Selena Gomez z nowym miłosnym utworem

Wszystko wskazuje na to, że prace nad najnowszym krążkiem gwiazdy trwają w najlepsze. Zdaje się, że idealnym tego potwierdzeniem jest ostatnia głośna premiera. Selena Gomez wydała nową piosenkę Love On, która powstała zainspirowana wizytą w Paryżu, mieście miłości, singiel trafił do sieci w piątek (23 lutego) i od tego momentu podbija światowe listy przebojów.

Inspiracją do Love On był dla wokalistki ubiegłoroczny pobyt w Paryżu. Nic też dziwnego, że utwór emanuje romantycznym nastrojem światowej stolicy miłości. Selena Gomez śpiewa nie tylko o urokach zakochania, ale również o charakterystycznym dreszczyku emocji związanym z tym przeżyciem.

Gwiazda na koncie ma trzy albumy studyjne, z czego ostatni Rare ukazał się w 2020 roku. Fani gwiazdy wypatrują zwiastunów następcy, a z każdym dniem są jeszcze bardziej zniecierpliwieni. Pół roku wcześniej ukazał się przebój gwiazdy pod tytułem Single Soon. Czy najnowszy projekt okaże się jego godnym następcą?

Marcin Maciejczak przedstawia Midnight Dream

Młody artysta przedstawia swoją eurowizyjną propozycję z polskich preselekcji.

„Ktoś mógłby powiedzieć, że to niespójne z moją karierą, ale ja po prostu musiałam spróbować” Wywiad z Eweliną Flintą o nowych wyzwaniach zawodowych

Kariera solowa, udział w programie rozrywkowym, działalność na rzecz środowiska i występy z muzyką retro – tylko jedna polska wokalistka może pomieścić to wszystko (i jeszcze więcej!) w swoim kalendarzu. Ewelina Flinta po niezwykle wymagających, ale i bardzo udanych występach przed kamerą w ramach „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” nie wzięła urlopu, tylko postawiła przed sobą nowe wyzwanie: muzyka przedwojenna. W telewizyjnym show sięgnęła 50 lat wstecz i w roli Urszuli Sipińskiej wygrała siódmy odcinek 19. edycji programu. Teraz razem z Voice Bandem zaglądają jeszcze dalej w przeszłość w poszukiwaniu okołowojennych muzycznych perełek. Efektem tych poszukiwań jest „Fernando”, w którym Ewelina z niezwykłą gracją poucza mężczyzn o zasadach miłości. Ta przygoda w czarno-białych kolorach będzie miała swoją dalszą część, o czym opowiedzieli mi Arkadiusz Lipnicki, założyciel chóru rewelersów Voice Band, i Ewelina Flinta.  

Marta Umiejewska: Ewelina, Arek, oboje jesteście przykładem na to, że marzenia się spełniają. Dziewczyna z Lubska, która została jedną z najpopularniejszych polskich piosenkarek i chłopak z Piotrkowa Trybunalskiego, który założył najważniejszy w Polsce chór rewelersów. Jak do tego doszło?

Arkadiusz Lipnicki: Muzyka zawsze była obecna w moim domu. Mój pradziadek był skrzypkiem i chyba zostawił mi coś w genach. Historia z chórem rewelersów zaczęła się niewiarygodnie – w latach dziewięćdziesiątych moja mama rozkręciła lokalny sklepik i zarobiła na telewizję satelitarną. Kupiliśmy wielki talerz i jako młody chłopiec zacząłem szukać kanałów. Ukazało mi się na ekranie czterech gości, którzy śpiewali coś z poważnym wyrazem twarzy, a widownia tarzała się ze śmiechu. Okazało się, że to Amerykanie (Hudson Shad), którzy wykonywali przedwojenne piosenki berlińskiej grupy Comedian Harmonists. Niewiele rozumiałem z tego, o czym śpiewali, ale od razu pomyślałem, że chcę to robić – tak bardzo podobała mi się ich relacja z publicznością. Później wyjechałem do Niemiec w obsadzie musicalu „Welcome 2000”, podczas którego wykonywane były wszystkie najważniejsze numery musicalowe XX wieku. Nauczyłem się tam piosenki „Mój mały zielony kaktus”, która – jak się potem okazało po reakcji seniorek – była odrobinę nieprzyzwoita (śmiech). W tym momencie byłem pewny, że właśnie to chcę w życiu robić. Po moim powrocie mama dała ogłoszenie do Gazety Wyborczej, że poszukujemy pozostałych członków zespołu. Już na pierwszej próbie świetnie się dogadywaliśmy i szybko nagraliśmy pierwsze kawałki. Zadebiutowaliśmy w Piwnicy Artystycznej Przechowalnia, do której zaprosili nas Artur Andrus i Andrzej Poniedzielski. Ludziom się spodobało, więc nabraliśmy wiatru w żagle i tak już śpiewamy od wielu lat.

MU: Ewelina, niedawno była premiera Twojej pierwszej piosenki nagranej z Voice Bandem, ale w Internecie przeczytałam, że Arka znasz od dawna.

Ewelina Flinta: Tak, z Arkiem poznałam się chwilę po tym, jak dołączyłam do Teatru Buffo. To był dla mnie finansowo trudny czas, nie wiedziałam, czy dam radę utrzymać się ze śpiewania, więc razem z Arkiem i naszą koleżanką Agnieszką postanowiliśmy, że będziemy sobie dorabiać. Śpiewaliśmy kolędy, koncerty walentynkowe w centrach handlowych itp. To było nasze być albo nie być w Warszawie. Chwilę potem trafiłam do Idola, wydałam płytę i lata później odezwałam się do żony Arka z prośbą o lekcje angielskiego. Zaprzyjaźniłyśmy się i dowiedziałam się, że Arek stworzył zespół, a pierwszą płytę wyprodukuje Anita Lipnicka, która również będzie na niej śpiewać. Bardzo podobał mi się ten żart chłopaków, ich lekkość śpiewania, ale też wysoki poziom muzyczny. Chłopaki śpiewają w harmonii, każdy ma inną partię. Kunszt zdobywali w Filharmonii Narodowej albo Operze Królewskiej, mają też doświadczenie solowe. Jako dziecko dużo się nasłuchałam tych piosenek. Moi dziadkowie śpiewali, dziadek grał na akordeonie i często wybierali właśnie przedwojenny repertuar. Zresztą babcia miała też okazję posłuchać pierwszej płyty Voice Bandu i bardzo jej się podobała. Mówiła, że przenosi ją w czasy młodości.

MU: Czy już wtedy chciałaś zaśpiewać z zespołem?

EF: Tak, wyobrażałam sobie, że to musi być super zabawa! Ludzie znają mnie głównie z rockowego albo popowego brzmienia, ale tak naprawdę ciągnie mnie do różnych gatunków. A przez sentymentalne połączenie z moim dzieciństwem, do tych utworów mam wyjątkową słabość. Ktoś mógłby powiedzieć, że to niespójne z moją karierą, doradzać mi skupienie się na wytyczonym szlaku, ale ja po prostu musiałam spróbować.

AL: Ewelina kojarzyła się wszystkim z szufladką POP/ROCK, tymczasem do naszego retro wpasowała się idealnie! Nie tylko barwą głosu czy doskonałym wokalem, ale też nieuchwytnym klimatem, który tworzy w tych utworach. Początkowo tylko zastępowała Anitę na koncercie przy hotelu Bristol w Warszawie, ale tak wyśmienicie się sprawdziła, że została na stałe. Reżyser naszego teledysku był zachwycony również jej talentem aktorskim, który pokazuje nie tylko przed kamerą, ale także na scenie podczas koncertów. W odróżnieniu od wyćwiczonych aktorek, Ewelina jest bardzo naturalna w tych nagraniach – nie wpada w karykaturę, nie zmienia na siłę głosu.

MU: Polska piosenka ma bardzo bogatą historię. W jaki sposób dobieracie repertuar?

AL: Tak naprawdę selekcja utworów to żmudna praca. Przed ostatnią płytą spędziłem kilka tygodni w archiwum Polskiego Radia. Odrzucałem znane hity typu „Ta ostatnia niedziela” w poszukiwaniu czegoś mniej oklepanego. Udało mi się trafić na kilka perełek. Ludzie są nimi zachwyceni. Często do nas piszą po koncertach, że świetnie się tego słuchało i pytają, kto nam pisze piosenki. To odpowiadam, że Tuwim, Hemar, Wars, Petersburski… (śmiech) Ich tematy są ponadczasowe – o miłości, zdradzie, pieniądzach, pijaństwie.

EF: Dla mnie czasami wybór utworów bywa trudny. Część albumu chłopaki nagrywają sami, bo taka jest istota chóru rewelersów. Natomiast przy poszukiwaniu kawałków, w których pojawia się gościnnie głos kobiecy lub jest głosem wiodącym, natykałam się głównie na punkt widzenia kobiety samotnej, porzuconej, zdradzonej, gotowej wszystko wybaczyć mężczyźnie. A dla mnie ważny jest przekaz tego, o czym śpiewam, dlatego staram się szukać innej perspektywy. W utworze „Fernando” mój głos jest silny i stanowczy, co sprawia, że dzięki temu jest też bliższy kobiecie współczesnej. Być może rozwiązaniem byłoby odwrócenie ról – ja śpiewałabym partie męskie, a chłopaki żeńskie. I wymienilibyśmy się strojami (śmiech).

MU: Ciekawe, co oni na to! Czy publiczność, która śledzi Twoją działalność solową, Twój udział w programie „Twoja twarz brzmi znajomo” i Twoją gościnną obecność w Voice Bandzie, to trzy różne grupy?

EF: Jest grono najbliższych fanów, których widzę niezależnie od tego, na jakiej scenie się znajduję. Pozostałe osoby mają raczej konkretny gust. Natomiast odbiorcy muzyki retro są też bardzo zróżnicowani. Są ludzie starsi i młodsi – ostatnio po koncercie podszedł do mnie na przykład młody perkusista, oczarowany naszym koncertem. To nam udowadnia, że retro jest wciąż aktualne.

MU: I co dalej?

EF: Już teraz koncertujemy z tym materiałem. Ostatnio mieliśmy na przykład występ telewizyjny w Zamościu. Nagraliśmy już też teledysk do drugiego utworu, który będzie dalszym ciągiem historii rozpoczętej w „Fernando”. Niedługo ogłosimy premierę – myślę, że jego tytuł wzbudzi niemałą ekscytację. Mamy już zaaranżowane 7 utworów, trzeba je tylko nagrać. Poszukujemy także kolejnych propozycji, więc jeżeli ktoś zna dowcipne lub wzruszające mało znane utwory z okresu międzywojennego, to zachęcamy, żeby się do nas zgłosił!

IG https://www.instagram.com/voiceband_pl/

FB https://www.facebook.com/VoiceBandPL

Edyta Górniak wysłała na preselekcje do Eurowizji 2024 utwór demo?

Wybory polskich reprezentantów do Konkursu Piosenki Eurowizji przebiegają w ostatnich latach w bardzo (delikatnie rzecz ujmując) napiętych i nerwowych warunkach. Ze względu na silną polaryzację fanów kandydatów oraz problematyczną sytuację Telewizji Polskiej, po ogłoszeniu zwycięzcy/zwyciężczyni padają zarzuty o nieregulaminowe głosowanie, faworyzowanie uczestników, a sama decyzja jury zostaje poddana wątpliwości. Bezpodstawnie, czy nie – pozostawiamy Waszej ocenie.

Również i w tym roku nie obyło się bez kontrowersji. Zwyciężczynią wewnętrznych preselekcji TVP została LUNA z utworem The Tower. Artystka będzie reprezentowała nasz kraj w majowym półfinale, a być może i w finale, Eurowizji 2024, która odbędzie się w szwedzkim Malmö. Spora grupa fanów konkursu była rozczarowana wyborem komisji. Od grudnia w mediach społecznościowych pretendentką do tytułu polskiej reprezentantki tegorocznej edycji była Justyna Steczkowska z utworem WITCH-er Tarahoro, który stał się viralem na polskim TikToku, a także zyskał pozytywne oceny od zagranicznych obserwatorów Eurowizji. LUNA prześcignęła Justynę jednym punktem.

Po ogłoszeniu wygranej The Tower opublikowano szczegółowe wyniki głosowania jury w składzie: Michał Hanczak (dziennikarz Radia Eska), Piotr Klatt (zastępca dyrektora Agencji Kreacji Rozrywki i Oprawy TVP), Kasia Moś (piosenkarka i reprezentantka Polski na Eurowizji 2017), Łukasz Pieter (dyrektor muzyczny Radia Zet) oraz Konrad Szczęsny (prezes OGAE Polska). Zaskoczeniem było uczestnictwo Edyty Górniak, która wcześniej nie deklarowała chęci udziału w preselekcjach.

Edyta Górniak w 1994 roku zajęła drugie miejsce na 39. Konkursie Piosenki Eurowizji w Dublinie. Pomimo upływu czasu piosenka To nie ja na stałe pozostała symbolem największego eurowizyjnego sukcesu Polski. Z tej okazji artystka postanowiła przygotować jubileuszowy utwór I Remember, który zgłosiła do polskich preselekcji, jak twierdzi, po czasie.

Tak, to prawda. Nagrałam nowy, premierowy utwór, z okazji nadzwyczajnej, 30. rocznicy debiutu Polski na Eurowizji (…). W ostatniej chwili zdecydowałam, żeby wysłać go do konkursu, za namową najbliższych mi osób. Zrobiłam to już niestety po czasie. Dosłownie przekroczyłam te wskazane daty i godziny.

źródło: pudelek.pl

W swojej dalszej wypowiedzi na stories Instagramu artystka sugerowała, że był to możliwy powód jej kiepskiego wyniku, ponieważ nie ma pojęcia dlaczego jury oceniło utwór zgłoszony w nieregulaminowym terminie. Edyta Górniak zajęła 18. miejsce ex aequo, zdobywając zaledwie 5 punktów, które otrzymała od Piotra Klatta. Jej słowa skomentował na TikToku Michał Hanczak, zarzucając Edycie Górniak kłamstwo stwierdzeniem, że jurorzy mogli wysłuchać wszystkich zgłoszonych utworów 8 lutego, co oznacza, że I Remember zostało wysłane w regulaminowym czasie przed dniem 2 lutego.

Górniak odniosła się do sprawy po raz kolejny na Instagramie:

Panie Michale, dzień dobry. No właśnie, słyszał pan szkic utworu, który wysłałam do TVP, i tak przekraczając wskazany czas w regulaminie, gdyż decyzję wysłania podjęłam spontanicznie. Utwór szykowany był na kwiecień, (…) i nie był jeszcze gotowy. Pełną wersję master wysłałam 12 lutego, nie 2 lutego, więc nie mógł pan słuchać faktycznego utworu.

źródło: Pudelek.pl

Jak można wywnioskować – Edyta wysłała na preselekcje wersję demo singla I Remember przed 2 lutego bez masteringu (końcowego i „kosmetycznego” etapu produkcji muzycznej), natomiast jego ostateczna wersja została przesłana 10 dni po czasie. Artystka zaproponowała dziennikarzowi Eski wspólny odsłuch utworu w dniu jego rzeczywistej premiery. Po tej odpowiedzi wokalistki, Michał Hanczak zdecydował się usunąć materiał z TikToka, na którym komentował jej słowa.

Santander Letnie Brzmienia 2024 – poznaliśmy miasta i daty festiwalu

Koniec lutego to z pewnością odpowiedni czas na przygotowanie swoich wakacyjnych planów. Dzisiejsze ogłoszenie z pewnością pomoże je odpowiednio uporządkować.

Festiwal Santander Letnie Brzmienia na stałe wpisał się w harmonogram najważniejszych muzycznych wydarzeń lata w Polsce. Ubiegłoroczna edycja odbyła się pod szyldem Babiego Lata – specjalnego kolektywu Natalii Kukulskiej, Mery Spolsky, Zalii, Bovskiej oraz Kasi Lins, zaś koncerty pozostałych artystów przyciągały tysiące widzów do największych parków i placów polskich miast.

Na mediach społecznościowych Santander Letnich Brzmień opublikowany został zapowiadany harmonogram i lokalizacje koncertów na lato 2024:

  • Kraków: 5-6 lipca, Centrum Sportu Parkowa,
  • Wrocław: 12-13 lipca, Pola Marsowe,
  • Katowice: 26-27 lipca, Strefa Kultury,
  • Warszawa: 9-10 sierpnia, Tor Wyścigów Konnych Służewiec,
  • Łódź: 16-17 sierpnia, Miejski Zieleniec przy ul. Lutomierskiej,
  • Poznań: 30-31 sierpnia, Cytadela.

Bilety w sprzedaży od 5 marca.