Amerykańsko-polski wokalista i kompozytor, Krystian Ochman, właśnie wydał swój kolejny album.
Reprezentant polski w 66. Konkursie Piosenki Eurowizji, wydał swój trzeci album studyjny zatytułowany Klasycznie. Krążek inspirowany jest twórczością artystów, takich jak Michael Bublé czy też Frank Sinatra. Wydawnictwo składa się z 12 utworów – 6 autorskich kompozycji, 4 coverów, a także intro i outro. Warto nadmienić, że jeden z utworów powstał we współpracy z samą Małgorzatą Ostrowską.
Tracklista:
1. Intro 2. Nie ma szans 3. Every Time 4. Siłacz 5. Gdy nikt nie widzi 6. Taniec pingwina na szkle 7. Nights 8. Love Of My Life 9. Miłość 10. Mamo 11. My Way 12. Outro
Album promowały single, takie jak: Mamo, Siłacz z repertuaru Marcina Rozynka oraz Nie ma szans.
Wiktoria Zwolińska to polska piosenkarka, która od kilku lat działa na polskiej scenie muzycznej najpierw jako uczestniczka The Voice Kids, a teraz jako artystka Magic Records. Rok temu wydała debiutancką EPkę „…na podstawie zazdrości”, a obecnie po rocznej przerwie wydaje nowe single otwierający nowy rozdział w karierze wokalistki. W rozmowie z Wiktorią cofnęłyśmy się w czasie do pierwszych kroków w drodze do kariery, poruszyłyśmy temat zazdrości i przemijania, a także porozmawiałyśmy o najnowszych propozycjach młodej piosenkarki.
Julia Maciąg: Jak się czujesz z tym, że w końcu możesz powrócić na scenę po tej niespodziewanej przerwie?
Wiktoria Zwolińska: Czuję się, jakbym wróciła do domu. Wydawanie i śpiewanie na scenie to jest coś, z czym czuję się bardzo komfortowo; jest ogromną częścią mnie. To ten sam rodzaj energii, którą poczułam, wracając do mojego rodzinnego domu po szpitalu.
JM: Mam nadzieję, że w takim wypadku ten komfort i to, że wróciłaś do domu będzie jak najdłuższy, a właśnie wydajesz coraz więcej nowości. W tym roku pojawiło się ich kilka, m.in. kropelki. O czym będzie jest utwór?
WZ: To jest bardzo metaforyczny utwór. Myślę, że dla każdego może oznaczać coś innego, ale dla mnie osobiście jest o ogromnym lęku przed utratą bliskich. W szczególności, gdy czujemy, że jesteśmy w pewien sposób odpowiedzialni za czyjeś życie. Czasami jest tak, że przesypiamy pewne momenty, które dzieją się u innych osób. Czasem nawet nie wiemy, kiedy tracimy bliskich.
JM: Coś w stylu suszy, bo tam jest też ten motyw przemijania. Jest tam fragment „Nie czytasz tego, co ja piszę, nie słyszysz tego, jak ja krzyczę”. Mam wrażenie, że po prostu jesteś ignorowana przez drugą osobę, a dodatkowo śpiewasz „Może mnie już tu nie ma i wołam z podziemia”.
WZ: Oczywiście, że tak. Jednak „susza” ma w sobie chyba troszkę więcej nadziei, pomimo tego, iż jest to utwór właśnie o przemijaniu i o stracie. Tam śpiewam „Może jeszcze to nie koniec naszych końców”. Opowiada o tym, że pomimo różnych tragedii, które się pojawiają w naszym życiu, świat dalej się rozwija, dalej płynie. A my razem z nim.
JM: Niewiele osób wie, że zaczynałaś w The Voice Kids. Zadaję często to pytanie do takich osób z tego programu, a mianowicie co byś teraz powiedziała małej Wiktorii z Voice’a, która występowała na tej scenie?
WZ: Wow. To jest bardzo dobre pytanie. Kiedyś o tym nawet myślałam. Sądzę, że powiedziałabym jej bardzo dużo. Na pewno, że wiem, czym się teraz przejmuje i mimo że to coś dla niej bardzo istotnego, to w porównaniu do wydarzeń za 4-5 lat, nie będzie miało aż takiego znaczenia. Żeby po prostu cieszyła się każdym dniem. Powiedziałabym jej też, że bardzo ją kocham, że jest piękna i żeby ona też w to uwierzyła.
JM: Wydałaś rok temu swoją pierwszą EP’kę pt. …na podstawie zazdrości. Właściwie jakiej?
WZ: Tak generalnie „…na podstawie zazdrości” różnego rodzaju. W każdej z tych piosenek opisuję różne emocje, które pojawiały się właśnie w wyniku zazdrości. W „cała się zmienię” śpiewam o poczuciu bycia kimś niewystarczającym dla drugiej osoby i chęci jej dorównania. I tutaj jest gdzieś ten zalążek zazdrości. W „pięknidle” jest mowa o tym, co się dzieje w social mediach i jaki to ma na nas wpływ. W „obojętna” jest nuta zazdrości, która pojawia się już po rozstaniu – w momencie, kiedy druga osoba idzie dalej, a ja chcę być cały czas w jej myślach. Jest to trochę toksyczne, aczkolwiek gdzieś tam pojawiły się u mnie takie emocje… Z jednej strony już mi na nim nie zależy, ale, z drugiej strony, chciałabym, żeby cały czas o mnie myślał.
JM: Czy zazdrość według ciebie jest takim tematem, o którym trzeba mówić w dzisiejszych czasach?
WZ: Myślę, że na pewno jest to bardzo wstydliwy temat i wiele osób po prostu kompletnie się nie przyznaje do zazdrości. Dla mnie do tej pory jest to bardzo trudny temat i czasami nawet nie zdaję sobie sprawy z tego, że jestem zazdrosna. Przykładem są właśnie utwory, które pojawiły się na EP-ce. One powstawały w różnych przedziałach czasowych i gdzieś tam, jak zebrałam je w całość, zdałam sobie sprawę z tego, że łączy je ten jeden pierwiastek, czyli zazdrość. To było dla mnie bardzo oczyszczające. Taka autorefleksja, co do moich doświadczeń i tego, co czuję. Powinniśmy głośno mówić o zazdrości i rozmawiać o tym z samym sobą. To na pewno.
JM: Właśnie wspomniałaś też o utworze „pięknidło” i tam jest wers „w koło same są pięknidła, podcinają skrzydła.” Dlaczego tak uważasz?
WZ: To jest kwestia porównywania siebie do innych osób, które widzimy właśnie w internecie. To, na co natrafiamy w social mediach, nie jest do końca prawdziwe. Zdjęcia tam są często bardzo przerabiane.
JM: Retuszowane?
WZ: Nawet nie chodzi o to, że są retuszowane, tylko o samo pozowanie. W zależności od tego, jak ustawisz się do aparatu, możesz po prostu korzystniej wyglądać. W momencie, kiedy się nie ma do końca świadomości tego, jak to wszystko działa, porównujemy się do takich osób i nachodzą nas myśli: „kurczę, dlaczego ja tak nie wyglądam w prawdziwym życiu”. A to podcina skrzydła i obniża samoocenę.
JM: Masz jeszcze utwór Harlequin, który jest o twoim byłym związku. Jaki ma on związek właśnie z zazdrością i czego Cię ten związek właściwie nauczył, ten związek?
WZ: Tutaj zazdrość pojawia się w myśleniu: „dlaczego ja nie mogę kochać Cię tak, jak Ty mnie”. Ten związek nauczył mnie, że w momencie wchodzenia w relację, musimy mieć naprawdę dobry kontakt z tą drugą osobą. Nawet, jeśli wiemy, że jest dla nas bardzo dobra, czuła, jesteśmy przez nią adorowani, my też musimy to odwzajemniać. Jeżeli nie będziemy szczerzy sami ze sobą, to automatycznie będziemy krzywdzić też innych. Chciałam dać komuś szansę i miałam nadzieję, że z mojej strony te uczucia się pojawią, ale tak się nie stało i po prostu gdzieś tam skrzywdziłam tę osobę.
JM: A propos też związków, mam wrażenie, że twój duet z Dawidem Tyszkowskim jest najsmutniejszą piosenką w Twoim repertuarze. To jest właśnie o takich dwóch perspektywach miłości i tego zerwania i rozrzucenia się tych dwóch dróg. Też jestem fanką Dawida dlatego ciekawi mnie, jak doszło do waszej współpracy i do stworzenia utworu o takiej smutnej tematyce?
WZ: Tak jak zauważyłaś, utwór jest bardzo smutny, a w założeniu teledysk, za który odpowiedzialny jest Adam Romanowski, miał oddać te emocje w obrazie. Zależało mi na tym, żeby opowiedzieć historię rozstania z dwóch perspektyw. Bo zwykle jest ono bolesne nie tylko dla jednej, ale dla obu stron.
Propozycja zaproszenia do tej piosenki Dawida wyszła z mojej inicjatywy. Zachwyciłam się jego twórczością, w szczególności po utworze „Tlen”. Dawno nie było tak, żeby ktoś, kto jest w podobnym do mnie wieku, tak bardzo zauroczył mnie swoją wrażliwością, songwritingiem i tym, w jaki sposób opowiada historie. W bardzo podobnym czasie i etapie zaczęliśmy wydawać muzykę; byliśmy wtedy debiutującymi artystami i stwierdziłam, że taka współpraca byłaby bardzo ciekawa. Wysłałam mu na dyktafonie nagraną demówkę, właściwie niemal gotową piosenkę. Dawid odpisał mi, że absolutnie się zgadza, że bardzo chętnie. Dodał też, że miał ścisk w żołądku, jak usłyszał utwór, a bardzo rzadko mu się to zdarza. Był to dla mnie ogromny komplement, w szczególności, że otrzymałam go od osoby, którą naprawdę bardzo podziwiam. Niesamowicie cieszę się, że doszło do tej współpracy.
JM: To jest z tego, co kojarzę, najchętniej słuchana piosenka na twoim profilu, bo ma ponad milion odtworzeń na Spotify.
WZ: Trochę nieskromnie powiem, że mnie to nie zdziwiło, gdyż bardzo wierzyłam w ten utwór. Od samego początku, jak pisałam i komponowałam ten utwór, wiedziałam, że „kurczę, to będzie coś dużego”.
JM: Za to wino na mieście nie jest takim utworem. To jest bardziej wspomnienie dobrych czasów.
WZ: Zdecydowanie tak. Choć mam takie wrażenie, że nawet jeśli piszę coś, co jest bardziej optymistyczne, to i tak ma w sobie nutkę nostalgii. Generalnie, nostalgia to jest jedno z moich ulubionych słów, jakie istnieją. Jest też dla mnie bardzo inspirującą emocją, stanem. Nawet nie pamiętam, kiedy ten utwór został wydany, musiało to być bardzo dawno (śmiech).
Opowiada o wspomnieniach dobrych chwil z tą drugą osobą. Coś się zakończyło i jest to w porządku. To jest taka dobra tęsknota.Nieważne, jak druga osoba by nas nie potraktowała, to i tak zawsze znajdziemy to „coś”, co tak naprawdę nas do niej przyciągnęło i co już na zawsze pozostanie w naszej pamięci.
JM: Czy tak nostalgicznie patrzysz na utwór o Krakowie?
WZ: Ojej, nie spodziewałam się, że aż tak się zagłębiłaś (śmiech).
JM: Szczerze? Ja ten utwór znalazłam totalnie przypadkiem. Słuchałam sobie nawet niedawno tej piosenki i fajnie się jej słucha w tramwaju (śmiech). Kocham to miasto, to chciałam tak posłuchać czegoś innego niż Krakowski spleen czy Bracka.
WZ: Ja kocham Kraków pod względem jego klimatu i tej energii, którą niesie ze sobą. To także mój rodzinny dom, moje miasto, moje dzieciństwo i czasy liceum. Tu są moi znajomi, moje wspomnienia i wiele, wiele różnych emocji. Chciałam napisać o Krakowie piosenkę, która w pełni odda „moje” emocje do tego miasta. Mam nadzieję, że ktoś znajdzie w niej „inny” Kraków niż ten z „Brackiej” czy „Krakowskiego spleen’u”.
JM: Wracając już do tych smutniejszych piosenek, wydałaś z The Small Town Kids utwór Ktoś, który jest też powrotem Twoim na scenę po niemal rocznej przerwie. Co byś powiedziała o tym utworze i o samej współpracy?
WZ: Cieszę się, że pierwszym utworem po chwilowej przerwie jest piosenka z The Small Town Kids, bo wiadomo, że w grupie raźniej. Podesłali mi ten utwór i bardzo mi się spodobał. Urzekło mnie przede wszystkim to poczucie samotności i niezrozumienia przez innych i nutka nadziei, dzięki której liczymy na to, że kiedyś się znajdzie ktoś, kto zrozumie nasz świat. The Small Town Kids są super zdolni. Sami skomponowali, napisali, wyprodukowali ten utwór, a ja dopisałam swoją zwrotkę.
JM: Pierwszym Twoim tegorocznym utworem jest jesteś głupi. Mam wrażenie, że w tym utworze chcesz komuś dogryźć.
WZ: Ale ja „obrażam” tę osobę w bardzo pozytywny sposób! To nie jest obrażanie w niemiłym znaczeniu. „Jesteś głupi” mówię do osób, które kocham. Wprowadzają mnie oni czasem w takie trochę speszenie i zakłopotanie. I to jest moje czułe „jesteś głupi”. Dzieje się tak, kiedy ktoś sprawi, że czuję taki ogrom ciepła w serduchu. I jest mi tak miło, tak dziwnie miło i niespodziewanie miło… Cały utwór opowiada o momencie, w którym, z tą drugą osobą, już wiedzieliśmy, że „coś jest na rzeczy”, ale po prostu baliśmy się wykonać ten krok. Czuliśmy, że to nie jest odpowiedni moment, aby powiedzieć sobie to wszystko wprost.
JM: Jeszcze z tegorocznych propozycji wydałaś utwór przypadkiem. Mówi się, że najlepsze utwory powstają z przypadku. I ja uważam, że to jest Twój najlepszy utwór na ten moment. Trochę oddaje mi klimat The One That You LovedLP. Po prostu jestem oczarowana tą piosenką.
WZ: Ojej! Bardzo mi miło, że tak uważasz. Dostałam dużo takich pięknych feedbacków, jeśli chodzi o ten numer. Wyniki w serwisach streamingowych, czyli m.in. Spotify, które mega mnie zaskoczyły, też na pewno jakoś o tym świadczą.
Czuję teraz lekką presję, co do przyszłych piosenek, bo tak naprawdę nie miałam żadnych oczekiwań w stosunku do tego numeru. Proces jego powstania był faktycznie przypadkowy. Przyszłam na sesję z Kubą Krupskim. Miałam jakiś pomysł, jakieś inspiracje, ale i tak ostatecznie wyszło coś zupełnie nowego, innego, świeżego i coś, co totalnie ze mną zagrało. Mieliśmy ogromny fun podczas tworzenia tego utworu, szczególnie podczas pisania tekstu. Chciałam z przymrużeniem oka przekazać uczucie do drugiej osoby, udając, że mi wcale nie zależy. Wyszło chyba dobrze (śmiech).
JM: Do tej pory masz piosenki w kolaboracji z chłopakami a tu taka świeżynka w twojej dyskografii, czyli nie płacz dziewczyno z Livką.
WZ: Uwielbiam Livkę, z którą nagrywałam „nie płacz dziewczyno”. Jest osobą, którą podziwiam, która mnie zachwyca swoją wrażliwością i bardzo rezonuje ze mną to, co tworzy. Poza tym też jesteśmy w podobnym wieku, słuchamy tej samej muzyki.
Ten utwór porusza bardzo trudny temat, o którym powinniśmy głośno mówić. Zawiera przekaz, abyśmy MY dziewczyny wspierały się wzajemnie i dodawały sobie otuchy w trudnych chwilach, jednocześnie nie tłumiąc w sobie trudnych emocji. Do stworzenia utworu zainspirowały mnie wydarzenia z najbliższego otoczenia… Wiem, że każdy z nas ma w swoim środowisku podobną historię lub sam bezpośrednio spotkał się z manipulacją czy wykorzystaniem przez drugą osobę. Dlatego jest to dla mnie tak bardzo ważny utwór.
JM: Podpisuje się pod tym przekazem i chciałam Ci podziękować za tę rozmowę.
WZ: Ja również bardzo dziękuję. Było bardzo miło i do następnego!
Organizatorzy jednego z największych festiwali muzycznych właśnie ogłosili skład przyszłorocznej edycji. Kto wystąpi w 2025 roku w Kalifornii? Sprawdźcie!
Lady Gaga, Green Day, Post Malone oraz Travis Scott to headlinerzy Coachelli 2025. Wśród wymienionych nazwisk pojawiają się również między innymi Charlie XCX, Megan Thee Stallion, Missy Elliott, Benson Boone, Zedd, Tyla, The Prodigy, FKA twigs oraz Lisa i Jennie z południowokoreańskiego zespołu BLACKPINK.
W kwestii głównych artystów przyszłorocznej edycji należy wspomnieć, iż Lady Gaga powróci na scenę Coachelli po ośmiu latach. Artystka w 2017 roku niespodziewanie zastąpiła Beyonce, która ogłosiła, że spodziewa się dziecka. Travis Scott to kolejny oczekiwany powrót na festiwalu, gdyż raper miał na nim wystąpić w 2020 roku, jednak plany pokrzyżowała pandemia COVID-19. W przypadku zespołu Green Day – zagrają oni po raz pierwszy na Coachelli, natomiast Post Malone, który już wcześniej występował na festiwalu, tym razem po raz pierwszy pojawi się w roli headlinera.
Festiwal odbędzie się wiosną 2025 roku. Zaplanowano dwa weekendy – od 11 do 13 kwietnia oraz tydzień później, od 18 do 20 kwietnia. Wydarzenie odbędzie się w Empire Polo Club w Indio, w stanie Kalifornia. Sprzedaż biletów rusza już 22 listopada o godzinie 20:00 czasu polskiego.
W ubiegłym roku polska artystka świętowała dziesięciolecie działalności muzycznej, z tej okazji powstał między innymi jej szósty album studyjny, Siniaki i cekiny, na którym Margaret powróciła do girlie popu. Teraz piosenkarka dzieli się jego dalszą częścią. Poznajcie szczegóły!
Singiel Tańcz głupia był tylko początkiem nowej ery Margaret, której owocem był album Siniaki i cekiny. Wydawnictwo było swoistym powrotem polskiej artystki do popu, tym razem jednak w bardziej dojrzałej i świadomej wersji. Po licznych sukcesach krążka naturalnym więc było rozszerzenie go o nowe aranżacje. Ciąg dalszy albumu Margaret miał premierę w piątek 15 listopada, płyta zyskała 6 nowych kawałków w tym nowe wersje językowe utworów Tańcz głupia i Catch me if you can, a także popowo-urbanowe Mamy farta, na którym pojawił się Pezet.
W ubiegłym roku Margaret świętowała jubileusz działalności artystycznej, z tej okazji artystka podzieliła się ze swoimi fanami projektem MTV Unplugged, gdzie zaprezentowała swoje dobrze znane utwory w odświeżonej, kubańskiej aranżacji. Piosenkarka również dwukrotnie była głosem nowego muzycznego projektu na polskiej mapie festiwalowej. Artystka stanęła na scenie Babiego Lata w ramach festiwalu Santander Letnie Brzmienia.
Duet The Dumplings po czteroletniej przerwie powrócił na polski rynek muzyczny z klasą. Poza dwoma wydanymi w tym roku singlami W naszym zabetonowanym świecie oraz To nie powtórzy się zespół z okazji dziesięciolecia wyruszył w jesienną trasę klubową The Dumplings Orkiestra. Jednym z przystanków był Kraków i to właśnie w nim zadziała się istna magia.
Słowo orkiestra w nazwie trasy nie jest przypadkowe. Razem z Justyną Święs oraz Kubą Karasiem przygrywała orkiestra, która nadawała tym nowych, jak i starszym utworom nowe życie. Orkiestrowe aranżacje sprawiły, że od tej pory preferuję niektóre wersje utworów z jej udziałem.
Kiedy już jesteśmy przy orkiestrze, warto dodać, że to właśnie ona rozpoczęła cały występ budującym w napięciu intrem, do którego dźwięków wszedł duet The Dumplings. Olśniewająca (dosłownie!) Justyna Święs opanowała centralną część sceny, a Kuba Karaś małą wysepkę z konsolą i gitarami. Później orkiestra zmieniła tempo i przystąpiła do grania intymnego i poruszającego utworu Każda z nas.
Jak na dziesięciolecie przystało, nie mogło się obejść bez największych hitów grupy. Ze sceny wybrzmiały starsze pozycje jak Betonowy Las, czy How Many Knives, ale także można było zapoznać się z najnowszymi singlami grupy wymienionymi na początku artykułu. Publiczność reagowała żywiołowo na takie hity jak Nie gotujemy, Kocham być z tobą czy Przykro mi, które od lat są koncertowymi faworytami. Osobiście najlepiej bawiłam się przy utworze Raj, który był tanecznym hymnem wolności, a także w trakcie wspólnego śpiewania Nie gotujemy, gdzie publiczność mogła się wykazać znajomością tekstu piosenki.
Nie zabrakło też integracji z publicznością, która była dość kluczowym aspektem na koncertach The Dumplings. W Krakowie można było usłyszeć krótkie historie Justyny po wykonaniu Betonowego lasu, a także Kuby Karasia o Ach nie mnie jednej. Był również moment zabawy światłem przez oświetleniowca duetu. Ze sceny padło wówczas zdanie, że jeśli jest się oświetlonym na scenie, to jest się bardziej wiarygodnym dla publiczności, po czym operator wyłączył żartobliwie wokalistce lampy.
Jako bis zagrano piosenkę Frank, co okazało się idealnym zwieńczeniem wieczoru. Intymność i taneczna energia, z jaką utwór został zagrany, wywołały owacje i pozostawiły publiczność z poczuciem głębokiej satysfakcji. Ja wyszłam oczarowana z koncertu. Orkiestra powinna być stałym elementem na koncertach, ponieważ wywołuje silne emocje, które nie są do opisania, a utwory zyskują na tym bardzo korzystnie. Dla tych, co nie mieli okazji być na koncercie, to dla samego głosu Justyny Święs warto przeznaczyć swój czas. Dalej nie mogę otrząsnąć się po jej niesamowitym wokalu, który jest jednym z lepszych na polskiej scenie muzycznej.