Czy warto było czekać tak? Kanye West – Donda, 2021 (recenzja)

Inne recenzje

No to się żeśmy doczekali! Kanye West po paru skromniejszych projektach powraca z ogromnym muzycznym przedstawieniem na jaki czekał cały świat. Co prawda Donda miała zostać wydana już jakieś kilka razy w ciągu ostatniego roku, tak zainteresowanie nią w dniu jej niedzielnej premiery przeszło wszelakie przewidywania. Pytanie jednak czy to oczekiwanie było rzeczywiście tego warte?

Jako nadworny recenzent Pana Westa słyszałem i widziałem, a co za tym idzie również i pisałem niejedno. Jako entuzjasta jego twórczości, dwa razy tyle. Tym samym trudno mnie zszokować jego kolejnym ekscesami, a co dopiero kilkukrotnym przekładaniem premiery nadchodzącego dzieła. Dlatego też na niedzielną wieść, że Donda w końcu jest dostępna, byłem tak samo wkurzony, jak i zadowolony. Zły – bo mam listę pełną bardziej inspirujących zajęć, zadowolony – bo być może będzie to w końcu dzieło godne popularności samego Kanye. I tak jadąc sobie pociągiem, Donda okazała się to być dla mnie całkiem przyjemnym doznaniem. Diabeł jednak tkwi jak to zwykle w szczegółach.

Donda to blisko półtoragodzinna (nie licząc czterech dodatkowych utworów) album kobyła o karym umaszczeniu, która pięknie prezentuje się na oczach zgromadzonej wokół niej publiczności. Brzmi tajemniczo, prawda? Już wyjaśniam. Jak wiadomo, ostatnie szlify albumu dokonywały się podczas trzech ‘listening parties’, które odbywały się na oczach widowni liczącej średnio 70 tysięcy ludzi. Każdemu z nich towarzyszył również niemalże artystyczny performance, łącząc kolejne skandale, ekscesy, modę oraz symbolikę, w tym między innymi ponowny ślub z Kim Kardashian. Tym samym uważam, że Dondę należy ocenić jako studyjną wersję koncertowego albumu, który najlepiej sprawdzi się grany w tłumie oddanych fanów Westa, którzy łykną prawie wszystko, co im dostarczy. A co dostarczył mnie?

Donda to najbardziej dopracowany i spójny album Kanye West od czasu Yeezusa, który spokojnie mógłby być jego nieco gorszym kontynuatorem. Jest tu jakaś koncepcja, o czym za chwilę, i związana z nią twórcza konsekwencja. Na dodatek istnieje tu też jakaś melodia oraz styl, przez co spokojnie mogę powiedzieć to z pewnością album do cieszenia się samą muzyką. Zdecydowane elektroniczny, nierzadko bardzo minimalistyczny bit, który mnie nie nudzi i pozwala jednocześnie w słuchać się treść. No właśnie, czy ten album ma coś do przekazania? Mam niestety wątpliwości. Tematycznie nadal dużo mowa o Jezusie, a właściwie to o jego imieniu, gdy tylko kilka utworów mogę szczerze uznać za te, gdzie West rzeczywiście ukazuje swoje emocje. Mimo wszystko nie jestem do końca pewien o czym jest tak naprawdę ten krążek, choć z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzie, że o czymś na pewno jest.

Donda to z pewnością oddane się Westa w ręce Boga i jednoczesne odsunięcie się go w cień. Symbolika mówi jedno, Kanye West nie ma już tożsamości – jest tylko to, co go aktualnie buduje. To samo dzieje się na samym albumie, który teoretycznie nie ma okładki, zaś samemu Westowi towarzyszy cały tabun mężczyzn świata hip-hopu. Również niewymienienie ich imion, między innymi Jay’a Z, Travisa Scotta, Young Thuga, Kid Cudiego, czy Roddiego Richa, zdaje się pokazywać, że Kanye West jest projektem większym, niż on sam. Czy ma to sens? Tak, choć szczerze ubolewam na tym, że jedynie dwie kobiety znalazły tu dla siebie miejsce, tj. Lauryn Hill oraz Shenseea, gdzie tylko ona realnie go współtworzyła.

Tak jak już wspomniałem, Donda jest albumem bardzo dobrze wyprodukowanym. Choć nadal nie są to wyżyny jego umiejętności, tak Kanye dawno nie oddał w ręce swoich fanów tak dopracowanych utworów. To samo można powiedzieć o warstwie lirycznej – nie jest wybitnie, czy nawet bardzo dobrze, ale bywało gorzej. Ciekawym jej wyróżnikiem, bądź kolejnym znamiennym symbolem, jest to, że wszystkie przekleństwa zostały ocenzurowane, zaś sam gospodarz nawet ich nie próbował użyć. Śmiem wątpić, że Jezus nie rzucił symbolicznym mięsem ani razu, ale być może się mylę.

Co zatem najmniej, a co najbardziej przypadło mi do gustu? Zacznę od wad, a co! Bez wahania pozbawiłbym Dondę ostatnich czterech kompozycji, będących wyłącznie alternatywnymi wersjami już wkomponowanych w jej historię utworów. Tym bardziej nie mam skrupułów wobec Jail pt 2, gdzie możemy usłyszeć niesławnego dziś DaBaby oraz ledwo co rozpoznawalnego Marilyna Mansona – ruch czysto marketingowy, więc milcząco krytykuję. Co do głównej części – Jonah oraz Junya stanowią niewykorzystane szanse na coś lepszego, zaś Moon, Donda oraz Tell The Vision zasługują na rozwinięcie.

Do najbardziej udanych propozycji z pewnością mogę zaliczyć te, gdzie Kanye po prostu rapuje i poświęca swoim słowom trochę więcej czasu. Dlatego też doceniam Lord Jesus oraz Lord I Need You. Z muzycznej strony, gdzie również i nienajgorszy tekst dodaje wartości danym utworom, wymienię Believe What I Say, Remote Control oraz Off The Grid. Wyróżnić chciałbym też Jail, God Breathed oraz New Again, którym lirycznie i twórczo niewiele brakowało, by zrobić na mnie o wiele większe wrażenie.

Najnowszy album Kanye Westa na pewno ma przed nami jeszcze sporo tajemnic, jednak chyba wolałbym trzymać się od nich z dala, skupiając się na samej muzyce. Donda to projekt dobry, który na ten moment jedynie zwiastuje powrót do formy oraz pobudki jego autora ze swojego artystycznego marazmu. Osobiście życzę Westowi stabilności – po prostu, bo pod tą muzyką i figurą Jezusa czuć ogromny emocjonalny chaos.

Kanye West - Donda
  • Data premiery: 29 08 2021
  • Single: brak
Najlepsze utwory: Lord I Need You, Jesus Lord, Believe What I Say, Off The Grid, Remote Control, God Breathed
Najsłabsze utwory: Jail pt 2, Ok Ok pt 2, Jonah, Junya pt 2, Junya, Jesus Lord pt 2


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.

Czytaj również