Tegoroczna Eurowizja odbywająca się w Bazyeli akurat zbiegła się w czasie z publikacją nowego utworu przez ubiegłorocznego zwycięzcę Nemo. Piosenka Unexplainable jest już dostępna na wszystkich platformach streamingowych.
Nemo promuje nadchodzący album Arthouse, którego premiera zapowiedziana jest na 10 października. Na płycie znajduje się również eurowizyjny przebój, który w 2024 doprowadził Szwajcarię do zwycięstwa – The Code. Oprócz Unexplainable wydawnictwo promują jeszcze dwa inne utwory zatytułowane Casanova oraz Eurostar.
W sobotę 17 maja odbędzie się finał tegorocznego konkursu Eurowizji. Reprezentującej Polskę Justynie Steczkowskiej udało się wyjść zwycięsko ze swojego półfinału. Komu uda się dorównać Nemo i zająć pierwsze miejsce w Europie?
„Choć w radiu znów grają że to tylko wiosna, w powietrzu czuć zapach już najlepszych dni„ – Mata i Maryla Rodowicz spotykają się w zaskakującym muzycznym duecie, by wspólnie opowiedzieć o Polsce – tej osobistej, tej społecznej i tej medialnej.
Maryla Rodowicz i Mata to zderzenie dwóch przeciwległych biegunów: artystki z blisko 60‑letnim stażem scenicznym oraz reprezentanta młodego pokolenia polskiego rapu. Maryla debiutowała jeszcze w latach 60. na festiwalach piosenki studenckiej w Krakowie i od tamtej pory nagrała kilkadziesiąt albumów oraz występowała na największych scenach kraju i zagranicą. Mata z kolei zasłynął takimi przebojami jak 100 dni do matury czy Schodki, które szybko trafiły na playlisty młodej publiczności i zbudowały jego rozpoznawalność w środowisku hip‑hopowym.
Nieoczywistym łącznikiem pomiędzy artystami jest ich skomplikowana relacja z Telewizją Polską. Relacje pomiędzy Matą a publicznym nadawcą zaczęły się utrudniać w grudniu 2019 roku, kiedy to TVP wykorzystała fragmenty jego utworu Patointeligencja w materiale Wiadomości poświęconym reformie sądownictwa. W reportażu zasugerowano, że tekst piosenki odnosi się do patologii elit prawniczych, co spotkało się z krytyką ze strony środowisk artystycznych i prawniczych, a także samego rapera.
W 2021 roku Mata w singlu Patoreakcja wyraził… dezaprobatę (i jest to eufemizm) wobec struktury nadawcy, będącego przez osiem lat pod wpływem ówczesnego rządu. Ze względu na dużą polaryzację światopoglądową pomiędzy reprezentantami polskiej sceny estradowej i alternatywnej, a dawnym TVP, wielokrotnie dochodziło do kontrowersji towarzyszących organizacji wydarzeń, takich jak na przykład festiwal w Opolu.
Pomimo wielu nieścisłości oraz nieporozumień co do uprzedniego kształtu rozrywkowych formatów pod szyldem Telewizji Polskiej, Maryla Rodowicz należała do nielicznych artystów, którzy zachowali wolną rękę i swobodę występowania w przestrzeni publicznego nadawcy – TVP zrealizowała nawet w 2021 roku film Maryla. Tak kochałam. Roszady w zarządzie Telewizji Polskiej spowodowały ograniczenie udziału Maryli w organizowanych wydarzeniach. Artystka od początku roku przyznaje, że od dłuższego czasu nie otrzymuje od TVP propozycji występów, a w marcu 2025 stwierdziła:
To nie TVP ma bana u mnie, tylko odwrotnie. Ja mam bana u TVP.
źródło: onet.pl
Niemniej jednak singiel To tylko wiosna jest przede wszystkim surową diagnozą obecnego społeczeństwa, wrażliwym spojrzeniem dwóch artystów – młodszego i starszego pokolenia, na otaczającą ich rzeczywistość. Duet Maty i Maryli Rodowicz jest dowodem na to, że dwie tak różne osobowości mogą stworzyć spójny i wielowymiarowy utwór, który łączy elementy rapu, popu i komentarza społecznego.
W marcu swój debiutancki album wydała Wiktoria Zwolińska. przebłyski to niemal autobiograficzna, muzyczna opowieść o wydarzeniach, przez które nie powinien musieć przechodzić nikt, a które dotknęły autorkę. Wątek trudnych doświadczeń przeplata historia romantyczna, która łagodzi i równoważy ich ciężar. W rozmowie Wiktoria opowiedziała o procesie tworzenia swoich utworów, opowiedziała, czy faktycznie ten album jest smutnym krążkiem oraz o jej powrocie do koncertowania.
Julia Maciąg: Wydałaś swój debiutancki album, gratulacje. Ma on tytuł Przebłyski, jednak ja chciałam zapytać o samo słowo przebłysk. Czym jest dla Ciebie? Jak go sobie interpretujesz?
Wiktoria Zwolińska: To słowo ma wiele znaczeń dla mnie. Są to przebłyski wspomnień, które się znajdują na tym albumie. Ten przebłysk to jest „coś” i wspomnienie, które wypierałam i do którego ciężko mi było się przyznać. Nawet nie, że przyznać, tylko że były tak silne emocje związane z tymi wspomnieniami, że sprawiały we mnie ogromne lęki i smutek i takie poczucie niesprawiedliwości, a nawet wszystko w jednym. „Przebłyski” to jest moja próba konfrontacji z negatywnymi emocjami.
JM: Tym razem nie śpiewasz o zazdrości, a śpiewasz głównie o smutku. I to w sumie w każdej postaci. Jednak ten smutek też jest przeplatany tymi dobrymi momentami, takimi spokojniejszymi.
WZ: Tak. Tę całą smutną historię, bardzo traumatyczną dla mnie, równoważy też historia miłosna, która też się gdzieś tam pojawiła w mnie. I ona też w moim życiu zrównoważyła to wszystko i dała właśnie taki przebłysk światła i takiej nadziei bardzo pozytywnej. I to też chciałam zawrzeć na tym albumie.
JM: Który tekst z całego albumu był dla Ciebie najtrudniejszy do napisania?
WZ: Myślę, że każdy trochę. Ale chyba najtrudniej, bo największe emocje podczas pisania tekstu odczuwałam w trakcie pisania utworu „Będę Czekać”.
JM: To jest utwór z Wiktorem Dydułą. Jestem w szoku, jak stworzyliście ten utwór, ze względu na to, iż znamy Wiktora z bardziej popowej, radosnej strony. A Ty zaprowadziłaś go do swojego takiego mroczniejszego świata. Oczywiście zaskoczyło mnie, jak Wiktor się odnalazł w tym utworze.
WZ: Super zrobił robotę, to prawda. Jak myślałam o kimś, komu mogłabym zaproponować ten duet, to Wiktor nie był moim pierwszym wyborem. Jednak to wyszło bardzo tak naturalnie i spontanicznie.
Poznałam Wiktora prywatnie i totalnie zauroczyłam się w jego kolorach i że pod tą taką bardziej weselszą stroną kryje się o wiele więcej. Dużo właśnie takiej naprawdę pięknej wrażliwości. Dlatego wydaje mi się, że zdecydowałam się właśnie na Wiktora. Byliśmy na takim jednym wspólnym takim wyjeździe songwriterskim, że sobie pisaliśmy piosenki i właśnie odtworzyłam Wiktorowi ten utwór. Nawet Wiktor zaczął podśpiewywać i ja byłam taka, o matko, i już stwierdziłam, dobra, Wiktor, czy chcesz się dograć? I tak to wyszło.
JM: Zaczynasz ten album utworem co się stało?, który wprowadza nas w ten przebłyskowy świat. Nawet masz tam nawiązanie związane z twoim rodzinnym miastem i pozwolę sobie zacytować, bo cała pierwsza zwrotka wszystko nam obrazuje:
„Jadę taksówką przez Kraków nocą i nie wiem jeszcze dokąd mnie wiozą Pełna nostalgii, pusta ulica Taką pierdołą znów się zachwycam.”
Co cię skłoniło do stworzenia tego utworu oraz takiego wręcz melancholijnego początku?
WZ: Tekst „Co się stało” był najpierw wierszem. Napisałam to tylko i wyłącznie dla siebie ze względu na jakieś takie oczyszczenie siebie. Chciałam opisać to, co czułam w związku z tamtym dniem i potem stwierdziłam, że chcę to zaśpiewać. Wtedy napisałam do Nikodema Dybińskiego, bo wiedziałam o tym, że ma żywe piano u siebie w mieszkaniu i bardzo chciałam, żeby to piano się znalazło przy tym utworze. Miałam jakąś taką wizję i inspirację. Od razu wiedziałam, że jak ten utwór powstał, to od razu miał dla mnie vibe intra, że to idealnie wprowadza w całą historię.
JM: Ale jak już wspomniałaś o Dybińskim, to on miał znaczący wpływ na powstawanie tego albumu bo masz z nim aż trzy piosenki i też ma wpływ na to, jak wygląda cała piosenka, bo też słychać jego wokal w bilet beze mnie. Jego wokal bardzo ładnie się łączy z twoim i to jest też bardzo wzruszający utwór. Opowiesz coś więcej o waszej współpracy?
WZ: My się jak najbardziej poznaliśmy w trakcie tworzenia tych materiałów i Nikodem okazał się ogromnym wsparciem dla mnie tak prywatnie i bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Z ogromną nostalgią myślę o tym czasie, w którym wspólnie tworzyliśmy, a ja się mu wygadywałam ze wszystkich moich problemów i tego, co mi tam w serduszku siedzi. Doszło do takiego momentu, że tak super nam się razem współpracuje, że obecnie teraz Nikodem jest moim kierownikiem zespołu. Jak teraz koncertujemy, to on również śpiewa ze mną na koncertach i gra ze mną. To jest bardzo fajne jak osoba, z którą się tworzy materiał może też z tą osobą również występować, bo to też ma swoją magię.
JM: Mamy też na tym albumie kobiece głosy, jak Lor oraz Livkę. Co skłoniło Cię do zaproszenia ich do swojego projektu?
WZ: Livkę poznałam prywatnie i od razu nasza energia ze sobą zarezonowała. Jak się poznałyśmy to zaczęłyśmy wchodzić w głębokie rozmowy, czy też się wygłupiać i wszystko w jednym. Niesamowicie się zgrałyśmy i wydaje mi się, że to jest o tyle takie fajne i magiczne w tym świecie takim właśnie około muzycznym, artystycznym że jak się złapie z kimś bardzo dobry flow, tak prywatny i tak przyjacielski, to naturalnym procesem jest to, że się chce z tą osobą również coś stworzyć. I tak też było w tym przypadku. Livka zaprosiła mnie do swojego numeru na swoim debiutanckim albumie i ja również zaprosiłam do swojego i uważam to za super piękne.
Z Lor było troszkę inaczej, ponieważ ja do Lor napisałam prywatnie. Miałam pomysł na jeden utwór i się spotkałyśmy pod koniec jeszcze 2023 roku i wtedy się zaczęło i wtedy się po prostu totalnie pokochałyśmy. Uwielbiam dziewczyny i są najcudowniejsze. Jak jestem w Krakowie to regularnie się widujemy. Utwór, który my napisałyśmy pod koniec 2023 roku nie ukazał się. Tak naprawdę w trakcie, jak my się coraz bardziej poznawałyśmy, zaprzyjaźniłyśmy się, to stwierdziłam, że stwierdziłam, „ej dziewczyny, teraz mamy tak super energię tak super się dogadujemy ze sobą trzeba to wykorzystać i stworzyć coś o wiele fajniejszego. Gdzieś tam ten utwór pierwszy, który napisałyśmy to gdzieś tam stracił po prostu swój termin ważności i wiem o tym, że jesteśmy w stanie zrobić coś fajniejszego”. I gdzieś tam na podstawie właśnie tych naszych wspólnych rozmów i tak powstało „siódme — nie kradnij”.
JM: Właśnie przywołałam konkretnie te dwie współprace, ponieważ one się tak naprawdę najbardziej wybijają na tym albumie. Nie tylko ze względu na tekst, a bardziej ze względu na linię melodyczną, które charakteryzują obie piosenki bo obie piosenki są no z Livką jest to bardzo wzruszająca piosenka. Natomiast jeśli chodzi o Lor to wasze głosy i te rockowe akcenty w postaci właśnie tej perkusji i tych gitarowych riffów bardzo ze sobą współgrają w szczególności pod koniec utworu kiedy wasze głosy się ze sobą łączą i to jest niesamowite. A propos siódme — nie kradnij. O czym to jest dla ciebie i dlaczego to nie jest jako siódmy utwór? (śmiech)
WZ: Gdzieś od strony takiego opowiadania historii na albumie nie współgrało to, żeby to był jako siódmy utwór. A on sam jest o tak zwanym „trójkącie miłosnym” czyli, że są dwie osoby, które są sobie zakochane i pojawia się ta trzecia osoba, która coś czuje do jednej z tych osób i potem się robi wielkie zamieszanie i tak dalej. Ja byłam właśnie tą trzecią osobą i ja się znalazłam właśnie w tym miejscu. Opowiada to po prostu takiej równoległej trochę rzeczywistości że co by się stało gdybym tak naprawdę nie skończyła z nim, ale z nią i to takie trochę prześmiewcze, trochę sarkastyczne, ale idealnie gdzieś tam ukazuje to moje myślenie i nastawienie do tej całej sytuacji która się wydarzyła.
JM: Jak już wspominamy o duetach to wolisz śpiewać swoje piosenki solo czy jednak w duecie?
WZ: To zależy od utworu. Aczkolwiek ja jestem indywidualistką i lubię prowadzić i opowiadać historie, w szczególności gdy to jest moja historia. Jednak gdy jest ta druga osoba właśnie w duecie czy w kolaboracji to dodaje troszkę takiej świeżości i też jest zupełnie inna energia, czy to w studiu czy to na scenie. Wtedy czuję się spokojniej troszkę i nie jestem tylko i wyłącznie ja na czele, tylko jest ta druga osoba obok, którą lubię i z którą super mi się działa i funkcjonuje. Raczej lubię być sama, aczkolwiek jak jest ta druga osoba obok to jest równie miło.
JM: Masz na Przebłyskach taki utwór z bardzo intrygującym tytułem jak Matylda. Kim ona jest?
WZ: Matylda jest to postać z filmu Leon Zawodowiec. Bardzo utożsamiam się z tą postacią. W pewnym momencie też gdzieś tam przez moje bardzo silne PTSD, to jednym z objawów było to, że miałam bardzo silne derealizacje i poczucie, że wszystko jakby się dzieje naprawdę i jakbym była w jakimś filmie, i że zaraz mi wyskoczą po prostu z ukrytą kamerą. W pewnym momencie miałam coś takiego, że bardzo tak widziałam w sobie właśnie tą Matyldę. Było dużo takich momentów, które mi się bardzo kojarzyły z takim stanem emocjonalnym w którym ja się znajdowałam, w momencie jakbym oglądała właśnie ten film i jakbym po prostu była tą Matyldą przez chwilę
JM: A czego ma Cię nauczyć osoba, do której śpiewasz jak Matyldę?
WZ: Jak przetrwać w tym wszystkim. W momencie kiedy gdzieś tam jest mi coś zabierane i w tym całym poczuciu takiej niesprawiedliwości to bardzo potrzebowałam takiej osoby która by mogła mnie właśnie tak przygarnąć i tak po prostu otulić. Pojawiła się taka osoba, aczkolwiek ona bardzo szybko mnie odrzucił. Nagle nie wiedziałam, co się dzieje i bardzo chciałam nawiązać do tej sceny, w której Matylda wracała ze sklepu w momencie kiedy napadli jej rodzinę. Ona zauważyła, że nie może wrócić i ona tak ignorowała tą przestrzeń. I poszła do drzwi Leona Zawodowca. To jest bardzo emocjonalna scena, w której ona błaga go, żeby po prostu otworzył te drzwi i żeby ją wpuścił i bo ona po prostu by nie dała rady. Otwiera jej te drzwi, ale po czasie jej mówi „ale to jest tylko jedna noc i wracasz i tak”. Ale potem się okazało że ona została tam na dłużej.
JM: Jak już wspomniałaś o pewnej osobie to czy ta osoba „namieszała lekko”?
WZ: Tak. Podmiotem lirycznym w kontekście tych takich typowo romantycznych piosenek to jest cały czas ta jedna osoba i ona zdecydowanie namieszała lekko. Do tej pory się trochę z tego wymieszania wygrzebuje. Ale przynajmniej bardzo fajne piosenki powstawały chociażby właśnie jak „namieszałeś lekko”.
JM: Jest też na tej płycie bardzo emocjonalny utwór wracam do pokoju. Słuchając go miałam wrażenie, że ty płaczesz. Nie wiem czy łapałaś powietrze wtedy, czy dosłownie to były łzy, ale to był bardzo wzruszający utwór i chyba na nim najwięcej łez wylałam.
WZ: Ojej. Szczerze mówiąc nie płakałam. Wydaje mi się, że po prostu bardzo byłam w świeżych emocjach nagrywając ten utwór. Ja go nagrałam praktycznie od razu wtedy kiedy go napisałam i stworzyłam. Bardzo miałam takie świeże emocje, więc wydaje mi się że można było to po prostu usłyszeć w tym utworze. I tak jest to jeden z ważniejszych utworów dla mnie.
JM: Dlaczego wracasz do pokoju w którym nie ma spokoju? Czym jest dla ciebie sam spokój?
WZ: Przestrzeń, w której nie czujesz, że musisz po prostu wiecznie chodzić na palcach, bo czujesz, że gdzieś tam jesteś obserwowana i że gdzieś tam są pewne oczekiwania wobec ciebie. Ten pokój nawiązuje po prostu też do mojego rodzinnego pokoju w moim rodzinnym mieszkaniu, w którym zdarzyło się bardzo dużo rzeczy i samo w ogóle to miejsce powoduje to, że gdzieś tam ten niepokój po prostu wraca.
JM: A masz w takim momencie wrażenie że „nie wiesz gdzie jesteś”?
WZ: Nie (śmiech). Akurat jeśli chodzi o tą przestrzeń to nie, bo bardzo dobrze po prostu znam już te cztery ściany i też już nauczyłam się trochę w nich funkcjonować, więc troszkę zaczęłam inaczej też patrzeć na to miejsce.
JM: Zaczynasz powoli koncertować. Już nawet miałaś swój udział w koncercie Lor, o których wspomniałyśmy wcześniej, a także będzie twój solowy koncert pod koniec maja. Czy wobec tego planujesz tylko ten jeden koncert czy coś jeszcze możemy się spodziewać?
WZ: Tak. Przede wszystkim zapraszam na mój koncert w Warszawie 28 maja w Hydrozagadce. Jest to koncert premierowy z albumu. Będzie też można mnie usłyszeć na festiwalach w wakacje m.in.będę miała ogromną przyjemność wystąpić na scenie Męskiego Grania w Szczecinie na scenie Ż . Także pewnie będzie super. Wystąpię również z Lorkami. A taka trasa przebłyskowa będzie jesienią.
JM: Mam nadzieję, że się zobaczymy na koncercie. Przy okazji dziękuję Ci bardzo za rozmowę.
ALLDESIRE to debiutujący zespół w składzie: Sharon Rodis (wokal), Mick Mojo (gitara), Robert Frederick (bas) i Bennie Jett (perkusja). Grupa stawia na autorskie brzmienie i teksty poruszające ważne tematy, o których zdecydowanie mówi się za mało. Ich muzyka to połączenie surowej energii z wyczuwalną emocjonalnością, czerpiące z klasycznego rocka, ale także z alternatywy i nowoczesnych brzmień. Z okazji premiery ich czwartego singla PANIKA spotkaliśmy się na rozmowę z członkami zespołu. W rozmowie niestety nie uczestniczył perkusista Bennie, a rozmowę przeprowadziliśmy z resztą zespołu ALLDESIRE.
Julia Maciąg: Jak zaczęła się wasza przygoda z ALLDESIRE i co skłoniło was do założenia zespołu?
Robert Frederick: Muszę przyznać, że to ja z Benniem zainicjowałem powstanie ALLDESIRE. Mój poprzedni zespół z Lublina się rozpadł, więc postanowiłem założyć nowy. Od lat przyjaźniłem się z Benniem, który też jest muzykiem. Jednak okazało się, że wyjeżdża on do Warszawy, więc postawiłem wszystko na jedną kartę i wyjechałem z nim. W Warszawie poznaliśmy Micka, a później Sharona i tym sposobem powstał zespół.
JM: W opisie na Spotify macie napisane „Podczas gdy inne zespoły nie boją się eksperymentować, oni nie boją się niczego”. Jak odniesiecie się do tego sformułowania?
Mick Mojo: Spotkaliśmy się wczoraj we trzech… i od wczoraj Robert i Sharon nie wyszli z mojego mieszkania (śmiech). Nie przejęliśmy się zbyt mocno dzisiejszym wywiadem, a ostatecznie to dobrze wyszło, że byli na miejscu. (śmiech).
Sharon Rodis: „Nie boimy się niczego”. Myślę, że doskonale widać to po naszym wizerunku, jak i po naszej scenicznej energii.
Robert: Jesteśmy dosyć autentycznym zespołem. Trochę nas się porównuje do punk rockowców, którzy tak jak my nie boją się spontanicznych sytuacji. Potrafimy wsiąść w trzydrzwiowe auto, jechać do Jarocina na koncert, na który nas zaproszono niecałe 24 godziny wcześniej, czy do Lublina załadowani sprzętem.
Sharon: Słychać to przede wszystkim po naszych czterech singlach, które można już posłuchać na streamingach, że jesteśmy muzycznie eklektyczni. Każdy z wydanych singli jest zupełnie inny, ale mimo wszystko słychać, że łączy je nasza oryginalność i charakterystyczne brzmienie, z którym nie boimy się eksperymentować, tak jak nie boimy się sceny.
JM: A kto lub co najbardziej was inspiruje muzycznie?
Robert: Zdecydowanie inspiruje nas klasyczny rock’n’roll. Między innymi dużo polskich zespołów, takich jak Republika, Maanam, czy Lady Pank. Na pewno romansujemy też ze współczesnym popem.
Sharon: Właściwie w każdym gatunku możemy znaleźć coś, co możemy wykorzystać i to jest fajne. Łączenie klasycznego rocka i romans ze współczesnym popem to ciekawy eksperyment, który definiuje nasze brzmienie.
JM: Co było waszym największym dotychczasowym sukcesem w waszej karierze? Tej rocznej karierze mimo wszystko, ale co uważacie za taki największy sukces?
Mick: Wstaliśmy dziś na czas (śmiech).
Robert: Moim zdaniem największym osiągnięciem jest to, że mamy dużą grupę fanów. Ludzie chętnie przychodzą na nasze koncerty i to jest dla nas najważniejsze.
Sharon: Według mnie, naszym największym dotychczasowym sukcesem był ostatni koncert w klubie Chmury, gdzie wyprzedaliśmy całą pulę biletów, pomimo krótkiego stażu scenicznego. Bardzo nas cieszy również tak zaangażowany fan base, który przychodzi na koncerty, udostępnia nas na swoich social mediach, czy głosuje na nas w konkursach. Mamy nawet jedną fankę, która wydrukowała sobie nasz plakat i powiesiła nad łóżkiem. To wszystko dużo dla nas znaczy. Za nasz sukces uważam też wejście do finału Stage4YOU, który odbył się 13 kwietnia i wygranie nagrody publiczności.
JM: Niedawno wydaliście singiel PANIKA. Właściwie czym ona dla was jest?
Sharon: Nie przepadam za interpretowaniem utworów, ale tak jak można wynieść z tego tekstu jest to gra słów. „PANIKA” to właściwie Pani K. Tekst jest pewnego rodzaju emocjonalnym nekrologiem relacji, który napisałem po zakończeniu płomiennego romansu. Aczkolwiek tekst ma też drugie dno i wiąże się z tematem, który jest często bagatelizowany, czyli atakami paniki, z którymi mierzy się duża część społeczeństwa.
Mick: Dla mnie to jest piosenka, którą nagraliśmy dwa razy i wydaliśmy raz (śmiech).
JM: Dlaczego uważacie, że „czas z paniką wolniej płynie”?
Sharon: Gdy człowiek jest zakochany, to czas się zatrzymuje i zwyczajnie, jak w piosence płynie wolniej. Tytuł ma dość ciekawą genezę, bo pewnego wieczoru przyszedłem na próbę i Mick się mnie zapytał: „no jak tam z Paniką?”. Oczywiście chodziło o Panią K. Stwierdziłem, że jest to ciekawa gra słów i będzie z tego świetny tytuł, dlatego musiałem delikatnie zmienić tekst, który był już napisany.
JM: Czyli to nie było na początku Panika?
Sharon: Od początku nie. Pierwotna wersja tekstu to: „dzień po dniu w spokoju żyłem, czas w ramionach wolniej płynie”. Ale po wspomnianej wyżej sytuacji zmieniłem ten fragment i uważam, że teraz pasuje jeszcze bardziej. Dodatkowo dzięki temu, tekst nabrał nie tylko znaczenia miłosnego.
JM: Waszym pierwszym singlem była INSOMNIA. Odebrałam ten utwór jako takie poczucie bezsenności, można powiedzieć walki z własnymi myślami. Jakie emocje chcieliście przekazać właśnie swoim słuchaczom podczas słuchania tego utworu? To jest też mocniejsza propozycja od was.
Sharon: Pamiętam jak powstał ten tekst. Chłopcy zaczęli grać ten charakterystyczny riff i zarys tego numeru. To był też jeden z pierwszych kawałków, który powstał w naszej sali prób. Na początku zupełnie nie miałem pomysłu na tekst. Bennie, który dziś niestety nie mógł się pojawić na wywiadzie powiedział, że ta kompozycja przywodzi mu na myśl temat, jakim jest bezsenność. Mnie osobiście ten problem nie dotyka, natomiast moja przyjaciółka mieszkająca w samym sercu Warszawy cierpi na bezsenność. Dlatego postanowiłem się tym zainspirować i tak powstały dwie pierwsze zwrotki i część refrenu. Trzecią zwrotkę i resztę refrenu napisaliśmy razem z Mickiem odnosząc się też do jego doświadczeń, ponieważ mieszka w wysokim wieżowcu w centrum Warszawy, gdzie światło neonów wielkich korporacji odbija się od jego okien „Każdy podły neon woła do nich znów, piękne nocne życie to cena twojego snu”. Chcemy w piosenkach poruszać tematy, które są często bagatelizowane i pomijane, a są wyraźnym problemem w społeczeństwie. Tak jak bezsenność, czy ataki paniki.
JM: Na początku tej rozmowy chciałam nawiązać się do BLONDYNO NIE DZWOŃ, bo jestem blondynką. Nie wiem, czy to zauważyliście, ale blondyna musiała do was zadzwonić, tak? (śmiech) Musiałam do tego nawiązać, potrzebowałam tego po prostu. Dlaczego akurat się uwzięliście na wszystkie blondynki?
Sharon: Taki scenariusz napisało nam życie, najprościej mówiąc (śmiech). Osobiście bardzo lubię ten numer. Jest to zabawna historia, która jest ciekawie poprowadzona. Odkryje to każdy, kto tylko ma ochotę wczytać się w tekst.
Mick: Proszę, nie róbcie tego. (śmiech)
Sharon: Co ciekawe, był to pierwszy utwór, który napisaliśmy wspólnie z Mickiem, gdy dołączyłem do zespołu.
Mick: To jest żart, który zaszedł za daleko i trochę nie wiemy, kiedy przestaniemy. (śmiech)
Sharon: Ale zażarło. Ludzie krzyczą na koncertach, wskakują na scenę i wykrzykują ,,BLONDYNO NIE DZWOŃ” razem z nami.
JM: To jest najważniejsze. Jeszcze wydaliście singiel ELEKTRYCZNE REQUIEM. Tam macie wspomniane miejsca, takie jak Damaszek czy Notre Dame. Jaką rolę te miejsca odgrywają w tym utworze dla was?
Mick: Tekst jest pewnego rodzaju litanią i jest w nim kilka religijnych nawiązań. Wspomniane przez Ciebie miejsca są popularnymi miejscami kultu. To jest numer przede wszystkim o tym, że śmierć jest nieodłącznym elementem naszego życia. Najważniejsze to tak jak w refrenie, biec przed siebie i mieć świadomość, że każdego z nas prędzej czy później ona spotka, więc nie powinniśmy się jej bać.
Sharon: Pewne są w naszym życiu tylko dwie rzeczy, podatki i śmierć. Na razie w naszym wypadku tylko podatki (śmiech).
JM: Tam też było nawiązanie do obrazu Krzyk, z tego co pamiętam.
Mick: Tak.
JM: A ten obraz co ma symbolizować w tym utworze? jak mówicie o tych religijnych miejscach, to ten obraz już taki religijny nie jest.
Mick: Nie jest. Tam jest tekst „Jak w Krzyku Muncha wykrzywioną ma twarz, ciężko mi uwierzyć, że to jestem właśnie ja.” Chodziło mi o to, że człowiek żyjący w strachu, gdy stanie sam ze sobą twarzą w twarz, czasami nie jest w stanie się poznać.
JM: Co planujecie w najbliższym czasie wydawniczym? Czy planujecie coś większego niż single?
Sharon: Za półtora miesiąca wydajemy kolejny singiel, tym razem w totalnie innym klimacie. Ci, którzy mieli okazję być na koncertach już słyszeli ten numer, natomiast w serwisach streamingowych nie ma jeszcze ALLDESIRE w tak melancholijnym wydaniu. To będzie bardzo klasyczna ballada o przemijaniu.
Mick: Czy aby na pewno taka klasyczna?
Sharon: To już wszyscy ocenią po wydaniu, ale zbliża się to wielkimi krokami. Potem będzie jeszcze jeden singiel i światło dzienne ujrzy EPka, która zamknie początkowy rozdział naszej działalności.
Robert: Chcemy zrobić EPkę z myślą o ludziach z lokalnej sceny, ludziach, którzy przychodzili na nasze pierwsze koncerty i dla naszych wiernych słuchaczy. Ta EPka będzie prologiem, który zamknie rozdział początkowej, podziemnej działalności, a otworzy pierwszy rozdział zespołu, który mamy nadzieję wypłynie na szerokie wody.
Sharon: Naprawdę jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim osobom, które kupują bilety, przychodzą koncerty, obserwują, komentują i wspierają nas. Stwierdziliśmy, że sześć pierwszych utworów zbierzemy w całość i wydamy je na EPce, a po jej wydaniu zaczniemy skupiać się na naszej debiutanckiej płycie. Jesteśmy już złaknieni nowych brzmień i bardzo chcemy pokazać światu nasze nowe utwory.
JM: Mam nadzieję, że wszystkie wasze plany się powiodą. Chciałam tym samym podziękować za rozmowę.
Kaeyra, czyli CarolineBaran, to amerykańska wokalistka o polskich korzeniach, która szturmem podbija muzyczną scenę. Zachwyciła jurorów America’s Got Talent i American Idol, a jako pierwsza Polka wystąpiła na festiwalu Lollapalooza. Na co dzień tworzy w Los Angeles, pisze własne utwory i współpracuje z Postmodern Jukebox. Podczas Gali Fryderyk zapytaliśmy Kaeyrę o jej zamiłowanie do muzyki, o kobiecość w singlach Sour oraz KissKiss, o muzycznych planach, a także o jej przemyślenia dotyczące samej gali.
Julia Maciąg: Jak zaczęła się Twoja pasja do muzyki?
Kaeyra: Moja mama miała szkołę muzyczną, a tata jest mechanikiem. Rodzice mówili: wybieraj dziecko, z kim chcesz iść do pracy, bo nie możemy pozwolić sobie na nianię. Ja chodziłam z mamą do szkoły muzycznej i cały czas ta muzyka była wszędzie w moim życiu i tak się to stało.
JM: A decyzja o American Idol to było coś pod wpływem emocji, czy wiedziałaś, że musisz tam być?
Kaeyra: Ja długo o tym myślałam. Sądzę, że każdy śpiewający Amerykanin o tym myśli, bo to jest ogromne show. Oni proponowali mi już kilka razy, żeby brać udział w tym programie. Dopiero dwa lata temu zdecydowałam, że to jest ten moment. Wiedziałam, że czuję się dumna piosenek, które napisałam i kim jestem jako artysta. Po prostu byłam gotowa na taką scenę i od tego to się wszystko wzięło.
JM: Jak to jest być docenionym przez takie sławy jak Katy Perry czy Lionel Richie?
Kaeyra: Super. Lionel jest jednym z moich idoli, szczególnie jak widziałam to wszystko, co zrobił z We Are The World. It’s icon in the music industry. Słyszeć takie komplementy i wzruszające słowa od nich to jest bardzo, bardzo super rzecz. Nigdy też nie zapomnę jego rad. Wszystko to było super doświadczenie.
JM: Co spowodowało, że przyjechałaś do Polski?
Kaeyra: Ja tutaj przylatywałam bardzo często, do rodziny. Miałam różne okazje, żeby wystąpić w Polsce i bardzo mi się to podobało. Po prostu, nie wiem, lubiłam tutaj energię na scenie. Po Idolu też Warner Music. Byliśmy w kontakcie i po prostu tak się to wszystko potoczyło. Nie planowałam tego kompletnie. Jakby ktoś mi to powiedział z 5 lat temu, to bym odpowiedziała „nie, coś ty”. Ale jakoś tak się stało. Bardzo kocham Polskę. Jestem tutaj coraz częściej i chcę do niej wracać (śmiech).
JM: Kiedy zaczynałaś swoją karierę muzyczną w Polsce pod szyldem Warner Music Poland, wydałaś singiel Sour. Czy spodziewałaś się, że ten utwór odniesie taki sukces?
Kaeyra: Tak i nie. Bardzo czułam się pewna siebie z tą piosenką. Wiedziałam, że coś w niej jest. Ale też nie spodziewałam się tego, co się stało, bo tak jak mówiliśmy, ja nie jestem z Polski. I nie wiedziałam, jak ludzie będą odbierać tę piosenkę. To też piosenka napisana poza Polską, w Los Angeles. Nie wiedziałam, czy tu popularne są inne dźwięki i czy to pójdzie. Bardzo mnie to zaskoczyło.
JM: A o czym jest ten utwór? Mogłabyś zdradzić kilka szczegółów dotyczących produkcji oraz teledysku?
Kaeyra: Zawsze jak robię muzykę, to myślę o tym, co mnie motywuje. Żeby być takim głosem dla kobiet. Sour jest o tym, że możesz robić so many different things as a woman. Możesz być słodka, albo możesz być „kwaśna”. Myślę, że nam kobietom zawsze mówią, że musimy być cichutkie i grzeczne. I uważać na to, co mówimy. Takie rzeczy, sterotypy. A ja po prostu myślę, że to jest kiepskie. Chciałam mieć piosenkę, która pokazuje, że jako kobiety możemy mieć swoje zdanie. Jak ktoś nas źle traktuje, to żeby się nie dawać. I to o tym jest ta piosenka.
JM: Wydałaś w marcu singiel Kiss Kiss. To jeż też, można powiedzieć, taki manifest kobiecości. Coś więcej powiedziałabyś na temat tego singla?
Kaeyra: To piosenka napisana też w Los Angeles z moimi dobrymi przyjaciółmi Milesem, Ryanem i Cole. Poszłam do studia i chciałam nagrać taką piosenkę, w której czuje się dobrze linię basową, żebym też mogła grać ją na scenie na basie. I to też taka piosenka dla kobiet, żeby grać ją kiedy szykujesz się na imprezę, czy jesteś gotowa na randkę. Po prostu możesz czuć taką pewność siebie, kobiecą empatię, że okej, zacznijmy to i zróbmy to, co chcemy.
JM: Czy masz w planach wydać coś większego, typu EP-kę, bądź album?
Kaeyra: Tak, na pewno. Na pewno już mam wystarczająco dużo piosenek, ale myślę, że w tym roku tak pomalutku będę wstawiać single, stopniowo. No i wtedy za rok może jakiś album czy EP-ka. Zobaczymy.
JM: A może trasa koncertowa?
Kaeyra: Na pewno będzie dużo koncertów, dlatego też tutaj zostaję w Polsce, bo dużo jest różnych planów. Wracam już pod koniec maja i zaczyna się mój taki mały tour.
JM: Jesteśmy właśnie na Fryderykach. Czy uważasz, że tworząc nowy materiał na płytę, byłabyś w stanie otrzymać nominację za rok na tej gali?
Kaeyra: Uuu… Nie wiem. Ja tylko mogę robić to, co lubię i robić to najlepiej, siedzieć w studiu i pisać piosenki. A to, jak ludzie na to patrzą, to już jest poza moją kontrolą i po prostu zobaczymy, co się stanie.
JM: Nawiązując też do dzisiejszej gali, czy miałaś może swoich faworytów?
Kaeyra: Tak, oczywiście. Natalia Szroeder, Zalewski i Sobel, są super. Nie no, byłam zaskoczona. Nawet nowi artyści, których dzisiaj słyszałam, bardzo mi się podobali. I fajnie, że tutaj byłam, bo po prostu nigdy nie byłam na Fryderykach. Pierwszy raz, to takie nowe doświadczenie. Fajnie było zobaczyć inną stronę świata muzyki po raz pierwszy.
JM: Czego możemy się spodziewać od Ciebie w tym roku?
Kaeyra: Dużo muzyki, no i koncertów. Chcemy budować taki cały świat, żeby też przedstawić mnie tutaj w Polsce, w Europie, w Stanach. Wszędzie, gdzie tylko można. Ja już długo tworzę muzykę i robię różne rzeczy w muzyce. Ale jakoś czuję, że to dopiero taki początek i to się wszystko rozkręca. Nie mogę się doczekać, żeby to wszystko wydać i żeby świat zobaczył, jaką jestem artystką.
JM: Trzymam za Ciebie bardzo kciuki i przy okazji dziękuję Ci bardzo za tę rozmowę.