Strona główna Blog Strona 1057

Tego Słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 402)

Czego dziś słuchacie?

Robert Płachta

Tove LoAttention Whore

Gdybym miał pozostać zupełnie szczery, moje zestawienie za miniony tydzień w pełni składało by się z repertuaru Tove Lo. Ale to oznaczałoby monotonię, dlatego wybrałem wyłącznie jeden kawałek. Attention Whore już od pierwszych sekund zwróciło moją uwagę i nie tylko za pomocą tytułu, ale przede wszystkim hipnotyzującego bitu. To jedna z moich ulubionych pozycji na Dirt Femme, ale raz jeszcze – album jest na tyle dobry, że mógłbym wypełnić wszystkie pozycje wyłącznie z jego pomocą. Polecanko!

ARB4, Tienas, Mangal Suvarnan & VALORANTRAJA

Jeśli szukacie wytwórni muzycznej, która nie zawiedzie was po kilku wypuszczonych produkcjach, mogę ze spokojnym sumieniem polecić Riot Games. Firma zajmująca się tworzeniem gier komputerowych? Jeszcze jak! Począwszy od metalowej grupy Pentakill, po k-popowy girlsband K/DA. Tworzone na potrzeby fabuły czy zwykłych rozgrywek utwory dopieszczone są w każdym calu i właśnie taki jest też singiel RAJA. Nagrany dla nowego bohatera z Indii, zabiera słuchacza w idealne połączenie rapu i wschodnich klimatów.

Lizzo Everybody’s Gay

Długo po premierze nowego albumu Lizzo odkładałem jego przesłuchanie. Teraz wiem, jak wielki był to błąd. Special jest pełne szalonych i tanecznych bopów, które podnoszą na duchu i dodają pewności siebie. Ale moje serce szczególnie skradł kawałek Everybody’s Gay. Podśpiewując ją sobie pod nosem mam wrażenie, jakbym był gdzieś na najlepszej imprezie życia u boku Lizzo. Wybitnie radosna piosenka!

Dawid PodsiadłoSzarość i Róż

Po kilku pierwszych przesłuchaniach Lat Dwudziestych od Dawida Podsiadło wiem już, że to płyta, która zyskuje z czasem. Jest natomiast jedna pozycja, która od razu złapała mnie za serce i zdecydowanie za szybko nie puści. Szarość i Róż jest przepięknym zamknięciem albumu, mam wrażenie wręcz, że piosenka idealnie odpowiada świetnej okładce. Jednocześnie wzrusza i sprawia, że chce się tańczyć. Moje ulubione połączenie. I do tego ta orkiestralna końcówka!

JVKE golden hour

Geneza odkrycia przeze mnie tej piosenki jest zupełnie przypadkowa, bowiem usłyszałem ją na jednym z reelsów. Na nagraniu autor śpiewał i grał kawałek na żywo, co wydało mi się imponujące, a zarówno melodia, jak i tekst też przykuły uwagę. No i tak ta ckliwa, ale też bardzo romantyczna piosenka wylądowała na mojej playliście. Wniosek: czasem warto przystanąć na chwilę scrollując reelsy!

Tomasz Ochota

Sam Smith & Kim Petras – Unholy

Początkowo ten utwór był dla mnie niemiłym zaskoczeniem. Dopiero po kolejnym przesłuchaniu przekonał mnie do siebie i od tamtego momentu towarzyszy mi codziennie. Uwielbiam w nim bit oraz genialny wokal Sama Smitha. Z wielkim utęsknieniem czekam na kolejny, zbliżający się album. Mam nadzieję, że znajdę tam następców takich hitów jak I’m Not The Only One czy Too Good at Goodbyes, które kocham nad życie.

Dawid Podsiadło – To co masz Ty!

Ile ludzi – tyle opinii. Tak skrótowo mogę opisać recenzję moich znajomych na temat tego utworu. Mnie do siebie bardzo szybko przekonał, zwłaszcza chwytliwy i łatwy do zapamiętania refren. Na uwagę zasługuje klip do utworu – jeżeli jeszcze go nie widzieliście, szybko nadróbcie!

Jann – Gladiator

Czy mieliście kiedykolwiek tak, że słuchając pierwszy raz danego kawałka byliście przekonani o jego geniuszu? Tak miałem w przypadku najnowszego singla Jann’a. Pomimo, że młody artysta ma już na swoim koncie kilka fantastycznych numerów, to utwór Gladiator pod względem tekstowym, brzmieniowym czy producenckim jest stworzony na światowym poziomie.

sskjegg – halo

Sabina Broda z duetu sskjegg ma fantastyczną zdolność – jej wokal jest charakterystyczny, dzięki czemu z łatwością można rozpoznać ich twórczość. W najnowszym singlu – halo, do którego powstał klip artyści wchodzą na nowy, wyższy poziom muzyki. Przyjemny, lekki numer z dawką elektroniki – zestawienie idealne.

Dawid Podsiadło – D I A B L E

Wybierając ostatni numer w zestawieniu, zastanawiałem się, czy nie będzie za dużo Dawida. I wiecie co? Nie istnieje coś takiego jak ,,za dużo Dawida„. Najnowszy album, choć zbiera już przeróżne opinie, dla mnie osobiście jest świetny. D I A B L E wchodzi jak masło i jest zdecydowanie wśród moich ulubionych numerów z tego krążka.

Piotr Sadowski

Szczyl/Magiera feat. Miętha – Jaraj

Dzisiejsze wydanie Tego Słuchamy piszę w drodze na pierwszą edycję festiwalu Great September, dlatego postanowiłem, że niemal całość będzie tematyczna i poświęcę ją artystom, których mam w planach posłuchać w Łodzi. Na pierwszy ogień leci najnowszy singiel Szczyla, który w Łodzi wystąpi z live bandem.

Frank Leen – Za dobrze by zapomnieć

Przed występem Szczyla będę bawił się do utworów Frank Leena. Debiutant podpisany z Sony Music Polska kupił mnie kilka tygodni temu swoim małym koncertem w Gliwicach i z przyjemnością będę obserwował jego dalszy rozwój kariery.

Bambi – chrypki głos nie od fajek 

Ciekaw też jestem jak wypadnie Bambi, raperka z SBM Starter. Polski rap ma się wybitnie dobrze, ale nadal mamy wielkie braki jeśli chodzi o damską reprezentację sceny. Patrzę z zazdrością na amerykański rynek, gdzie wiele raperek skillami przewyższa  topowych graczy na tej scenie i chciałbym doświadczyć tego na naszym podwórku. 

Belmondo – Dzień Dobry

Występ w Łodzi będzie dopiero moim pierwszym zetknięciem z Belmondziakiem na żywo. Nie wiem czemu zajęło mi to tyle czasu, ale pokutę zaczynam od odsłuchów moich ulubionych nagrań, a rozgrzeszenie przyjdzie już w sobotę o 21:30 w Teatr Clubie.

Sigur Ros – Glósóli

Serię artystów z Great September przerywam niezwykle ważnym dla mnie trio z Islandii. Już w poniedziałek będę miał okazję po raz pierwszy posłuchać ich kompozycji na żywo i już od dłuższego czasu przypominam sobie całą dyskografię zespołu. 

Stary przyjaciel powrócił do Polski. Relacja z koncertu Garou na Torwarze

Mimo że Garou pochodzi z Kanady, dla wielu osób jest ucieleśnieniem Francji i jej stereotypowych atrybutów. Z pewnością wynika to z faktu, że śpiewa głównie po francusku, coveruje słynne francuskie szlagiery i uczestniczy we francuskich wydarzeniach, jak chociażby French Touch. Idąc na jego koncert, większość osób spodziewa się zatem przeglądu francuskiej piosenki, licząc na to, że romantyczna aura znad Sekwany wynagrodzi im niezrozumienie tekstu albo konferansjerki.

Cóż, przy takim nastawieniu warszawskie show Garou musiało być dla wielu osób zaskoczeniem. Owszem, Pierre Garand (bo tak naprawdę nazywa się Kanadyjczyk) przygotował dla fanów – a raczej fanek – kolaż coverów słynnego Joe Dassina, ale trwał on znacznie krócej niż pozostałe części występu.

Przez większość wieczoru zastanawiałam się, czy jest jakaś myśl przewodnia tego show. Garou wiele opowiadał o procesie przygotowania i zmian setu w czasie pandemii, ale te historie nie układały się w żadną całość. Pięćdziesięciolatek rozpoczął od słynnego „Sous le Vent” wykonanego w pojedynkę, ale późniejszy dobór numerów nie był już taki oczywisty. Usłyszeliśmy covery ballad z lat sześdziesiętych (m.in. „Let it Be”, „House of the Rising Sun”, “I Put a Spell on You”) wraz ze świetnie dopracowanym zestawem hitów Elvisa Presleya, przy których Garou naśladował z sukcesem nie tylko głos, ale i ruchy Króla rock and rolla. Garou dał też popis umiejętności wokalnych przechodząc płynnie przez różne gatunki muzyczne, w tym blues, country, a nawet rap. Opowiadał chętnie o swoich rodzicach i dorosłej córce, po czym wykonał skomponowany przez nią na ukulele utwór, który sam przetłumaczył na język francuski. Tę barwną mozaikę zakończył własnymi przebojami – „Gitan”, „Seul”, a na bis oczywiście „Belle”.

Jak widać, poza kilkoma oczywistymi wyborami, do których należą piosenki z własnego repertuaru oraz covery ze starszych płyt oraz z tej zapowiedzianej na 4. listopada, duża część koncertu brzmiała jak luźno posklejana składanka nostalgicznych powrotów do czasów młodości osób z widowni. Przez cały występ Garou sprawiał wrażenie niesamowicie zrelaksowanego – reagował spontanicznie na publiczność, bawił się głosem, śmiał z własnych opowieści, a nawet żartował z picia piwa i bekania. Nie miało się wrażenia, że to spotkanie z wielką gwiazdą – wręcz przeciwnie. Mimo dużych rozmiarów Torwaru i sztywno rozstawionych na płycie krzeseł, w środku panowała atmosfera spontanicznego spotkania ze starym znajomym w klubie na obrzeżach miasta. Garou zresztą nie był w stanie długo znieść dystansu dzielącego go od polskich fanek, dlatego zachęcił je do poderwania się z miejsc i podejścia pod scenę. Dzięki temu miał później możliwość przybijać im piątki i odbierać prezenty.

Czy taki swobodny (chaotyczny?), mało francuski program kogoś zniechęcił? Wnioskując po reakcjach widowni zdecydowanie nie. Mam wręcz wrażenie, że gościom ulżyło, kiedy usłyszeli piosenki, które znają, lubią, i są w stanie dośpiewać do nich refren. Mimo ogromnej sympatii, jaką cieszy się w Polsce Garou, nie da się ukryć, że trudno byłoby mu utrzymać zainteresowanie zgromadzonych ludzi, gdyby zdecydował się zagrać cały repertuar z płyty „Seul… avec vous” czy nawet z nowego albumu z coverami Joe Dassina. Było to najbardziej widoczne podczas refrenu kultowego „Belle”, kiedy Garou dał Polakom zaśpiewać jeden wers i usłyszał… ciszę. Oczywiście przez pewien czas można aktywować ludzi wspólnym klaskaniem, śpiewaniem na „lalala” albo kilkoma wyuczonymi zwrotami po polsku, jednak po godzinie większość słuchaczy ma ochotę potańczyć i dołączyć do chórków, a przy typowo francuskim repertuarze jest to spore wyzwanie.

Po tym występie jestem niezwykle zaintrygowana pomysłem Garou na galę French Touch, która odbędzie się 27. października. Wydaje mi się, że żarty o „śmierdzących muzykach z szopy”, jak Pierre określił swój zespół, nie przejdą podczas eleganckiego spotkania w Teatrze Wielkim, ale już się przekonałam, że Garou potrafi zaskoczyć. Wydarzenie będzie można śledzić na żywo w czwartek o 20:10 w TVP 1, do czego gorąco zachęcamy.

Normani o podwójnych standardach i slut-shamingu w branży

W najnowszym wywiadzie dla „Elite Daily” Normani rzuciła światło na problemy, z którymi ciągle zmaga się w zawodzie. Sprawdźcie!

Amerykańska piosenkarka Normani nie boi się mówić o problemach, które nieustannie dotyczą kobiet w branży muzycznej. W udzielonym „Elite Daily” wywiadzie poruszyła temat braku autonomii w kreowaniu własnego stylu, z jakim zmagała się w okresie działania razem z Fifth Harmony.

Zaczynając w Fifth Harmony, nie miałyśmy żadnego wkładu. Powiedziano nam, kim mamy być – muzycznie i modowo. Nie tylko w kwestii tego, co nosimy, nawet jeśli chodzi o przestrzeń urody. To było trudne, zwłaszcza że moda jest dla mnie sposobem na wyrażenie tego, jak się czuję. Ciągle ewoluuję. Lubię ubierać się super kobieco i odważnie, a potem uwielbiam nosić bluzy i kaptury.

Było to jednym z powodów, dla których Normani poszukiwała własnej ekspresji. Piosenkarka zdradza, że nie ma zamiaru kryć się z tym, kim jest i śmiało prezentować własną osobę. Niestety, taka postawa przyniosła jej wiele nieuzasadnionej krytyki.

Zawsze czułam się naprawdę dobrze we własnej skórze. Czuję, że moja boska kobiecość zasługuje na świętowanie. Domyślam się, że inni ludzie nie czują się komfortowo lub mają swoje własne opinie i postanowili spróbować zamienić to w coś negatywnego.

Normani poruszyła również temat seksualizacji kobiet w branży muzycznej oraz podwójnych standardów.

Pamiętam, że był jeden teledysk, który bardzo nas zdenerwował, Work From Home. Użyto wobec nas slut-shamingu. Szczególnie w tamtym czasie istniał i nadal istnieje podwójny standard pomiędzy facetami i kobietami, którzy mogą być ekspresyjni i mówić pewne rzeczy w nagraniach. Najwyraźniej nam nie wolno, dlatego jestem tak dumna z tego, gdzie kobiety są dziś w kwestii muzyki, mogąc mówić to, co chcemy. Zasługujemy też na to, żeby mieć głos. Bycie seksualizowanym ogranicza możliwość korzystania z całej swojej boskiej kobiecości, zwłaszcza w młodym wieku. To coś, co powinno być celebrowane, a nie powodować, że czujemy się zawstydzone.

Pełen wywiad z Normani możecie znaleźć na stronie „Elite Daily”.

Dawid Podsiadło zdradza, dlaczego zrezygnował z międzynarodowej kariery

Artysta wyjaśnił, dlaczego porzucił swoje plany dotyczące międzynarodowej kariery. Co stoi za tą decyzją?