Szwedzka artystka, znana z takich hitów jak Lush Life czy Symphony, w kwietniu tego roku zaprezentowała energetyczny singiel Pretty Ugly, który stał się zapowiedzią jej kolejnego wydawnictwa.
Za pośrednictwem Instagrama Zara poinformowała fanów o dacie premiery swojego najnowszego albumu Midnight Sun, który ukaże się 26 września na wszystkich platformach streamingowych.
Oprócz daty premiery i zaprezentowanej okładki — która spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem — artystka ogłosiła również kolejny promocyjny singiel, którego premiera zaplanowana jest na 13 czerwca.
W jednym z wywiadów Zara przyznała, że Midnight Sun będzie jej najbardziej osobistą produkcją.
It just feels like me — knowing myself, this album is just really, really me. And also, no one can do me the way I can.
tak artystka opisuje swoje najnowsze wydawnictwo
Oczekując na premierę albumu, możemy cieszyć się tanecznym singlem Pretty Ugly, do którego powstał również kolorowy, dynamiczny teledysk.
Miley Cyrus, przez wielu określana mianem muzycznego kameleona, powraca z albumem, który z pełną świadomością nazwała „czymś pięknym”. Something Beautiful łączy elementy popu, soft rocka oraz chwilami zabiera nas w neo-psychodeliczną podróż, od której trudno się oderwać. To z pewnością najbardziej eksperymentalne wydawnictwo od czasu Miley Cyrus & Her Dead Petz z 2015 roku — projektu, w którym artystka całkowicie porzuciła komercję na rzecz bardziej artystycznej wizji.
Dziewiąty już album Miley to balans między potencjałem komercyjnym a ambitnym brzmieniem, które w dzisiejszym popie jest rzadkością. Płyta ukazała się nakładem wytwórni Columbia, z którą Cyrus podpisała kontrakt w 2021 roku po premierze Plastic Hearts. Pierwszym efektem tej współpracy był Endless Summer Vacation, kojarzony głównie z międzynarodowym hitem Flowers. Columbia dała artystce pełną swobodę twórczą, co wyraźnie słychać na nowym krążku.
Za produkcję Something Beautiful odpowiadają m.in. Maxx Morando — obecny partner Miley, znany ze współpracy przy Handstand czy coverze Psycho Killer — oraz Shawn Everett, który wspomagał ją przy utworze Used To Be Young.
Prelude, zaprezentowane jako pierwsza zapowiedź albumu, wzbudziło ogromne zainteresowanie. Enigmatyczny monolog połączony z oniryczną warstwą dźwiękową zwiastował eksperymentalny charakter nadchodzącej płyty. Orkiestrowe zakończenie nadało kompozycji podniosły, niemal patetyczny ton.
Something Beautiful, pierwszy oficjalny singiel, zaskoczył potężnym wokalem Miley. Rozpoczyna się w delikatnej, jazzowej aurze, by potem uderzyć gitarowo-perkusyjną mocą i skręcić ku rockowym brzmieniom. Choć nie odniósł spektakularnego sukcesu na listach przebojów, zyskał uznanie słuchaczy — także tych, którzy na co dzień nie śledzą kariery Cyrus.
End of The World kieruje się ku taneczno-popowym rejonom, oferując żywiołowy hymn przywodzący na myśl utwory szwedzkiej grupy ABBA. Z kolei More to Lose, ostatni singiel przed premierą albumu, wprowadza nas w bardziej refleksyjny nastrój. Emocjonalna ballada z wyraźnie słyszalnym saksofonem nadaje utworowi wyjątkowy klimat.
Zróżnicowanie brzmieniowe utrudniało przewidzenie, jak będzie prezentować się całość. Kluczową rolę odgrywają tu rozbudowane aranżacje i bogactwo instrumentów. Utwory często rozwijają się stopniowo, wciągając słuchacza w niemal transowe melodie. Przykładem może być Walk of Fame, duet z Brittany Howard. Choć jego fundamentem jest muzyka pop, finał zaskakuje funkująco-dyskotekowym klimatem, podbitym hipnotycznym refrenem „You’ll live forever”. Głos Brittany wnosi mroczniejsze akcenty, idealnie wpisując się w charakter utworu.
Nietypowym gościem na albumie okazała się Naomi Campbell. Choć jej udział w utworze Every Girl You’ve Ever Loved jest raczej subtelny, wnosi on wyjątkową energię, która przypomina klimat legendarnego VogueMadonny. Obecność ikony popu jest tutaj wyraźnie wyczuwalna, stanowiąc jednocześnie hołd dla jej ogromnego wpływu na świat muzyki.
Pretend You’re God przywołuje ducha Her Dead Petz — to intymna mieszanka ambientu, psychodelii i alternatywnego popu. Surowa aranżacja podkreśla emocjonalną ekspresję wokalu, pozwalając odbiorcy na chwilę wytchnienia po intensywniejszych utworach.
Reborn rozpoczyna się mroczniej — w pierwszych sekundach słychać chóralne wokalizy przypominające śpiew zakonników. Hipnotyczna atmosfera szybko ustępuje miejsca pulsującemu bitowi, który prowadzi nas z powrotem w popowe rejony.
Na płycie znalazło się także miejsce dla czysto komercyjnego kawałka Easy Lover, siostrzanego brzmieniowo do End of The World. Choć ich struktura jest bardziej przewidywalna, oferują one solidny wokal i dawkę beztroskiej zabawy.
Całość domyka Give Me Love, utwór inspirowany rekreacją obrazu Hieronima Boscha, przedstawiającego miłość jako drogę prowadzącą zarówno do zbawienia, jak i zguby. Piosenka staje się alegoryczną opowieścią o potędze uczucia — sile zarówno wyzwalającej, jak i niszczącej.
Miley tak mówiła o swoim najnowszym dziele:
Moim pomysłem było stworzenie The Wall, ale z lepszą garderobą, bardziej pełne przepychu i nasycone popkulturą.
Choć nie jest to wierne odtworzenie koncepcji legendarnego albumu Pink Floyd, inspiracja jest wyraźna — mamy do czynienia z przemyślanym, wielowarstwowym projektem, który sięga po szeroką wizję artystyczną.
Something Beautiful to pop wyrafinowany, pop wysokiej jakości — taki, jakiego dziś wyjątkowo brakuje. W świecie zdominowanym przez algorytmy, TikToka i muzyczne fast foody, album Miley Cyrus jawi się jako twórczy manifest: odważny, osobisty i prawdziwie… piękny.
Eurowizyjni ulubieńcy fanów – fiński artysta Käärijä i chorwacki twórca Baby Lasagna połączyli wspólne siły, prezentując oficjalny mashup swoich konkursowych hitów! Po wyczekiwaniach fanów, Cha Cha Cha / Rim Tim Tagi Dim (Battle Mashup), wreszcie pojawił się na platformach streamingowych. Jeśli jeszcze tego nie słuchaliście – czas to nadrobić!
Utwór, który swoją premierę miał 6 czerwca, to nie tylko przebojowy numer, ale także ukłon w stronę fanów konkursu. Mashup powstał specjalnie na potrzeby występu duetu, otwierającego finał Eurowizji 2025 w Bazylei – to właśnie tam utwór wybrzmiał po raz pierwszy. To energiczne połączenie jest uzupełnieniem współpracy tej dwójki artystów, zapoczątkowanej ich wspólnym utworem #eurodab, który także usłyszeliśmy podczas tegorocznego finału.
Duet to niekwestionowani faworyci widzów Eurowizji – Käärijä zajął drugie miejsce na Eurowizji 2023 z Cha Cha Cha, a Baby Lasagna uplasował się na tym samym miejscu rok później z utworem Rim Tim Tagi Dim.
Czy to jednorazowy projekt? Miejmy nadzieję, że nie! Po tym połączeniu rośnie apetyt na więcej.
Gdyby ktoś powiedział mi jakiś czas temu, że zwariuję na punkcie muzyki gwiazdy TikToka, prawdopodobnie bym w to nie uwierzył. Co prawda, wydana w 2023 roku epka AR wybrzmiewała w moich słuchawkach często, ale nie spodziewałem się, że jej autorka będzie „gościć” u mnie zdecydowanie częściej. Diet Pepsi ujęło mnie swoją oryginalnością, jednak szybko odeszło w zapomnienie. Do obsesji na punkcie Aquamarine potrzebowałem kilku tygodni, teraz śmiało umiejscawiam je w czołówce moich ulubionych kawałków wszech czasów. Po premierze High Fashion już czułem, że trzeci singiel w tak oryginalnej aranżacji zapowiada zapewne równie genialny album. Headphones On słuchałem już codziennie, wiedząc, że Addison będzie moim tegorocznym muzycznym uzależnieniem. Przy Fame is a Gun zabrakło mi słów i poczułem się jak gdyby maszyna czasu przeniosła mnie kilkanaście lat wstecz, do alternatywnej i niesamowicie intrygującej rzeczywistości. Bezwarunkowa miłość do wszystkich pięciu singli tylko podsycała ekscytację rychłym pojawieniem się pozostałych utworów. I o to on. Debiutancki album zatytułowany po prostu imieniem artystki, co wydaje się zdecydowanie bardziej wyjątkowe, niż nazwanie krążka tytułem randomowej piosenki, nie wnoszącym kompletnie nic w całą muzyczną opowieść. Równie wyjątkowa jest okładka, mocno przywołująca późne lata 90. i wczesne dwutysięczne, wyróżniająca się na tle innych współczesnych okładek dzięki bogactwu ciepłych barw.
Zajrzyjmy zatem do środka i sprawdźmy, co zostało tak ładnie zapakowane. Za produkcję wszystkich dwunastu piosenek odpowiadają tylko dwie szwedzkie producentki związane z wytwórnią legendarnego Maxa Martina — Luka Kloser i Elvira Anderfjärd. Pod względem brzmień album jest niezwykle oryginalny i nostalgiczny. Wokal Addison z kolei jest lekki, melancholijny i wręcz oniryczny. Mam wrażenie, jakbym słuchał ścieżki dźwiękowej do własnych snów albo powracał wspomnieniami do czasów dzieciństwa. Delikatna elektronika oraz eteryczny śpiew wokalistki, często wzbogacony szeptami, przypomina momentami album In The ZoneBritney. Jednocześnie brzmienia na płycie są bardzo różnorodne, choć łączy je podobny nastrój.
Album otwiera najbardziej oryginalna i ciekawa piosenka, jakiej słuchałem od dłuższego czasu — New York, którego melodię artystka przemycała już w zapowiadających płytę fragmentach. To nic innego jak krótki, miłosny list Addison do Nowego Jorku, którego nazwę powtarza do znudzenia. Choć piosenka zaczyna się dosyć spokojnie, finalnie jest to prawdziwy zastrzyk taneczno-elektronicznej energii.
Przy Diet Pepsi, czyli jak dotąd największym przeboju Addison, zmienia się nastrój i robi się znacznie spokojniej. To piosenka o niewinnej nastoletniej miłości — pełnej pożądania i namiętności — której towarzyszy eteryczny śpiew wokalistki, obfity w zmysłowe szepty, oraz delikatne, popowo-alternatywne brzmienie z lekkim, elektronicznym beatem. Niezwykłego klimatu piosence dodaje również czarno-biały teledysk, pełen zmysłowych i dziwacznych ujęć. Jedyne, czego mi tutaj brakuje, to chociaż kilkanaście sekund więcej samej piosenki.
Money is Everything było dla mnie niewątpliwie największym zaskoczeniem. Utwór zaczyna się krótkim monologiem samej artystki, który od razu pozwala poczuć się, jakbyśmy nie słuchali płyty, ale czytali zapiski z pamiętnika. Później mamy już do czynienia z idealnie wpisującą się w minione czasy „recession pop” – pozytywną i humorystyczną piosenką wychwalającą pieniądze oraz dobrą zabawę, która choć nie pasuje do reszty albumu wydaje się być na nim bezwzględnie obowiązkową pozycją. W tak krótkim utworze artystka znalazła również miejsce, aby przywołać bezpośrednio nazwy inspirujących ją ikon — Madonnę, Lanę Del Rey oraz Lady Gagę.
” And when i’m up dancing, please, Dj, play Madonna / Wanna roll one with Lana, get high with Gaga „
Aquamarine to niewątpliwie jeden z najlepszych utwórów na płycie. Kawałek jest wręcz magiczny, melodia jest lekka, ale jednocześnie każdy dźwięk jest niezwykle hipnotyzujący. Do tego śpiew Addison jest delikatny i kojący. Niektórzy sugerowali tutaj drobne podobieństwo z wielkim hitem Madonny – Frozen i rzeczywiście, słychać nieco na Addison inspirację Madonną, a szczególnie albumem Ray Of Light. Co ciekawe artystka śpiewa tutaj dosłownie „I’m the ray of light”, co nie może być przypadkiem. Nadal jednak utwór jest bardzo oryginalny i nowoczesny z mocnym, nostalgicznym muśnięciem. Nie mógłbym oczywiście skupić się na samej muzyce, pomijając warstwę wizualną. Teledysk do Aquamarine jest wspaniały, trochę mroczny, tajemniczy i przygnębiający, pełny ciekawych ujęć i imponującej choreografii. Mógłbym go oglądać wiecznie. Przy tym utworze naprawdę można odpłynąć i liczę, że otrzyma więcej uznania w przyszłości.
Gdy dowiedziałem się, że spośród dwunastu piosenek na płycie, dwie trwają krócej niż minuta, poczułem lekki zawód. Lost & Found jest co prawda intrygującym wkroczeniem w kolejny utwór, jednak zdecydowanie lepiej sprawdziłaby się normalna, dłuższa piosenka.
Tak więc po krótkim i klimatycznym interludium przechodzimy do nieco bardziej nowoczesnego, lecz wciąż pełnego nostalgii za muzyką elektroniczną sprzed lat — High Fashion. Sama artystka przyznawała kilkukrotnie, że jest to prawdopodobnie jej ulubiona piosenka z płyty i potrzeba było trochę czasu zanim finalnie powstała ta ostateczna wersja. W utworze zdecydowanie jest coś wyjątkowego, co oddziela go od reszty albumu. Choć wokal Addison nadal pozostaje tutaj niezwykle zmysłowy i delikatny, brzmienie jest bardziej synth-popowe i ostrzejsze. Piosence o zatraceniu w modzie i miłości do samej siebie towarzyszy również kolejny, genialny i najbardziej emocjonalny ze wszystkich teledysków.
Zupełnie w innym stylu prezentuje się Summer Forever, które jest prawdopodobnie najbardziej delikatną i spokojną piosenką w tej kolekcji. W tej całej eteryczności i spokoju można usłyszeć nieco inspiracji muzyką Lany Del Rey, ale to w dalszym ciągu oryginalny i wyjątkowy utwór z pogranicza różnych odmian muzyki pop — indie, alternative czy dream. Jeśli przy Aquamarine można było odpłynąć, przy Summer Forever można wręcz lewitować. Ukojenia w tych dźwiękach będę szukać na pewno nie tylko latem.
Pokuszę się o stwierdzenie, że In The Rain to najlepsza piosenka na płycie i zarazem najlepsza jak dotąd piosenka Addison Rae. Zaczyna się nostalgicznym, lekko tanecznym beatem w stylu wczesnych lat 2000., by później oczarować hipnotyzującą synth-popową melodią z odrobiną R&B, której towarzyszy, jak zawsze kojący i lekki wokal artystki. Jeśli miałbym zdefiniować termin „pop perfection”, bez wyrzutów sumienia wskazałbym między innymi na tę piosenkę, dumnie umieszczając debiutującą Addison obok największych artystów ostatnich dekad. Tutaj nie brakuje absolutnie niczego.
Brakuje mi natomiast słów, aby opisać jakie emocje wywołało również posłuchanie po raz pierwszy Fame is a Gun, czyli najbardziej wyróżniającej się elektronicznej, synth-popowej i energicznej piosenki na płycie. Bardzo nie chcę nadużywać słowa „nostalgia”, ale słuchając tej piosenki przenoszę się do czasów wczesnego dzieciństwa. Ten utwór spokojnie mógłby znaleźć się na albumie Blackout Britney Spears, ale świetnie sprawdziłby się w dyskografii każdej innej wielkiej gwiazdy pop sprzed lat, ponieważ brzmi jak podbijający listy przebojów hit pierwszej dekady XXI wieku. Od strony lirycznej to „love/hate letter” do sławy i tego, co z niej wynika. Znów, podobnie jak w Money is Everything (warto zauważyć podobne tytuły obu piosenek) Addison wyraża wprost swoje pragnienie doświadczania „glamorous life”. Długo by mówić także o tym, jak fenomenalny jest nagrany do piosenki teledysk, który przypomina rzeczywistość wyjętą wprost ze snów, pełną nieoczywistości, dziwactw i zarazem uzależniających, intrygujących szczegółów. W dodatku sama Addison w połyskującym różowym płaszczu i dużych okularach przeciwsłonecznych nie tylko przypomina Lady Gagę z ery The Fame, ale również momentami wykonuje charakterystyczną choreografię. To wszystko w nieco dziwnym i tajemniczym teledysku pasuje do autorki Poker Face idealnie.
To jeszcze nie koniec perfekcyjnych piosenek na płycie, ponieważ mamy również Times Like These, czyli trip-hopowe arcydzieło pełne melancholijnego klimatu i eterycznego wokalu. Dlaczego przypomina mi o Touch Of My Hand Britney i całym albumie In The Zone? Nie mam pojęcia, ale słuchając tego kawałka czuję się znów jak małe dziecko słuchające muzyki w radiu, gdy za oknem świeci słońce i trwa w najlepsze przepiękna wiosna. Okładka płyty jest idealnym zobrazowaniem tych emocji, które powstają podczas słuchania tak dobrych dźwięków. Jest to jednocześnie szósty singiel, do którego powstał teledysk nie mniej wspaniały od pozostałych.
Life’s No Fun Through Clear Waters to tylko przepiękny orkiestrowy interlude ze zmodyfikowanym głosem powtarzającym dwukrotnie sam tytuł. Znów wolałbym chyba całą, dłuższą piosenkę wykorzystującą potencjał nastrojowości tej melodii, ale powiedzmy, że kupuję tę wizję.
Headphones On to piosenka o oczyszczeniu poprzez muzykę i pogodzenie z tym, na co nie mamy wpływu. Tak jak Addison w klimatycznym teledysku, do Headphones On chce się tańczyć w deszczu, czując się wolnym od zmartwień. Powiem wprost — to mój ulubiony utwór na płycie. Znów jest to melodia charakterystyczna dla trip-hopu, ale słychać tutaj też R&B, natomiast najważniejsze są tutaj klimatyczne syntezatory. Headphones On to cztery minuty muzycznej rozkoszy, pobudzonej wyobraźni i tęsknoty za tym, co przeminęło. Już nie uważam, że ze względu na tytuł, ten kawałek powinien trafić na sam początek płyty — jego idealne miejsce jest na końcu tej muzycznej opowieści. Kocham i jeszcze raz kocham!
Nie spodziewałem się, że 2025 rok przyniesie tak wyjątkowe muzyczne wrażenia i cieszę się, że zainteresowałem się muzyczną karierą Addison w najlepszym momencie, czerpiąc z wszystkiego, co mogła dać mi ta era. Jeśli w muzyce mojego dzieciństwa zabrakło jakichś dźwięków, to na Addison dostałem już absolutnie wszystko, o czym mógłbym sobie zamarzyć. To płyta różnorodna, doprecyzowana i spójna. Zarówno wokal artystki, jak i produkcja są niezwykle dobre. W dodatku sześć singli promujących album i tym samym sześć wspaniałych teledysków to coś, czego w tych czasach artyści już praktycznie nie robią. Dlatego debiutująca artystka tym bardziej zasługuje na ogromne uznanie za stworzenie tak kompletnej, bogatej i estetycznej ery.
Addison Rae bez wątpienia włożyła w ten album kawał dobrej roboty. To nie jest dziesięć byle jakich hitów radiowych po dwie minuty, które niczego nie wnoszą i o niczym nie opowiadają. To kreatywny album, z niesamowitą produkcją i ciekawymi tekstami. To delikatny, namiętny wokal cudownie współgrający z każdym dźwiękiem. To cała wizualność przejawiająca się we wszystkich nastrojowych teledyskach. To podróż do najlepszej muzyki z początku lat 2000. i zarazem nowy, oryginany kierunek współczesnych brzmień.
Czy Addison Rae okaże się „muzycznym dzieckiem” Britney Spears, czy też szybko skończy się tylko na erze Addison? Na ten moment trudno powiedzieć, jednak ja osobiście nie słuchałem jeszcze tak świetnego debiutanckiego albumu. Poprzeczka jest postawiona wysoko i myślę, że jeśli ktokolwiek miałby zmienić oblicze muzyki pop, to właśnie ona ma do tego największe predyspozycje. TikTok-owa kariera będzie jeszcze długo zapewne ciągnąć się za Addison, zachęcając innych do umniejszania jej zdolnościom, ale zdecydowanie jest jej już bliżej do perfekcyjnej gwiazdy pop, niż tylko popularnej dziewczyny z internetu. Z niecierpliwością czekam na więcej.
Na początku gwiazda TikToka, teraz nowa It Girl pop kultury. Addison Rae wydała swój debiutancki album po mimo zburzonego morza przez które musiała przepłynąć.
Addison Rea swój pierwszy krok w świecie muzyki postawiła w 2021 roku z piosenką Obsessed, która nie została wtedy najlepiej oceniona w mediach. Dopiero duet z Charli xcx w singlu 2 die 4 zmienił postrzeganie jej w pop kulturze. Jednak najlepszy dla niej czas dopiero nadszedł wraz premierą Diet Pepsi rok temu. Od tego momentu gwiazda zachwyca swoich fanów ciekawymi aranżacjami muzycznymi i kreatywnymi pomysłami na teledyski.
Ten rok Addison Rea rozpoczęła mocno wraz premierą piosenek High Fashion oraz Headphones On. Na kilka tygodni przed wydaniem debiutanckiego albumu Addison gwiazda wydała jeszcze następne dwa single.
Najnowszy z nich, czyli Times Like This ukazał się w dniu premiery płyty. Cały projekt składający się z 12 piosenek tworzy on zamkniętą historię o próbie ucieczki do alternatywnego świata, który dzięki muzyce powstaje w głowie Addison Rea. Według fanów gwiazdy to silny kandydat do albumu roku Grammy. Zgadzacie się z tym zdaniem?