Wydany w 2011 roku album Imaginaerum to zdecydowanie jedna z płyt mojego życia, doskonała w każdym calu, piękna, ponadczasowa i zdecydowanie najlepsza w całej twórczości grupy. Ale zaraz za nią są przecież wspaniałe, monumentalne Once, starsze krążki (z Oceanborn i Century Child na czele), bajkowość ubiegłorocznego solowego longplaya Tuomasa również dosyć mocno mną wstrząsnęła. Wszystkie te płyty mają swoje miejsce w moim sercu. I jak ja miałem tam wepchnąć jeszcze Endless Forms Most Beautiful?
Wydanie Endless Forms Most Beautiful poprzedziła największa jak dotąd rewolucja w składzie zespołu. Jeszcze w 2012 z grupy odeszła wokalistka Anette Olzon, jakiś czas później Jukka Nevalainen poszedł na przerwę spowodowaną przewlekłą bezsennością. Ich miejsce zajęli odpowiednio Floor Jansen – jedna z najbardziej utalentowanych artystek w świecie metalu symfonicznego – oraz Kai Hahto. Oficjalnie szóstym członkiem kapeli stał się ponadto Troy Donockley, który brał już udział przy tworzeniu Dark Passion Play i Imaginaerum. Sceptyków uspokajam – klimat Nightwish wciąż jest odczuwalny…
…tym bardziej, że większą i bardziej znaczącą zmianą było odejście od bajkowych, fantastycznych tekstów na rzecz nauki. Jak Tuomas wielokrotnie już wspominał, uczęszczał na biologiczne studia i tematy takie jak chociażby ewolucjonizm (motyw przewodni płyty) wciąż go interesują i inspirują. Na Endless Forms Most Beautiful usłyszymy więc historie o rozwoju naszej planety (The Greatest Show on Earth), pięknie (Shudder Before the Beautiful), dedykowane rodzicom muzyków Our Decades in the Sun czy w końcu Élan rozprawiające w dużym uproszczeniu o sensie życia. Nie wolno przeoczyć Yours Is an Empty Hope, kompozycji nawiązującej niejako do rozstania z Anette. Jest to jednak znacznie bardziej eleganckie pożegnanie aniżeli Bye Bye Beautiful sprzed 8 lat. Do moich ulubionych cytatów należą z kolei recytowany fragment The Greatest Show on Earth:
We are going to die, and that makes us the lucky ones
Most people are never going to die because
They are never going to be born
…oraz wers poruszający problem strachu w Weak Fantasy:
Fear is a choice you embrace
Jeśli natomiast chodzi o stronę melodyczną czy produkcyjną płyty, jest to najostrzejsze dzieło Nightwish od dekady, które po znacznie delikatniejszym i mocno orkiestralnym Imaginaerum może być niemałym szokiem. Co jednak trzeba zauważyć, nowości za bardzo na krążku nie uświadczymy. Większość utworów nawiązuje do różnych okresów z przeszłości grupy. Tak jest m.in. w przypadku utworu Shudder Before the Beautiful, który od pierwszych sekund przywodzi na myśl Dark Chest of Wonders, czy też Alpenglow klimatycznie przypominającego Century Child.
Do moich ulubionych momentów Endless Forms Most Beautiful z pewnością należy otwierający płytę utwór Shudder Before the Beautiful. Wspomniane w poprzednim akapicie podobieństwo ani trochę mi nie przeszkadza. Ponadto pojedynek na solówki (klawiszowa oraz gitarowa) czy też monumentalna partia chóru pod koniec nie pozwalają mi przejść koło niego obojętnie. Poziom utrzymuje piosenka numer dwa – mocne, agresywne Weak Fantasy, w którym ważną rolę odgrywa gitara akustyczna, ale i tak całą uwagę skupia na sobie znakomita partia wokalna Marco. Podobnie jest zresztą w Yours Is an Empty Hope – podniosłym, orkiestralnym, ale i metalowym, drapieżnym i ciężkim. Kontrastem dla poprzednich kawałków może być natomiast Our Decades in the Sun. To dosyć nietypowa jak na Nightwish ballada. Stonowana, bardzo subtelna, zawierająca długie, instrumentalne fragmenty. Piękna i poruszająca, tym bardziej, że w całości opowiada o rodzicach członków grupy.
Osobiście wyróżniłbym również średnio przez fanów lubiany instrumentalny kawałek The Eyes of Sharbat Gula. Owszem, nie jest to może coś na miarę hipnotyzującego Arabesque z poprzedniego albumu czy pierwszorzędnego Moondance, ale tajemnicza, nieco mroczna atmosfera tego numeru zdobyła moje serce. Stanowi dodatkowo świetne preludium do niewątpliwie największego, najwspanialszego i najważniejszego utworu na płycie. Już sam jego tytuł – The Greatest Show on Earth – podpowiada, że do czynienia będziemy mieć z kompozycją niezwykłą. I ona dokładnie taka jest. W zasadzie wszystko zostało tu idealnie dopieszczone i dopięte na ostatni guzik – trzymające w napięciu orkiestracje, operowy (wreszcie!) wokal Floor, ciekawie rozwijająca się linia melodyczna, idealnie komponujące się z całością piszczałki Troya, a nawet… odgłosy zwierząt, małp, słoni czy dinozaurów. Punktem kulminacyjnym całego dzieła jest jednak część nazwana The Toolmaker. Czego tu nie ma! Fragment ilustrujący ewolucję muzyki (od ukulele, przez orkiestrę i cytat riffu z Enter Sandman Metalliki, aż do… technobitu) to bodajże najlepiej skomponowana wstawka w całej twórczości zespołu. Utwór kończą recytacje Richarda Dawkinsa, które skłaniają do refleksji nie tyle nad samym życiem, co nad tym, jakimi szczęściarzami jesteśmy, że w ogóle się urodziliśmy.
Choć żaden z pozostałych kawałków nie dorównuje tym wyżej wymienionym, postanowiłem poświęcić im chwilę uwagi. Ciekawie rozwija się Alpenglow, jeden z najbardziej różnorodnych, a przy tym najbardziej oszczędnych pod względem brzmienia numerów na krążku. Czuć w nim klimat płyty Century Child, a może i Wishmaster. Tytułowa piosenka charakteryzuje się ciekawym mostem i najbardziej chwytliwym na płycie refrenem. Przebojowe jest również My Walden. Zarazem to jednak najsłabszy numer na albumie. Trochę ratuje go co prawda intrygująca, folkowa końcówka, lecz ilość kiczu w zwrotkach i refrenie przekroczyła zalecaną ilość. Do najsłabszych piosenek zaliczyłbym także banalny i bezpłciowy singiel Élan oraz przesłodzone (te klawisze…) Edema Ruh.
Oceniając Endless Forms Most Beautiful, nie można nie wspomnieć o wokalu Floor Jansen. Do tej pory często przedstawiano ją jako najbardziej wszechstronną piosenkarkę ze wszystkich udzielających się w grupie. Wielu oczekiwało, że przywróci do Nightwish operę i/lub zachwyci nas swoim growlem. Tak się nie stało, jednak na pewno na całym krążku (jak już zdążyło się utrzeć) artystka nie śpiewa tak samo. W Weak Fantasy i Yours Is an Empty Hope pokazuje nam swoje ostrzejsze oblicze, w The Greatest Show on Earth powala sopranem, w Élan jawi się jako kobieta delikatna, zaś w Our Decades in the Sun śpiewa po prostu ładnie i – tak jak chciał Tuomas – intymnie.
Niezwykle trudno mi ocenić ósmy już studyjny album grupy Nightwish. Choć pisać mogę o nim wiele dobrego, nie mogę też ukryć, że czegoś mi tu brakuje. Na obecną chwilę postawiłbym go daleko w tyle za Imaginaerum, Once czy Oceanborn. Plus za ciekawy koncept płyty, plus za folkowe instrumentarium Troya oraz ogromny plus za The Greatest Show on Earth, jedną z najlepszych kompozycji kapeli. Minus za znacznie zmniejszenie roli Marco i kilka słabszych numerów negatywnie oddziałujących na klimat całości. Suma summarum Endless Forms Most Beautiful to dobry longplay spokojnie zasługujący na te 7/10. Fani Nightwish oraz metalu symfonicznego jako takiego (do których i ja się zaliczam) mogą dodać jeden bonusowy punkcik.

