„Tutaj czułam się w pełni wolna, co pozwoliło mi się otworzyć i eksplorować swoje emocje” Wywiad z Moriah Woods

Jeśli się Wam wydawało, że historia Amerykanki, która przeprowadza się do Polski, aby zostać nauczycielką języka angielskiego to tylko fabuła pewnego serialu, to się mylicie. Oto Moriah Woods, która już od ponad ośmiu lat mieszka w nadwiślańskim kraju, gdzie dosłownie znalazła swój głos, będąc po godzinach pracy pełnoprawną wokalistką i artystką.

Christian Cieślak: Zacznijmy od początku, czyli od przyczyn tego, jak młoda dziewczyna z Kolorado znalazła się w Polsce i czemu tu tak długo została?

Moriah Woods: Dużo o tym myślałam, miałam w końcu na to całe osiem lat. Myślę, że nie chodzi tu o miejsce czy myśl w stylu „Wow! Polska! Ruszam zrealizować swój polski sen!”. To przypadek, że się tu znalazłam, choć kiedy przyjechałam tu rzeczywiście potrzebowałam poznać jakieś nowe miejsce i odrzucić wszystko, co było mi znane. Zaprosił mnie tu mój wujek, a dokładnie do Kazimierza Dolnego.

A jego imię to Glen, prawda?

Moriah Woods: Dokładnie! Zrobiłeś research, nieźle. Co prawda Glen nie jest moim biologicznym wujkiem, ale tak jest mi łatwiej o nim mówić. Wracając, Glen pracował w Kazimierzu Dolnym, wkrótce miał też przejść operację biodra. Miałam wtedy 23 lata i nie miałam pojęcia co mam zrobić ze swoim życiem. Wiedziałam, że będzie związane z muzyką, choć nie wiedziałam jak to w zasadzie zrobić. Glen był świadom tego, że w pewnym sensie utknęłam, powiedział mi wtedy przez telefon: „Hej, weź ze sobą banjo, a ja ci kupię bilet”. Spędziłam z nim wtedy trzy miesiące i poczułam, że żyję, że przeżywam coś ekscytującego – pierwszy raz zobaczyłam katedry i zamki, chciałam nauczyć się języka. Kiedy już wróciłam tu na stałe, poznałam muzyków z Puław, z którymi założyłam zespół. Poczułam, że tu po prostu pasuje, więc nie było powodu wyjeżdżać. U siebie należałam do grupy tych muzyków, którzy nie wychodzą ze swoją muzyką w świat. Tutaj czułam się w pełni wolna, bo ludzie nie rozumieli do końca o czym śpiewam, co pozwoliło mi się otworzyć i eksplorować swoje emocje.

Skoro tak swobodnie się tutaj poczułaś, czy było coś, co szczególnie Ciebie zdumiało?

Moriah Woods: Myślę, że niemożliwym było nie wtopić się tłum, mieszkając tutaj przez tyle lat. Nauczyłam się języka polskiego, choć używam go tylko wtedy kiedy wymaga tego okazja, i znalazłam pracę jako nauczycielka angielskiego. Stałam się częścią tej społeczności oraz jej kultury.

Jakie zatem elementy tej kultury były dla ciebie najbardziej zaskakujące?

Moriah Woods: Tak naprawdę każdego dnia uczę się czegoś nowego o Polsce. Ostatnio dowiedziałam się, że nie ma czegoś takiego jak przerwa na lunch. Wkurzyłam się i pomyślałam wtedy, że „jak tak może być, to przemoc wobec dzieci!”. Jest wiele fajnych różnic, ale istnieje też parę niefajnych, jak na przykład nadużywanie alkoholu, na którego temat istnieje wiele błędnych przekonań. Ktoś niedawno podzielił się ze mną refleksją, że ma w rodzinie alkoholika oraz osobę, która naprawdę lubi pić. „A jaka jest różnica?” – zapytałam. Okazało się, że „alkoholikiem” jest ten kto reprezentuje ten najbardziej stereotypowy wizerunek osoby dotkniętej tą chorobą, a drugi prowadzi normalne życie, bo ma rodzinę i pracę. Dla mnie nie ma różnicy między nim, bo tak samo nadużywają alkoholu. W USA też jest to problem, jasne, ale podejście do niego jest inne – nie kryjemy się z tym. Zwykle takie osoby są wyrzucane z domu, trafiają do ośrodków i po prostu wszyscy o tym wiedzą. Tutaj panuje tabu, oczywiście, chorzy się leczą, ale po cichu, nie mówią o tym głośno. Mój tata umarł przez alkoholizm, więc… *dzwoni telefon* Przepraszam, to nigdy mi się nie zdarza, pozwolisz, że odbiorę?

Pewnie.

Moriah Woods: Hello! Dzień Dobry. Tak. Ok. Tak. Ok. Dziękuję.

Twój polski jest naprawdę dobry!

Moriah Woods: Być może był to sposób, żeby się nim pochwalić. Naprawdę, nikt nigdy do mnie nie dzwoni, chyba, że szef albo mój chłopak, ale okazuje się, że to kurier, który przywiezie mi moje płyty z drukarni. Zaraz tu będą!

Czyli pozostajemy w temacie! Human to twój trzeci w karierze album, który jak poprzednie dwa powstawał w Polsce – domyślam się zatem, że zawarłaś w nim wiele doświadczeń ze swojego życia tutaj.

Moriah Woods: Tak, jak najbardziej, choć moje życie w Polsce nie jest ściśle związane z Polską, bo to zwykłe odkrywanie siebie. To jest coś więcej, niż tylko szara codzienność, praca i zarabianie na życie. *kurier dzwoni do drzwi* Przepraszam ciebie na moment.

Jasne.

Moriah Woods: Nie wierzę, że to się dzieje! Muszę wyjść z mieszkania, aby odebrać tę paczkę. Zaraz odzwonię do Ciebie i naprawdę dziękuję za twoją cierpliwość. *parę minut później* Strasznie mi głupio, że to się dzieje podczas naszego wywiadu. Będziesz jednak pierwszą osobą, która zobaczy fizyczną kopię Human. Strasznie długo na to czekałam!

Czy Ty sama wszystko projektowałaś?

Moriah Woods: Tak, łącznie z ręcznie pisanymi tekstami piosenek.

Super, przejdźmy więc do inspiracji stojących za Human.

Moriah Woods: Myślę, że moją główną inspiracją jest moja umiejętność autorefleksji. Przez moje trudne doświadczenia życiowe, zawsze zostawałam ze znakiem zapytania w swojej głowie. Ciągle zastanawiałam się czemu, co w ostateczności pomogło mi odnaleźć się w otaczającym świecie. A co do samej muzyki, pochodzę ze świata artystów folkowych, co chciałam połączyć z czymś, czego wcześniej nie eksplorowałam. To samo dotyczy mojego głosu. W czasie pandemii nie mogłam go w pełni wykorzystywać, bo osoby z którymi mieszkałam by mnie usłyszały, a tego nie chciałam. Dlatego też zainteresowałam się twórczością Portishead, Goldfrapp (album Felt Mountain), Sharon Van Etten czy zespołu Timber Timbre. Słucham też hip-hopu, na przykład zespołu PRO8L3M. Jestem pod ogromnym wrażeniem ich kompozycji – to nadal jest polski hip-hop, ale jest on bardziej świadomy. Być może nie rozumiem wszystkiego, o czym mówią, ale bardzo wkręciłam się w ich twórczość. Ostatnimi laty uczestniczyłam też wiele razy w „Sunrise Festival”. Z racji, że bliski mi jest hipisowski styl życia, to dla mnie super sprawą jest kiedy muzyka elektroniczna może połączyć się z tymi hipisowskimi okolicznościami. Tak też polubiłam się z tańcem – wcześniej nie czułam się w nim pewnie, bałam się oceny i tego, że będę głupio wyglądać. Przez te ostatnie trzy lata, kiedy tworzyłam Human, dokonała się we mnie ogromna transformacja.

Domyślam się zatem, że Human jest dla ciebie bardzo osobisty, bo stał się zapiskiem Twojej wewnętrznej przemiany.

Moriah Woods: Tak, przy moim poprzednim albumie, Old Boy, byłam niemalże na misji, bo wiedziałam co chce osiągnąć i zajęło mi to tylko dwa lata. Human natomiast był procesem, podczas którego zmagałam się ze swoją psychiką. Kiedy zaczęła się pandemia, wszystkie koncerty zostały odwołane, co było moją dotychczasową motywacją. Sama je sobie organizowałam, a jak zupełnie przestałam spożywać alkohol w roku 2019, było mi trudno to utrzymać. Z dnia na dzień mój cel życia przestał istnieć, więc zaczęłam pisać, aby się nie zatrzymać. Jednak im bardziej chciałam coś stworzyć, tym bardziej byłam niezadowolona, nie mogłam sobie odpuścić. W tym roku zdiagnozowano u mnie ADHD, co wyjaśniło moje zachowanie, poczucie inności oraz skąd biorą się moje trudności ze skupieniem. Po powrocie z miesięcznej podróży do Peru, w ogóle chciałam przestać tworzyć, bo czułam, że kogoś oszukuje. Human był już nagrany i wyrzuciłam go do śmieci, bo nie byłam z niego zadowolona. Na szczęście wszystko wróciło już do normy i mogę się dziś nim pochwalić.

Jak zatem wyglądał Twój proces twórczy, jeśli chodzi o Human?

Moriah Woods: Dotychczas tworzyłam na gitarze – zaczynałam coś tam grać i nucić sobie pod nosem. Jeśli miało to jakieś fajne brzmienie, nagrywałam taki fragment na telefon. Byłabym tak zawstydzona, gdyby ktoś znalazł ten telefon i opublikował te tysiące bezsensownych dźwięków. Tym razem jednak zrobiłam inaczej, bo tworzyłam dźwięki w specjalnym programie, który ciągle towarzyszył mi podczas tworzenia tego albumu.

Na zakończenie, na swoich social mediach znalazł się cytat z piosenki Nat King Cole’a: „The greatest thing you’ll ever learn is just to love and be loved in return”, którym podsumowałaś rok 2022. Dlaczego akurat on?

Moriah Woods: Pokażę ci coś. To jest moja „Human Book” – biorę ją na każdy koncert promujący Human. Wszyscy mogą się do niej wpisać, gdzie chciałabym, aby znalazły się jakieś pozytywne historie, kiedy ktoś czegoś się nauczył. Nie ma przewodnika do życia, więc jedynym sposobem aby czegoś się dowiedzieć to samodzielnie odkrywanie. Dlatego też powinniśmy ze sobą gadać, o wszystkim – o problemach psychicznych, uzależnieniach, takich zwykłych życiowych rzeczach, co pozwoli nam się lepiej wspierać i łatwiej komunikować. „Human Book” ma przyczynić się do zerwania z poczuciem samotności oraz tego, że Ci na Instagramie mają takie wspaniałe życie. Ciągle szukam znaczenia tego życia i mam nadzieję, że miłość naprawdę jest jego esencją, nawet jeśli wiąże się to na początku z cierpieniem. Cytując innego autora, Dam Rasa, „Be here now” – po prostu!

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę!

Moriah Woods: Ja również dziękuję. Do zobaczenia!

Album Human jest już dostępny we wszystkich serwisach streamingowych.

Ostatnio opublikowane

Popularne

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.