Po Tytule #110 – Know(s)

Wiem, że nic nie wiem – to jedna z filozoficznych myśli, które mogą nawiedzać nas w te szare i ponure wieczory, kiedy mamy czas na przemyślenia z ciepłą herbatą niczym prawdziwe jesieniary. Do puli dodamy dzisiaj jeszcze jedno pytanie, które może nas nurtować – co wiedzą artyści?

J. Cole – She Knows

Piosenka, która ostatnio jest na topie to zdecydowanie „She Knows” od J. Cole, a wszystko za sprawą zatrzymania P. Diddiego i afery z połową Hollywood. Piosenka łączona jest z wieloma teoriami spiskowymi, a oliwy do ognia dodaje wymienienie w niej Aaliyah, Left Eye i Michaela Jacksona.

Doja Cat – Need to Know

Need to Know” to singiel promujący trzeci studyjny album raperki Doja Cat „Planet Her”, z którego pochodzą takie hity jak „Woman”, „Get Into It (Yuh)” czy nagrodzone Grammy „Kiss Me More”. Teledysk do piosenki zabiera nas w futurystyczną podróż z pozaziemskimi istotami, w które wcielają się między innymi Grimes i Ryan Destiny.

Busta Rhymes, Mariah Carey ft. Flipmode Squad – I Know What You Want

To niecodzienne połączenie, jakim była kolaboracja Mariah Carey, Busta Rhymes i Flipmode Squad przyniosło nam ogromny hit początku lat 2000, który do dzisiaj nieraz leci w radiu. Co ciekawe, cała fabuła teledysku do tego utworu po prawie 20 latach doczekała się kontynuacji w kolejnej kolaboracji artystów w singlu „Where I Belong”.

Whitney Houston – How Will I Know

How Will I Know” to piosenka, która, choć za rok kończy 40 lat, nadal ma w sobie power, tym bardziej w czasach gdzie rytmy disco powracają do łask. Utwór pochodzi z debiutanckiej płyty Whitney Houston i był drugim singlem wokalistki, który zdobył szczyt Billboard Hot 100.

Imany – You Will Never Know

You Will Never Know” to debiutancki singiel francuskiej wokalistki Imany. Piosenka zyskała bardzo dobry odbiór, a wokalistkę okrzyknięto połączeniem akustycznego folku oraz soulowego bluesa. Co ciekawe, w 2013 Imany za ten właśnie utwór wygrała Bursztynowego Słowika w koncercie Top of the Top na Sopot Top of the Top Festival.

J Balvin i Ellie Goulding łączą siły w nowej wersji piosenki HUGELA

Francuski DJ HUGEL wypuścił reedycję singla I Adore You. Tym razem u boku muzyka pojawili się J Balvin i Ellie Goulding.

Wydany podczas letniej gorączki house’owy kawałek I Adore You doczekał się nowej wersji. Na piosence zachowano oryginalny wokal Daecolma, idąc o krok dalej. U jego boku można usłyszeć J Balvina, idealnie wpisującego się w latynoski klimat, a także wyjątkowy wokal Ellie Goulding.

Za produkcję kawałka odpowiada trójka w składzie: HUGEL, Topic i Arash. Wydany w lipcu utwór przekroczył liczbę 118 milionów przesłuchań na platformie streamingowej Spotify. Teraz I Adore You ma szansę wspiąć się jeszcze wyżej w rankingu.

Björk i Aleph we wspólnym projekcie dla Centre Pompidou

Björk i Aleph połączyli siły w wyjątkowej instalacji dźwiękowej dla Centre Pompidou.

Islandzka piosenkarka i autorka tekstów, Björk, po raz kolejny angażuje się w projekt mający na celu ochronę środowiska i bioróżnorodności. Tym razem wokalistka połączyła siły z wydawcą artystycznym i fotografem, znanym pod pseudonimem Aleph, aby stworzyć instalację dźwiękową dla Centre Pompidou we Francji.

Projekt zatytułowany Nature Manifesto trwa 3 minuty i 40 sekund, a opisywany jest on jako post-optymistyczny manifest natury. Utwór łączy w sobie głos Björk odczytującej swój manifest, a także krzyki wymarłych już zwierząt połączonych z odgłosami natury. Projekt wykorzystuje dźwięki wyprodukowane przez model sztucznej inteligencji. 

Instalacja dźwiękowa Nature Manifesto będzie dostępna od 20 listopada do 9 grudnia wyłącznie w Centre Pompidou we Francji.

Feniks powstał z popiołów. Linkin Park – From Zero, 2024 (recenzja)

Pamiętam moment, kiedy w pierwszym roku pandemii pewien znany portal muzyczny zadał na swoim profilu na Facebooku prowokacyjne pytanie, mianowicie: „Kto jest najlepszym wokalistą w historii rocka?”, zaś grafika, która zdobiła niniejszy post, prezentowała dwóch wielkich – Roberta Planta z Led Zeppelin i Freddie’ego Mercury’ego z Queen. Wszedłem w sekcję komentarzy i poczułem się tak, jakbym dostał cegłą w tył głowy. Komentujący nie tyle wskazywali zupełnie innego wokalistę, co wręcz głośno „skandowali”: „Chester! Chester! Chester!”. Dopiero wtedy uznałem, że Pan Bennington był legendą już za życia. Jego samobójcza śmierć okazała się nie tylko potężnym ciosem dla fanów, lecz przede wszystkim odebrała tlen jednemu z najpopularniejszych zespołów XXI wieku.

Mija siedem lat od jego śmierci. Lider zespołu – Mike Shinoda, ogłasza, że nastąpiła reaktywacja z „niewielką” zmianą w składzie. Na stołku perkusisty, zamiast stałego bębniarza Roba Bourdona, zasiadł Colin Brittain, natomiast wokal wiodący przypadł w udziale Emily Armstrong. Wielu krytyków, jak również samych fanów, nie wierzyło, że tak duże przedsięwzięcie, jakim bez wątpienia jest kapela z Agoura Hills w stanie Kalifornia, powstanie z popiołu niczym feniks i na nowo zawładnie sercami słuchaczy. Ósmy album zespołu – „From Zero”, to tak naprawdę ich pierwsza płyta. Zaczęli z czystą kartą i choć słychać tutaj echa „Hybrid Theory”, „Meteora” czy kilku innych utworów obecnych na pozostałych krążkach, gdzie Bennington brylował na wokalu, to jednak po dłuższym niańczeniu ich najmłodszego „dziecka” okazuje się, że to nieco inna kapela. Czy lepsza? Nie wiem. Na pewno równie porywająca i – co może dziwić – ze świeższym podejściem do muzyki.

From Zero” otwiera 22-sekundowe intro, po którym następuje chwila prawdy. Pierwsza piosenka właściwa nosi tytuł „The Emptiness Machine”. Już od jej pierwszych taktów słychać, że Linkin Park to dobrze naoliwiona maszyna. Jest dynamicznie i przebojowo. Rapowe partie idealnie korelują z tymi czysto śpiewanymi, przy czym z miejsca podkreślić należy siłę i charakter wokalu Armstrong. Z początku można nawet odnieść wrażenie, że panowie zachowują się tak, jakby trzymali tę „bestię” na smyczy i tylko na moment spuszczali z uwięzi, by dać jej trochę powrzeszczeć, jednak od czwartego numeru, nie licząc intra, to ona otwiera większość pozostałych piosenek i tak naprawdę jej partie są tymi najciekawszymi. Ponadto wokalistce należą się dodatkowe słowa uznania co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, musiała w jak najlepszym stylu zarejestrować wokal, gdyż nie śpiewa w lokalnej kapeli, na której koncerty przychodzą głównie znajomi czy okoliczni fani mocniejszych trunków, a osoby wydające na jej działalność niemałe pieniądze. Druga sprawa – musiała zmierzyć się z legendą tragicznie zmarłego Chestera Benningtona. Na „From Zero” znajduje się utwór „Heavy Is The Crown”. Ta korona faktycznie jest ciężka, a wokalistka, nie dość że udźwignęła tę błyskotkę, to jeszcze z dumą założyła ją sobie na głowę.

Następne na płycie „Over Each Other”, wolne od wokalnej protekcji Mike’a Shinody, pokazuje, jak wszechstronną wokalistkę zaprosili do składu. Wspomniana piosenka, gdyby ją nieco przearanżować, z powodzeniem mogłaby zdominować popowe listy przebojów. Mimo to rzeczony utwór nie jest jeszcze tak zwanym wprowadzeniem Emily Armstrong. Podobnie kolejne na trackliście, choć będące jednymi z najlepszych momentów, agresywne „Casualty” i crossoverowe „Overflow”. Dopiero w ósmym utworze słyszymy tę właściwą, potężną falę głosu Armstrong, zaś rapowe zwrotki Mike’a, często z poczwórnymi rymami na końcach wersów, dopełniają dzieła, tworząc w konsekwencji idealne optimum albumu. To w tej piosence charyzma wokalistki idealnie miesza się z chirurgiczną precyzją nawijki lidera i mózgu zespołu.

Ostatnie trzy utwory są niczym trzy asy w talii. Zaczyna się popowym „Stained”, po którym następuje jeden z mocniejszych fragmentów w postaci „I Give You Everything I Have”. To kolejna piosenka, która jasno potwierdza wokalną klasę Armstrong. Natomiast wieńczące album „Good Things Go” to w mojej opinii nie tyle najlepszy utwór na płycie, co jeden z najlepszych spośród wszystkich utworów zespołu w ogóle. Dynamika doskonale łączy się tu z melancholią, zaś chemia pomiędzy wokalistami jest wyraźna tak bardzo, iż jedynie potwierdza to, jak dobrym wyborem było zatrudnienie Emily Armstrong. Chester Bennington, gdziekolwiek teraz się znajduje, na pewno jest dumny, gdyż feniks, na którego grzbiecie jeszcze do niedawna latał, zyskał nowe życie.

FKA twigs w singlu Drums of Death

FKA twigs nie przestaje rozpieszczać fanów. Długo wyczekiwany singiel Drums of Death jest już dostępny na platformach streamingowych. Posłuchajcie!

Drums of Death to trzecia pozycja z nadchodzącego albumu EUSEXUA. Kawałek był znany już wcześniej: jego krótsza, nieco zmieniona wersja znalazła się w teledysku do tytułowego singla. Teraz piosenka doczekała się pełni blasku jako osobny singiel.

W przeciwieństwie do dwóch poprzednich singli, Drums of Death stawia na niecodzienne brzmienie, pełne zniekształconej elektroniki. Producentem i współautorem utworu jest brytyjski muzyk Koreless.

Już 24 stycznia 2025 roku światło dzienne ujrzy EUSEXUA. Album będzie trzecim krążkiem w dyskografii artystki. Jak zaznacza sama FKA twigs, płyta będzie jej największym dotychczas dziełem, które powstało „od skorupki”.