
Charlie Puth zbudował swoją markę konsekwentnym płynięciem pod prąd, niejednokrotnie udowadniając, że jest pełnoprawnym artystą dla którego pop jest tylko platformą do serwowania sztuki na swoich zasadach. Pomimo czwartkowej daty ostatniego europejskiego przystanku na trasie Whatever’s Clever! World Tour pod sceną zrobiło się tłoczno kiedy z głośników zaintonowano legendarne September Earth, Wind & Fire. Podczas utworu na scenie pojawili się muzycy którzy wyśpiewali krótkie intro, po którym na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru- Profesor Charlie Puth
Występ otworzył funkowy Beat Yourself Up, który zgrabnie przeszedł w kultowy utwór z repertuaru artysty – How Long z nową, rozmarzoną grą syntezatorów. Wielki szacunek za dobór zespołu – geniusz Putha połączony z tłem muzyków najwyższej klasy tworzył atmosferę, którą łatwiej utożsamiać z występami jazzowymi. Muzyka wybrzmiewała z najmniejszymi szczegółami, gdy zostało wykonane LA Girls oraz Cry, który w wersji studyjnej jest przyozdobiony solową partią legendy saksofonu – maestra Kennego G.
Nie zabrakło również świetnego kontaktu z publicznością. Charlie ubrany, jak sam to określił, jako szkolny nauczyciel z pasją tłumaczył czym dla niego jest muzyka i jak powstają jego utwory które zaczynają się od szumu tła a następnie przeradzają się w pełnoprawne kompozycje. Jak pamięta zapach pokoju, emocje które towarzyszą mu podczas tworzenia i jak potem konkretny utwór jest pocztówką tego momentu. W ten sposób zaintonowany został Patience, który przeszedł w hitowy We Don’t Talk Anymore w aranżacji znanej z występu Putha z zespołem na NPR Tiny Desk.
Wspomniałem o jazzowych zapędach Charliego podczas koncertu i nic lepiej nie wpisuje się w ten opis niż utwór BOY, o którym sam Puth nadmienił, że chciał w tym popowym utworze zmieścić jak najwięcej zmian akordów. Później rewelacyjne, pełne groove’u Done For Me stanowiło preludium do najprawdopodobniej największego hitu artysty – Attention – będącego próbą poradzenia sobie z rozstaniem z Seleną Gomez.
Pomimo ogólnych zachwytów, nie rozumiem, dlaczego Charlie nie spełnił prośby fanek by odśpiewać choć kawałek hitu Left and Right. Przeprosił i zdecydował się sztywno trzymać się setlisty, na której mniej znany utwór z 2019 – Cheating On You – był tłem do popisów instrumentalnych (ta solówka gitarowa Jana Ozverena) oraz wokalnych Putha wraz z wokalistą towarzyszącym Blakleyem. O ile technicznie brzmiało to genialnie, to w tłumie dało się wyczuć oczekiwanie na następny utwór, którym okazał się być rewelacyjne Love In Exile, który jest owocem współpracy z legendami muzyki soft rockowej jak Michael McDonald (znanym z The Doobie Brothers) oraz Kenny Loggins (tak, ten od Footloose).
Show zamyka się hitami i tak właśnie Charlie zaprezentował śliczną, kameralną wersję One Call Away przy akompaniamencie jedynie pianina i anielskich głosów artystów na chórkach. Wiz Khalifa z głośnika nie był potrzebny by See You Again złapało za serce swoim, ponownie, akustycznym wykonaniem. Na zakończenie artysta wyraził zachwyt polską publicznością, z którą przecież miał do czynienia po raz pierwszy i zapowiedział rychły powrót do kraju nad Wisłą. Koncert zakończył singiel z nowej płyty, przebojowy Changes, który zgrabnie zwieńczył ponad półtora godzinną muzyczną ucztę. Trzymamy Cię za słowo Charlie – see you again professor Puth!
Warto zauważyć że supportem Charliego był brytyjski wokalista Bradley Simpson, znany szerszej publiczności jako wokalista The Vamps, boysbandu, którego okres popularności przypada na czasy świetności One Direction czy 5SOS.Artysta, który wygląda bardziej jak Harry Styles, niż Harry Styles obecnie promował swój debiutancki album The Panic Years oraz zaprezentował kilka nowych utworów, w tym rewelacyjne Suzy.
Organizatorem koncertu była agencja Fource Entertainment Polska. Na naszej stronie można zobaczyć również fotorelację z koncertu w wykonaniu Pauliny Siemionkowicz (Link do fotorelacji)


