Katie Melua powraca w najnowszym utworze

Królowa lekkiego popu podzieliła się z fanami pierwszą zapowiedzią nadchodzącego albumu. Poznajcie szczegóły!

Golden Record miało swoją premierę w czwartek 12 stycznia, razem z singlem do sieci trafił klimatyczny teledysk. Utwór jest pierwszą zapowiedzią dziewiątego albumu artystki, który ukaże się już 24 marca.

Utwór jest o zmianie otoczenia, byciu kobietą w przemyśle muzycznym oraz jak dziwnie i szczęśliwa się czuję, że mam pracę, od której jestem uzależniona. Ta postawa przez blisko 20 lat zaprowadziła mnie do punktu życia, w którym niewiele zostało dla mnie samej — mojego osobistego życia.

Katie o swoim najnowszym singlu.

Katie Melua zadebiutowała w 2003 roku z albumem Call Off the Search, dwa lata później ukazało się jej drugie wydawnictwo, na którym znalazł się utwór Nine Million Bicycles. Kawałek ten zdominował europejskie rozgłośnie radiowe. Artystka na swoim koncie ma 8 albumów studyjnych i dwie nominacje do nagrody Grammy.

Mata prezentuje MŁODY PADEREWSKI

Raper wydał właśnie pierwszy w tym roku singiel. Czy to zapowiedź nowego albumu?

Zaledwie dwuminutowy utwór został wydany w poniedziałek, 16-go stycznia. Nie brakuje w nim nawiązań do głośno zapowiadanej kandydatury na prezydenta, ogólnie polityki i depenalizacji. Kilka godzin po wydaniu MŁODY PADEREWSKI pojawił się też oficjalny teledysk.

Mata pod koniec 2019 szturmem wdarł się na scenę muzyczną swoim singlem Patointeligencja. Kawałek odbił się szerokim nie tylko w sferze muzyków, ale również w telewizji jako temat do dyskusji.  Rok później wydał swój pierwszy studyjny album. W 2021 kolejny krążek trafił do sprzedaży, obie płyty uzyskały miano diamentowych.

Młody Matczak współpracował już między innymi z Malikiem Montaną, Young Leosią, Żabsonem, Quebonafine czy Taco.

„Tutaj czułam się w pełni wolna, co pozwoliło mi się otworzyć i eksplorować swoje emocje” Wywiad z Moriah Woods

Jeśli się Wam wydawało, że historia Amerykanki, która przeprowadza się do Polski, aby zostać nauczycielką języka angielskiego to tylko fabuła pewnego serialu, to się mylicie. Oto Moriah Woods, która już od ponad ośmiu lat mieszka w nadwiślańskim kraju, gdzie dosłownie znalazła swój głos, będąc po godzinach pracy pełnoprawną wokalistką i artystką.

Christian Cieślak: Zacznijmy od początku, czyli od przyczyn tego, jak młoda dziewczyna z Kolorado znalazła się w Polsce i czemu tu tak długo została?

Moriah Woods: Dużo o tym myślałam, miałam w końcu na to całe osiem lat. Myślę, że nie chodzi tu o miejsce czy myśl w stylu „Wow! Polska! Ruszam zrealizować swój polski sen!”. To przypadek, że się tu znalazłam, choć kiedy przyjechałam tu rzeczywiście potrzebowałam poznać jakieś nowe miejsce i odrzucić wszystko, co było mi znane. Zaprosił mnie tu mój wujek, a dokładnie do Kazimierza Dolnego.

A jego imię to Glen, prawda?

Moriah Woods: Dokładnie! Zrobiłeś research, nieźle. Co prawda Glen nie jest moim biologicznym wujkiem, ale tak jest mi łatwiej o nim mówić. Wracając, Glen pracował w Kazimierzu Dolnym, wkrótce miał też przejść operację biodra. Miałam wtedy 23 lata i nie miałam pojęcia co mam zrobić ze swoim życiem. Wiedziałam, że będzie związane z muzyką, choć nie wiedziałam jak to w zasadzie zrobić. Glen był świadom tego, że w pewnym sensie utknęłam, powiedział mi wtedy przez telefon: „Hej, weź ze sobą banjo, a ja ci kupię bilet”. Spędziłam z nim wtedy trzy miesiące i poczułam, że żyję, że przeżywam coś ekscytującego – pierwszy raz zobaczyłam katedry i zamki, chciałam nauczyć się języka. Kiedy już wróciłam tu na stałe, poznałam muzyków z Puław, z którymi założyłam zespół. Poczułam, że tu po prostu pasuje, więc nie było powodu wyjeżdżać. U siebie należałam do grupy tych muzyków, którzy nie wychodzą ze swoją muzyką w świat. Tutaj czułam się w pełni wolna, bo ludzie nie rozumieli do końca o czym śpiewam, co pozwoliło mi się otworzyć i eksplorować swoje emocje.

Skoro tak swobodnie się tutaj poczułaś, czy było coś, co szczególnie Ciebie zdumiało?

Moriah Woods: Myślę, że niemożliwym było nie wtopić się tłum, mieszkając tutaj przez tyle lat. Nauczyłam się języka polskiego, choć używam go tylko wtedy kiedy wymaga tego okazja, i znalazłam pracę jako nauczycielka angielskiego. Stałam się częścią tej społeczności oraz jej kultury.

Jakie zatem elementy tej kultury były dla ciebie najbardziej zaskakujące?

Moriah Woods: Tak naprawdę każdego dnia uczę się czegoś nowego o Polsce. Ostatnio dowiedziałam się, że nie ma czegoś takiego jak przerwa na lunch. Wkurzyłam się i pomyślałam wtedy, że „jak tak może być, to przemoc wobec dzieci!”. Jest wiele fajnych różnic, ale istnieje też parę niefajnych, jak na przykład nadużywanie alkoholu, na którego temat istnieje wiele błędnych przekonań. Ktoś niedawno podzielił się ze mną refleksją, że ma w rodzinie alkoholika oraz osobę, która naprawdę lubi pić. „A jaka jest różnica?” – zapytałam. Okazało się, że „alkoholikiem” jest ten kto reprezentuje ten najbardziej stereotypowy wizerunek osoby dotkniętej tą chorobą, a drugi prowadzi normalne życie, bo ma rodzinę i pracę. Dla mnie nie ma różnicy między nim, bo tak samo nadużywają alkoholu. W USA też jest to problem, jasne, ale podejście do niego jest inne – nie kryjemy się z tym. Zwykle takie osoby są wyrzucane z domu, trafiają do ośrodków i po prostu wszyscy o tym wiedzą. Tutaj panuje tabu, oczywiście, chorzy się leczą, ale po cichu, nie mówią o tym głośno. Mój tata umarł przez alkoholizm, więc… *dzwoni telefon* Przepraszam, to nigdy mi się nie zdarza, pozwolisz, że odbiorę?

Pewnie.

Moriah Woods: Hello! Dzień Dobry. Tak. Ok. Tak. Ok. Dziękuję.

Twój polski jest naprawdę dobry!

Moriah Woods: Być może był to sposób, żeby się nim pochwalić. Naprawdę, nikt nigdy do mnie nie dzwoni, chyba, że szef albo mój chłopak, ale okazuje się, że to kurier, który przywiezie mi moje płyty z drukarni. Zaraz tu będą!

Czyli pozostajemy w temacie! Human to twój trzeci w karierze album, który jak poprzednie dwa powstawał w Polsce – domyślam się zatem, że zawarłaś w nim wiele doświadczeń ze swojego życia tutaj.

Moriah Woods: Tak, jak najbardziej, choć moje życie w Polsce nie jest ściśle związane z Polską, bo to zwykłe odkrywanie siebie. To jest coś więcej, niż tylko szara codzienność, praca i zarabianie na życie. *kurier dzwoni do drzwi* Przepraszam ciebie na moment.

Jasne.

Moriah Woods: Nie wierzę, że to się dzieje! Muszę wyjść z mieszkania, aby odebrać tę paczkę. Zaraz odzwonię do Ciebie i naprawdę dziękuję za twoją cierpliwość. *parę minut później* Strasznie mi głupio, że to się dzieje podczas naszego wywiadu. Będziesz jednak pierwszą osobą, która zobaczy fizyczną kopię Human. Strasznie długo na to czekałam!

Czy Ty sama wszystko projektowałaś?

Moriah Woods: Tak, łącznie z ręcznie pisanymi tekstami piosenek.

Super, przejdźmy więc do inspiracji stojących za Human.

Moriah Woods: Myślę, że moją główną inspiracją jest moja umiejętność autorefleksji. Przez moje trudne doświadczenia życiowe, zawsze zostawałam ze znakiem zapytania w swojej głowie. Ciągle zastanawiałam się czemu, co w ostateczności pomogło mi odnaleźć się w otaczającym świecie. A co do samej muzyki, pochodzę ze świata artystów folkowych, co chciałam połączyć z czymś, czego wcześniej nie eksplorowałam. To samo dotyczy mojego głosu. W czasie pandemii nie mogłam go w pełni wykorzystywać, bo osoby z którymi mieszkałam by mnie usłyszały, a tego nie chciałam. Dlatego też zainteresowałam się twórczością Portishead, Goldfrapp (album Felt Mountain), Sharon Van Etten czy zespołu Timber Timbre. Słucham też hip-hopu, na przykład zespołu PRO8L3M. Jestem pod ogromnym wrażeniem ich kompozycji – to nadal jest polski hip-hop, ale jest on bardziej świadomy. Być może nie rozumiem wszystkiego, o czym mówią, ale bardzo wkręciłam się w ich twórczość. Ostatnimi laty uczestniczyłam też wiele razy w „Sunrise Festival”. Z racji, że bliski mi jest hipisowski styl życia, to dla mnie super sprawą jest kiedy muzyka elektroniczna może połączyć się z tymi hipisowskimi okolicznościami. Tak też polubiłam się z tańcem – wcześniej nie czułam się w nim pewnie, bałam się oceny i tego, że będę głupio wyglądać. Przez te ostatnie trzy lata, kiedy tworzyłam Human, dokonała się we mnie ogromna transformacja.

Domyślam się zatem, że Human jest dla ciebie bardzo osobisty, bo stał się zapiskiem Twojej wewnętrznej przemiany.

Moriah Woods: Tak, przy moim poprzednim albumie, Old Boy, byłam niemalże na misji, bo wiedziałam co chce osiągnąć i zajęło mi to tylko dwa lata. Human natomiast był procesem, podczas którego zmagałam się ze swoją psychiką. Kiedy zaczęła się pandemia, wszystkie koncerty zostały odwołane, co było moją dotychczasową motywacją. Sama je sobie organizowałam, a jak zupełnie przestałam spożywać alkohol w roku 2019, było mi trudno to utrzymać. Z dnia na dzień mój cel życia przestał istnieć, więc zaczęłam pisać, aby się nie zatrzymać. Jednak im bardziej chciałam coś stworzyć, tym bardziej byłam niezadowolona, nie mogłam sobie odpuścić. W tym roku zdiagnozowano u mnie ADHD, co wyjaśniło moje zachowanie, poczucie inności oraz skąd biorą się moje trudności ze skupieniem. Po powrocie z miesięcznej podróży do Peru, w ogóle chciałam przestać tworzyć, bo czułam, że kogoś oszukuje. Human był już nagrany i wyrzuciłam go do śmieci, bo nie byłam z niego zadowolona. Na szczęście wszystko wróciło już do normy i mogę się dziś nim pochwalić.

Jak zatem wyglądał Twój proces twórczy, jeśli chodzi o Human?

Moriah Woods: Dotychczas tworzyłam na gitarze – zaczynałam coś tam grać i nucić sobie pod nosem. Jeśli miało to jakieś fajne brzmienie, nagrywałam taki fragment na telefon. Byłabym tak zawstydzona, gdyby ktoś znalazł ten telefon i opublikował te tysiące bezsensownych dźwięków. Tym razem jednak zrobiłam inaczej, bo tworzyłam dźwięki w specjalnym programie, który ciągle towarzyszył mi podczas tworzenia tego albumu.

Na zakończenie, na swoich social mediach znalazł się cytat z piosenki Nat King Cole’a: „The greatest thing you’ll ever learn is just to love and be loved in return”, którym podsumowałaś rok 2022. Dlaczego akurat on?

Moriah Woods: Pokażę ci coś. To jest moja „Human Book” – biorę ją na każdy koncert promujący Human. Wszyscy mogą się do niej wpisać, gdzie chciałabym, aby znalazły się jakieś pozytywne historie, kiedy ktoś czegoś się nauczył. Nie ma przewodnika do życia, więc jedynym sposobem aby czegoś się dowiedzieć to samodzielnie odkrywanie. Dlatego też powinniśmy ze sobą gadać, o wszystkim – o problemach psychicznych, uzależnieniach, takich zwykłych życiowych rzeczach, co pozwoli nam się lepiej wspierać i łatwiej komunikować. „Human Book” ma przyczynić się do zerwania z poczuciem samotności oraz tego, że Ci na Instagramie mają takie wspaniałe życie. Ciągle szukam znaczenia tego życia i mam nadzieję, że miłość naprawdę jest jego esencją, nawet jeśli wiąże się to na początku z cierpieniem. Cytując innego autora, Dam Rasa, „Be here now” – po prostu!

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę!

Moriah Woods: Ja również dziękuję. Do zobaczenia!

Album Human jest już dostępny we wszystkich serwisach streamingowych.

Tego Słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 414)

Dajecie wiarę, że to już połowa stycznia?! Sprawdźcie, czego dziś słuchają nasi redaktorzy.

Magdalena Halik

FKA Twigskiller

Ten singiel brytyjskiej wokalistki i autorki tekstów oczarował mnie od pierwszego przesłuchania. To co mnie najbardziej urzekło to niesamowity wokal artystki, który idealnie komponuje się z wszystkimi dźwiękami. Idealna piosenka na chillowe wieczory.

Miley CyrusFlowers

Czy kogoś zaskoczyło to, że ta piosenka znalazła się w tym zestawieniu? Co prawda ranking odnosi się do całego tygodnia, ale od piątku nowy singiel Miley jest u mnie w kółko zapętlany. Nie wiem czy bardziej podoba mi się sam numer, czy cała jego otoczka i koncept według którego został stworzony.

https://www.youtube.com/results?search_query=miley+cyrus+flowers

The WeekndIs There Someone Else

Numer pochodzi z ostatniej płyty The Weeknda, która została wydana w styczniu tamtego roku. Niedawno wraz z resztą redaktorów tworzyliśmy swoje zestawienia ulubionych utworów oraz płyt pochodzących z 2022 roku i właśnie przy tej okazji odświeżyłam sobie piosenki pochodzące z płyty Dawn FM.

Zalia – Biegnę

O istnieniu tej piosenki dowiedziałam się podczas słuchaniu wywiadu z Zalią, podczas którego pojawił się jej wątek. Postanowiłam więc przesłuchać tego utworu i nie żałuję! Polecam włączyć sobie ten kawałek i wsłuchać się tekst, ponieważ niesie on za sobą bardzo fajny przekaz.

Kacperczyk – LIVE SESSION

Moja miłość do utworów z płyty Kryzys wieku wczesnego nie przemija z czasem. Z tego powodu bardzo ucieszyłam się gdy bracia Kacperczyk opublikowali kilka numerów nagranych w wersji live. Najbardziej cieszy mnie fakt, że wśród wybrańców znalazła się piosenka pod tytułem Sebiksy, która jest moim osobistym faworytem.

Marta Muśko

Robin McAuley – Alive

Nadchodzący miesiąc obiecuje nadejście wielu ciekawych premier w świecie muzyki rockowej. Robin McAuley, który góruje wśród moich ulubionych wykonawców, właśnie zapowiedział nowy solowy album – Alive i promujący go singiel tytułowy. Czas dla tego pana najwyraźniej zatrzymał się w miejscu, bowiem jego głos brzmi niezmiennie od ponad czterech dekad.

Beast in Black – Blade Runner

Tym razem w oczekiwaniu na polskie koncerty Bestii w czerni, panowie jeszcze bardziej podgrzewają ten czas z nowym teledyskiem do utworu Blade Runner ze świetnej, trzeciej płyty studyjnej Dark Connection.

Revolution Saints – Eagle Fligh

Współczesna supergrupa Revolution Saints w odnowionym, lecz niemniej muzycznie świetnym składzie – basistą Jeffem Pilsonem i gitarzystą Joelem Hoekstra, wspólnie ze stałym wokalistą i perkustistą – Deenem Castronovo, zapowiedzieli premierę wspólnego projektu w połowie tego roku. Obecnie mamy już konkretny przedsmak w postaci singla Eagle Flight. Talent pana gitarzysty zwrócił na siebie mą uwagę jeszcze na koncercie grupy Whitesnake, natomiast do Deena Castronovo należy moim zdaniem jeden z najciekawszych barw głosu na obecnej scenie rockowej. Fakt, że muzycy połączyli swoje siły potęguje jeszcze większą ciekawość dalszych losów tej rewolucji.

Måneskin – GOSSIP ft. Tom Morello

GOSSIP pewnie każdy już widział i słyszał. Rockowa sensacja ze słonecznej Italii nie przestaje zaskakiwać i muzycznie oferuję naprawdę kawał porządnego brzmienia i osobowości (której brakuje w przypadku wielu współczesnych gwiazd).

Roy Orbison – In Dreams

Jeśli oglądaliście serial Wednesday, zapewne większość skojarzy ten utwór. Tymczasem gdy dla sporej części jest to nowość, dla mnie było pozytywnym zasko

Robert Płachta

Madonna Back That Up To The Beat

Back That Up To The Beat to teoretycznie niewydane, oryginalne demo piosenki Madonny sprzed lat (prawdopodobnie era Rebel Heart). Teoretycznie, ponieważ przy okazji wydania specjalnej edycji krążka Madame X, piosenka ujrzała światło dzienne w zupełnie nowej aranżacji. A jednak to pierwowzór skradł serca użytkowników TikToka. Ogromne ukłony w kierunku ekipy Madonny, która nie przespała okazji i niemal natychmiast wypuściła utwór w świat.

The WeekndNothing Is Lost (You Give Me Strength)

Piosenka nagrana na potrzeby filmu „Avatar: Istota Wody” to bardzo ciekawa w mojej opinii pozycja. Inna od ostatniej twórczości Abela, o bardziej radiowym brzmieniu. A jednak fantastyczne klimaty Pandory zdają się idealnie pasować do wokalisty. Chociaż singiel od początku mi się podobał, słysząc go w kinie pokochałem go jeszcze bardziej.

Britney SpearsHeaven On Earth

Gdybym miał wymienić idealne, wzorowe albumy popowe lat 00., Blackout od niezastąpionej Britney Spears niewątpliwie znalazłby się na podium muzycznej biblii. Płyta to wydawnictwo niemalże na wskroś idealne, od początku do końca. Powracając do niego za każdym razem odkrywam nowe detale, a w ostatnim czasie moją uwagę w pełni skupił kawałek Heaven On Earth. Zabrzmi trochę boomersko, ale takich piosenek już nie robią!

Bee GeesMore Than A Woman (SG’s Paradise Edit)

Dzięki współpracy z Tove Lo nad utworem Call On Me, twórczość SG Lewisa stała się mi nieco bliższa. Tak odkryłem też wspaniały edit utworu More Than A Woman od Bee Gees. A cóż to za piękna wersja! Jeśli myślicie, że wspaniałych i sielskich klimatów disco nie da się podkręcić jeszcze bardziej, to zachęcam was do przesłuchania singla.

Chemise She Can’t Love You

Dotychczas nie znałem Chemise, wykonawczyni tego kawałka. Właściwie to trudno mi powiedzieć, że teraz już ją znam, ponieważ w internecie nie figurują o niej żadne informacje, a jej twórczość ogranicza się tylko do tej piosenki w licznych wariantach. Chcę wiedzieć, dlaczego! Mimo monotonnego refrenu całość zupełnie skradła moje serce.

Diss Shakiry na Piqué bije rekordy popularności w streamingu

Zemsta Shakiry na swoim byłym jest teraz jednym z najgorętszych tematów w internecie. Jej music session, które miało miejsce na kanale Bizarrap zostało opublikowane 12 stycznia i już zdołało pobić wszelkie możliwe rekordy.

Zaprezentowany materiał pobił rekord debiutu jakiejkolwiek latynoskiej piosenki w historii platformy YouTube z 50 milionami wyświetleń w 24 godziny. Takie samo pierwsze miejsce zajął na Spotify z 14.39 milionami streamów, a na US Spotify z 923 tysiącami.

Utwór osiągnął także wynik 100 milionów wyświetleń najszybciej ze wszystkich latynoskich piosenek, które pobiły ten próg. Shakirze udało się to osiągnąć w mniej niż 3 dni. Aktualnie dissa na Piqué przesłuchano na YouTubie 112 milionów razy, ale liczba stale rośnie.