Agnieszka Chylińska jest dziś najbardziej wyrazistą artystką na polskiej scenie. I choć oczywiste jest, że to zasługa potężnego głosu i muzyki, to część uwagi skierowała na siebie niewymuszonym wizerunkiem buntowniczki i niewyparzonym językiem. W konsekwencji wypowiedziała na głos myśl tysięcy nastolatków.
Zaczynała jako młoda, zbuntowana dziewczyna, która mówi co jej ślina na język przyniesie, nie przejmując się konsekwencjami swoich wypowiedzi. Jedna z nich zasłużyła na miano jednej z najbardziej kultowych przemówień w historii muzyki rozrywkowej, tym razem na największej gali muzycznej w Polsce. Trzecia uroczystość wręczenia statuetek Fryderyk odbyła się 5 kwietnia 1997 roku w Sali Kongresowej w Warszawie. Nagrody przyznawane były dla wykonawców i muzyków za artystyczne dokonania w 1996 roku. Wówczas dwudziestoletnia Agnieszka miała za sobą świetnie przyjęty debiut jako głos O.N.A z albumem Modlishka i jeszcze mocniejszego następcę Bzzzzz z singlem Kiedy powiem sobie dość na czele. To właśnie druga płyta przyniosła grupie dwa Fryderyki – w kategorii Zespół roku i Album roku – rock. Jak jest przyjęte w zwyczaju, zwycięzca wygłasza mowę dziękczynną skierowaną ku swoim menadżerom, współautorom, ekipie, rodzinie, fanom, et cetera. Gdy cały zespół spełnił swój obowiązek, na zakończenie przemówiła ona – w dość niekonwencjonalny sposób oburzając pół i zjednując sobie drugie pół kraju.
Począwszy od podziękowania skierowanych do najbliższych, kończąc na pamiętnym „pozdrowieniu” – Nauczyciele, fuck off, nienawidzę was, dała do zrozumienia, że mimo ostrej krytyki, ona dotarła do miejsca, do którego zawzięcie dążyła kosztem edukacji i maturalnego papierka. Niech więc pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy nie miał ochoty choć raz wygarnąć nauczycielowi. Ona zrobiła to na głos. Zbuntowana, zdolna, bezczelnie szczera i oddana muzyce. I wciąż konsekwentna w swoim szaleństwie, za co niezmiennie ją kochamy od 25 lat.
