Maria Peszek – Jezus Maria Peszek (2012) – recenzja Marty

Medialna burza wywołana wywiadem artystki sprawiła, że album wzbudził kontrowersje jeszcze przed własną premierą. Moim zdanie zbędne są wszystkie komentarze odnośnie choroby, rzekomej czy prawdziwej Marii Peszek i sposobach jej leczenia. Nie ma dla mnie różnicy czy terapia odbywała się w Bangkoku, czy może w Ciechocinku. Ważne jest, że Peszek stworzyła dobry album, który broni się sam i nie potrzebuje kolejnych tłumaczeń.

Peszek to swego rodzaju indywiduum na polskiej scenie muzycznej. To artystka kompletna i ściśle trzymająca się wyznaczonych przez siebie trendów. Szczelnie zamknięta w swoim świecie, który jak zaprezentowała na swoim trzecim krążku nie należy (należał) do kolorowych.

Muszę przyznać, że Jezus Maria Peszek to pierwszy album artystki, po który sięgnęłam w całości. Do tej pory spotkałam się z jej pojedynczymi utworami, ale jakoś nie wywarły na mnie wrażenia i nie utkwiły w pamięci. A sama artystka kojarzyła mi się z barwnym pióropuszem na głowie i bardziej deklamowaniem niż śpiewaniem. Dlaczego z trzecią płytą Peszek było inaczej? Pierwsze pojawił się singiel Padam, który jest skoczny, wpada w ucho i miło się go słucha. I chyba na przekór słuchaczom Peszek zaprezentowała go jako pierwszy. Kolejne utwory z płyty były jak zimny prysznic i w niczym nie przypominały singla. Jezus Maria Peszek to swoisty muzyczny grom z jasnego nieba, który mnie poraził. Album jest magnetyczny, tajemniczy, miejscami kojący jednak do bólu szczery. Jezus Maria Peszek to kombinacja utworów, które odzwierciedlają realia trudnego życia, choroby, bycia artystą, kobietą czy zwykłym człowiekiem. I właśnie z takich perspektyw warto spojrzeć na tę płytę. Z pozycji artystki – Marii Peszek, Polaka – żyjącego w konkretnym środowisku wreszcie z perspektywy nas samych, każdej pojedynczej jednostki. Zadziwiło mnie też, że Peszek wreszcie śpiewa. Oczywiście w kilku momentach nadal pozostała dawaną Marią, która potrafi świetnie deklamować, jednak w większości utworów śpiewa.

Muzyka Peszek boli, nie ma w tym jednak histerii i lamentowania. Wszystko podane jest w rytmicznych i dobrych muzycznie utworach. Przenosi nas w głębszy wymiar postrzegania świata. Dla laika odnośnie twórczości Peszek, czyli miedzy innymi dla mnie, szczególne mocne wrażenie zrobiły teksty, które usadowione są w okrojonych dźwiękach i dzięki temu mają taką siłę przekazu. Peszek idealnie przełożyła emocje na teksty, w których dosadnie opisała dno ludzkiej egzystencji, w jej przypadku była to depresja(?) (Nie Ogarniam) krytycznie podeszła do patriotyzmu (Sorry Polsko) , roli kobiety w społeczeństwie (Nie wiem czy chcę) czy Boga (Pan Nie Jest Moim Pasterzem).

Zachwyciłam się tekstami artystki i głównie dzięki nim album tak mi się podoba, gdyż właśnie na warstwę tekstową zwracam największą uwagę. Jednak płyta to także a może przede wszystkim muzyka. I tutaj Peszek proponuje nam mieszankę różnych styli. Począwszy od elektronicznych, wpadających w rocokowe, brzmień poprzez piosenkę nieco kabaretową (Padam), jak również przejmujące ballady (Nie wiem czy chcę). Oszczędne wykorzystanie warstwy muzycznej nie jest w tym przypadku dla mnie minusem płyty. Tak więc przyjrzyjmy się bliżej kilku muzycznym perełkom na tym krążku.

Zdecydowanie największe wrażenie zrobił na mnie utwór Nie wiem czy chcę. Nie ma w nim rewelacji co do aranżu, jednak w przejmujący wokal i smutny tekst sprawia, że mam ciarki. Tekst mnie powalił i chociaż dla niektórych to feministyczny apel, to dla mnie to świadoma decyzja kobiety, która bez własnej zgody została wpisana w konkretną rolę w społeczeństwie w tym przypadku w rolę matki. Peszek jest głosem kobiet, które nie do końca są o tym przekonane „ nie wiem czy chce rozmnażać się. Nie urodzę syna, nie zbuduję domu, nie posadzę drzewa ” Peszek zrywa z pewną konwencją stawianą głównie przed mężczyznami, czyli budowa domu, spłodzenie syna i posadzenie drzewa.

Kolejnym dobrym numerem jest bardziej wyskandowany i wykrzyczane Sorry Polsko, czyli rozliczenie artystki z rzeczywistością, z patriotyzmem po prostu z Polską. To specyficzne podejście do idei patriotyzmu, gdzie nie należy ginąć za kraj a dbanie o ojczyznę polega na pójście na wybory, zapłacenie abonamentu czy rachunków, bo rzeczywistość sama w sobie jest trudna („wystarczająco trudno jest żyć”). Kolejny numer na który chciałabym zwrócić uwagę to Nie Ogarniam, w którym słychać gitarę i pianino a sama artystka doskonale odnajduje się w szybszym brzmieniu. Sam utwór ma wydźwięk bardziej zabawny niż depresyjny („załamanie nerwowe dzwoń po pogotowie” – słyszymy w refrenie), jednak dotyka istotnych kwestii.

Co do utworów in minus to raczej żaden nie znalazł się na mojej czarnej liście, gdyż wszystkie jeżeli są słabsze tekstowo nadrabiają muzyką i odwrotnie. Dobrze wyważone kompozycje w miarę spójne myślowo (oprócz optymistycznego Padam i numerze o Amy Winehouse). Jedyny kawałek, który nieco mnie zraził to Pan nie jest moim pasterzem, ale wpłynęły na to głównie przekonania religijne, które na poziomie oceny muzyki nie powinny wpływać. Podobnie razi mnie tytuł całego krążka, ale mogę przymknąć na niego oko, gdyż Peszek zrekompensowała mi to w innych kawałkach (zwłaszcza tekstowo).

Cyniczne i wyśmiewne komentarze odnośnie tego krążka mogą jedynie wynikać z braku podobnych doświadczeń. Ktoś kto nigdy nie znalazł się na takim „egzystencjalnym dnie” lub nie spotkał kogoś takiego może tego nie rozumieć. Cały krążek to szczere, nieco bolesne spojrzenie na życie artystki, Polskę, Boga i społeczeństwo. I czy jest to odniesienie do faktów z życia artystki czy zrobione w celu promocji to mnie to nie interesuje. Co prawda zepsuło mi to pierwszy odsłuch gdyż w podświadomie miałam na uwadze jej stan psychiczny podczas kolejnych utworów, jednak później z każdym kolejnym słuchaniem już o tym nie myślałam. Ważne jest, że słucham dobrego albumu i jestem pewna, że sięgnę po kolejny krążek Peszek. Fani Peszek na pewno są zadowolenie a wszyscy, którzy do tej pory nie słuchali artystki na pewno się nie zawiodą i wybrali idealny moment na zapoznanie się z jej twórczością, bo Jezus Maria Peszek to bardzo dobra propozycja.

Jezus Maria Peszek – dwie recenzje, dwa spojrzenia

Recenzja Marty / Recenzja Łukasza

Czytaj również