Onuka rozbrzmiała w warszawskim Palladium. Relacja Pawła Markiewicza

0
156

Złota 7/9, to właśnie w tym miejscu zebrali się wszyscy zainteresowani twórczością ukraińskiego zespołu Onuka, który w Polsce gości już któryś raz. Jednak prawdziwą sławę przyniósł mu dopiero występ podczas tegorocznego konkursu Eurowizji, gdzie niespełna siedem minut wystarczyło do tego, żeby przyćmić niektórych uczestników. Onuka to prawdziwa gwiazda, która lśniła na scenie w warszawskim klubie Palladium. Niesamowita energia i…

…komunikacja w zespole, to bez wątpienia jedne z najmocniejszych akcentów tego intrygującego koncertu. Onuka już na początku występu dała prawdziwego kopa wszystkim, którzy zebrali się w warszawskim klubie Palladium. Klimat i atmosfera, jaką stworzyli artyści, była nieziemska. Oprócz genialnego wokalu i wszystkich efektów muzycznych, nie zabrakło świetnych wizuali w tle, które nie raz i nie dwa dopełniał grany utwór. Dodatkowo grafiki z tyłu przypomniały mi o live’ach naszego polskiego, dobrego Bokka. Tak czy inaczej oryginalność jest i to kryterium (jak i pozostale) na plus.

Eksperymentalne brzmienia spajające ze sobą elektroniczne brzmienia z charakterystycznymi, ludowymi ukraińskimi instrumentami, nie raz studyjnie wywierały na mnie wrażenie. Jednak dopiero na żywo sprawił, że moja skóra pokryła się gęsią skórką. Odkąd poznałem Onukę bardzo polubiłem, a wręcz pokochałem Vidlik. Prezentacja tej kompozycji na żywo przyprawiła mnie o palpitację serca.

Ze starego repertuaru artyści zaprezentowali m.in. wspomniany wyżej Vidlik, wyraziste i charakterne Misto oraz przewrotne i przyjemne Look. Nie zabrakło także świeżości, które zapowiadają nową płytę zespołu, której premiera jeszcze tej jesieni. W murach warszawskiego klubu Palladium rozbrzmiał m.in. bardzo stonowany singiel Vesvit, gdzie liderka mogła pokazać swój wachlarz możliwości wokalnych.

Trzeba pamiętać, że występując z taką muzyką jaką prezentuje Onuka, synchronizacja to jeden z najważniejszych aspektów. Oprócz dobrej komunikacji z publicznością (pomimo bariery językowej), artyści świetnie porozumiewali się między sobą. Każdy dźwięk, każda melodia wybrzmiewała w odpowiedniej chwili, przez co słuchacz od początku do końca koncertu mógł rozkoszować się dobrem płynącym ze sceny.

Jeżeli ukraiński zespół jeszcze raz wystąpi w mojej okolicy, to bez zawahania zakupię bilet i przejadę nawet 300km, żeby usłyszeć tę intrygującą i dość mocno eksperymentalną muzykę. To jeden z najciekawszych zespołów jaki pojawił się na przestrzeni ostatnich lat i jeśli możecie – jedźcie. Nie zastanawiajcie się. Kupujcie bilet, wsiadajcie w samochód czy inny środek komunikacji i jedźcie.