MENU

    Stary przyjaciel powrócił do Polski. Relacja z koncertu Garou na Torwarze

    Mimo że Garou pochodzi z Kanady, dla wielu osób jest ucieleśnieniem Francji i jej stereotypowych atrybutów. Z pewnością wynika to z faktu, że śpiewa głównie po francusku, coveruje słynne francuskie szlagiery i uczestniczy we francuskich wydarzeniach, jak chociażby French Touch. Idąc na jego koncert, większość osób spodziewa się zatem przeglądu francuskiej piosenki, licząc na to, że romantyczna aura znad Sekwany wynagrodzi im niezrozumienie tekstu albo konferansjerki.

    Cóż, przy takim nastawieniu warszawskie show Garou musiało być dla wielu osób zaskoczeniem. Owszem, Pierre Garand (bo tak naprawdę nazywa się Kanadyjczyk) przygotował dla fanów – a raczej fanek – kolaż coverów słynnego Joe Dassina, ale trwał on znacznie krócej niż pozostałe części występu.

    Przez większość wieczoru zastanawiałam się, czy jest jakaś myśl przewodnia tego show. Garou wiele opowiadał o procesie przygotowania i zmian setu w czasie pandemii, ale te historie nie układały się w żadną całość. Pięćdziesięciolatek rozpoczął od słynnego „Sous le Vent” wykonanego w pojedynkę, ale późniejszy dobór numerów nie był już taki oczywisty. Usłyszeliśmy covery ballad z lat sześdziesiętych (m.in. „Let it Be”, „House of the Rising Sun”, “I Put a Spell on You”) wraz ze świetnie dopracowanym zestawem hitów Elvisa Presleya, przy których Garou naśladował z sukcesem nie tylko głos, ale i ruchy Króla rock and rolla. Garou dał też popis umiejętności wokalnych przechodząc płynnie przez różne gatunki muzyczne, w tym blues, country, a nawet rap. Opowiadał chętnie o swoich rodzicach i dorosłej córce, po czym wykonał skomponowany przez nią na ukulele utwór, który sam przetłumaczył na język francuski. Tę barwną mozaikę zakończył własnymi przebojami – „Gitan”, „Seul”, a na bis oczywiście „Belle”.

    Jak widać, poza kilkoma oczywistymi wyborami, do których należą piosenki z własnego repertuaru oraz covery ze starszych płyt oraz z tej zapowiedzianej na 4. listopada, duża część koncertu brzmiała jak luźno posklejana składanka nostalgicznych powrotów do czasów młodości osób z widowni. Przez cały występ Garou sprawiał wrażenie niesamowicie zrelaksowanego – reagował spontanicznie na publiczność, bawił się głosem, śmiał z własnych opowieści, a nawet żartował z picia piwa i bekania. Nie miało się wrażenia, że to spotkanie z wielką gwiazdą – wręcz przeciwnie. Mimo dużych rozmiarów Torwaru i sztywno rozstawionych na płycie krzeseł, w środku panowała atmosfera spontanicznego spotkania ze starym znajomym w klubie na obrzeżach miasta. Garou zresztą nie był w stanie długo znieść dystansu dzielącego go od polskich fanek, dlatego zachęcił je do poderwania się z miejsc i podejścia pod scenę. Dzięki temu miał później możliwość przybijać im piątki i odbierać prezenty.

    Czy taki swobodny (chaotyczny?), mało francuski program kogoś zniechęcił? Wnioskując po reakcjach widowni zdecydowanie nie. Mam wręcz wrażenie, że gościom ulżyło, kiedy usłyszeli piosenki, które znają, lubią, i są w stanie dośpiewać do nich refren. Mimo ogromnej sympatii, jaką cieszy się w Polsce Garou, nie da się ukryć, że trudno byłoby mu utrzymać zainteresowanie zgromadzonych ludzi, gdyby zdecydował się zagrać cały repertuar z płyty „Seul… avec vous” czy nawet z nowego albumu z coverami Joe Dassina. Było to najbardziej widoczne podczas refrenu kultowego „Belle”, kiedy Garou dał Polakom zaśpiewać jeden wers i usłyszał… ciszę. Oczywiście przez pewien czas można aktywować ludzi wspólnym klaskaniem, śpiewaniem na „lalala” albo kilkoma wyuczonymi zwrotami po polsku, jednak po godzinie większość słuchaczy ma ochotę potańczyć i dołączyć do chórków, a przy typowo francuskim repertuarze jest to spore wyzwanie.

    Po tym występie jestem niezwykle zaintrygowana pomysłem Garou na galę French Touch, która odbędzie się 27. października. Wydaje mi się, że żarty o „śmierdzących muzykach z szopy”, jak Pierre określił swój zespół, nie przejdą podczas eleganckiego spotkania w Teatrze Wielkim, ale już się przekonałam, że Garou potrafi zaskoczyć. Wydarzenie będzie można śledzić na żywo w czwartek o 20:10 w TVP 1, do czego gorąco zachęcamy.

    Ostatnio opublikowane