Dawid Podsiadło zapowiada Przed i Po Tour

Jeszcze w trakcie trwającej jesiennej trasy koncertowej, artysta wyjawił swoje muzyczne plany na przyszły rok. Poznajcie szczegóły!

Ten rok zdecydowanie należał do Dawida, najpierw odwiedził trzy polskie stadiony, później ogłosił swoją jesienną trasę POSTprodukcja Tour, a następnie ukazał się jego 4 album studyjny Lata Dwudzieste. Chwilę po premierze krążka podzielił się ze światem informacją o swoim koncercie na stadionie narodowym w Warszawie w sierpniu 2023 roku. Nawet po takiej serii muzycznych doznań artysta nie zwalnia tempa.

5 grudnia Dawid Podsiadło ogłosił swoją trasę na 2023 rok, lecz w nieco innej formie. Przed i Po Tour będzie serią koncertów prowadzonych w formie akustycznej, z miejscami siedzącymi dla widowni. Artysta odwiedzi większe obiekty koncertowe, takie jak katowicki NOSPR, ale także bardziej kameralne sale.

Trasa rozpocznie się już 10 marca w Krakowie. Jak myślcie, czy dostaniemy wydarzenia na miarę Leśnej Muzyki?

Billy Eilish pracuje nad kolejnym albumem

W ostatnim wywiadzie amerykańska gwiazda zdradziła jakie ma plany związane z muzyką, a także z kim współtworzy najnowszy materiał. Poznajcie szczegóły!

Billy Eilish udzieliła wywiadu na łamach amerykańskiego czasopisma Vanity Fair w ramach specjalnego programu Billie Eilish: Same Interview, co zwyczajnie oznacza, że co roku o tej samej porze artystka udziela wywiadu dla Vanity Fair w identycznej formule co rok wcześniej. Dotychczas Billie sześciokrotnie odpowiadała na pytania dla czasopisma.

Wśród zadawanych pytań nie zabrakło tych, dotyczących jej planów wydawniczych na najbliższe miesiące. Artystka zapytana o kontakt ze swoim bratem Finneasem odpowiedziała, że ostatnimi czasy widują się bardziej regularnie z powodu wspólnej pracy nad jej najnowszym albumem.

Billie także zdradziła, że jej ostatnim największym osiągnięciem było domknięcie swojej światowej trasy koncertowej.

Pełna wersja wywiadu jest dostępna pod tym linkiem.

Red Hot Chilli Peppers zagrają w Polsce w 2023 roku

Zespół wraz gościem specjalnym wystąpi na PGE Narodowym w Warszawie.

Zaskakujący dobry powrót po latach. Olly Murs – Marry Me, 2022 (recenzja)

W ostatnich latach Olly Murs nie należał do zbyt płodnych jeśli chodzi o muzyczne nowości artystów. Jego ostatni album You Know I Know ukazał się w 2018 roku. Najnowsze dziecko w dorobku, które ukazało się 2 grudnia, a zarazem siódmy krążek studyjny nosi tytuł Marry Me, podobnie jak jeden z singli.

Na płycie znalazło się 11 dość żywych i energicznych kompozycji. Nie mogło oczywiście zabraknąć też jakiejś ballady, a dokładniej jednej, czyli Let Me Just Say, która także zamyka cały krążek. Muszę przyznać, że nie jest to kompozycja specjalnie porywająca słuchacza energią. Posiada natomiast bardzo piękną linię melodyczną. Delikatne dźwięki pianina rozpływają się na tle akompaniamentu kontrabasu, instrumentów smyczkowych i lekko wyczuwalnej gitary. Dużym plusem są też wokalne popisy Olly’ego. Smaczku całości dodają gitarowe wstawki po refrenie.

Początek albumu nieco mnie do niego zniechęcił. Po przesłuchaniu Die Of A Broken Heart miałem dość negatywne odczucia. Da się tutaj wyczuć dużo „wspomagaczy” na wokalu. Zupełnie moim zdaniem niepotrzebnych. Wokal Mursa brzmi dobrze i bez nich. Na pewno jest to kompozycja inna od tych, do których się przyzwyczailiśmy w jego przypadku. Olly postawił tu na to, co jest aktualnie na topie, czyli klasyczny popowy, czy też radiowy utwór, który szybko wpadnie w ucho, ale już tworzony w nowoczesnym stylu. Sama melodia bez polotu, rzekłbym, że nawet monotonna. Zdecydowanie bardziej przemawia do mnie I Found Her, które swoją drogą opowiada o szczęściu jakie artysta znalazł u boku swojej ukochanej. Świetne muzyczne nawiązanie do lat 80tych. Zatem mamy tu mocne brzmienie syntezatorów i ich finezyjne dźwięki, głęboki bas i dość rytmiczną melodię. W podobnym klimacie utrzymane jest Go Ghost. Tu z kolei nawiązanie do stylu, w którym tworzyła słynna grupa A-Ha.

Kolejno mamy mocne wokalnie 25. W zbliżające się powoli sylwestrowe klimaty, tanecznym krokiem wprowadza słuchaczy Dancing On Cars. Fajna kompozycja, w rytm której nogi same zaczynają wybijać rytm. Ciekawe refreny z sekcją dętą. Podoba mi się wykorzystanie w tym utworze funkowego brzmienia basu. Bardzo dobra linia melodyczna tego instrumentu. Jednym z moich faworytów jest zdecydowanie Do Me Like That. Ma w sobie słynne „to coś”. W refrenach mamy gitarowy riff z pazurem, wyraźny basik w zwrotkach, w których gitara tworzy tło grając wstawki. Dobrze przemyślana wymiana prowadzenia pomiędzy tymi instrumentami. Bardzo na plus.

Marry Me to jedna z tych kompozycji, która jest mocnym nawiązaniem do stylu, z którego tak naprawdę Olly zasłynął w muzycznym świecie. Jej mocnym atutem jest zdecydowanie grany w tempie na dwa refren. Kolejny z moich faworytów, gdyż to właśnie za takie utwory polubiłem twórczość tego artysty. Piękno jak zwykle tkwi w prostocie, zero ulepszeń, czysty wokal, fajne wstawki wokaliz w tle. Dzięki temu zabiegowi, słyszymy Olly’ego podwójnie, co wzmacnia wydźwięk tekstu. I Hate You When You’re Drunk podobniej jak i Marry Me nawiązuje do wcześniejszej twórczości. Lekka gitara, prosty tekst, być może wydawać się będzie nieco kontrowersyjny, ale trzeba do niego podejść z pewną dozą dystansu i humoru. Podobnie jak i do całego albumu. Na koniec warto wspomnieć jeszcze o jednym funkowym i tanecznym utworze, którym jest Don’t Stop Dancing!

W przypadku tego albumu sprawdza się powiedzenie, by „nie oceniać książki po okładce”. Za okładkę wezmę tutaj pierwszy utwór, czyli Die Of A Broken Heart. Kompletnie nie przypadł mi do gustu i nieco zniechęcił, a jak się później okazało niepotrzebnie. Marry Me to solidny krążek, rzekłbym, że zaskakujący. Nie spodziewałem się takiego dobrego powrotu. Może wynikało to z małej aktywności muzycznej Mursa, przez co nie wiadomo było tak na prawdę, czego można się po tym krążku spodziewać, a mamy tutaj naprawdę kilka perełek. Nie obyło się oczywiście bez oklepanych w ostatnim czasie przez większość twórców schematów, czyli przemycenia brzmienia lat 80tych, które ostatnio przeżywa istny renesans. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że fani Olly’ego na pewno nie będą zawiedzeni tym, co usłyszą.

The Weeknd dołączył do rodziny Avatara

16 grudnia wszedł do kin jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów w ostatnich latach Avatar: Istota wody. Film poza spektakularnymi efektami specjalnymi ma również znakomity soundtrack nagrany przez topowe gwiazdy amerykańskiej sceny muzycznej.

Swoją piosenkę do filmu nagrał kanadyjski wokalista The Weeknd. Nosi ona tytuł Nothing Is Lost (You Give Me Strength). Jej premiera zbiegła się w czasie z premierą kinową produkcji.

Artysta opublikował na swoim koncie na YouTubie oficjalne lyrics video, które zawiera kadry z filmu. W związku z tym utworem producent Jon Landau wstawił na Twitterze zdjęcie, na którym stoją razem z The Weeknd z podpisem „Witaj w rodzinie Avatara”.