W marcu swój debiutancki album wydała Wiktoria Zwolińska. przebłyski to niemal autobiograficzna, muzyczna opowieść o wydarzeniach, przez które nie powinien musieć przechodzić nikt, a które dotknęły autorkę. Wątek trudnych doświadczeń przeplata historia romantyczna, która łagodzi i równoważy ich ciężar. W rozmowie Wiktoria opowiedziała o procesie tworzenia swoich utworów, opowiedziała, czy faktycznie ten album jest smutnym krążkiem oraz o jej powrocie do koncertowania.
Julia Maciąg: Wydałaś swój debiutancki album, gratulacje. Ma on tytuł Przebłyski, jednak ja chciałam zapytać o samo słowo przebłysk. Czym jest dla Ciebie? Jak go sobie interpretujesz?
Wiktoria Zwolińska: To słowo ma wiele znaczeń dla mnie. Są to przebłyski wspomnień, które się znajdują na tym albumie. Ten przebłysk to jest „coś” i wspomnienie, które wypierałam i do którego ciężko mi było się przyznać. Nawet nie, że przyznać, tylko że były tak silne emocje związane z tymi wspomnieniami, że sprawiały we mnie ogromne lęki i smutek i takie poczucie niesprawiedliwości, a nawet wszystko w jednym. „Przebłyski” to jest moja próba konfrontacji z negatywnymi emocjami.
JM: Tym razem nie śpiewasz o zazdrości, a śpiewasz głównie o smutku. I to w sumie w każdej postaci. Jednak ten smutek też jest przeplatany tymi dobrymi momentami, takimi spokojniejszymi.
WZ: Tak. Tę całą smutną historię, bardzo traumatyczną dla mnie, równoważy też historia miłosna, która też się gdzieś tam pojawiła w mnie. I ona też w moim życiu zrównoważyła to wszystko i dała właśnie taki przebłysk światła i takiej nadziei bardzo pozytywnej. I to też chciałam zawrzeć na tym albumie.
JM: Który tekst z całego albumu był dla Ciebie najtrudniejszy do napisania?
WZ: Myślę, że każdy trochę. Ale chyba najtrudniej, bo największe emocje podczas pisania tekstu odczuwałam w trakcie pisania utworu „Będę Czekać”.
JM: To jest utwór z Wiktorem Dydułą. Jestem w szoku, jak stworzyliście ten utwór, ze względu na to, iż znamy Wiktora z bardziej popowej, radosnej strony. A Ty zaprowadziłaś go do swojego takiego mroczniejszego świata. Oczywiście zaskoczyło mnie, jak Wiktor się odnalazł w tym utworze.
WZ: Super zrobił robotę, to prawda. Jak myślałam o kimś, komu mogłabym zaproponować ten duet, to Wiktor nie był moim pierwszym wyborem. Jednak to wyszło bardzo tak naturalnie i spontanicznie.
Poznałam Wiktora prywatnie i totalnie zauroczyłam się w jego kolorach i że pod tą taką bardziej weselszą stroną kryje się o wiele więcej. Dużo właśnie takiej naprawdę pięknej wrażliwości. Dlatego wydaje mi się, że zdecydowałam się właśnie na Wiktora. Byliśmy na takim jednym wspólnym takim wyjeździe songwriterskim, że sobie pisaliśmy piosenki i właśnie odtworzyłam Wiktorowi ten utwór. Nawet Wiktor zaczął podśpiewywać i ja byłam taka, o matko, i już stwierdziłam, dobra, Wiktor, czy chcesz się dograć? I tak to wyszło.
JM: Zaczynasz ten album utworem co się stało?, który wprowadza nas w ten przebłyskowy świat. Nawet masz tam nawiązanie związane z twoim rodzinnym miastem i pozwolę sobie zacytować, bo cała pierwsza zwrotka wszystko nam obrazuje:
„Jadę taksówką przez Kraków nocą i nie wiem jeszcze dokąd mnie wiozą Pełna nostalgii, pusta ulica Taką pierdołą znów się zachwycam.”
Co cię skłoniło do stworzenia tego utworu oraz takiego wręcz melancholijnego początku?
WZ: Tekst „Co się stało” był najpierw wierszem. Napisałam to tylko i wyłącznie dla siebie ze względu na jakieś takie oczyszczenie siebie. Chciałam opisać to, co czułam w związku z tamtym dniem i potem stwierdziłam, że chcę to zaśpiewać. Wtedy napisałam do Nikodema Dybińskiego, bo wiedziałam o tym, że ma żywe piano u siebie w mieszkaniu i bardzo chciałam, żeby to piano się znalazło przy tym utworze. Miałam jakąś taką wizję i inspirację. Od razu wiedziałam, że jak ten utwór powstał, to od razu miał dla mnie vibe intra, że to idealnie wprowadza w całą historię.
JM: Ale jak już wspomniałaś o Dybińskim, to on miał znaczący wpływ na powstawanie tego albumu bo masz z nim aż trzy piosenki i też ma wpływ na to, jak wygląda cała piosenka, bo też słychać jego wokal w bilet beze mnie. Jego wokal bardzo ładnie się łączy z twoim i to jest też bardzo wzruszający utwór. Opowiesz coś więcej o waszej współpracy?
WZ: My się jak najbardziej poznaliśmy w trakcie tworzenia tych materiałów i Nikodem okazał się ogromnym wsparciem dla mnie tak prywatnie i bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Z ogromną nostalgią myślę o tym czasie, w którym wspólnie tworzyliśmy, a ja się mu wygadywałam ze wszystkich moich problemów i tego, co mi tam w serduszku siedzi. Doszło do takiego momentu, że tak super nam się razem współpracuje, że obecnie teraz Nikodem jest moim kierownikiem zespołu. Jak teraz koncertujemy, to on również śpiewa ze mną na koncertach i gra ze mną. To jest bardzo fajne jak osoba, z którą się tworzy materiał może też z tą osobą również występować, bo to też ma swoją magię.
JM: Mamy też na tym albumie kobiece głosy, jak Lor oraz Livkę. Co skłoniło Cię do zaproszenia ich do swojego projektu?
WZ: Livkę poznałam prywatnie i od razu nasza energia ze sobą zarezonowała. Jak się poznałyśmy to zaczęłyśmy wchodzić w głębokie rozmowy, czy też się wygłupiać i wszystko w jednym. Niesamowicie się zgrałyśmy i wydaje mi się, że to jest o tyle takie fajne i magiczne w tym świecie takim właśnie około muzycznym, artystycznym że jak się złapie z kimś bardzo dobry flow, tak prywatny i tak przyjacielski, to naturalnym procesem jest to, że się chce z tą osobą również coś stworzyć. I tak też było w tym przypadku. Livka zaprosiła mnie do swojego numeru na swoim debiutanckim albumie i ja również zaprosiłam do swojego i uważam to za super piękne.
Z Lor było troszkę inaczej, ponieważ ja do Lor napisałam prywatnie. Miałam pomysł na jeden utwór i się spotkałyśmy pod koniec jeszcze 2023 roku i wtedy się zaczęło i wtedy się po prostu totalnie pokochałyśmy. Uwielbiam dziewczyny i są najcudowniejsze. Jak jestem w Krakowie to regularnie się widujemy. Utwór, który my napisałyśmy pod koniec 2023 roku nie ukazał się. Tak naprawdę w trakcie, jak my się coraz bardziej poznawałyśmy, zaprzyjaźniłyśmy się, to stwierdziłam, że stwierdziłam, „ej dziewczyny, teraz mamy tak super energię tak super się dogadujemy ze sobą trzeba to wykorzystać i stworzyć coś o wiele fajniejszego. Gdzieś tam ten utwór pierwszy, który napisałyśmy to gdzieś tam stracił po prostu swój termin ważności i wiem o tym, że jesteśmy w stanie zrobić coś fajniejszego”. I gdzieś tam na podstawie właśnie tych naszych wspólnych rozmów i tak powstało „siódme — nie kradnij”.
JM: Właśnie przywołałam konkretnie te dwie współprace, ponieważ one się tak naprawdę najbardziej wybijają na tym albumie. Nie tylko ze względu na tekst, a bardziej ze względu na linię melodyczną, które charakteryzują obie piosenki bo obie piosenki są no z Livką jest to bardzo wzruszająca piosenka. Natomiast jeśli chodzi o Lor to wasze głosy i te rockowe akcenty w postaci właśnie tej perkusji i tych gitarowych riffów bardzo ze sobą współgrają w szczególności pod koniec utworu kiedy wasze głosy się ze sobą łączą i to jest niesamowite. A propos siódme — nie kradnij. O czym to jest dla ciebie i dlaczego to nie jest jako siódmy utwór? (śmiech)
WZ: Gdzieś od strony takiego opowiadania historii na albumie nie współgrało to, żeby to był jako siódmy utwór. A on sam jest o tak zwanym „trójkącie miłosnym” czyli, że są dwie osoby, które są sobie zakochane i pojawia się ta trzecia osoba, która coś czuje do jednej z tych osób i potem się robi wielkie zamieszanie i tak dalej. Ja byłam właśnie tą trzecią osobą i ja się znalazłam właśnie w tym miejscu. Opowiada to po prostu takiej równoległej trochę rzeczywistości że co by się stało gdybym tak naprawdę nie skończyła z nim, ale z nią i to takie trochę prześmiewcze, trochę sarkastyczne, ale idealnie gdzieś tam ukazuje to moje myślenie i nastawienie do tej całej sytuacji która się wydarzyła.
JM: Jak już wspominamy o duetach to wolisz śpiewać swoje piosenki solo czy jednak w duecie?
WZ: To zależy od utworu. Aczkolwiek ja jestem indywidualistką i lubię prowadzić i opowiadać historie, w szczególności gdy to jest moja historia. Jednak gdy jest ta druga osoba właśnie w duecie czy w kolaboracji to dodaje troszkę takiej świeżości i też jest zupełnie inna energia, czy to w studiu czy to na scenie. Wtedy czuję się spokojniej troszkę i nie jestem tylko i wyłącznie ja na czele, tylko jest ta druga osoba obok, którą lubię i z którą super mi się działa i funkcjonuje. Raczej lubię być sama, aczkolwiek jak jest ta druga osoba obok to jest równie miło.
JM: Masz na Przebłyskach taki utwór z bardzo intrygującym tytułem jak Matylda. Kim ona jest?
WZ: Matylda jest to postać z filmu Leon Zawodowiec. Bardzo utożsamiam się z tą postacią. W pewnym momencie też gdzieś tam przez moje bardzo silne PTSD, to jednym z objawów było to, że miałam bardzo silne derealizacje i poczucie, że wszystko jakby się dzieje naprawdę i jakbym była w jakimś filmie, i że zaraz mi wyskoczą po prostu z ukrytą kamerą. W pewnym momencie miałam coś takiego, że bardzo tak widziałam w sobie właśnie tą Matyldę. Było dużo takich momentów, które mi się bardzo kojarzyły z takim stanem emocjonalnym w którym ja się znajdowałam, w momencie jakbym oglądała właśnie ten film i jakbym po prostu była tą Matyldą przez chwilę
JM: A czego ma Cię nauczyć osoba, do której śpiewasz jak Matyldę?
WZ: Jak przetrwać w tym wszystkim. W momencie kiedy gdzieś tam jest mi coś zabierane i w tym całym poczuciu takiej niesprawiedliwości to bardzo potrzebowałam takiej osoby która by mogła mnie właśnie tak przygarnąć i tak po prostu otulić. Pojawiła się taka osoba, aczkolwiek ona bardzo szybko mnie odrzucił. Nagle nie wiedziałam, co się dzieje i bardzo chciałam nawiązać do tej sceny, w której Matylda wracała ze sklepu w momencie kiedy napadli jej rodzinę. Ona zauważyła, że nie może wrócić i ona tak ignorowała tą przestrzeń. I poszła do drzwi Leona Zawodowca. To jest bardzo emocjonalna scena, w której ona błaga go, żeby po prostu otworzył te drzwi i żeby ją wpuścił i bo ona po prostu by nie dała rady. Otwiera jej te drzwi, ale po czasie jej mówi „ale to jest tylko jedna noc i wracasz i tak”. Ale potem się okazało że ona została tam na dłużej.
JM: Jak już wspomniałaś o pewnej osobie to czy ta osoba „namieszała lekko”?
WZ: Tak. Podmiotem lirycznym w kontekście tych takich typowo romantycznych piosenek to jest cały czas ta jedna osoba i ona zdecydowanie namieszała lekko. Do tej pory się trochę z tego wymieszania wygrzebuje. Ale przynajmniej bardzo fajne piosenki powstawały chociażby właśnie jak „namieszałeś lekko”.
JM: Jest też na tej płycie bardzo emocjonalny utwór wracam do pokoju. Słuchając go miałam wrażenie, że ty płaczesz. Nie wiem czy łapałaś powietrze wtedy, czy dosłownie to były łzy, ale to był bardzo wzruszający utwór i chyba na nim najwięcej łez wylałam.
WZ: Ojej. Szczerze mówiąc nie płakałam. Wydaje mi się, że po prostu bardzo byłam w świeżych emocjach nagrywając ten utwór. Ja go nagrałam praktycznie od razu wtedy kiedy go napisałam i stworzyłam. Bardzo miałam takie świeże emocje, więc wydaje mi się że można było to po prostu usłyszeć w tym utworze. I tak jest to jeden z ważniejszych utworów dla mnie.
JM: Dlaczego wracasz do pokoju w którym nie ma spokoju? Czym jest dla ciebie sam spokój?
WZ: Przestrzeń, w której nie czujesz, że musisz po prostu wiecznie chodzić na palcach, bo czujesz, że gdzieś tam jesteś obserwowana i że gdzieś tam są pewne oczekiwania wobec ciebie. Ten pokój nawiązuje po prostu też do mojego rodzinnego pokoju w moim rodzinnym mieszkaniu, w którym zdarzyło się bardzo dużo rzeczy i samo w ogóle to miejsce powoduje to, że gdzieś tam ten niepokój po prostu wraca.
JM: A masz w takim momencie wrażenie że „nie wiesz gdzie jesteś”?
WZ: Nie (śmiech). Akurat jeśli chodzi o tą przestrzeń to nie, bo bardzo dobrze po prostu znam już te cztery ściany i też już nauczyłam się trochę w nich funkcjonować, więc troszkę zaczęłam inaczej też patrzeć na to miejsce.
JM: Zaczynasz powoli koncertować. Już nawet miałaś swój udział w koncercie Lor, o których wspomniałyśmy wcześniej, a także będzie twój solowy koncert pod koniec maja. Czy wobec tego planujesz tylko ten jeden koncert czy coś jeszcze możemy się spodziewać?
WZ: Tak. Przede wszystkim zapraszam na mój koncert w Warszawie 28 maja w Hydrozagadce. Jest to koncert premierowy z albumu. Będzie też można mnie usłyszeć na festiwalach w wakacje m.in.będę miała ogromną przyjemność wystąpić na scenie Męskiego Grania w Szczecinie na scenie Ż . Także pewnie będzie super. Wystąpię również z Lorkami. A taka trasa przebłyskowa będzie jesienią.
JM: Mam nadzieję, że się zobaczymy na koncercie. Przy okazji dziękuję Ci bardzo za rozmowę.
Działa głównie w Krakowie. Relacjonowanie koncertów, czy pisanie amatorskich recenzji to (zaraz po śpiewaniu) jej pasja. Kocha rozmawiać o muzyce i odkrywać nowe, muzyczne talenty. Tik Tok to jej zajawka i to właśnie ją widujecie najczęściej na naszym Tik Tokowym profilu. Otwarta na każdy gatunek muzyczny — od popu aż do rapu.