje głosowe umiejętności autorki omawianego krążka i przy okazji pokazuje, jak powinno gospodarować się wokalem przy niewielkiej ilości dźwięków. W Grip, które jest ciekawym optimum tego, co do tej pory spotkało nas podczas słuchania, aż prosi się o udział jakiegoś topowego rapera, jednakże artystka wybrała odpowiedzialność na zasadach indywidualnych i zagarnęła cały bit dla siebie.

1:59, z gościnnym udziałem Gunny, nie wnosi do albumu nic, czego wcześniej nie uświadczyliśmy, podobnie zresztą, jak następujące po chwili Distance. Natomiast wieńczące debiutanckie wydawnictwo Normani trzy ostatnie utwory równie dobrze mogłyby je rozpoczynać, gdyż są odpowiednio przebojowe i zapadają w pamięć po pierwszym odsłuchu. Tantrums, z gościnnym udziałem Jamesa Blake’a, to spowity mrokiem banger, który jest jednocześnie ulubioną piosenką gospodyni (według wywiadu udzielonego za pośrednictwem strony artystki w serwisie muzycznym Spotify). Little Secrets odznacza się podobną siłą i pewnością siebie, co Big Boy i Candy Paint. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że przywołana piosenka mogłaby równie dobrze znaleźć się na dowolnej płycie Beyoncé Knowles. Najlepszym utworem na debiucie pozostaje i tak, wydany aż trzy lata temu, Wild Side, gdzie gościnna zwrotka w wykonaniu Cardi B nie dość, że emanuje energią pasującą do Dopamine jako całości, to jeszcze przemyca niebanalne, nasączone drapieżnością wersy, jak chociażby:

Every other day new wig, new hair. Come take me out this Mugler. I’ll be waitin’ on you in some lingerie. Drop this pussy down low like bombs away, boom. Nothing but a robe in your house. I wanna put these pretty pink toes in your mouth

Kiedy popowy girls band Fifth Harmony, w którym wcześniej udzielała się Normani, zawiesił swoją działalność w marcu 2018 roku, mało kto spodziewał się po autorce Dopamine, że rozwinie skrzydła na tyle szeroko, by dzięki ich rozłożystości rzucić cień na inne wokalistki. Co prawda jej debiut nie jest albumem doskonałym, jednakże na tyle dopracowanym, przebojowym i na swój sposób oryginalnym, że możemy śmiało mówić o jednym z muzycznych wydawnictw roku, zaś o samej bohaterce niniejszej recenzji jak o realnym zagrożeniu dla innych wschodzących gwiazd popu.

WaluśKraksaKryzys dołącza do Kayaxu

WaluśKraksaKryzys wkracza w nowy rozdział swojej kariery. Artysta uważany za jedno z najlepszych odkryć ostatnich lat oficjalnie dołączył do managamentu Kayax. To drugi, tuż po Meli Koteluk artysta, który w czerwcu dołączył do wytwórni. Pomimo zmian w kwestii managementu, muzyk wciąż pozostaje związany wydawniczo z Mystic Production, pod którą wydał swoje dwie ostatnie płyty.