Brutalna szczerość bez trzymanki. Rubens – BEZ TRZYMANKI, 2024 (recenzja)

Kto by się spodziewał, że jeden z najbardziej obiecujących muzyków wyda po dwóch latach swój drugi album. Rubens, o którym jest mowa, intensywnie przygotował dla swoich słuchaczy najnowszy materiał BEZ TRZYMANKI. Jeśli są tutaj fani debiutanckiego krążka oraz Pantery Disco, na pewno będą zaskoczeni bardziej mroczną wersją Rubensa prezentowaną w tym materiale. Wokalista otwiera się na nim bardziej niż na swojej debiutanckiej płycie, a cała estetyka skupiona na ulicach Wielkiej Brytanii zabiera nas w emocjonalną podróż bez trzymanki.

Po samym wstępie można domyślić się, że album czerpie inspiracje z britpopu. Na szczególną uwagę w tej kategorii zasługują ballady Nim przykryje kurz oraz A ten znowu się włóczy, które oddają mi klimat Arctic Monkeys z ich najnowszego albumu The Car. Brytyjski wpływ na album jest także odczuwalny w teledyskach do To nie efekt placebo, wspomnianego wcześniej Nim przykryje kurz, Rzeki, która płynie w dwóch kierunkach oraz Miałaś tu ze mną być

Kocham to miejsce opowiada o miłości do swojego ukochanego miejsca na ziemi, jakim jest Polska, wymieniając jej najdrobniejsze szczegóły o szarych blokach, staruszce przy kwiatach, czy brudnych autobusach. W taki sposób też jest napisana Rzeka, która płynie w dwóch kierunkach, jednak jej tematyka jest o zakończonej relacji. W trakcie słuchania można odczuć wrażenie, że tekst jest brutalnie szczery. Co mnie pozytywnie zaskoczyło, to melorecytacja zastosowana we zwrotkach oraz emocjonalnie wyśpiewane refreny tworzące razem spójną historię pełną łez, wzruszeń i nostalgii.

Tony Halik nie dość, że w tytule zawiera ciekawą metaforę do polskiego dziennikarza, to w bardzo rockowym stylu i intrygującemu tekstowi zapracował sobie na jedną z najlepszych pozycji na krążku. Podobnie jest z brudną Sukienką ukazującą Rubensa z buntowniczej strony nieznanej do tej pory słuchaczom. Choć przeważają w utworze mocne gitary towarzyszące wulgarnym zwrotkom, to one łączą się z łagodnym wokalem z domieszką syntezatorów w refrenach. 

Moim zdecydowanym faworytem jest singiel Odwrócę los, który razem z teledyskiem przygotowanym przez Szkołę Teledysków. Niestety teledyskowa wersja nie zawiera bridge’a, który definitywnie zmieniłby całą koncepcję na samo wideo, ale nabiera dla całości innego znaczenia. Jednak sam refren jest nadzieją, że gdyby tylko podmiot liryczny miał  taką moc, to zmieniłby los swój i drugiej osoby tak, aby żadna ze stron nie cierpiała.

Podobne zdanie mam o Zabierz dotykające temat przemijania, będący przy tym najbardziej wzruszającym utworem w karierze wokalisty. Razem z coraz mocniejszym gitarowym bridgem budujące napięcie i chóralnymi momentami jest idealnym domknięciem całej tej jazdy BEZ TRZYMANKI.

Dwa lata temu Rubens prezentował Piosenki, których nikt nie chciał. Okazały się one jednak chciane, a nawet były pożądane nowości muzyczne w wykonaniu muzyka. BEZ TRZYMANKI okazał się totalnym przeciwieństwem debiutanckiego albumu nie tylko pod względem wizualnym. Tekstowo widać rozwój oraz więcej szczerości ukazanych w utworach. Muzycznie drugi album wprowadza zagraniczne inspiracje britpopem, które świetnie spełniają się na polskim rynku muzycznym, ukazując przy tym oryginalność materiału na naszym rodzimym podwórku. Nie brakuje jednak rockowych akcentów, z których Rubens jest znany, jednak są przedstawione w alternatywnej formie. Jest to jeden z najlepszych polskich albumów, jakie się ukazały w tym roku i warto poświęcić dłuższą chwilę.

Przyszły klasyk dark wave’u. Molchat Doma – Belaya Polosa, 2024 (recenzja)

Białoruskie trio po czterech długich latach powraca z nowym, znakomitym wydawnictwem Belaya Polosa. I pomimo że ich zakorzenione głęboko w cold/dark wave kompozycje powstały z dala od rodzinnego Mińska, to brutalistyczny klimat dalej jest motywem przewodnim ich twórczości. Nagrany w Los Angeles nowy album Molchat Domy wyróżnia się jednak wyższą przejrzystością aranżacji i kompozycyjnie składa się na najbardziej świadome i dojrzałe dzieło zespołu. Belaya Polosa ma jednak mankament braku szumu medialnego i przez jego undergroundowość może album przejść niezauważony i dla przeciętnego słuchacza być tylko odblaskiem bestsellerowego Etazhi

Popularność zespołu zaczęła się wraz z pojawianiem się ich kompozycji na doomerskich, wschodnioeuropejskich playlistach. Teksty krążące wokół beznadziejności istnienia zyskały na popularności w czasach pandemii, gdy nad światem zawisły czarne chmury niepewności o niedaleką przyszłość. To właśnie wtedy utwory Kletka czy Sudno (Boris Ryzhy) przedarły się do mainstreamu w social mediach zapewniając grupie międzynarodowy rozgłos.

Rosyjsko języczny zespół Molchat Doma jako swoje muzyczne korzenie wskazuje sowiecki rockowy zespół Kino, łącząc to z brzmieniem zachodnich zespołów jak Joy Division, Depeche Mode czy Tears For Fears tworzy mieszankę będącą kwintesencją mrocznego brzmienia lat osiemdziesiątych. Jest tu mnóstwo głębokich syntezatorów, maszyn perkusyjnych czy pogłosu na partiach wokalnych Egora Shkutki.

Ważnym aspektem wydźwięku artystycznego tria jest brutalistyczna szata graficzna ich albumów. Na okładkach płyt można zobaczyć między innymi słowacki Hotel Panorama czy znajdujące się w Pjongjangu Pomnik Założycieli Partii wraz z nigdy nieukończonym hotelem Ryugyong. Tym razem na okładce wydawnictwa ukazany został plan budynku Palazzo Dell’Acqua E Della Luce, który według planów Benito Mussoliniego miał być częścią istniejącego po dzień dzisiejszy Esposizione Universale di Roma. Obecnie w wybudowanej części znajduje się Rzymskie Centrum Biznesowe.

Pierwszym singlem zapowiadającym tegoroczne wydawnictwo Belaya Polosa był wydany 11 czerwca oniryczny utwór Son. Ponad sześciominutowe dzieło zaczyna się mrocznymi, lekko kosmicznymi dźwiękami by wejść w basowe dźwięki wypełnione następnie maszyną perkusyjną i syntezatorami. Przywołujące echa Black Celebration od Depeche Mode kompozycja opowiada o dystopijnym, apokaliptyczny śnie w którym autor widzi jednak odwołania do swojej szarej rzeczywistości.

Nie mogę przeboleć intra do drugiego singla z płyty, który brzmi jak kopiuj wklej Radio Ga Ga Queenu i automatycznie przywodzi w mojej głowie sceny z występu na Live Aid, bezbłędnie przedstawionego w filmie Bohemian Rhapsody. Wracając, po pierwszym ścieżce syntezatora wstęp Ty Zhe Ne Znaesh Kto Ya zmienia się rewelacyjny, skoczny utwór idealnie budując instrumentalnie napięcie nim Egor zacznie snuć opowieść o niezrozumieniu i samotności.

Tytułowa Belaya Polosa przynosi bardziej nostalgiczny, wyważony ton. Trzeci singiel z płyty daje większość przestrzeń na kontemplację oraz popis rozbudowanych partii instrumentalnych, które w kompozycji grają główną rolę. W połączeniu z minimalistyczną, instrumentalną kompozycją Beznadezhniy Waltz oraz mocno gitarowym utworem Chernye Svety stanowi bezapelacyjnie najlepszy fragment albumu, moim personalnym zdaniem to najlepsze dzieła w ich karierze.

Jako całość Belaya Polosa wydaje się być odpowiedzią na mocno syntezatorowego, popularnego Etazhi (2018), jednak nie brak tu miejsca na bardziej rockowo-gitarowe brzmienia znanego z debiutanckiego S Krysh Nashikh Domov (2017), rozwiniętego na późniejszym albumie Monument (2020). Wypadowa stylów poprzednich albumów przekłada się na najbardziej dopracowane dzieło w karierze Molchat Domy. Poza wspomnianymi wcześniej utworami można tu poczuć dużą dawkę nawiązań do synth-popu (Kolesom, III) oraz dark wave (między innymi w nieprzypadkowym w swoim tytule Zimnyaya). Zespół nie wydaje się odchodzić mocno od założonego w przeszłości kierunku, jednak w swojej niszy nie odcinają tylko kuponów od sukcesu Etazhi, ale bezustannie dodają nowe elementy do ich dzieł, sprawiając że Belaya Polosa jest rewelacyjna w swojej bogatości i pełności kompozycyjno-aranżacyjnej. Album wydaje się być rewelacyjną pozycją na rychło nadchodzącą, ciemniejszą część roku, będąc odzwierciedleniem długich, szarych jesienno-zimowych wieczorów. Dla wszystkich fanów zespołu oraz niniejszego albumu mam dobrą informację, Molchat Doma wystąpi już 16 listopada w Starym Maneżu w Gdańsku, a dzień później w warszawskiej Progresji.

Koncerty, których nie możecie przegapić na Inside Seaside

Dni krótsze, wakacje dobiegły końca – można by pomyśleć, że pozostało nam tylko czekać do 2025 roku na kolejne festiwalowe koncerty. Został jednak jeszcze jeden punkt na Polskiej mapie festiwalowej, którego nie możecie ominąć!

Druga edycja Inside Seaside powraca już 9-10 listopada. Festiwal ma miejsce w gdańskiej AmberExpo, gdzie na specjalnie zaadaptowanych i zaaranżowanych halach na 3 scenach wystąpi 25 artystów z Polski i zagranicy.

Organizator podzielił się już większością programu, a wśród występujących jest kilka perełek, których naszym zdaniem nie możecie przegapić.

The Last Dinner Party

Londyńska grupa po raz pierwszy zawita do Polski gdzie zaprezentuje się ze swoim debiutanckim albumem. Już w ramach letniej trasy udowodniły, że ich koncerty można śmiało zaliczać do spektaklu; pełnego emocji i muzycznych podróży. Świeże brzmienia połączone z wyrazistym wizerunkiem oraz niesamowitą prezencją sceniczną wokalistki Abigail Morris to must have w ramach Gdańskiego festiwalu.

IDLES

IDLES to jedna z najpotężniejszych grup rockowych ostatniej dekady. Przez długi czas na międzynarodowej scenie rockowej nie było zespołu, który w tak ostry i szczery sposób wykorzystywałaby swoją muzykę do wyrażania buntu. Do Gdańska przyjadą promować swoje piąte wydawnictwo, “TANGK”, które ukazało się w lutym 2024. Ich koncerty to dopełnienie żywiołowych numerów, które składają się na ich twórczość.

Black Pumas

Jeśli jakaś muzyka potrafi pozbyć się jesiennej chandry to wierzę, że będzie to soulu i R&B w wydaniu Black Pumas. Zespół wywodzi się z Austin w stanie Teksas i jest znany z psychodelicznego soulu który zachwyca od 2019 roku kiedy wydali swój debiutancki krążek. Na ten moment grupa była siedmiokrotnie nominowana do Nagrody Grammy.

Warhaus

Solowy projekt muzyczny Maartena Devoldere po raz kolejny zawita w tym roku do Polski, aby uwodzić swoją twórczością i czarować koncertowymi aranżami. Belgijski artysta zapowiedział premierę swojej trzeciej płyty „Karaoke Moon”, która będzie miała premierę 22 listopada. Niemniej liczymy, że część wybrzmi przedpremierowo już w Gdańsku.

Jeśli nadal nie macie biletów na Inside Seaside to możecie je kupić na https://www.eventim.pl/artist/inside-seaside-festival/ Radzę jednak się śpieszyć bo czasu zostało coraz mniej!

Tyla wydaje edycję deluxe debiutanckiego albumu

W miniony piątek 11 października południowoafrykańska piosenkarka Tyla opublikowała nową wersję swojego debiutanckiego albumu zatytułowanego od jej własnego imienia. Nowa wersja płyty nosi tytuł Tyla+.

Nowe wydawnictwo zawiera trzy dodatkowe utwory: Shake Ah z gościnnym udziałem Tony’ego Duardo, Optimista i Maestro, Push 2 Start i Back to You. Całość jest już dostępna na platformach streamingowych.

Oryginalna wersja albumu Tyla została wydana 22 marca tego roku. 14-ścieżkowy projekt zawierał wcześniej wydane single, takie jak między innymi przebój, który zajął nr 7 na liście Billboard Hot 100 Water albo Jump z udziałem Gunny i Skillibenga. Album osiągnął miejsce 24. na liście Billboard 200, miejsce 2. na Top R&B Albums i miejsce 1. na World Albums (znajdował się na nim przez pięć tygodni).

Jennie z BLACKPINK powraca z nowym solowym singlem

Po licznych zapowiedziach i długich oczekiwaniach w końcu jest! Jennie z BLACKPINK prezentuje swój drugi solowy singiel, wydany 6 lat po jej debiucie jako solistka. Posłuchajcie Mantra.