Wkraczając powoli w sezon bożonarodzeniowy, warto pomyśleć nad prezentami dla najbliższych – Open’er Festival swoimi pierwszymi ogłoszeniami na rok 2025 z pewnością pomoże podjąć decyzję swoim wieloletnim uczestnikom.
źródło: facebook.com/openerfestival
W ubiegły czwartek poznaliśmy pierwszego headlinera festiwalu, którym został zespół Linkin Park, rozpoczynający swój kolejny rozdział z nową wokalistką Emily Armstrong oraz albumem From Zero. Nie było to jedyne ogłoszenie, ponieważ na oficjalnych profilach festiwalu pojawiła się informacja o występie RAYE. Brytyjska artystka, nominowana w trzech kategoriach Grammy Awards 2025, zwyciężczyni sześciu statuetek BRITS 2024, wystąpi w Gdyni 2 lipca, prezentując utwory z debiutanckiego albumu My 21st Century Blues.
Równolegle z wiadomością o koncercie RAYE, Open’er Festival ogłosił występy Rüfüs Du Sol (2 lipca), St. Vincent (4 lipca) oraz Justice (4 lipca). Bilety dostępne są na oficjalnej stronie promotora Alter Art.
Długo wyczekiwany powrót ikony rocka i jeden z najbardziej emocjonalnych momentów na muzycznej scenie tego roku. Po szesnastu latach od ostatniego studyjnego albumu brytyjska legenda, The Cure, powraca z płytą Songs of a Lost World. Jest to dzieło, które wydaje się być przeniesione z innej epoki – głęboka podróż w mrok, pełna melancholii, smutku i refleksji nad przemijaniem.
Nowa płyta odzwierciedla bolesne przeżycia frontmana zespołu, Roberta Smitha, który w ostatnich latach pożegnał swoich rodziców oraz brata, co nadało albumowi osobisty i przejmujący charakter. Premiera zaplanowana była symbolicznie na 1 listopada – dzień szczególny, w którym wspomnienia i czas nabierają wyjątkowej głębi.
Już pierwszy utwór – Alone, otwierający płytę i pełniący rolę niekonwencjonalnego singla, przypomina słuchaczom, co The Cure robią najlepiej: tworzą dźwiękowe pejzaże, w których każda nuta wydaje się prowadzić wprost do krainy zagubionych wspomnień. Choć trwa blisko siedem minut, głos Smitha pojawia się dopiero po dłuższym wprowadzeniu, jakby czekał na odpowiedni moment, by zwrócić się do słuchacza słowami: This is the end of every song that we sing. To melancholijne wprowadzenie rozlewa się w klawiszach i pulsującej sekcji rytmicznej, budując doświadczenie wręcz hipnotyczne, pełne emocji. Czułem, jakbym przemierzał kosmos. I co jest bardzo ważne – zespół znów postawił na bas i perkusję, co ostatecznie wyszło bardzo dobrze.
The Cure – Alone
Drugim numerem, który zespół pokazał przed premierą, był A Fragile Thing. Utwór, który już po pierwszych dźwiękach pozwala słuchaczowi odkryć, z jakim zespołem mamy do czynienia. Mimo że brzmi jak wiele wcześniejszych dokonań zespołu, cieszy tak samo i pozwala odkrywać ich na nowo. Zawsze dobrze posłuchać charakterystycznego basu w wykonaniu Simona Gallupa – człowieka, który zdecydowanie swoją grą na gitarze basowej dołożył cegiełkę w budowę historii Cure’owego brzmienia.
To pierwszy album, na którym występuje Reeves Gabrels, gitarzysta współpracujący niegdyś z Davidem Bowiem, co wprowadziło do składu zespołu powiew świeżości. Po latach powrócił również klawiszowiec Roger O’Donnell, co ponownie poszerzyło muzyczne horyzonty The Cure. To pierwszy album w całości skomponowany przez Smitha od czasu The Head on the Doorz 1985 roku; a produkcji Smith podjął się wraz z Paulem Corkettem. Materiał nagrano w walijskim Rockfield Studios, co dodało brzmieniu surowości i autentyzmu.
Klimat albumu wydaje się idealnie dopasowany do daty jego premiery – 1 listopada, kiedy refleksje nad czasem i przemijaniem naturalnie pojawiają się w naszej świadomości. Ten kontekst dodatkowo wzmacnia emocje płynące z utworu I Can Never Say Goodbye – przejmującej elegii dla zmarłego brata Smitha.
Something wicked this way comes To steal away my brother’s life
Te słowa niosą ciężar osobistej straty, a padające na końcu deszcz i słyszalne grzmoty, zamykające utwór, podkreślają uczucia z jakimi artysta zmaga się w obliczu straty.
Płytę zamyka Endsong i chyba lepiej nie mogli wybrać nazwy dla tego numeru.
It’s all gone It’s all gone Nothing left of all I loved (…) No hopes no dreams no world No… I don’t belong No… I don’t belong here any more
Może na pierwszy rzut oka wydaje się, że Smith po prostu nie miał pomysłu na tytuł, jednak po przesłuchaniu albumu nie mogło być inaczej. Co prawda w pierwszych sekundach poczułem silną inspirację Atmosphere Joy Division, ale po chwili znów miałem wrażenie, jakbym przemierzał kosmos wraz z the Cure. Narastający klimat ze wspaniałą gitarą solową na końcu pięknie budują napięcie.
The Cure – Endsong
Kosmos. Taki właśnie jest dla mnie ten album. Jakby była to eksploracja galaktyki. Być może Reeves Gabrels, tworząc z „Starmanem” tak wspaniałą muzykę, przesiąknął nieco tą kosmiczną boskością. Nowy album, choć spowity mrokiem, jest zarazem dowodem na siłę, z jaką The Cure od lat eksplorują tematy miłości, straty i upływającego czasu. Ich wierność własnym artystycznym korzeniom oraz jednoczesna zdolność do świeżego wyrazu sprawiają, że Songs of a Lost World można uznać za jedną z ich najbardziej przejmujących płyt.
Jest jeszcze jedna rzecz, która zwróciła moją uwagę. Patrząc na premierowy występ zespołu w BBC Radio 2, trudno było nie dostrzec pewnej nuty teatralnej przesady w wizerunku Smitha. Jego charakterystyczny wygląd – zawsze część jego scenicznej kreacji – teraz zdaje się budzić pytanie, czy granica między ekspresją a karykaturą coraz bardziej się nie zaciera?
Zespół ogłosił, że za pięć lat planują odłożyć instrumenty i przejść na zasłużoną emeryturę, co będzie związane z 50-leciem działania grupy. Czas nieubłaganie wpływa na wszystko i niestety jesteśmy świadkami końca pewnej epoki.
29 listopada Kasia Lins zaprezentuje wersję deluxe swojego zeszłorocznego albumu OMEN. W oczekiwaniu na premierę fani mogą słuchać najnowszego singla Kochałam Cię na zabój.
To już trzeci utwór promujący nadchodzące rozszerzone wydawnictwo. Na płycie mają się znaleźć kolejne cztery nowe piosenki.
O najnowszym singlu Przemysław Kokot pisze w następujący sposób: „Jest to opowieść, którą wielbicielom true-crime zaleca się słuchać dosłownie, a wszystkim tym, którzy przy co bardziej krwawej scenie mrużą oczy, wyłącznie symbolicznie. Każdy z tych sposobów będzie odpowiedni.”
Do utworu powstało również lyrics video, które można obejrzeć na platformie YouTube.
Jesteście fanami płyty OMEN i czekacie na jej wersję deluxe?
Drugiego dnia festiwalu było ciężko powstrzymać się od tańca, chociażby za sprawą Black Pumas, którzy poruszyli tłumem. Nie zabrakło belgijskiej wersji jazzu w wykonaniu Warhaus czy islandzkiej energii, którą zarażał Daði Freyr. Line up uzupełnili też polscy artyści, między innymi Hania Rani, Klawo, Vito Bambino, Kasia Lins i Daria ze Śląska.
Drugą edycję festiwalu zwieńczył koncert zespołu Kerala Dust, a następnego dnia, organizator zaprosił nas 8 i 9 listopada 2025, na kolejną edycję tego wydarzenia.
Zapraszamy do fotorelacji autorstwa Kasi Rynkiewicz
Tegoroczna edycja gali MTV Europe Music Awards odbyła się się w niedziele 10 listopada 2024 roku w Manchesterze. Pomimo szerokiej promocji kultowego nadawcy muzycznego oraz trwającego przez 30 lat cyklicznego wydarzenia, wzorowanego na amerykańskim Video MusicAwards, nie sposób nie zauważyć, że zainteresowanie wokół niego znacząco się zmniejszyło.
Rita Ora po raz trzeci mianowana została prowadzącą galę. W trakcie trwania ceremonii uczciła pamięć swojego tragicznie zmarłego przyjaciela oraz członka One Direction – Liama Payne’a.
Niedawno go straciliśmy, był ważną częścią świata MTV i mojego świata, a myślę, że także wielu z was w domu i wszystkich tu obecnych. Liam Payne był jednym z najżyczliwszych ludzi, jakich znałem. I wiecie, rozważaliśmy wiele sposobów, jak go uhonorować, ale czasem po prostu zwykłe słowa wystarczą.
– powiedziała artystka ze sceny
Głównymi wykonawcami wieczoru był Shawn Mendes, który zaśpiewał swój najnowszy singiel Heart of Gold, a także triumfatorka tegorocznych BRIT Awards – RAYE. Na scenie zaprezentowała się również niezapomniana brytyjska grupa Pet Shop Boys, a także Peso Pluma, Benson Boone, Le Sserafim, Teddy Swims, Tyla oraz The Warning. Pomimo otrzymania wielu nominacji w najważniejszych kategoriach wieczoru, na gali nie pojawiły się Taylor Swift (która kończy ostatnią część ERAS Tour), Sabrina Carpenter (przebywająca w trasie koncertowej promującej album Short n’ S Sweet), Ariana Grande (promująca film Wicked), czy Charli xcx (przygotowująca występ w ramach Saturday Night Live).
Tytuł najlepszego utworu 2024 roku według EMA otrzymał radiowy przebój minionych wakacji – EspressoSabriny Carpenter. Taylor Swift trzeci rok z rzędu okrzyknięta została artystką roku oraz wygrała statuetkę za teledysk do Fortnight, pokonując tym samym 360Charli xcx, We Can’t Be FriendsAriany Grande, czy HoudiniEminema. Najlepszą muzyczną współpracą okazał się duet Lisy oraz Rosalíi, które połączyły siły w utworze New Woman, zostawiając w tyle streamingowego giganta Die with a Smile. Warto również zauważyć, iż pomimo dużej aktywności na europejskich scenach festiwalowych, a także bardzo dobrych notowań singli Houdini i Training Season w rozgłośniach radiowych, Dua Lipa otrzymała jedynie dwie nominacje w kategoriach Best Pop oraz Best UK & Ireland Act, które nie przyniosły jej wygranej. Co istotne – tytuł najlepszej polskiej artystki otrzymała Daria Zawiałow, która ma za sobą kolejny pracowity rok po premierze płyty Dziewczyna Pop oraz trasie Męskiego Grania. Jak zaznaczyła w poście na Instagramie, również nie mogła pojawić się na gali.
Gala MTV EMA w głównej mierze oddaje decyzję fanom nominowanych artystów, którzy przez miesiąc mogą wysyłać głosy i decydować o finalnym rezultacie wydarzenia. Niemniej jednak, w porównaniu do edycji sprzed kilkunastu lat, brakuje ponadczasowych występów oraz ikonicznych momentów, zapisujących się na stałe w popkulturze. Artyści i artystki głównego nurtu coraz częściej rezygnują z uczestnictwa w gali, pozostając przy swoim zaplanowanym terminarzu. W dobie panującego streamingu oraz mediów społecznościowych (głównie TikToka) zanika kultura telewizji oraz znanego nam z początku lat dwutysięcznych televotingu. Rzeczywistymi zwycięzcami muzycznych wydarzeń stają się artyści, którzy notują największą liczbę odtworzeń w social mediach. Problem leży również po stronie samego nadawcy MTV, który od wielu lat wykazywał tendencję zmiany charakteru prezentowanych treści, rezygnując z formatu muzycznego, na rzecz niezliczonej ilości reality shows.