Stało się! Ikona muzyki, czyli Lady Gaga pokusiła się na kolejny wpis w hagiografii popkultury XXI wieku, tym razem z dedykacją dla świata hyper popu. Dawn Of Chromatica to chyba najbardziej wyczekiwany remix album w historii, zatem nadzieje w nim pokładane są gargantuicznych rozmiarów. Czy udało się je jednak spełnić? Sprawdźmy!
LSDXOXO, COUCOU CHLOE, Arca, Rina Sawayama oraz Clarence Clarity, Pabllo Vittar, Charli XCX oraz A.G. Cook, Ashnikko oraz Oscar Scheller, Shygirl oraz Mura Masa, Doss, Dorian Electra, Chester Lockhart oraz MoodKiller i Lil Texas, Planningtorock, Bree Runway oraz Jimmy Edgar – oto znamienici twórcy, który dołożyli swoje trzy symboliczne grosze do tego wyjątkowego projektu. Choć umiem wyobrazić sobie jeszcze lepszą listę gości planety Chromatica, tak nie mam wątpliwości, że producencki sztab wiedział komu wręczyć bilet wstępu. Tym bardziej mi miło, bo dzieła większości z nich udało mi się dla Was zrecenzować na przestrzeni dwóch ostatnich lat, więc nieskromnie mogę powiedzieć, że mam smak do muzyków niczym jak sama Gaga. Gdy już zatem wiemy kto pojawił się na Dawn Of Chromatica, tak rodzi się pytanie jakie są tego efekty.
Chyba nie było żadnych wątpliwości, że ten album po prostu powinien być efekciarski w skali iście intergalaktycznej. Z drugiej jednak strony istnieją zapewne tacy fani Gagi, którzy zupełnie nie mają pojęcia kim jest Dorian Electra, a co dopiero Lil Texas. Tym samym w moich oczach Dawn Of Chormatica to bardzo przyzwoity album ze świata ostrego, elektronicznego popu, który nie poszedł tak daleko w swoich inspiracjach, jak naprawdę mógł. Dla laika zaś będzie to najbardziej abstrakcyjna muzyczna podróż, gdzie niełatwo będzie o zrozumienie niektórych artystycznych decyzji za nią stojących.
Pomimo, że wszyscy współtwórcy Dawn Of Chormatica wywodzą się z równoległych muzycznie światów, związanych ze wspominanym już hyper popem, tak na samym krążku ta spójność nie jest aż tak zauważalna, jak można było się tego oczekiwać. Oczywiście niektórzy nie wahali się iść na całość jak Charli XCX, Dorian Electra, czy trio odpowiedzialne za remix Sine From Above, jednak w ogólnym spojrzeniu, myślę, że niektórym po prostu zabrakło tej twórczej odwagi. Naprawdę niewiele brakowało, aby ten krążek był o wiele ciekawszy w swoich nierzadko bardzo niebanalnych inspiracjach. Tym samym dostaliśmy coś, co będzie stanowić pewien niedosyt dla fana takich dźwięków, zaś dla ich amatora może być czymś zbyt dużym do ogarnięcia za pierwszym przesłuchaniem.
Jednak istotniejszym elementem Dawn Of Chormatica jest to jak dane piosenki rozstały realnie zremiksowane. Myślę, że w ogólnym ujęciu nie mam się zbytnio do czego przyczepić, choć zauważalnie lepiej i ciekawiej wypadły te kompozycje, które były przerabiane przez artystów również śpiewających. Tym samym pozostałe pięć utworów (LSDXOXO, COUCOU CHLOE, Arca, Doss, Planningtorock) stanowi raczej niewykorzystaną szansę na coś jeszcze lepszego, niż to, co realnie dostaliśmy. Szkoda, że ich miejsca nie zajęły, albo po prostu do nich nie dołączyły takie gwiazdy jak Caroline Polachek, Kim Petras, czy 100gecs.
Zatem płynnie przechodząc do oceny pojedynczych utworów, zacznę od wspomnianej już piątki. Alice oraz Stupid Love zdecydowanie zasługiwały na więcej artystycznej uwagi ze strony LSDXOXO oraz COUCOU CHLOE. Rain On Me w interpretacji Arci również mnie nie porwał, choć jego połączenie z utworem Time jest logiczne i ostatecznie nawet przyjemne. Zdecydowanymi faworytami w tej kategorii zostają zatem Enigma oraz 1000 Doves – idealny duet o house’owych rytmach. No i jakbym mógł zapomnieć o Babylon (Haus Lab Version), które w istocie nie ma żadnej konkurencji.
Co się zatem tyczy pozostałych piosenek. Fun Tonight w wykonaniu Pabllo Vittar to najmniej pasująca do całej reszty kompozycja, ale mimo wszystko skradła mi serce swoimi gorącymi brazylijskimi rytmami. Takie same odczucia mam wobec interpretacji Plastic Doll autorstwa Ashnikko, które ma niewiele wspólnego z hyper popem, jednak mimo wszystko działa jako dobrze wyprodukowany kawałek. Mniej natomiast urzekł mnie Free Woman z udziałem Riny Sawayamy, który zdecydowanie za szybko wyłożył wszystkie dźwięki na stół, przez co równie szybko mnie znudził i zmęczył. Natomiast pozostałe pięć utworów to idealne przykłady na to jaki ten album powinien być od początku do końca – szalony, nieco seksowny i absolutnie nieprzewidywalny.
Uwielbiam Replay oraz Sine From Above, które nie mogły być już lepsze, a to tylko dzięki im współtwórcom (Dorian Electra oraz tercet Chester Lockhart, MoodKiller, Lil Texas), którzy wiedzieli, co chcą z nimi zrobić. To samo tyczy się Sour Candy z udziałem Shygirl, która jako jedyna uczyniła swoją wersję piosenki lepszą od oryginału. Niewiele też zabrakło Bree Runway, choć myślę, że to jednak Jimmy Edgar odpowiadał przede wszystkim za ten kawałek. No i wisienka na tym kolorowym torcie, czyli 911 z udziałem Charli XCX oraz A. G. Cooka – niesamowity remix, ba, ta piosenka powinna znaleźć się na jej nadchodzącym albumie z jej autorskim tekstem. Świetna melodia!
Dawn Of Chormatica to projekt unikatowy pod każdym względem. Lady Gaga oraz jej ekipa przygotowali dla nas krążek o nietypowych dźwiękach, które mogły powstać wyłącznie w takich okolicznościach. Choć nie jest to dzieło dla każdego jej fana, tak warto się chociaż z nim zapoznać, bo po prostu nie będzie drugiej takiej okazji. Mimo swojego niewykorzystanego w pełni potencjału, jest to idealna propozycja do poznania śmietanki współczesnej muzyki hyper pop, ale i nie tylko. Chromatica żyje i żyć będzie dalej!

