Poznaj redaktorów All About Music, dzień czwarty. Mieliście już okazję zobaczyć zestawienia redaktora naczelnego Łukasza Mantiuk, Marty Mrowiec oraz wczoraj Zuzanny Janickiej. Dziś czas na Filipa Wiącka. A u mnie ogólny bałagan, miałem kilka dylematów, jednak pierwsze miejsce jest mocne, niezmienne i niezwykle bliskie memu sercu.
- Imię i nazwisko
- Filip Wiącek
- Wiek
- 16 lat
- Miasto
- Płock
- Zajęcie
- Licealista, recenzent i newsman na All About Music
- Drugie hobby po muzyce
- W sumie trudno określić, być może film, po części literatura, malarstwo już w mniejszym stopniu, ale i ono potrafi mocno mnie zainspirować
Artyści
1. Nightwish
Zawsze, może nie od zawsze, ale już na zawsze. Nightwish jest zespołem, który stanowi naprawdę dużą część mojego życia, jego muzyka wielokrotnie pomagała mi w trudnych chwilach. Te wszystkie emocje przekazywane przez ponadczasowe melodie czy też niezwykle poetyckie teksty – to jest zdecydowanie coś, co do mnie przemawia. Niestety nie widziałem jeszcze grupy na żywo, ale gdy będą promować swój nadchodzący album, to się na pewno zmieni.
Nightwish poznałem tak naprawdę dopiero za czasu Anette. Nie przeżywałem tego co inni fani – odejścia Tarji. Zabolało mnie jednak, gdy odchodziła Olzon. Z perspektywy czasu widzę jednak, że zmiany były potrzebne. Każda wokalistka, Tarja, Anette czy teraz Floor, wniosła coś ważnego, umocniła zespół. A kompozytor pozostał ten sam – niezastąpiony Tuomas Holopainen.
- Przeczytaj moją recenzję albumu Oceanborn
- Przeczytaj moją recenzję solowego albumu Tuomasa, The Life and Times of Scrooge
- Ulubione albumy
- Zawsze i wszędzie Imaginaerum, lecz zaraz za nim są równie cudowne Oceanborn oraz Century Child.
- Ulubione utwory
Ghost Love Score Song of Myself
The Poet and the Pendulum
Dead Boy’s Poem Beauty of the Beast
Gethsemane
Scaretale Slaying the Dreamer (wersja z End of an Era)
Kuolema tekke taiteilijan
2. Katie Melua
Niewątpliwie gimnazjalna miłość. Podczas gdy wszyscy zasłuchiwali się w durnych radiowych przebojach, ja wciąż na nowo odkrywałem kompozycje tej jakże zdolnej artystki. Na każdy jej kolejny album czy nawet utwór czekam, słucham, zakochuję się. A w dodatku ona jest jak wino – im starsza, tym lepsza! O ile sam debiut był średni (z wyjątkiem cudownego Lilac Wine), tak z każdą płytą jej muzyka nabiera wyrazistości.
Katie nie jest artystką, której mogę słuchać zawsze. Na jej muzykę muszę się nastawić, muszę mieć konkretny humor. Ale kiedy już słucham, przez tydzień mogę niczego innego nie włączać.
- Ulubione albumy
- Ketevan lub The House, zbyt równe by wybrać jeden.
- Ulubione utwory
The House The Flood
What I Miss About You
Spider’s Web If You Were a Sailboat
A Moment of Madness
Lilac Wine Forgetting All My Troubles
Love Is a Silent Thief
3. Kate Bush
Moje podium zamyka artystka, którą poznałem dosyć późno. Niestety nie było nikogo, kto by wcześniej zaraził mnie miłością do niej. Ale przejdźmy do samej Kate. Jest to najbardziej niezwykła, niepowtarzalna, zwariowana, pomysłowa, nowatorska… i naprawdę brak mi przymiotników, by określić tę rewelacyjną artystkę. Albumów nie nagrywa często, przez ponad 35 lat swej kariery wyruszyła tylko w dwie trasy koncertowe… ale kiedy już coś robi, jest w tym doskonała. Osobiście uważam, że tworzy muzykę lepszą od Katie czy czasem nawet od Nightwish. To jednak z nimi czuję większą więź.
The Dreaming oraz Hounds of Love to dwa największe albumy lat 80. Pierwszy to absolutna świeżość, innowacja, odważne jak na tamte czasy wykorzystanie syntezatora Fairlight, drugi to niezwykła przestrzeń i mrożąca krew w żyłach opowieść. To dwa najlepsze dzieła Kate, lecz ja do ulubionych dołączyłbym także Aerial nagrane już przez Bush spełnioną, szczęśliwą matkę.
- Ulubione albumy
- The Dreaming, Hounds of Love, Aerial.
- Ulubione utwory
Hello Earth The Dreaming
This Woman’s Work
Breathing The Man with the Child in His Eyes
Cloudbusting
Sat in Your Lap The Fog
Running Up that Hill (A Deal with God)
4. Epica
Zespół, który bodajże nie powstałby (w takiej formie, w jakiej go znamy) gdyby nie… Nightwish z miejsca pierwszego. Kiedy wokalistka Epiki – Simone Simons – usłyszała wokale Tarji na albumie Wishmaster, z zachwytu sama postanowiła zająć się śpiewaniem.
Łącząc wielki talent Simone z niepowtarzalnymi kompozycjami stworzonymi przez Marka Jansena, powstała Epica. Wspaniała, podniosła, epicka po prostu. Na przestrzeni lat wypracowali swój bardzo charakterystyczny styl – ciężki, nieraz agresywny, ale i w pewien sposób dumny (teksty nawiązujące zarówno do religii, jak i do fizyki kwantowej; rozbudowane partie chóru). Grupa znacząco przyczyniła się ponadto do rozwoju metalu symfonicznego. Album Design Your Universe z 2008, znakomity poniekąd, stał się (niedoścignionym) wzorem dla innych.
- Ulubione albumy
- Tegoroczne The Quantum Enigma, Design Your Universe.
- Ulubione utwory
Kingdom of Heaven The Quantum Enigma
Unleashed
The Phantom Agony The Obsessive Devotion
Tides of Time
Martyr of the Free World Unchain Utopia
The Essence of Silence
5. Closterkeller
Nie zabrakło w moim zestawieniu i reprezentantów z Polski. Początkowo z Closterkeller nie było mi po drodze. Zacząłem dosyć niefortunnie – od mocno niedopracowanych albumów Purple i Violet. Nie lubię ich, to bez wątpienia najgorsze dzieła w całej dyskografii grupy. Ale ale – nie zakończyłem na nich przygody z ich muzyką. Później wpadłem na intrygujące Bordeaux, emocjonalne Cyan, szalone Scarlet, w końcu moje najukochańsze Nero… Podobnie jak z Meluą, nie zawsze mam na nich humor, ale nieraz potrafię ich słuchać bez przerwy. A utwory takie jak Królowa, Miraż czy Graphite to dla mnie jedne z największych osiągnięć polskiej muzyki.
- Ulubione albumy
- Nero, Nero, Nero. Dalej Cyan i Aurum.
- Ulubione utwory
Królowa Miraż
Graphite
A ona, ona Fortepian
Nero
Na nic to Cyan
Cisza w jej domu
Jako że moja ulubiona liczba to 8, postanowiłem wybrać jeszcze trójkę innych wykonawców. A oto oni:
6. Hunter
A tutaj drugi reprezentant Polski. Przez wielu kochany, czego dowodem może być choćby świetna sprzedaż (pamiętajmy, że to muzyka metalowa) Królestwa oraz debiut Imperium na szczycie OLiSu. Ja poznałem ich trochę wcześniej, może przypadkiem, lecz HellWood pokochałem od razu. Później poszedłem na koncert i poszło jak z górki…
Co warte odnotowania, zespół określa swój styl jako soul metal. I w sumie trudno się z nimi nie zgodzić – ich muzyce duszy na pewno nie brakuje. A dodając do tego rewelacyjne słowne zabawy, niewyczerpane nakłady energii czy w końcu wstawki Jelonka na skrzypcach elektrycznych… to nie sposób się nie zakochać.
- Ulubione albumy
- HellWood, T.E.L.I…
- Ulubione utwory
Arges Krzyk kamieni
Siedem
Duch epoki Labirynt Fauna
Imperium trujki
T.E.L.I… Requiem
Rzeźnia nr 6
7. Marilyn Manson
Żaden z wymienionych dotychczas artystów/zespołów nigdy mnie nie odrzucał. Może nie było mi z nimi po drodze, ale ich akceptowałem. Inaczej było z Mansonem. Wokalista wydawał mi się dziwny, nienormalny, może i chory? Nie wiem, podobało mi się tylko Tainted Love (bez teledysku). Okazało się, że trzeba dorosnąć.
Manson idealnie wpisał się w pewien okres w moim życiu. W czasie kiedy czułem się osamotniony i próbowałem odsunąć od siebie rzeczywistość, sięgnąłem po jego (a właściwie ich) album Antichrist Superstar. I miałem wrażenie, że muzyk tworząc go, czuł dokładnie to samo co ja. Od tego czasu mam do jego twórczości ogromny szacunek, nawet jeśli żaden inny krążek do tego jednego, wspaniałego się nie zbliżył.
- Ulubione albumy
- Antichrist Superstar.
- Ulubione utwory
The Speed of Pain Tourniquet
Coma White
The Reflecting God No Reflection
In the Shadow of the Valley of Death
Great Big White World Man That You Fear
Cake and Sodomy
8. Pink Floyd
Na sam koniec grupa bliższa może nawet mojemu ojcu niż mnie. Do Pink Floyd nie wracam jakoś bardzo często, lecz od kiedy pamiętam muzyka zespołu od zawsze mi towarzyszyła i w pewien sposób się na niej wychowałem. Najbardziej lubię album The Divison Bell – jest mi najbliższy i zawiera bodajże mój ulubiony utwór kiedykolwiek wydany (High Hopes) – jednak legendarne The Wall i The Dark Side of the Moon również uwielbiam.
- Ulubione albumy
- Najpierw The Division Bell, później The Wall i The Dark Side of the Moon.
- Ulubione utwory
High Hopes Hey You
Comfortably Numb
Time Money
Wish You Were Here
Keep Talking Another Brick in the Wall Part 2
Us and Them
Albumy
1. Nightwish – Imaginaerum
Ja wiem, że to stosunkowo świeża rzecz, w końcu ma dopiero 3 lata, jednak spokojnie mogę Imaginaerum nazwać albumem swojego życia. Jak i zapewne albumem życia Tuomasa, Marco, Anette, Jukki, Emppu… czy orkiestry i chórów, które wzięły udział w jego nagrywaniu. Tego nie nazwałbym nawet zwyczajną płytą, to już muzyczna instytucja, gdzie przenikają się przeróżne muzyczne światy, oprócz metalu mamy tu muzykę symfoniczną, orkiestralną, bajeczny folk, a nawet cyrkowe naleciałości. Za mało tu miejsca na dalsze rozpisywanie się, ale Song of Myself to kompozycja idealna pod każdym względem.
2. Kate Bush – The Dreaming
Właściwie równie dobrze mógłbym tu umieścić Hounds of Love. Ostatecznie zdecydowałem się jednak na The Dreaming. Jest dużo bardziej niedoceniane (po latach tak, ale w chwili wydania reakcje fanów pozytywne nie były). A przecież to doskonały, rozbudowany album! Każdy z poszczególnych utworów skonstruowany jest z wielu nałożonych na siebie warstw, wielu przejść, instrumentów, nietypowych rozwiązań. Muzycy Kate byli w szoku, krytycy i fani również. Ja też, lecz zachwyt wyparł u mnie szok.
3. Marilyn Manson – Antichrist Superstar
Jak już wspominałem, ten album pomógł mi przetrwać trudny okres w moim życiu. Dlatego też mam do niego niezwykły sentyment i już zawsze będzie zajmował ważne miejsce w mym sercu. Manson odkrywa nam tu część siebie. Jest zdesperowany, zrozpaczony, ale i zły, wściekły, mściwy. Opisuje swoją drogę na szczyt i przeobrażenie z robala w gwiazdę rocka. To mrożąca krew w żyłach opowieść, która trafia do mnie od A do Z, od Irresponsible Hate Anthem do Man That You Fear.
4. Madonna – Ray of Light
Jeden z najlepszych popowych albumów, jakie kiedykolwiek powstały. No może Erotica jest troszkę lepsza, jednak to właśnie Ray of Light szybciej do mnie trafiło. Zaprezentowało ponadto Madonnę jako artystkę świadomą swojego talentu, możliwości. No i przyniosło nam doskonałe kompozycje Frozen, The Power of Goobye czy mniej znane – a równie wspaniałe – To Have and Not to Hold. Istny majstersztyk!
5. Closterkeller – Nero
Na miejscu piątym mój ulubiony polski krążek. Do dziś uwielbiam i nie mogę przeboleć, że został wycofany z produkcji i właściwie niemożliwe jest już go zostać. Anja wraz z zespołem bawi się tu wszystkimi możliwymi syntezatorami i efektami komputerowymi, łącząc to z charakterystycznym, mrocznym stylem grupy. Dodając do tego niepowtarzalne teksty – od schizofrenii do wiary – otrzymujemy płytę czarną (jak w tytule), ale i naprawdę piękną.
6. Metallica – Master of Puppets
Jakkolwiek odcinam się od nowszych dokonań Metalliki i jak bardzo złe by nie było Load czy St. Anger – stare albumy legendy to było coś. Do dziś pamiętam pierwsze przesłuchania Kill 'Em All czy Ride the Lightning. Jednak to dopiero Master of Puppets tak naprawdę ukształtowało mój gust muzyczny. Pokazało, że metal jest naprawdę wartościowym gatunkiem i dzięki tej płycie postanowiłem się w takie klimaty wgłębić. Bo jak tu się nie zachwycić piosenką tytułową czy Welcome Home (Sanitarium)?
7. Epica – Design Your Universe
The Quantum Enigma to album lepszy. Nie jestem tego pewny na 100%, może tak na 85%. Jednak i Design Your Universe to znakomity longplay, który tak naprawdę pomógł Epice ukształtować swój własny, charakterystyczny styl. Mamy tu kompozycje dopracowane w każdym calu, niezliczoną ilość zmian tempa, klimatu, niesamowity wokalny duet Simone+Mark. Posłuchajcie chociażby monumentalnej kompozycji Kingdom of Heaven. Czegoś takiego nie stworzyłby przeciętny zespół.
8. Nirvana – Nevermind
Na sam koniec legenda – po raz kolejny. Jeden z najważniejszych krążków lat 90., odrodzenie rocka, grunge wchodzi na salony. Wszyscy słuchają Smells Like Teen Spirit czy Come as You Are, z mało znanej grupy narodziła się prawdziwa gwiazda. Nevermind to pierwsza płyta przesłuchana przeze mnie w całości. Od tego czasu lubię ją i szanuję. Dobre są tam też utwory niesinglowe: Territorial Pissings, Polly czy przepiękne Something in the Way.



