Only The Poets to brytyjski zespół tworzący muzykę indie-pop. W 2022 roku polskiej publiczności dali się poznać w trakcie trasy koncertowej Louisa Tomlinsona i od tamtej pory koncertują regularnie w naszym kraju. 30 stycznia wydali długo wyczekiwany przez fanów debiutancki album And I’d Do It Again, a 24 kwietnia zespół zagra koncert w Warszawie. Z tej okazji porozmawialiśmy z Tommym Longhurstem (wokal), Andym Burgem oraz Marcusem Yatesem o premierze. W rozmowie dowiedzieliśmy się między innymi, który utwór powstał w dziesięć minut, z jaką piosenką zespół miał największe trudności, a także o tym, co sądzą o Polsce oraz fanach po tylu latach koncertowania.
Only The Poets fot. Universal Music Polska (materiały prasowe)
Julia Maciąg: Oficjalnie można Was nazwać debiutantami. Jak to jest wydać już swój pierwszy album?
Tommy Longhurst: Niesamowicie. Jesteśmy bardzo podekscytowani! Oczywiście, żyliśmy tym przez ostatnie 18 miesięcy, od początku rozmowy o albumie, czyli przez półtora roku. I teraz, kiedy idzie to w świat, a do premiery pozostał dosłownie dzień. Album wychodzi jutro o północy. To naprawdę niesamowite uczucie. Czujemy się dumni, przytłoczeni emocjami i bardzo podekscytowani. Co jest też super, to fakt, że w noc premiery po raz pierwszy zagramy te utwory na żywo na scenie w Manchesterze. Więc życie jest dobre, i na szczęście jesteśmy zdrowi, co też jest świetne, bo ostatnio wszyscy jakoś chorują.
JM: Kiedy tak naprawdę zaczęliście pracę nad albumem? Kiedy pojawiła się myśl, że może czas nagrać pełny album? Czy przyszło to naturalnie, czy była to świadoma decyzja
TL: To było naprawdę naturalne, prawda? Ani razu nie powiedzieliśmy sobie: „teraz musimy zrobić album”. To piosenki same kierowały rozmową i procesem, dlatego wszystko wyszło tak naturalnie.
Zrobiliśmy już sporo EP-ek i, nie zrozum mnie źle, też były bardzo fajne, ale ten okres był najbardziej płynny i najmniej stresujący ze wszystkich, jakie mieliśmy przy tworzeniu muzyki. I to naprawdę zasługa relacji, jakie mamy między sobą oraz wspólnej wizji artystycznej.
Byliśmy zgodni w każdej kwestii. Nigdy nie było tak, że uderzaliśmy głową w mur, wszystko szło stosunkowo łatwo. Oczywiście zdarzały się trudniejsze momenty, ale ogólnie był to naprawdę przyjemny proces. W końcu tak powinna wyglądać praca przy muzyce, prawda? Bo muzyka ma sprawiać przyjemność.
JM: Album nosi tytuł And I’d Do It Again. Czy utwory na tym albumie odzwierciedlają to, co oznacza dla was ten tytuł?
TL: Spędziliśmy sześć miesięcy w studiu, całkowicie zanurzeni w albumie, i współprodukowaliśmy go z naszym przyjacielem. Chcieliśmy nadać albumowi określony klimat już od pierwszych utworów. Uwielbiamy takie „kinowe” otwarcia płyt, a tytułowy And I’d Do It Again idealnie się do tego nadaje. Chłopaki nawet dołączyli nagrania głosowe z naszej drogi, takie małe wspomnienia, momenty i jest to naprawdę niesamowite. Uwielbiam to i wzrusza mnie, kiedy słucham tego utworu. To nie tylko tekst wprowadza w świat albumu i przygotowuje na dalsze piosenki. Naprawdę fajnie, że pierwszy utwór jest też tytułowy.
JM: Tak, to wstęp! Dlaczego wybraliście do tego utwór instrumentalny, bez słów, tylko taki samą muzyką?
TL: Chcieliśmy wciągnąć słuchacza w świat, który próbujemy stworzyć. Instrumentalny utwór pozwala naprawdę wsłuchać się w muzykę. Oczywiście przy utworach z tekstem też słuchasz muzyki, ale wtedy masz więcej elementów do odbioru. Tutaj skupiasz się na jednej rzeczy i naprawdę wchodzisz w nasz świat.
JM: Przed wydaniem albumu mieliście single. Pierwszym był I Keep On Messing It Up. To właśnie dzięki temu utworowi was poznałam, bo bardzo wpada w ucho. Ale tekst mówi o samodestrukcyjnych schematach. Dlaczego ten kontrast był dla was ważny w muzyce i w tym utworze?
TL: Tak, to bardzo trafna obserwacja i właśnie dlatego kochamy tę piosenkę. Pełna jest autosabotażu. Konceptualnie jest dość mroczna, ale zapakowana w jasną, pełną nadziei produkcję i bardzo podoba nam się ten kontrast. To właśnie przyciągnęło nas do niej.
Chcieliśmy, żeby była nadzieją, a nie przygnębiająca, bo choć tekst jest refleksyjny i mówi o błędach w życiu, to jednocześnie sprawia, że chce się przy niej tańczyć. I to nam się bardzo podoba.
JM: Zauważyłam, że promowaliście singiel Monumental na TikToku i stopniowo zaczął się tworzyć nowy trend. Ten utwór jest bardzo ciekawy, bo opowiada o kłamstwach, fałszywych narracjach i nieuczciwości wobec drugiej osoby. Dla mnie to był mocny start albumu, szczególnie w połączeniu z tym instrumentalnym intro.
TL: Dokładnie, o tym jest ta piosenka. Oczywiście chodzi o kogoś, z kim byliście i kto szybko rusza dalej. Jest napisana z perspektywy osoby, która zna swoją wartość jako człowieka. Wierzymy w to mocno i uważamy, że to dość unikalne podejście do piosenki o rozstaniu.
Przede wszystkim chodzi o celebrowanie siebie. Sam utwór zaczyna się na lżejszej nucie niż inne utwory, które zagłębiają się w naprawdę głębokie emocje. Nie chcieliśmy zaczynać albumu od utworu typu „Madeline„, który jest bardzo emocjonalną balladą. Ale wszystkie utwory mają w sobie emocje, bo tak tworzymy muzykę.
Marcus Yates: I czuję, że pierwsza linijka tej piosenki „a whole year wasted” idealnie pasuje na początek albumu. Kiedy po raz pierwszy to zrobiliśmy, od razu wyobraziłem sobie, że show, projekt, album po prostu cokolwiek zaczyna się od tego utworu. Po prostu wydawało się to najbardziej sensowne. Ale to bardzo trafna obserwacja, rozumiem, co masz na myśli.
Julia:Madeline to moja ulubiona piosenka, bo to piękna ballada. Kiedy wczoraj wracałam do domu, słuchałam jej w zapętleniu i prawie się popłakałam. Jest bardzo emocjonalna, o rozstaniu i życiu, ale nie aż tak ciężka jak Monumental.
TL: Och, bardzo nam miło, dziękuję. Zawsze byliśmy szczerzy w tym, jak tworzymy muzykę. Ten utwór pojawia się w środku albumu i jest takim momentem oddechu – chwilą prawdziwej wrażliwości. Napisałem go najszybciej ze wszystkich, dosłownie w dziesięć minut, bo miałem go w głowie i wcześniej tłumiłem w sobie te emocje. Cieszę się, że wtedy po prostu je wylewałem. W przeciwnym razie ta piosenka prawdopodobnie by nigdy nie powstała.
Chcieliśmy, żeby była surowa i emocjonalna, bez nadmiernego upiększania. To naprawdę piękna piosenka, wszyscy ją kochamy. To jest moment, kiedy gramy razem w pokoju, a jeszcze nie graliśmy jej na żywo, a zagramy ją po raz pierwszy w piątek i nie możemy się doczekać energii w sali.
Julia: Skoro Madeline powstała w dziesięć minut, to która piosenka była najtrudniejsza do napisania?
TL: Jeśli chodzi o całość utworu, to „You Hate I’m In Love” miał wiele wersji. Zmienialiśmy tekst, melodię, tytuł – było dziesięć różnych wersji i mnóstwo godzin dopracowywania produkcji. Ale w końcu udało się osiągnąć efekt, z którego jesteśmy zadowoleni.
Julia: Która piosenka jest waszą ulubioną na tym albumie?
TL: Ciężko wybrać, pewnie powiemy trzy różne piosenki każdego dnia. Ja kocham „God Knows Where You Were„. Bardzo emocjonalna, pełna nadziei i epicka. Nie mogę się doczekać, żeby zagrać ją na żywo!
Andy Burge: Dla mnie ulubioną jest „Bad„. Bardziej rockowa, mroczna i fajnie jest mieć taki utwór w naszym repertuarze.
MY: A ja teraz najbardziej lubię „Monumental„, ale u mnie zmienia się to codziennie. Lubię też intro „And I’d Do It Again„.
JM: A ja uwielbiam jeszcze SAY! – to wykrzyknięte słowo z echem naprawdę uderza w słuchacza.
TL: Tak, napisaliśmy ją zaraz po „IKeep On Messing It Up„. To była jedna z pierwszych produkcji, które zaczęli Marcus i Clem. Zakończyliśmy ją rok później. Uwielbiamy tę piosenkę.
Julia: Czy krzyk w SAY! w studiu był spontaniczny, czy zaplanowany?
TL: To, co kochamy w tym utworze, to kontrast. Początkowo brzmi jak wielki okrzyk i idealnie podkreśla sens piosenki. Potem pojawia się prosty, duży hook, który świetnie działa z melodią. Z punktu widzenia songwriting’u, to było naprawdę przemyślane i wyjątkowe.
JM: Od czasu, gdy po raz pierwszy przyjechaliście do Polski jako support Louisa Tomlinsona, wracacie tu chyba prawie co roku.
TL: Uwielbiamy to!
Julia: Jak to jest wracać do Polski za każdym razem?
AB: Polska była dla nas wspaniała. Fani są niesamowici, pełni pasji, głośni i okazują nam dużo miłości. Zawsze cieszymy się, że możemy tu wrócić. W kwietniu znów gramy w Warszawie, więc zawsze będziemy kochać ten kraj.
JM: Czego nauczyliście się przy tworzeniu tego albumu?
TL: To dobre pytanie. Album w dużej mierze był o autorefleksji i zagłębianiu się w nasze życie. Myślę, że wiele uczysz się, patrząc wstecz, wspominając i analizując schematy. Mieliśmy mnóstwo szczerych rozmów o naszej wspólnej drodze. Czujemy dumę i chcemy pozostać obecni w tym, co robimy, miejmy nadzieję, że jeszcze długo.
I wiesz, myśl o drugim albumie jest też ekscytująca. Jak już mówiłem, całe życie poświęcasz na pierwszy album, a teraz możesz zacząć myśleć, jak będzie wyglądało życie potem i zrobić to ponownie. Ale na razie po prostu będziemy się cieszyć tym, co mamy nawet jeśli jeszcze nie wyszło.
JM: Mam nadzieję, że nagracie jeszcze wiele albumów. Dziękuję bardzo za rozmowę!
Działa głównie w Krakowie. Relacjonowanie koncertów, czy pisanie amatorskich recenzji to (zaraz po śpiewaniu) jej pasja. Kocha rozmawiać o muzyce i odkrywać nowe, muzyczne talenty. Tik Tok to jej zajawka i to właśnie ją widujecie najczęściej na naszym Tik Tokowym profilu. Otwarta na każdy gatunek muzyczny — od popu aż do rapu.