Site icon All About Music

Kim Petras – Clarity (2019), recenzja Christiana Cieślaka

Jeśli ktoś uważa, że muzyka pop umarła, ten powinien zaopatrzyć się w lepszy internet, bo ta nie tylko żyje, ale i ma się naprawdę dobrze. Wśród takich mistrzyń tego gatunku jak RobynCarly Rae Jepsen, czy Charli XCX swoje miejsce znalazła pewna skromna Niemka o imieniu Kim Petras. Kilkanaście singli i jeden mixtape później od debiutanckiego utworu I Don’t Want It At All, doczekaliśmy się jej pierwszego pełnoprawnego krążka pod tytułem Clarity, który, jak sam tytuł wskazuje, chce wyjaśnić słuchaczom parę istotnych kwestii.

Kim Petras to chyba jedyna mi znana otwarcie transpłciowa wokalistka, która dzięki swojej muzycznej twórczości zyskała taką popularność, że bez kompleksów może być bohaterką materiału w amerykańskim programie „Nighline”. Regularnie od dwóch lat publikując swoje autorskie piosenki, sądzę, że stała się jedną z najbardziej aktywnych i obecnych artystek w świecie mediów społecznościowych, co się bardzo chwali i w istocie opłaca. Strategia wydawnicza stojąca za utworami spod szyldu „Era 1”, z pewnością pomogła w promocji jej twórczości, i to nie tylko w środowisku LGBTQ+, który wydaje się być jej naturalnym fandomem, ale i wśród zwykłych zjadaczy popowej muzyki. Mnie osobiście potrzeba było premiery kolaboracji Kim Petras z SOPHIE, by wreszcie przekonać się do jej muzyki, jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, prawda?

Wraz z premierą Broken, czyli pierwszej opublikowanej piosenki pochodzącej z Clarity, ponownie byłem sceptyczny. Nie przypadł mi do gustu melancholijny klimat tego utworu i jego smutnawa okładka, gdzie on sam wydawał się po prostu nijaki w porównaniu z chociażby wspomnianym 1,2,3 dayz up. Jednak z jakiegoś dziwnego powodu ciągle do niego wracałem, by niespodziewanie stał się jedną z moich ulubionych kompozycji na tym krążku. W istocie po publikacji Broken trudno mi wysnuwać jakiekolwiek oczekiwania względem nadchodzącego wtedy debiutu Kim Petras. Jednak po kilkukrotnym przesłuchaniu Clarity z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że warto było czekać.

Odnosząc się do moich ogólnych wrażeń, najmocniejszą stroną Clarity jest warstwa muzyczna. Gdyby pozbyć się z piosenek samą Kim, czego z pewnością nikt nie chce, byłyby to fantastyczne klubowe utwory do tańca na wszystkich światowych parkietach. Produkcja na tzw. wysoki połysk, to wbrew pozorom nadal dość rzadko spotykany zabieg, a ten idealnie pasuje do hiperdziewczęcego stylu Petras. O tekstach również nie mogę powiedzieć złego słowa. Choć może nieco dziwić obecność niesławnego dziś Dr. Luke’a, to trzeba przyznać, że przy współpracy z Kim stworzyli naprawdę fantastyczne utwory. Proste, ale nie prostackie i banalne. Naładowane pewnością siebie, ale nie aroganckie. Zabawne, ale nie ośmieszające i głupawe. To właśnie te dwa elementy, czyli prosta warstwa tekstowa połączona z równie prostymi, choć różnorodnymi melodiami, tworzą pop perfekcyjny. Może to przesada z mojej strony, ale sądzę, że wszystkie piosenki zgromadzone na Clarity spokojnie można by było oddać największym gwiazdom pop jak Katy Perry, czy Britney Spears i byłyby to jedne z ich najpopularniejszych przebojów ostatnich lat, jak nie kariery. Nie wiem jak to możliwe, ale wszystkie te kompozycje są niezwykłe i choć nie są najbardziej szalonymi piosenkami jakie znam, tak są bardzo skuteczne w tym co chcą zrobić. Praktycznie już od drugiego razu mógłbym je śpiewać razem z Kim, podczas któregoś z jej licznych koncertów. Reakcja jest natychmiastowa.

W związku z taką siłą oddziaływania, trudno jest mi też wskazać te najlepsze, a co dopiero te najgorsze utwory. Każdy z nich jest co najmniej dobry i interesujący. Clarity nie ma słabych momentów, po prostu. Jeśli chcecie dowiedzieć się, które utwory są najlepsze, to wam tego po prostu nie jestem wstanie powiedzieć. Clarity trzeba poznać osobiście i poczuć go na własnej skórze, jeśli tego nie poczujecie, wtedy nie jest to muzyka dla was. Jak już wspomniałem wcześniej, serce skradł mi Broken, gdzie na moim podium znalazłyby dla siebie miejsce również taneczne Personal Hell oraz energetyczne Do Me.

Album Clarity z pewnością wpisze się w muzyczną legendarność społeczności LGBTQ+, co nie zmienia faktu, że pomimo swojego pochodzenia, jest wart uwagi każdego fana muzyki pop. Choć życzę Kim największych sukcesów, to myślę, że nic się nie stanie jak pozostanie reprezentantką niszowego, choć klasycznego popu XXI wieku. Jeśli ktoś ratuje pop, choć myślę, że nigdy takiego ratunku nie potrzebował, tak Kim Petras jest obecnie jego najsilniejszą heroiną.

Exit mobile version