29, 30 i 31 sierpnia 2021 roku w Polsce wystąpił zespół Go_A, których większość kojarzy z Eurowizji 2021. I mimo, że większość z nas nie spodziewała się fajerwerków, to każdy wyszedł z koncertów z ogromnym zaskoczeniem i zadowoleniem. Sprawdźcie nasze relacje.
Poznań 29.08 – Christian Cieślak
Nie da się ukryć, że Go_A to najbardziej oryginalni uczestniczy Eurowizji 2021. Tym samym moje osobiste oczekiwania wobec ich show były całkiem spore. Wraz z wybiciem na zegarach godziny 20:30 oraz brzmieniem pierwszej kompozycji, wszelakie wątpliwości zostały natychmiast rozwiane. Choć Ukraińcy mogą pochwalić się dość sporym doświadczeniem, działając od roku 2012, tak ich materiał niekoniecznie to odzwierciedla. Dlatego też w głównej mierze podczas koncertu usłyszeliśmy utwory pochodzące z ich debiutanckiej płyty #Ідиназвук (pl. Iść do dźwięku) wydanej w roku 2016.
Zdecydowanie na plus wypadły same kompozycje, które co ciekawe wykonane na żywo brzmiały o wiele lepiej, niż wersje studyjne. Сонце fantastycznie rozpoczął cały wieczór, kiedy to jeszcze nie było kompletnie ciemno, w dodatku widać było skrawek bezchmurnego i rozgwieżdżonego nieba. Вогнi zaczął się od wstępu do „Blade Runnera”, by natychmiast przeobrazić się w utwór idealny do ścieżki filmowej filmu „Matrix”. Nie obyło się również bez singlowych Купала oraz Рано-раненько, roztaczając wokół nas mistyczną aurę.
Jednak to nie jedyne utwory jakie przyszło nam usłyszeć. Nie mogło zabraknąć eurowizyjnych klasów, czyli Solovey oraz Shum – zarówno w swej oryginalnej, jak i konkursowej wersji. Zdecydowaną niespodzianką wieczoru była dotąd nieopublikowana w serwisach streamingowych piosenka, która jak już wiadomo przegrała rywalizację z Shumem o miano ukraińskiej piosenki podczas Eurowizji 2021. Tuż po koncercie, w ramach klasycznego rozdawania autografów, wokalistka zespołu Kateryna Pavlenko, pomimo miłosnych deklaracji wobec całego konkursu, raczej nie byłaby chętna na powrót do rywalizacji.
Pomimo jesiennego chłodu oraz mokrych siedzisk i trawy, Go_A pokazał jak się robi najprawdziwszy słowiański techno rave. Nawet jeśli bawisz się na nim poza jej głównym terenem, co sam przetestowałem i gorąco polecam, ten ukraiński zespół nie pozwoli ci podbierać ścian, nawet jeśli są ciebie bardzo blisko. Narobili szuma, a co!
Warszawa 30.08 – Łukasz Mantiuk
Kocham Go_A choć kompletnie nie rozumiem o czym śpiewają. Jechałem na koncert by usłyszeć Shuma, Solovey i Рано-раненько, ale to co zastałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Cały koncert był niezwykle dynamiczny i energetyczny.
Publiczność stanowiła chyba w jakichś 50% mieszkańców Ukrainy, co sprawiło, że Kateryna i reszta zespołu czuli się jak u siebie w domu. Przeszkadzało mi jedynie, że wokalistka ciągle rozmawiała z publicznością po ukraiński, przez co momentami były zgrzyty, gdy pytała o coś publiczność, a połowa nie rozumiała, o co chodzi lub gdy opowiadała jakąś historię, a reakcji nie było, bo… nikt jej nie rozumiał. Ale prócz tego była niezwykle zaangażowana, sympatyczna i ciepła. Tak jak i cały zespół.
Go_A na pewno jeszcze wrócą do Polski i poniższe filmiki niech będą najlepszym zaproszeniem na koncerty zespołu, bo nawet jeśli nie jesteście fanami – warto się wybrać.
Katowice 31.08 – Arkadiusz Zroślak
Ostatnim punktem podróży ukraińskiej formacji po Polsce były Katowice. Koncert obył się w fabrycznej przestrzeni Fabryki Porcelany, a konkretniej klubie P23. Nie wiem na ile ta lokalizacja była wybrana celowo, a na ile to przypadek jednak cała industrialna otoczka miejsca tylko dodawała klimatu wydarzeniu i świetnie komponowała się z twórczością GO_A. Co do samego przebiegu wydarzenia – moi redakcyjni koledzy powiedzieli już niemal wszystko i opisali wrażenia, które także i mi towarzyszyły podczas powrotu do domu.
A emocje były jak najbardziej fenomenalne. Twórczość zespołu w wersji live wypada tak samo dobrze (a czasami nawet lepiej) jak studyjnie. Tutaj ukłony nalezą się Katerynie. Należy bowiem pamiętać, że biały śpiew sam w sobie jest wymagającą i męczącą dla wykonawców techniką, a był to trzeci dzień koncertowania z rzędu. Na szczęście zarówno zjawiskowa wokalistka (jej sceniczna prezencja i charyzma to coś absolutnie fanatycznego i jak towarzyszący jej koledzy z zespołu dali z siebie wszystko. Aurze koncertu i twórczości zespołu nie sposób jest się oprzeć i mimowolnie człowiek dołącza to folktronicznej wixy pod sceną. Jak nietrudno się domyślić największy „ogień” był na najpopularniejszych utworach, czyli eurowizyjnych Solovey i Shum, zagrany w dwóch wersjach. Jednak pozostałe utwory niczym nie odstępowały i odważę się zaryzykować, że na konkursowej, międzynarodowej scenie także skończyłby baaardzo wysoko.
Na plus mogę także zaliczyć interakcje z publicznością. Na szczęście nie powtórzyła się sytuacja z Warszawy i kiedy okazało się, że blisko połowa publiczności nie posługuje się ukraińskim to Kateryna (z pomocą kolegów) tłumaczyła swoje wypowiedzi także na język angielski – tak, aby każdy mógł wynieść z wydarzenia jak najwięcej. Czlonkowie GO_A także instruowali nas jakie gesty czy ruchy należy wykonywać przy niektórych piosenkach. Na długo w pamięci pozostanie mi moment z samego końca widowiska, kiedy wokalistka uniosła ku górze rękę z flagą Ukrainy, którą ktoś z pierwszego rzędu jej podarował – mimowolnie nasunęły mi sie skojarzenia ze Statuą Wolności. Bo obowiązkowym bisie (Shum wersja oryginalna) przyszedł czas na rozmowy, zdjęcia i autografy. Niestety, osobiście nie udało mi się dotrzeć do obleganej Kateryny, jednak na szczęście wymieniłem kilka zdań z innymi członkami zespołu i (a jakże) nie mogło się obyć bez pamiątkowego zdjęcia.
Jedyne, co pozostawiło ze mnie niewielkie uczucie niedosytu to czas trwania koncertu, który wyniósł nieco ponad godzinę. Pozostaje mieć nadzieję, że niedawno podpisany kontrakt z Universalem zaowocuje utworami na równie wysokim poziomie, a wtedy GO_A powrócą do Polski z nowym repertuarem. Jeżeli tak się stanie – udajcie się koniecznie na ich koncert bo naprawdę warto.

