Kamienie nie do zdarcia. The Rolling Stones – Hackney Diamonds, 2023 (recenzja)

Muszę przyznać, że zwlekałam z recenzją tej płyty. Nie dlatego, że nie byłam jej ciekawa, ale dlatego, że The Rolling Stones to dla mnie muzyczna legenda. Symbol kilku epok, jeden z archetypów tego wszystkiego, co według utartych wytycznych tworzy mit rockandrollowego życia. Wiedziałam, że mierząc się z tą płytą, odkryję odpowiedź na nurtujące pytanie, czy kamienie nadal są nie do zdarcia, czy raczej jak wielu ich rówieśników, którzy dotrwali do czasów pokolenia z odcinają już tylko kupony od świetlanej przeszłości.

Angry nie tylko zapowiadało album Hackney Diamonds, jest też utworem otwierającym krążek. Nie będę udawać, musiałam do niego przywyknąć, chociaż czuć tam Stonesów to najbardziej chyba gdzieś pomiędzy gitarowymi riffami. Keith jak zwykle przemyca swoje znaki rozpoznawcze i tego ducha, który sprawia, że chociaż są od dawna częścią mainstreamu, ma się wrażenie, że Stonesi nie dali się do końca udomowić. Przy kawałku Get Close zdałam sobie sprawę, że każdy z nas ma taką kapelę, wobec której nie potrafi być do końca obiektywnym.

Od początku swojego istnienia panowie pokazywali, że potrafią wykorzystać proste schematy i tworzyć ballady, które bezpretensjonalnie wpadają w ucho. Taki vibe daje mi numer Depending On You. Są gitary, są chórki i charakterystyczna maniera Micka Jaggera, który nigdy nie zatracił swojego londyńskiego akcentu. Najwyraźniej doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron. Ci, którzy nie przyglądali się relacjom Stonesi – Beatlesi bliżej mogą być zdziwieni, że Sir Paul McCartney gra ramię w ramię z ludźmi, którzy kiedyś tworzyli coś na kształt nieznośnych, zadziornych odpowiedników chłopców z Liverpoolu. Mnie nie zdziwiło to wcale, bo to nie pierwszy raz, kiedy Liverpool łączy się z Dartford. Zaskakiwać natomiast może nieco punkowy feeling, który w Bite My Head Off broni się całkiem dobrze.

Mick i chłopaki są na scenie nie od dziś – doskonale wiedzą, jakimi zasadami rządzi się ten biznes. Nic dziwnego, że na pierwszym od wielu lat krążku pojawiły się propozycje, które z łatwością znajdą drogę na radiowe playlisty. Nie oznacza to jednak, że jest prosta, a raczej skutecznie uderza w uniwersalne struny tak, jak w przypadku Whole Wide World. Nie zapominajmy, że każda dobra firma nastawiona jest na zysk. Na szczęście Stonesi nie muszą już walczyć o miejsce w muzycznej historii, nie zabrakło też puszczenia oczka do tych, którzy być może są z kapelą od początku jej istnienia i doskonale zdają sobie sprawę, od czego zaczynali w oryginalnym składzie.

W Bluesowym, rozbujanym Dreamy Skies słychać ducha minionych dekad i czasu, kiedy najbardziej rozpoznawanym nazwiskiem z tego pokładu był Jones. Mess It Up jeszcze raz udowadnia, że Stonesi znaleźli złoty środek na łączenie światów. Ta kompozycja stoi gdzieś w pół drogi między tym, co może przyjąć fan rockowego zacięcia, a tym, co wpadnie w ucho kierowcy słuchającemu radia w drodze z pracy do domu.

Elton John to nie jedyne duże nazwisko na albumowej playliście. Live By The Sword jest zadziorne, rytmiczne i doprawione klawiszami bardzo łatwo wpada w ucho. Jest też dowodem na to, że Charlie Watts miał swój niepowtarzalny styl, który na tym albumie odznacza się jeszcze wyraźniej. Materiał na płytę zakończono nagrywać, w momencie, kiedy perkusista już nie żył. Chociaż chłopaki znaleźli mu godnego następcę, to dla fanów Stonesów z pewnością zostanie niepodrabialny. Driving Me To Hard to takie retro, na które jakoś podświadomie czekałam.

Dziś już chyba nikt nawet nie próbuje zgadywać, jak to jest z przyjaźnią Keitha i Micka. Wiemy, że bywało różnie, ale muzycznie tworzą mieszankę, która porywa tłumy nie od dziś. Myślę, że Stonesi przetrwali próbę czasu nie pomimo różnic ich charakterów, ale właśnie dzięki tym różnicom. Nawet jeśli na przestrzeni lat, proces twórczy nie był łatwy, obfitował w niewybredne uwagi i co jakiś czas kazał zastanawiać się, jak długo Stonesi będą w stanie ze sobą współpracować. Mick i Keith byli dowodem nie tylko na to, że przeciwności się przyciągają, ale też na to, że potrafią skutecznie przyciągnąć słuchacza.

Na najnowszym albumie The Rolling Stones znalazło się więc miejsce na odrobinę muzycznego brokatu i blichtru podrzuconego przez Micka Jaggera, na Hackney Diamonds zmieściło się też proste instynktowne granie Richardsa, uporczywie utrzymującego swój zawadiacki styl, który z biegiem lat, zamiast wypłowieć, jeszcze bardziej rzuca się w oczy, a który muzyk w całej okazałości prezentuje podczas Tell Me Straight.

Lady Gaga już nie raz udowodniła, że ma kawał głosu, Mick Jagger już nic nikomu nie musi udowadniać. Powiedzieć, że wspólnie muzycy stworzyli nastrojową balladę to jak nie powiedzieć nic. Być może fani Tiny Turner dziś się na mnie obrażą, ale nie mogłam pozbyć się wrażenia, że ta kompozycja jest gdzieś blisko tego, do czego przyzwyczaiła mnie właśnie ona. To jednocześnie utwór, do którego zdecydowałam się wrócić i to nie raz. Na 7 minut i 22 sekundy zostałam muzycznie odcięta od rzeczywistości. Nie żałuję ani sekundy.

Jeśli kończyć to z przytupem i właśnie tak kończy się najnowszy krążek Stonesów. Jeszcze raz sięgają do korzeni, w. Rolling Stone Blues panowie jeszcze raz udowadniają, że blues porywa na poziomie komórkowym i przypominają, że najzwyczajniej w świecie mają styl. Ten numer to też dowód na to, że Mick nie tylko firmuje harmonijki swoim nazwiskiem, nie zapomniał też jak dobrze na niej grać.

Hackney Diamonds ma lepsze i słabsze momenty, ale te słabsze momenty u Stonesów to dla niektórych punkt, do którego nigdy nie doskoczą. Jest trochę jak zamaszysty muzyczny autograf, który wielu już próbowało bezskutecznie podrobić. Kamienie kolejny raz zatrzęsły muzycznym światem.

Marcin Maciejczak powraca z nowym utworem

Zwycięzca trzeciej edycji The Voice Kids po kilku miesiącach ciszy wraca ze świeżym singlem.

Już w czwartek, 26-go października do streamingu trafił najnowszy utwór Marcina Maciejczaka. Pillow Book (coś nie o mnie) doczekało się dwóch wersji teledysku – Day and Night.

Pillow Book już niedługo trafi do was! Numer, który jako pierwszy powstał przy współpracy z @chloemartiniofficial . Powstawał jeszcze przed epką hypno. Przeszedł od tamtego momentu dużo zmian w związku z moją ewolucją. Finalne brzmienie usłyszycie już za kilka godzin. Jestem podekscytowany, zestresowany i ciekawy waszego odbioru

Pillow Book (coś nie o mnie) to pierwszy utwór Marcina od stycznia kiedy to wydał christine (the immortal girl). A jak wam się podoba najnowszy singiel?

Nowa muzyka od Nialla Horana

Prawie pięć miesięcy po wydaniu trzeciego albumu studyjnego piosenkarz i autor tekstów ogłosił rozszerzoną edycję krążka zatytułowaną The Show: The Encore wraz ze specjalnymi występami. Edycja deluxe trzeciego studyjnego albumu piosenkarza będzie zawierać dziewięć nowych wersji utworów z płyty wraz z gościnnym udziałem innych artystów. W tym gronie znalazła się między innymi: Lizzy McAlpine.

W ten piątek na tydzień przed wydaniem albumu Horan udostępnił wraz Lizzy ich wspólną wersję utworu You Could Start a Cult. Utwór do przesłuchania poniżej.

O współpracy z Lizzy McAlpine artysta napisał:

Od jakiegoś czasu jestem jej wielkim fanem i jestem bardzo wdzięczny, że mogła wskoczyć do tej piosenki i napisać nową, specjalną zwrotkę

https://open.spotify.com/prerelease/3bJ14pUBzEcxWc6onLmpHq?si=e1f7eff764e74abf

LemON prezentują ostatni singiel promujący nowy album

Piąty album studyjny LemON coraz bliżej! Zespół jest na ostatniej prostej zaprezentowania swojego nowego wydawnictwa, jednak przed jego premierą przygotował jeszcze jedną niespodziankę. Chamski, ostatni singiel promujący krążek, jest już dostępny we wszystkich serwisach streamingowych – posłuchajcie!

Ochman z nowym singlem Telefony

To pracowity rok dla artysty, małymi krokami zmienia swój styl i muzykę. Przed premierą swojej nowej płyty Testament, Ochman przedstawia ostatni jej przedsmak w postaci nowego singla i teledysku.

Ochman na przestrzeni tego roku wydał m.in. singiel Rozmyty obraz, Ona widzi nas i 8ball. Są one zapowiedzią jego nowego projektu muzycznego, który ukaże się w listopadzie. Płyta Testament, jest drugim krążkiem artysty. Przez ten rok można było zaobserwować jak jego estetyka muzyczna pomału ulegała zmianie. Ostatnią częścią układanki artysty przed wydaniem nowego albumu jest jego piosenka Telefony.

Ochman zdobył rozgłos biorąc udział w Eurowizji w 2022 roku z utworem River. Następnie wokalista wydał swoją pierwszą płytę zatytułowaną Ochman o dość poważnym, a czasem nawet trochę pompatycznym brzmieniu. Najnowsze single artysty pokazują że stara się on znaleźć złoty środek między swoją estetyką, a tym co obecnie jest grane w radiu. Czy jego nowy album będzie efektem tych właśnie poszukiwań? Pozostaje zaczekać do 10 listopada na odpowiedź.