W tym roku za hymn Męskiego Grania odpowiadają sami mężczyźni – Igo, Vito Bambino oraz największy zwycięzca tegorocznych Fryderyków – Mrozu. Skład Orkiestry poznaliśmy w sposób nietypowy, bowiem artyści zostali ogłoszeni na żywo, podczas pierwszego w historii wydarzenia stworzonego przez organizatorów festiwalu – Biura Podróży, gdzie można było zakupić bilety na koncert.
Dla pierwszego z wymienionej grupy jest już to trzeci rok pod hasłem Orkiestry. Igo brał udział w Męskim Graniu w 2019 roku we współpracy z Nosowską, Tomaszem Organkiem i Krzysztofem Zalewskim w utworze Sobie i Wam oraz rok później w numerze Świt nagranym z Darią Zawiałow i Królem. Vito Bambino odpowiada natomiast za hymn Męskiego Grania 2021, zatytułowanym I Ciebie też, bardzo, wraz z wcześniej wspomnianą już Darią Zawiałow oraz Dawidem Podsiadło. Dla Mroza jest to debiut.
W tym roku Męskie Granie postawiło na energiczny kawałek. Supermoce to popowy, mocno taneczny utwór. Do sieci trafił również teledysk, wyreżyserowany przez Krzysztofa Grajpera. Co sądzicie?
Sprzedaż ostatniej puli biletów na to wydarzenie odbędzie się jutro pod tym linkiem.
12 maja do sprzedaży i serwisów streamingowych trafił najnowszy album uwielbianego przed laty przez nastolatki i nie tylko, rodzinnego zespołu Jonas Brothers. Bracia powrócili do muzycznej współpracy po 10 latach przerwy, wydając w 2019 roku krążek Happiness Begins. Trzeba przyznać, że ta reaktywacja odbiła się szerokim echem w muzycznym świecie, zaś sama płyta wylansowała wiele przebojów takich jak Sucker, Only Human, czy Cool. Poprzeczka została postawiona więc dość wysoko, pytanie czy chłopaki są w stanie utrzymać tamten poziom? O tym będzie w dalszej części.
Na The Album znalazło się 12 zupełnie nowych kompozycji. Promują go Wings oraz niedawno wydane Waffle House. Jak mówi opis od autorów, utwory, które składają się na muzyczny materiał tej płyty, to połączenie trzech indywidualności. Zarówno Nick, Joe oraz często niedoceniany z braci Kevin dali tu cząstkę siebie. Jeśli chodzi o styl, to nie znajdziemy tu nie wiadomo czego. Królują wg. mnie proste melodie, trochę funkowego brzmienia, takie połączenie klasycznego popowego grania z odrobiną dawnych lat. Wiele z utworów przypomina mi zachodnią muzykę i hity z początku lat 2000.
Summer Baby to na pewno jedna z tych piosenek, która zapadła mi w pamięć. Podoba mi się płynący z niej feeling. Genialnie dobrane brzmienie klawiszy, fajne syntezatory, funkowy basik. Na spory plus. Wokalnie bez szaleństw. Poprzedzające je Summer In The Hamptons, które trwa ledwie 2 minuty, mógłbym puścić zaś w niepamięć. Little Bird, to utwór, który uznanie zyska w regionach Stanów, gdzie króluje muzyka country. Delikatna gitara akustyczna i towarzyszące jej instrumenty tworzą specyficzny klimat dla tego rodzaju muzyki. Podejrzewam, że podczas nocnych koncertów, czy wypełnionych po brzegi halach koncertowych tłum może dać się ponieść atmosferze nostalgii. Co ciekawe, w Walls, które zamyka krążek, wraz z braćmi zaśpiewał Jon Bellion, który współtworzył z nimi album.
Utwory, które znalazły się w pierwszej części płyty, są skomponowane bardziej na jedno kopyto, ale nie tak do końca. Muszę przyznać, że udało mi się odnaleźć i w tym coś ciekawego. Taką piosenką jest otwierające całość Miracle. Podobają mi się tutaj falsety w zwrotkach i refrenach. Montana Sky przykuwa swoją uwagę fajnym groovem i rytmicznym brzmieniem. Mieszanka popu z gitarami country, dość popularne połączenie, a jednak chwytliwe. Dobra, nieskomplikowana linia basu, wyróżniająca się na tle innych instrumentów, w szczególności w przejściach na refreny. Równie dobre jest Sail Away. intrygująca budowa muzyczna i sylabiczna tekstów w zwrotkach. Powiedziałbym, że dość taneczna. ładny bridge, nieco wytłumiony, hipnotyzujący. W Celebrate! spodobało mi się wykorzystanie chóru, który robi tu całą robotę. Do tego sekcja dęta, świetny funkowy bas, to jest to!
Podchodząc do wysłuchania tego albumu miałem nieco inne oczekiwania od tego, co usłyszałem. Po sukcesie poprzedniej płyty liczyłem na to, że Panowie utrzymają podobny poziom i znajdę tu równie dobre kompozycje, które na długo będą wstanie podbić listy przebojów. Niestety moje oczekiwania nie do końca zostały spełnione. Chociaż jest to płyta, w której każdy z braci miał spory wkład w stworzony materiał, to jednak czegoś tu brakuje. Nie jest to płyta nadzwyczajna, przełomowa. Nie ma tu także bangerów, chociaż jednego, który skradłby całe show i utkwił mi w pamięci. Single w ogóle nie przyciągają uwagi słuchacza. To co jest wspólnym mianownikiem i teoretycznie bywa dobre, czyli długość utworów między 2-3 minutami również nie przyniosło efektu. Szybciej się kończą niż zaczęły, bez głębszego rozwinięcia. Oczywiście widzę tu też pozytywy, o których wspominałem pochylając się nad poszczególnymi utworami, ale jako całość wypada to dość blado. Słyszałem w tym roku wiele lepszych albumów, a ten niestety pewnie będzie w grupie do zapomnienia. Chciałem się pozytywnie zaskoczyć, a poczułem małe rozczarowanie. Być może potrzeba takiego gorszego momentu, by później przyszła większa inspiracja, wena, a co za tym idzie masa dobrych pomysłów i kompozycji. Oby tak było w przypadku braci Jonas i tego im serdecznie życzę. Na koniec dodam, że swego czasu lubiłem muzykę zespołu Jonas Brothers, zarówno te stare hity pokroju S.O.S, Year 3000, Burning Up, czy nowe jak Sucker. Natomiast czegoś tu ewidentnie tym razem zabrakło.
W niedzielę 7 maja postanowiłam, że pójdę na koncert artystki, o której istnieniu dowiedziałam się kilka dni przed jej koncertem. Mowa tu o Alexz Johnson – kanadyjskiej aktorce znanej z serialu Gwiazda od zaraz oraz piosenkarce grającej indie pop. Dla fanów wokalistki to była ogromna gratka, że po tylu latach aktywności nareszcie doczekali się pierwszych występów idolki w naszym kraju. I to aż dwóch, ponieważ wokalistka wystąpiła w Krakowie dwa razy — 7 i 8 maja. Ja z kolei wybrałam się na jej pierwszy występ.
Podkreślę jeszcze słowami wstępu, że to było dla mnie koncertowe wyzwanie ze względu na to, że nie znałam aż tak dobrze twórczości Alexz. Pomocny okazał się jej najnowszy album Seasons oraz setlista z Paryża znaleziona na Instagramie zawierająca większość piosenek granych też w Krakowie. Z taką wiedzą udałam się do klubu i już na wejściu dostałam kartkę z napisem You are our queen, która była częścią akcji koncertowej. Publiczność była ze sobą bardzo zgrana, a wszystkie niespodzianki dla wokalistki zostały zrealizowane w stu procentach.
Spośród grupy fanów czekających na koncert pod sceną wyłoniła się gwiazda wieczoru – Alexz Johnson. Wokalistce towarzyszył na scenie Garrison Cade, który wcześniej grał jako support, a podczas głównego show odgrywał rolę chórków oraz przygrywał na gitarze. Na dobry początek koncertu można było usłyszeć dwie piosenki z najnowszej płyty – Seasons oraz Borderline.
Po zagraniu utworów i krótkim przywitaniu się z fanami Alexz zachęcała wszystkich do udziału w chórkach w trakcie piosenki Hurt Me. Nie spodziewała się jednak, że publiczność poza wsparciem wokalnym zacznie wymachiwać wspomnianymi wcześniej kartkami. Szok ewidentnie malował się na jej twarzy, nie ukrywając swojego wzruszenia, kiedy przeczytała kilkanaście napisów o tym, że jest królową.
Alexz zamieniła również kilka ciepłych słów do fanów. Opowiedziała o swoim pierwszym wrażeniu bycia w Polsce i dla żartu oznajmiła, że mogłaby się wyprowadzić do naszego kraju tylko po to, aby poznać lepiej kulturę. Ze sceny też podkreśliła swoją wdzięczność za słuchanie jej piosenek oraz za przyjście na jej koncert, a to dla piosenkarki grającej indie popa jest szczególnie ważnym osiągnięciem.
Poza akcją z kartkami na dźwięk piosenki Trip Around The World po całym klubie zaczęły latać pomarańczowe balony z wizerunkiem piosenkarki. Kiedy Alexz zobaczyła, że jej twarz zdobi przedmiot, ucieszyła się i powiedziała, że wszystkie szczegóły na nim są dopracowane do perfekcji.
Przed zaprezentowaniem przedostatniego utworu Alexz poprosiła publiczność, aby zrobiła wokół sceny duże koło. Potem ona sama do tego koła zeszła ze sceny przy okazji zachęcając fanów do zaśpiewania Skin. Uważam, że to zbliżyło bardzo fanów z piosenkarką i miło było zobaczyć to szczęście malujące się na twarzach zarówno piosenkarki, jak i publiki.
Nie ukrywam, że to było jedno z ciekawszych doświadczeń koncertowych, jakie przeżyłam. Mimo iż nie jestem największą fanką muzyki, którą gra Alexz, naprawdę świetnie się bawiłam na jej koncercie. Można powiedzieć, że challenge zalicz koncert wykonawcy, o którym się dowiedziałam tydzień przed został zakończony z sukcesem, a z tego wydarzenia wyniosłam masę pozytywnej energii, nowe doświadczenia oraz… pomarańczowy balon.
Miley Cyrus nie zwalnia z promocją najnowszego albumu studyjnego – Endless Summer Vacation i właśnie zaprezentowała teledysk do utworu Jaded.
Jaded to trzeci singiel promujący najnowszą płytę artystki, wydaną w marcu tego roku. Jest to emocjonalna, popowo-rockowa ballada, opowiadająca o żalu i straconych szansach w nieudanym związku. Jaded to również swego rodzaju przeprosiny Miley wobec byłego męża za negatywne skutki spowodowane zakończeniem ich relacji oraz niewyjaśnieniem pewnych spraw po czasie refleksji.
Klip przedstawia piosenkarkę w różnych strojach kąpielowych w kilku kadrach – na łóżku w śnieżnobiałej pościeli, w basenie wśród palm i jasnoniebieskiego, słonecznego nieba oraz tańczącą na podłodze. Reżyserem teledysku jest Jacob Bixenman, który odpowiadał także za dwa poprzednie klipy Miley Cyrus – do utworów Flowers i River.
Konkurs Piosenki Eurowizji przyciąga miliony odbiorców z całego świata co roku. Zwłaszcza teraz, kiedy jest dostępna możliwość oglądania go na żywo przez YouTube. Tymczasem wyniki oglądalności tegorocznej Eurowizji w TVP ukazały spadek jej popularności.
W sobotni wieczór Eurowizje łącznie w TVP1 i TVP Polonia oglądało niecałe 3,50 mln widzów. Oba półfinały łącznie nie zebrały większej widowni, pierwszy półfinał zobaczyło 1,12 mln. widzów, a drugi przez 2,66 mln. W 2022 roku Finał Eurowizji w TVP1 i TVP Polonii oglądało 3,77 mln widzów, czyli w tym roku Telewizja Polska straciła aż 270 tys. widzów.
W tym momencie czasy wysokiej oglądalności Eurowizji z lat 2014 – 2016 z ponad 4 mln widownią Telewizja Polska ma już za sobą. Na obniżoną oglądalność złożyło się parę czynników. Dostęp do transmisji na żywo konkursu na YouTube, poziom zainteresowania poszczególnymi występami i oczywiście same wartości jakie przedstawia dana stacja telewizyjna. W tym roku charakter Eurowizji był dość daleki od tego pod czym podpisuje się Telewizja Polska codziennie. Dla wielu osób pozbycie się pobocznym komentarzy dziennikarzy TVP było idealnym rozwiązaniem aby w pełni cieszyć się tym co miała do zaoferowania i przekazania Eurowizja w tym roku.