
W świecie muzyki pop, każde odstępstwo od utartych schematów wydaje się być niebywale interesujące. Już od blisko trzech lat swoją niesztampową twórczość rozpowszechniają Dorian Electra, odrzucający płeć elektropopowy akt, który nie tylko ciekawi swoją niecodzienną aparycją, ale i samą muzyką właśnie.
Pierwszy raz o ich twórczości usłyszałem dzięki piosence autorstwa Charli XCX pod tytułem Femmebot, którą do dziś uważam za jedną z najlepszych jaką można usłyszeć na mixtape’ie Pop 2. Jednak te półtora roku temu nie byłem szczególnie zainteresowany ówczesną twórczością Dorian. Dlatego kiedy dowiedziałem się o ich debiutanckim dziele pod tytułem Flamboyant, byłem z jeden strony ciekawy, choć niezbyt podekscytowanym tym, co miałem usłyszeć po dwóch latach od premiery hitu Femmebot. I tak jak nie miałem żadnych oczekiwań, tak ich krążek wypełnił wszystkie rubryki w ankiecie pod tytułem „debiut wprost wymarzony”.
Największą moim zdaniem zaletą Flamboyant jest fakt, że jest krążek totalnie niepoważny, powierzchownie pozując na szalenie dostojny, choć w tej manierze trudno go tak naprawdę traktować. Dorian nie tyle parodiują męskość, co po prostu parodiują siebie samych w konwencji parodiowania męskich stereotypów. Jeśli wymiękliście już przy tym opisie, to zapewniam, że to dopiero początek tej mieszającej role płciowe zabawy. Zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej, mamy tu do czynienia z kawalkadą uprzedzeń, które nie tylko są częścią artystycznej osobowości Dorian, ale również komentarzem do tego jak postrzega się mężczyzn w XX i XXI wieku. Na dokładkę, nie tylko śmieją się z męskiego, ale też i kobiecego świata. Jeśli Guyliner nie jest parodią sztampowej piosenki wykonywanej przez równie zwykłą dziewczynę, tak ja chyba muszę rzucić tę robotę. Poza moją wszelką wątpliwością jest to piosenka do szpiku kości prześmiewcza, i uwielbiam ją za to w każdej nucie. Oczywiście poza oceną męskości i kobiecości, Dorian znaleźli też miejsce na krytykę katolicyzmu w najlepszym na krążku utworze Adam & Steve, czy artystycznej megalomanii w Music Genius.
Schodząc z tematu interpretacji, Flamboyant poza swoim głębokim społecznym komentarzem, to bardzo przyjemny dla ucha kawałek muzyki. Z jednej strony totalny taneczny obłęd za sprawą Mr. To You i Guyliner, zaś z drugiej nieco bliższe spokojnemu falowaniu przy Daddy Like, czy Man To Man. Kompletnie też się nie dziwię, że Charli XCX swego czasu postanowiła nagrać z nimi utwór. Flamboyant to odrobinę mniej, ale nadal bardzo eksperymentalny młodszy brat Pop 2. Śliskie, wręcz połyskujące od plastikowości bity, fantastycznie zmieszane w przemysłowej prasie z popem, R&B i wszystkim co nawiązujące do twórczości kolektywu PC Music. Oznacza to tyle, że wraz z pierwszą nutką Mr. To You znajdziecie się w świecie ponowoczesnej Rosji, gdzie dźwięki kuchennych utensyliów mieszają się z electro popem lat 80, twórczością Prince’a, k-popem XXI wieku i francuskim barokiem. Tekstowo Dorian Electra również dają sobie świetnie radę. Są one proste i nieprzekombinowane, choć ukrywają się w nich sprytnie zakamuflowane męskim makijażem metafory. Flamboyant to pop przyszłości, który już tu jest i nie pyta o miejsce na listach przebojów, bo zwyczajnie ich nie potrzebuje.
Niestety w beczce tego hiperprzetworzonego miodu muszę upuścić kropelkę dziegciu, choć Flamboyant nie traci na tym swojej jakości. Średnio w moim uchu wypada wspomniany wcześniej Musical Genius. Kompletnie pozbawiona rytmu i przekombinowana kompozycja, choć jak mniemam to zabieg zamierzony, by tylko ukazać tytułowy geniusz. Co do pozostałej dziesiątki, czysto artystycznie nie mogę im nic zarzucić. Muszę jednak przyznać, że jest to muzyka bardzo specyficzna. I choć Flamboyant jest bardzo bliski Pop 2, tak Charli XCX nie serwuje nam tak szalonej stylówki i pomysłu na siebie jak Dorian Electra. Dla jednych będzie to tylko dodatek to fantastycznej muzyki, a dla innych będzie elementem niepozwalającym na wkręcenie się w to negujące płeć uniwersum.
Jeśli pragniecie wyruszyć w kolejną szaloną podróż po świecie ultranowoczesnej muzyki pop, to dzieło Dorian Electra jest idealnie dla Was. Flamboyant to póki co najmilsza niespodzianka tego roku i bardzo się cieszę z istnienia tego krążka. Może nie jest idealny i okraszony naprawdę specyficzną stylistyką, ale ma silną wizję i to z pewnością podbija jego ostateczny artystyczny obraz. Oby więcej takich eksperymentów!

