Jak co roku Pitchfork wybrał swoją TOP 50 albumów roku. Ku dużemu zaskoczeniu rozpoznane produkcje, takie jak boygeniusthe record, Olivia RodrigoGUTS i Lana Del ReyDid you know that there’s a tunnel under Ocean Blvd nie znalazły się w pierwszej dziesiątce.
Pitchfork słynie z swojego nie oczywistego gustu i niepodążania za trendami. Zamiast tego skupia się na niuansach w muzyce co tłumaczy podium tegorocznego zestawienia.
Na trzecim miejscu znalazł się album – billy woods / Kenny Segal Maps
Stąd jeziora przypominają kałuże” – zauważa na wysokości przelotowej. „Ziemia jest brązowa i zielona, to cicha zagadka”. Jego słowa na temat Nowego Jorku są tak żywe, że niemal można poczuć zapach placków z smażących się na patelni, poczuć zapach miejskiej wody z kranu i zobaczyć, jak bez tchu goni autobus na Brooklynie. Czasami to czterdziestoletni ojciec dwójki dzieci, który rapując wplata tytuły klasyków Cam’ron w nostalgiczny werset o czasach, gdy nie miał nic do stracenia.- tak pisze Alphonse Pierre o albumie dla Pitchfork
Na miejscu drugim zalazła się Caroline Polachek z albumem Desire, I Want to Turn Into You
pragnienie niepohamowane jak wulkan, nieprawdopodobne jak kwiat zimą, wiążące jak nowy tatuaż. To żyzny teren emocjonalny, w którym powstaje muzyka obfita i niekontrolowana. Polachek otwiera płytę operową gąsienicą i wypełnia ją bezsłowną, intuicyjną melodią i ekspresjonistycznymi obrazami, a jej apetyt na dźwięki i faktury jest na tyle ogromny, że metabolizuje breakbeaty, dudy, włoski pop z lat 60. – pisze Olivia Horn dla Pitchforkt
Na pierwszym miejscu jednak smak Pitchfork i popularność spotkała się na wybrzeżu albumu SZA SOS
Kiedy emocje w Tobie toczą wojnę, bardziej satysfakcjonujące SĄ drwiny, kopanie i sabotaż siebie na drodze do uzdrowienia, niż przetwarzanie swoich uczuć pod okiem trenera życia. Tutaj ARTYSKA jest bezlitosna w podejściu do samouspokojenia, po popychaniu przez okropnych byłych, wrogów i publiczną krytykę, czy nie zasłużyła sobie na prawo do zemsty? To jej era mścicielA, więc nonszalancko opracuje szczegółowy plan morderstwa i przekona cię, abyś był JEJ wspólnikiem. Wie, że jej fani raz czy dwa razy czuli w sobie to samo szaleństwo. Swobodny duch SZA jaśnieje w SOS dzięki temu, jak łatwo jej wokal przemyka, zanurza się i przemierza MIĘDZY różnYMI gatunki i formAMI pisania piosenek. Udowadnia, że nie tylko może robić, co jej się podoba, ale potrafi to robić lepiej niż większość jej rówieśników. – Clover Hope, pITCHFORK
Pozostałe albumu z TOP 10 się są równie zawiłe i pochłaniające muzycznie słuchaczy. Zapraszamy do zapoznania się z całą listą TOP 50 albumów roku 2023 od Pitchfork.
Bebe Rexha właśnie zaprezentowała świata efekty swojej nietuzinkowej kolaboracji. Do sieci właśnie trafił utwór stworzony na Klubowe Mistrzostwa Świata FIFA w Arabii Saudyjskiej.
Dua Lipa obecnie rozpoczęła promocje swojej trzeciej płyty, zaś Adele zakończyła swoją rezydencję Las Vegas z swoim show do albumu 30. Te dwie gwiazdy spotkały się na wspólnej scenie podczas corocznego wydarzenia The Hollywood Reporter’s Women in Entertainmen.
Podczas gali wręczono stypendia uniwersyteckie o wartości 1 miliona dolarów potrzebującym uczniom szkół średnich na terenie całego Los Angeles .Tego poranka Adele otrzymała nagrodę imienia Sherry Lansing Leadership Award. Piosenkarka również zagościła na okładce grudniowego wydania The Hoollywood Reporter, gdzie m.in. omówiła przyszłość swojej następnej płyty oraz pochwaliła pracę paru artystek z branży w tym ostatnie osiągniecia jakich dokonała Dua Lipa.
„Jestem również bardzo podekscytowana jej powrotem.”
„Pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałam „New Rules”, powiedziałam do mojego menadżera: „Whoa” – opowiada Adele
Pomyślałam: „Ona powinna być następną wielką gwiazdą popu.” I ona jest.”
Dua Lipa na czerwonym dywanie przed galą podczas jednego z wywiadów wyjawiła co myśli o pochlebnych słowach Adele. Jak się okazała gwiazda pop również jest ogromną fanką swojej koleżanki z branży. Dodatkowo piosenkarka zdradziła jak odnajduję się z ogromną popularnością swojego najnowszego singla Houdini.
„Przede wszystkim jest naszą brytyjską królową” – powiedziała Dua Lipa.
„Po prostu ją kocham i jestem wielkim fanem jej muzyki. Ma niesamowity głos, a jej teksty zawsze mnie bardzo poruszały, a poza tym jest osobą, którą zawsze podziwiam”.
Niedawno ukazał się nowy singiel Olivera Gigona Dla Fabuły, który otwiera przed wokalistą wiele nowych możliwości. Inny niż dotychczas teledysk, brzmienie z odrobiną pazura i wyjątkowa historia, która doprowadziła do powstania numeru…, ale o tym wszystkim i wielu innych rzeczach przeczytacie więcej w zapisie naszej rozmowy.
Adrianna Małolepszy: Serdecznie gratuluję nowego singla! Zaczynając może od początku, skąd w ogóle u Ciebie muzyka?
Mając już 5 lat mówiłem mamie o tym, że chcę śpiewać i grać na gitarze. A takie pierwsze próby tworzenia piosenek podjąłem mając około 13 lat. Szczerze nigdy nie widziałem dla siebie innej drogi. Pamiętam jakoś w drugiej klasie liceum zainstalowałem TikToka z myślą, że na pewno kiedyś mi się to przyda do dzielenia się moją muzyką z ludźmi.
AM:No i się udało! Dużo energii promocyjnej wkładasz właśnie w TikToka. Wspomniałeś gdzieś, że ma to swoje negatywne strony. Jakie?
Myślę, że jest wiele negatywnych stron. Głównie chodzi o to, że jeżeli chce się być na bieżąco to trzeba być tego konsumentem, a to jest niesamowity pochłaniacz czasu. Poza tym nabawiłem się też sporego dysonansu swojej osoby. Jeśli dużo się publikuje na TikToku, czy w ogóle w social mediach to troszkę można zgubić to kim się jest i co chce się tak naprawdę robić. Zadajesz sobie pytania “czy to jestem ja i czy to powinno tak wyglądać?”
AM: Czyli włącza Ci się showman i potem ciężko Ci go “wyłączyć”?
W jakimś stopniu na pewno.
AM: Wracając do muzyki, zaznaczmy, że piszesz zarówno teksty jak i muzykę. Bardzo mnie ciekawi od czego zaczynasz tworząc numery.
Zauważyłem, że te piosenki, z których potem jestem najbardziej dumny zaczynają się od jakichś dwóch rymujących się wersów, które później wiążę z jakąś konkretną myślą. Na przykład jeśli chodzi o Dla Fabuły wychodząc z samochodu nagrałem jeden wers z melodią na dyktafon w telefonie. Zwykle tak to wygląda. Są to niewielkie, chwytliwe fragmenty, z którymi potem pracuję.
AM: Kiedy nagrałeś te pierwsze wersy na dyktafon?
To było w czerwcu 2023 roku. Powstały po wypadku samochodowym. Byłem pasażerem. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło. Dla mnie ten numer jest swego rodzaju nawiązaniem do Idioty Dostojewskiego. O tych przemyśleniach tuż przed tym kiedy miał zostać ścięty i myślał o kruchości życia i o tym, że gdyby dane mu było przeżyć to chciałby spędzić życie inaczej, lepiej, a mimo wszystko jednak po powrocie do “normalności” niczego nie zmienia. Po wypadku miałem bardzo podobne przemyślenia. Myślałem o tym, że jutro może mnie nie być i nie powinienem się przejmować, robić swoje i zrobić to jak najlepiej, ale teraz, kiedy upłynęło te kilka miesięcy jednak moje życie i myślenie zdecydowanie wróciło na te dawne tory. Mimo wszystko staram się o tym pamiętać, bo takie nastawienie przyniosło w moim życiu dużo pozytywów.
AM: Całe szczęście, że nic złego się nie stało Dla Fabuły jest znacznie mocniejsze niż poprzednie single. Skąd taki pomysł?
Zależało mi na takim rockowym “smaczku”. Moja muzyka rockiem nie jest, ale chciałem, żeby można było w tej piosence coś takiego odczuć. Chciałem trochę tej mocy i siły.
AM: Twoje teledyski bardzo przyciągają oko i się wyróżniają. Słyszałam, że to typowo Twoje pomysły.
Zdecydowanie. Zazwyczaj wkładam do nich ogrom pomysłów. Oczywiście nie byłem przy tym sam, ale spędzaliśmy z ekipą mnóstwo czasu, pokazywałem im swoje pomysły, próbowałem wytłumaczyć swoją wizję.
AM: Teledysk do Pisuarów wygląda zupełnie inaczej. Skąd wziąłeś filmiki w nim użyte?
Nie chciałem kręcić klipu do tej piosenki, bo wiedziałem, że tego typu numer musi mieć naprawdę specyficzny, zaskakujący teledysk, albo nie mieć go wcale. Wtedy pomyślałem o tym, żeby użyć filmików i wspomnień z okresu, o którym jest ta piosenka, bo jest w stu procentach oparta na faktach. Są to filmiki z okresu mojego gimnazjum i liceum, głownie z 2017-2019. Tylko na refrenie użyliśmy fimików mojej TikTokowej widowni, która nagrała je specjalnie na tą okazję.
AM: Bardzo ciekawe jest też Powiedz Mi To, bo w tym wypadku piosenka to jedno, a teledysk pokazuje zupełnie inną jej interpretację.
Myślę, że wspaniałe jest kiedy można opowiedzieć teledyskiem trochę inną historię i pokazać inną stronę utworu. Wiadomo, że każdy interpretuje sobie piosenki po swojemu, więc pięknie jest móc pokazać coś zaskakującego.
To też jest piosenka oparta na moich prywatnych przeżyciach i mimo, że sam utwór ma pozytywny wydźwięk to dla mnie ten numer opowiada o tym, że mimo wszystko ja nie znam tej osoby i się pomyliłem, a wszystko co dobre było w mojej głowie.
AM: Rozmawialiśmy o Twoich początkach, o mediach społecznościowych i promocji, a gdzie w tym wszystkim znalazła się wytwórnia? Jak się tam znalazłeś?
To chyba ciekawa historia, bo poza pisaniem muzyki dla siebie tworzę też dla innych i z innymi. Byłem na sesji z Margaret i Kacezetem, pisaliśmy dla nich numer i tak się sprawy potoczyły, żę wylądowałem w Gaja Hornby i Sony Music.
AM: Przed wejściem do wytwórni na pewno miałeś jakieś wyobrażenie jak to wszystko wygląda. Jak ono się ma do rzeczywistości? Co Cię najbardziej zaskoczyło?
Na pewno miałem duże oczekiwania co do ludzi, którzy pracują w branży muzycznej. Myślałem o nich w samych superlatywach i wyobrażałem sobie ich jako nietykalnych, którym wszystko się układa, a życie nieustannie trzymają w garści. Musiałem zrozumieć, że to są po prostu ludzie. Mają wady, mają zalety oraz swoje problemy. Tak jak my wszyscy.
AM: Chciałbyś teraz będąc po drugiej stronie zburzyć swoim odbiorcom tę ścianę i pokazać siebie jako normalnego człowieka z wadami i problemami?
Zdecydowanie w swoim ekwipunku mam parę numerów, które będą pełniły taką funkcję.
AM: Brzmi świetnie. Bardzo serdecznie Ci dziękuję i trzymam kciuki!
Chociaż trudno w to uwierzyć od pierwotnej wersji Akademii Pana Kleksa minęło w tym roku 40 lat. Przez te dekady multum dzieci wychowało się na tym filmie oraz na piosenkach z niego. Sam jestem tego przykładem, a utwory takie jak „Meluzyna”, „Ratujmy kosmos”, „Witajcie w naszej bajce”, „Kaczka dziwaczka” czy „Na wyspach Bergamuta” nadal brzmią w moich głośniki. Przed twórcami soundtracku było więc nie lada zadanie, żeby dorównać oryginałowi. Czy im się to udało?
Pierwszy utwór promujący film pojawił się już we wrześniu. „Jestem Twoją Bajką” to piosenka, którą rozpoczyna Tomasz Kot, czyli filmowy Kleks, a resztę wykonuje sanah. Jak wiadomo piosenkarka znana jest z nastrojowych, balladowych utworów, więc nie dziwi mnie jej obecność na płycie, bo myślę, że pasuje do tego bajkowego świata idealnie. Jednak kolejny utwór z soundtracku to dopiero aleja gwiazd. W piosence swoich głosów udzielili: IGO, Kaśka Sochacka, Mrozu, Artur Rojek, Brodka, Ralph Kaminski, Bedoes2115, Sokół, a nawet Piotr Fronczewski, czyli oryginalny Kleks. Co do utworu mam mieszane uczucia, bo bardziej brzmi on jak część projektu Męskie Granie niż piosenka do filmu, jednak trzeba przyznać, że połączenie tylu gwiazd w jedno to faktycznie coś, co zdecydowanie wydarzyłoby się w krainie Kleksa.
Nowa wersja nie odbiega też od starej w ilości dużych nazwisk na ścieżce dźwiękowej. Przygodę zaczynamy z klimatyczną „Podróżą Alberta”, którą wykonuje Konrad Repiński wcielający się w rolę Adasia Niezgódki. Co przykuło moją uwagę to utwór „Niestraszne nam wilki” w wykonaniu Marissy. Piosenka nie dość, że ma w sobie coś mrocznego, to ma również rockowy pazur, przez który nie mogę doczekać się sceny w filmie z tymi dźwiękami. „A Co By Było Gdyby” to piosenka, której tekst napisała Kasia Popowska, a wykonała ją Ania Karwan i to połączenie wyszło idealnie. Myślę, że ta piosenka pasuje perfekcyjnie do krainy Kleksa i do filmu dla dzieci – jest lekka, magiczna i z przesłaniem, czyli wszystko, co trzeba piosence filmowej. Na wyróżnienie zasługuje też utwór „Inny Świat” Zuzy Jabłońskiej, który chyba najbardziej spodobał mi się z nowych propozycji. Zuza w mojej ocenie wpasowała się w dwa światy starego i nowego Kleksa, więc może dlatego najbardziej przypadła mi do gustu.
Oprócz premierowych utworów mamy też nowe wersje starych kleksowych hitów. Przyzwyczajony do oryginałów nie jestem przekonany co do nowych przeróbek, dla mnie brzmią one jak po prostu mashupy różnych piosenek, albo ich remixy. I brak na soundtracku, czyli na filmie również, piosenki „Kaczka Dziwaczka” to mały zawód, myślę, że dla wszystkich fanów oryginału. W odróżnieniu od tych utworów pozostała część ścieżki dźwiękowej, czyli instrumentalne wersje zdecydowanie zaciekawiły mnie swoją fabułą i już nie mogę doczekać się aż pójdę do kina, zobaczę całość historii i połączę dźwięki z obrazem. Muzyka i wszystkie instrumenty budują napięcie, magiczną atmosferę, a jednocześnie podniosłą, czasami romantyczną i bardzo filmową, ale nic dziwnego, bo za produkcję muzyki odpowiadają chłopaki z Hotelu Torino, którzy nie raz udowodnili na co ich stać.
Trudno w sumie ocenić mi cały soundtrack. Z jednej strony mam w głowie ciągle oryginalne wersje, a z drugiej jeszcze nie widziałem filmu, więc nie wiem jak komponuje się całość. Co trzeba przyznać to to, że Kleks na pewno wylądował w XXI wieku i słychać to bardzo wyraźnie w produkcji. Muzyka jest bardzo nowoczesna, może czasami aż za bardzo jak na film dla dzieci, trochę drażni mnie to w „Witajcie w naszej bajce” czy „Na wyspach Bergamuta”, ale to tak jak wspomniałem może przez moje przyzwyczajenie do oryginału. Co mi brakuje to piosenek w wykonaniu Kleksa, czyli Tomasza Kota. Pierwotna wersja Kleksa, czyli Piotr Fronczewski udzielał się na ścieżce dźwiękowej, a Kot coś nuci jedynie trochę w piosence z sanah, co dla mnie jest zdecydowanie na minus. Wszystkie piosenki są też do siebie podobne i brakuje mi takiej perełki jaką była np. „Meluzyna”. Jednak mimo wszystko muszę przyznać, że magiczna atmosfera udziela się przez cały soundtrack, więc zaciekawiony tą muzyką na pewno pójdę 5 stycznia do kina, aby w pełni ocenić całkiem nową bajkę pana Kleksa.