„Narodziny. Szkoła. Metallica. Śmierć Tom 1”. Recenzja Kuby Koziołkiewicza

Przed rozpoczęciem czytania wydawnictwa Narodziny. Szkoła. Metallica. Śmierć. Tom 1, zadałem sobie pytanie: czy fanom metalu potrzebna jest kolejna książka o Metallice? Odpowiedź brzmiała: jak najbardziej.

narodziny_szkola_metallica_smierc_in_rockpg

Mimo, że Metallica może pochwalić się ponad 30 – letnim muzycznym stażem, to ilość biograficznych pozycji wydanych przez ten czas na jej temat w naszym kraju można by porównać z liczbą książek o One Direction. Dlatego zapotrzebowanie na świeże wydawnictwa omawiające wielką karierę Mety nadal jest. Ważne, żeby ich treści nie pokrywały się w znaczący sposób z tym, co już zostało kiedyś opowiedziane i zapisane.

Oceniana przeze mnie pozycja nie do końca spełnia to kryterium. Bardzo często wypowiedzi poszczególnych bohaterów to te same cytaty, które mogłem odnaleźć w innym, kapitalnym i kultowym już wydawnictwie o tej legendzie thrash metalu, zatytułowanym Bez przebaczenia – poszerzonej wersji Sprawiedliwości dla wszystkich z 2004 roku, autorstwa Joela McIvera. To jeden z głównych zarzutów, jakie mam wobec Narodziny. Szkoła… W wielu miejscach jest niemalże kalką książki McIvera. Kolejnym minusem są zdecydowanie za długie rozdziały. Niestety, będąc pracującym studentem, nie mam zbyt wielu okazji, by książki czytać w swoim mieszkaniu, siedząc w wygodnym fotelu, z filiżanką angielskiej herbatki stojącej na stoliku obok. Najczęściej robię to w autobusie/ tramwaju, przemieszczając się po rożnych zakątkach Krakowa. Ponad czterdziestostronicowe rozdziały publikacji nie pomagały w spokojnym zapoznawaniu się z jej treścią. Brakowało mi w nich chociażby gwiazdek, które oddzielałyby poszczególne wątki w jednym rozdziale. To siłą rzeczy sprawiło, że bardzo łatwo gubiłem w niektórych momentach kontekst, a kończąc jakiś fragment, zastanawiałem się, od jakich informacji rozpoczynał się dany rozdział.

Lecz Narodziny. Śmierć… to prócz kilku niedociągnięć, pozycja obowiązkowa dla każdego fana Mety. Jej autorzy: Paul Brannigan i Ian Winwood (brytyjscy dziennikarze muzyczni) w bardzo lekki i przystępny sposób uzupełnili historię zespołu, który sami nazwali „Led Zeppelinami swoich czasów”.

Na tom numer 1 złożył się pierwszy, chyba najbardziej spektakularny i kontrowersyjny etap Metallici, czyli lata 1981- 1991. To właśnie wtedy podbijali najpierw amerykański, a następnie światowy rynek muzyczny oraz formowali swój najdłużej działający skład. W zimny i pozbawiony emocji sposób, pozbywali się z zespołu poszczególnych członków, niekoniecznie ich z niego wyrzucając. Przykład: ciekawie opisany temat pierwszego basisty kapeli – Rona McGovneya, który, w pewnym sensie dręczony psychicznie i emocjonalnie przez resztę składu, sam odszedł z grupy, „zwalniając” tym samym miejsce Cliffowi Burtonowi.

Mimo, że, tak jak już pośrednio wspomniałem, wiele wątków i historii zawartych w tej książce każdy fan Metallici znał od wielu lat, znajdują się w niej też takie, o których ja sam, nie miałem bladego pojęcia. Dzięki Narodziny. Śmierć… dowiedziałem się na przykład, jaką rzecz zabierał ze sobą w każdą trasę Cliff Burton. Nie chcę zdradzać szczegółów, żeby nie streszczać Wam zawartości książki, ale wierzcie mi na słowo – jak przeczytacie ten fragment, to będziecie zarówno zaskoczeni, jak i rozbawieni. Śmieszna okazała się też pewna historyjka, która przydarzyła się Larsowi Ulrichowi – perkusiście grupy – w latach 80., kiedy do Stanów przyleciał lider MotörheadLemmy Klimister. Perkusista Mety, chcąc zaimponować swojemu wielkiemu idolowi, postanowił zabrać go do baru i pokonać w pojedynku na picie. Jako, że Lemmy znany jest ze swojej ultra mocnej głowy, Lars tę walkę sromotnie przegrał.

Historia przedstawiona w Narodziny. Szkoła. Metallica. Śmierć Tom 1 kończy się w momencie, gdy Metallica prezentuje w Madison Square Garden muzyczną zawartość swojego Czarnego Albumu (1991). Płyty, która jest w pewnym sensie punktem kulminacyjnym ich całej kariery. Po jej wydaniu nic już nie było dla nich takie samo. Z informacji, jakie otrzymałem od wydawnictwa In Rock wynika, że tom drugi tej publikacji, powinien w przeciągu kilku najbliższych tygodni pojawić się w regularnej sprzedaży. Mimo, że niniejsza książka posiada kilka wad, na jej następcę nie mogę się już doczekać.

Czytaj również