Mimo że niniejsza książka posiada kilka wad, na jej następcę nie mogę się już doczekać – takimi słowami podsumowałem jakiś czas temu w swojej recenzji pierwszy tom tej dwuczęściowej biografii najważniejszego zespołu thrash-metalowego świata – Metallici. Po przeczytaniu Metallica. Tom 2. Prosto w czerń. 1991-2015 stwierdzam, że na tę pozycję warto było czekać. Zdecydowanie.
Na mój bardzo pozytywny odbiór książki wpłynęły na pewno dwie kwestie. Po pierwsze, lata 1991 – 2015 okazały się zdecydowanie ciekawsze w karierze grupy, niż okres 1981 – 1990, który obejmował pierwszy tom autorstwa Paula Brannigana i Iana Winwooda. Ta część zaczyna się od mocnego kopniaka w postaci relacji ze sklepu płytowego, w którym to Amerykańscy fani metalu, punktualnie o północy 11 sierpnia 1991 roku, ze zwierzęcą dzikością i instynktem kupowali swoje egzemplarze najnowszego albumu ich idolów – Metallica, który momentalnie, zważywszy na czarny kolor obwoluty, ochrzczony został Czarnym Albumem; wydawnictwem, które wprowadziło Metallicę na sam szczyt muzycznej hierarchii. Szczyt, z którego nikt ich już nie strącił.
Lecz lata obejmujące treść ocenianej książki to też lata suche, do których zdecydowanie można zaliczyć okres obejmujący drugą połowę lat 90., kiedy muzycy wydali dosyć mętne i bezbarwne płyty studyjne Load (1996) i ReLoad (1997). W Trzecie Tysiąclecie Meta, a właściwie Lars Ulrich, wkroczył z pompą, rozprawiając się z platformą wymiany plików mp3 Napster, która była prekursorem tego, z czym mamy do czynienia w dniu dzisiejszym. Perkusista w 2000 roku właściwie przewidział to, co nastąpiło dekadę później. Rok 2001 to odejście z zespołu Jasona Newsteda, wieloletniego basisty, które było następstwem tarć pomiędzy nim a Jamesem Hetlfieldem. Następnie obrazu nędzy i rozpaczy dopełniła kuracja odwykowa Jamesa oraz nakręcenie filmu Some Kind of Monster pokazującego, że w pierwszych latach XXI wieku, rozpad Metallici wisiał dosłownie na włosku. Na szczęście, tak się nie stało, a symbolicznym zamknięciem tego trudnego etapu było przyjęcie w szeregi zespołu nowego basisty – Roberta Trujillo.
Wypadałoby jeszcze wymienić nagranie przeciętnego St. Anger i zdecydowanie lepszego Death Magnetic, zrealizowanie trasy tzw. Wielkiej Czwórki Trash Metalu, z Anthraxem, Megadeth i Slayerem oraz wprowadzenie do Rock and Roll Hall Of Fame by bez zawahania stwierdzić, że etap ten był gotowym magnesem na czytelnika.
Po drugie, zestawiając oceniane wydawnictwo z jego poprzednikiem, więcej mamy tutaj autorów książki. Sami przyznali w podziękowaniach znajdujących się w ostatnim rozdziale, że:
Różnica pomiędzy tym tomem książki a poprzednim jest taka, że tom drugi w większym stopniu opiera się na osobistych doświadczeniach autorów, a w mniejszym na opowieściach innych osób. Dodają, że w latach dziewięćdziesiątych nie byliśmy już „tylko” fanami; byliśmy fanami uzbrojonymi w magnetofony, paszporty, a nasze nazwiska znane były z prasy muzycznej.
I powiem Wam, że ta różnica jest bardzo odczuwalna.
Czytając pierwszy tom wielokrotnie miałem wrażenie, że obcuje z kalką wspaniałej biografii zespołu Sprawiedliwość dla wszystkich Joela McIvera. Problemem było to, że bardzo często Branningan i Winwood w swojej publikacji wykorzystywali te same cytaty, co dekadę wcześniej McIver, przez co od razu wydawnictwo to straciło nieco w moich oczach. Tutaj otrzymujemy zdecydowanie więcej unikatowych relacji i opinii autorów. Czasem bardzo subiektywnie podchodzą do niektórych kwestii. Posługują się, podobnie jak w poprzednim tomie, ale z o wiele większą intensywnością, zabawnymi porównaniami, których nie powstydziłby się sam Jeremy Clarkson. Ich bezpośrednie rozmowy z muzykami (na kartach ocenianej książki twórcy stwierdzili, że od 1992 roku spotkali się w sumie ze wszystkimi członkami grupy ponad czterdzieści razy) dodają nieco świeżości w tematyce, która już została wcześniej wielokrotnie poruszona.
Jeżeli miałbym wskazać jakieś minusy, to byłyby to – tak, jak w przypadku poprzedniej części – zbyt długie rozdziały. Jako, że jestem fanem większej dynamiki, która objawia się właśnie krótkimi rozdziałami, ich brak był dla mnie dosyć uciążliwy. Jednak to tylko kosmetyczna kwestia, która tylko odrobinę obniża moją ocenę tej biografii.
Książka ta pojawi się w regularnej sprzedaży 8 czerwca. Polecam ją wszystkim fanom Metallici. Nawet tym najbardziej zrzędzącym i irytującym, którzy usilnie twierdzą, że ich ostatnim dobrym albumem był debiutancki Kill’Em All z 1983 roku.


