Melancholijna Rewolucja: mehro, MICO, Moncrieff i d4vd – Głosy Nowej Wrażliwości

Czterech artystów, cztery unikalne wizje i jeden wspólny mianownik: bezkompromisowa autentyczność. mehro, MICO, Moncrieff i d4vd to twórcy, którzy nie tyle grają muzykę, co kreują całe światy. Jesienią 2025 roku zaproszą polską publiczność na wyjątkowe koncerty – pełne emocji, refleksji i szczerości, jakiej nie da się podrobić.

d4vd

4 listopada 2025, Klub Stodoła, Warszawa

Jeden z najbardziej intrygujących głosów nowego pokolenia. d4vd szturmem zdobył świat dzięki hitowi Romantic Homicide, nagranemu… w szafie siostry. Jego twórczość to miks indie, R&B i melancholii rodem z anime. Po wyprzedanych trasach w USA i Europie oraz występach na pokazach mody, czas na pierwszy koncert w Polsce. Będzie magicznie.

Moncrieff

11 listopada 2025, VooDoo Club, Warszawa

Irlandzki wokalista, który zamienił życiowe traumy w poruszające piosenki. Po śmierci rodzeństwa, licznych zakrętach i przeprowadzce do Londynu, Moncrieff znalazł głos, który trafia prosto w serce. Jego debiutancki album to surowa opowieść o męskości, emocjach i tożsamości. Ten koncert to nie tylko muzyka – to katharsis.

Mehro

13 listopada 2025, Klub Hybrydy, Warszawa

Mistyczny, intymny i niewiarygodnie szczery. mehro (czyt. „marrow”) to artysta, którego muzyka ma być jak szpik duszy – niezbędna, choć niewidoczna. Projekt weirdthrob to nie spektakl, lecz przestrzeń do odczuwania. Na żywo mehro przenosi publiczność do świata, gdzie nie trzeba rozumieć – wystarczy czuć.

MICO

27 listopada 2025, Klub Proxima, Warszawa

Zaczynał jako nastolatek śpiewający na Discordzie, dziś ma miliony fanów i wyprzedane koncerty w USA i Europie. MICO to alt-popowy objawienie internetu, autor wiralowych hitów i głos pokolenia online. W listopadzie wreszcie wystąpi w Polsce. Będzie głośno, emocjonalnie i… domowo – bo Internet to jego naturalne środowisko.

Bilety już w sprzedaży na LiveNation.pl. Nie przegap okazji, by usłyszeć i przeżyć tę nową falę muzycznej wrażliwości na żywo.

Organizatorem koncertów jest Live Nation.

Źródło: Informacja prasowa Organizatora

Żywiec Męskie Granie w Krakowie. Fotorelacja Sławomira Dudy

Kraków, Muzeum Lotnictwa, 8–9 sierpnia – dwa dni, które pokazały, że Męskie Granie wciąż nie ma sobie równych. W stolicy Małopolski spotkały się pokolenia artystów, gatunki i emocje, które trudno zamknąć w jednej formule. Męskie Granie to projekt, który co roku redefiniuje siebie na nowo – i nie inaczej było tym razem.

Występy na scenie głównej to mieszanka doświadczenia, świeżości i bezkompromisowego podejścia do muzyki. Jednym z najmocniejszych punktów weekendu był jubileuszowy koncert Mystic.30, który stał się muzycznym hołdem dla trzydziestu lat działalności jednej z najważniejszych niezależnych wytwórni w Polsce. Na scenie pojawili się m.in. Bela Komoszyńska, Maria Peszek, Organek, Grzegorz Turnau, Artur Andrus, Piotr Rogucki i Czesław Mozil, a wisienką na torcie był krótki, akustyczny występ Skin i Ace’a ze Skunk Anansie. Ten koncert był nie tylko celebracją historii, ale też żywym dowodem na to, że alternatywa może być głosem pokolenia – nawet trzy dekady później.

Kulminacyjnym momentem soboty był bez wątpienia koncert Męskie Granie Orkiestry 2025 w składzie: Natalia Przybysz, Igor Herbut, Król i Ralph Kaminski. Czworo silnych indywidualności stworzyło muzyczny organizm, który nie tylko świetnie działał na scenie, ale też poruszał tłumy – emocjonalnie, lirycznie i energetycznie. To był set, który zostanie w pamięci na długo – zarówno za sprawą nowych aranżacji, jak i wyrazistych, poruszających interpretacji.

Na Scenie Ż znalazło się miejsce dla projektów mniej oczywistych, ale równie emocjonujących. Szczególnie powrót Sistars wywołał poruszenie – zespół pokazał, że nie stracił nic ze swojej scenicznej charyzmy, a ich koncert był jednym z najbardziej entuzjastycznie przyjętych momentów całego weekendu. Oby to nie był tylko jednorazowy występ na trasie, ale zapowiedź czegoś większego – potencjał i energia są bez wątpienia wciąż na najwyższym poziomie.

Męskie Granie 2025 w Krakowie to było święto muzyki bez etykiet, zaskakujących spotkań scenicznych i publiczności, która chłonęła każdy dźwięk. Te dwa dni to nie tylko koncerty – to doświadczenie. I właśnie to doświadczenie postanowiliśmy dla Was uchwycić – zapraszamy do fotorelacji Sławomira Dudy.

Jonas Brothers w nostalgicznym wydaniu. Posłuchajcie albumu Greetings From Your Hometown

Zgodnie z obietnicą Jonas Brothers dostarczyli drugi projekt muzyczny w tym roku. Tym razem fani doczekali się pełnego albumu studyjnego.

Greetings From Your Hometown to siódma płyta w dorobku zespołu i jednocześnie trzeci krążek braci od czasu głośnego powrotu z 2019 roku. Wydawnictwo składa się z czternastu pozycji, wśród których znalazły się single takie jak Love Me to Heaven, No Time To Talk czy najnowsze I Can’t Lose. Do współpracy nad kawałkiem Loved You Better zaproszony został australijski muzyk Dean Lewis.

Jest coś w byciu w domu, co przypomina ci, kim jesteś. Ten album jest pełen takich elementów, wpływów z dzieciństwa i dźwięków, przy których dorastaliśmy.

piszą Jonas Brothers.

Jonas Brothers rozpoczęli trasę koncertową „JONAS20: Greetings From Your Hometown Tour” promującą album. Zespół zagra ponad 50 koncertów w Stanach Zjednoczonych. Koncerty mają być muzycznym podsumowaniem ich dwudziestoletniej działalności, obejmując zarówno największe hity grupy, jak i utwory z solowych projektów członków zespołu.

Powrót legendy indie-folku: Of Monsters And Men wydają nowy album

Of Monsters And Men szykują się na nowy rozdział swojej muzycznej historii. Już 17 października świat usłyszy All Is Love And Pain In The Mouse Parade, album pełen emocji, kontrastów i islandzkiego klimatu.

Nadchodzący album zapowiada głęboką, poruszającą podróż przez ludzkie emocje: od cichej radości po przeszywający smutek, od czułej miłości po bolesne rozstania. Czerpiąc inspirację zarówno z niezwykle osobistych przeżyć członków zespołu, jak i ze społeczności, która od lat ich otacza, wokalistka i autorka tekstów Nanna Hilmarsdóttir podkreśla, że wspólna historia grupy stanowi integralną część nowego materiału. Dzięki temu słuchacze będą mogli jeszcze łatwiej odnaleźć w nim cząstkę siebie i poczuć prawdziwą więź z muzyką.

Pierwszym utworem z albumu jest singiel Ordinary Creature, napisany i nagrany w islandzkim studiu zespołu. Jak wyjaśniają muzycy, to piosenka o akceptacji często słodko-gorzkiej natury życia.

Ordinary Creature opowiada o tęsknocie za kimś, kto daje ci poczucie komfortu. O momencie, kiedy zaczynasz czuć się lepiej po trudnym czasie. Kiedy wracasz do samego siebie i przypominasz sobie, jak to jest być zwyczajnym stworzeniem.”

Mówi zespół

Klip do singla, wyreżyserowany przez Erlendura Sveinssona, pokazuje zespół podczas letniej nocy i wczesnego poranka na Islandii. Widzimy klimatyczne ulice małego nadmorskiego miasteczka Selvogur. Możemy się poczuć, jakbyśmy byli w samochodzie razem z zespołem, w trakcie wspólnej podróży.

All Is Love And Pain In The Mouse Parade ma szansę przywrócić magię, którą zespół potrafi ofiarować swoim słuchaczom. Zobaczymy wkrótce. Na razie mamy nadzwyczajny utwór o zwyczajnym stworzeniu.

Spektakularny powrót Palaye Royale do Krakowa. Relacja z koncertu zespołu

Dwa lata temu wiedziałam, że udział w koncercie Palaye Royale był niezapomnianym przeżyciem i już wtedy planowałam obecność na kolejnych wydarzeniach zespołu. Teraz, po drugim koncercie w krakowskim Studio, jestem w stu procentach pewna, że grupa daje jedne z najlepszych show w naszym kraju. Nic dziwnego, że tak chętnie wracają do Polski, a koncert w Krakowie sprawił, że to wydarzenie na długo zapisze się w historii zespołu. Organizatorem wydarzenia była agencja Live Nation Polska.

Tym razem supportem grupy był polski wokalista wiśniosz. Jako fanka uważam, że był to strzał w dziesiątkę, dzięki któremu oczekiwanie na Palaye Royale minęło znacznie przyjemniej. Oprócz wykonywania własnych utworów wiśniosz zagrał także cover The Middle zespołu Jimmy Eat World. Wspomniał przy tym, że według jego znajomego Marka nie da rady wykonać piosenki Justina Biebera… przyjął to wyzwanie. Nie była to jednak klasyczna popowa wersja, lecz emo cover utworu Love Yourself, który – moim zdaniem – miałby ogromny potencjał na hit wśród fanów tego gatunku. Nie zabrakło również krótkich historii z życia oraz najważniejszych piosenek z jego dyskografii, takich jak Kocham wampirzycęczuję się jak w orange county czy ciepła podłoga w łazience o drugiej w nocy. Po swoim występie zaprosił fanów do stoiska z merchem na rozmowy i ewentualny zakup pamiątki z jego show.

Występ głównych gwiazd wieczoru rozpoczął singiel o tym samym tytule co album, czyli Death or Glory. Tłum ochoczo wiwatował i wyśpiewywał razem z wokalistą Remigtonem Leithem słowa piosenki. Tym samym bracia Remington, Sebastian oraz Emerson oficjalnie powitali publiczność na trasie Death or Glory Tour.

Setlista była zróżnicowana, a na niej przeważały utwory z najnowszego albumu grupy. Zabrakło mi jedynie na setliście mojego faworyta z tej płyty, czyli singla Ache In My Heart. Mimo to obecność Addicted to the Wicked & Twisted oraz For You zrekompensowała mi brak tej pozycji. Wybrzmiały ważne single w karierze braci czyli, No Love In LA, Mr. Doctor Man, czy Dying In A Hot Tub. Były także nieco wolniejsze momenty utrzymane w rockowym duchu, które dostarczyły utwory Fever Dream z dedykacją dla zmarłej mamy muzyków oraz For You zagrane przed bisem.

Między zespołem a publicznością była ogromna więź. Wielokrotnie Remington wychodził bądź zeskakiwał ze sceny, żeby śpiewać wraz z fanami, czy to przez barierkę, bądź w pogo. Udało mu się także wziąć rysunek od rana oraz pożyczył od fanki tęczowy wachlarz w trakcie Dying In A Hot Tub. Najbardziej spektakularnym momentem wieczoru był jednak skok z balkonu w utworze Lonely. Wzorując się na poprzednim krakowskim koncercie, ponownie zdecydował się na ten wyczyn, lecz tym razem nie wybrał prawej strony, jak dwa lata wcześniej, a wylądował prosto w centrum tłumu, gdzie czekał ogromny materac. Publiczność, niczym fala na morzu, przeniosła go z powrotem na scenę, gdzie dołączył do swoich braci. 

Warto dodać, że Sebastian podczas swoich gitarowych popisów także wychodził do fanów na barierki, zaś Emerson skoczył w tłum fanów i uczestniczył razem z nimi w jednym z wielu moshpitów wieczoru.

W trakcie koncertu tłum także wykrzykiwał w stronę Remingtona hasło „show your ass” początkowo w języku polskim, a później, na prośbę muzyka o przetłumaczenie tego zdania, w języku angielskim. Tekst padł kilka razy głównie podczas przerw między utworami. Sam zainteresowany stwierdził, że publiczność na to nie zasługuje, chyba że zawyżą wysoko poprzeczkę. Jak widać polskie hasło koncertowe króluje także u zagranicznych wykonawców.

Koncert Palaye Royale był istnym szaleństwem. Zespół dostarczył tyle endorfin, że do dziś trudno mi uwierzyć, jak perfekcyjnie i z pasją oddali się krakowskiej publiczności. Tak samo jak dwa lata temu tak i teraz mogę z czystym sumieniem polecić koncerty tej pop rockowej kapeli. A Palaye Royale utwierdzili mnie w przekonaniu, że wciąż warto ich mieć na swojej liście must have’ów koncertowych.