Natalia Przybysz, wokalistka, autorka tekstów, kompozytorka, jeden z ciekawszych i najważniejszych kobiecych głosów na polskiej scenie muzycznej. 12 marca artystka wydała (cyfrowo) płytę MTV Unplugged i dołączyła do zacnego, acz nielicznego grona polskich artystów, którym się to udało. Przed premierą płyty Natalia Przybysz znalazła chwilę, aby spotkać się i opowiedzieć o swoim najnowszym wydawnictwie, a także zbliżającej się trasie koncertowej i muzycznych planach na najbliższy czas. Wywiad został zrealizowany w siedzibie Kayaxu, zapraszamy do przeczytania!

Karolina Posytek: Zacznijmy od początku. Jaka była Pani reakcja na samą wiadomość zaproszenia do koncertu MTV Unplugged?
Natalia Przybysz: Duże wow, duże zaskoczenie i jakaś taka ulga z kosmosu, dlatego, że w pandemii muzycy, w tym również ja, cierpimy na bezrobocie, takie koncertowe i brak kontaktu z publicznością bardzo doskwiera, przynajmniej mi. Brakuje również kontaktu z muzyką na żywo i z graniem z muzykami, więc na myśl o tym, że taki zaszczyt i taka poważna rzecz, praca z prawdziwego zdarzenia się zbliża, byłam bardzo szczęśliwa.
KP: Jak wyglądały przygotowania do tego koncertu?
NP: Najpierw było tak, że myśleliśmy sobie jak z tym podziałać, myśleliśmy w gronie mojego zespołu. Zanim wymyśliliśmy gości, których chcielibyśmy zaprosić, śpiewających gości, to ja wiedziałam od razu, że chce potańczyć i że chcę, żeby Iza Szostak, moja nauczycielka tańca, osoba, z którą pracuję już długo, żeby też zaistniała i była widzialna, dlatego, że jest obecna w różnych moich klipach, natomiast postawiłam sobie zadanie, że po prostu czegoś się nauczymy razem i zrobimy coś równo, bo głównie pracuję z nią improwizując, a tym razem chciałam coś zsynchronizować i byłam bardzo przejęta tym wyzwaniem, które sobie postawiłam, i w jednej piosence, Wyspa, udało nam się to zrobić. Ja jestem fatalna w zapamiętywaniu kroków, to jest jakaś porażka, tak jak piosenek mogę się nauczyć niezliczoną ilość i do tej pory pamiętam bardzo dużo tekstów, np. standardów jazzowych, mimo, że nigdzie mi się to nie przydaje, ale ja to wszystko mam, po prostu na swoim organicznym dysku. Tak taniec jest dla mnie już totalnie wolnościowym zjawiskiem i mój system się broni przed zapamiętywaniem kroków, albo przed tańcem w parze, to też jest kolejny aspekt, sprawa bardzo problematyczna. No ale tak, postanowiłam coś ogarnąć ze względu, że chciałam, żeby specjalnie na tę okoliczność ewoluować koncertowo.
KP: A potem pojawił się pomysł na kolejnych gości?
NP: Tak, Iza Szostak była od początku moim pomysłem, a później siedzieliśmy i myśleliśmy jak to zrobić, żeby nie grać z komputerem i pojawił się Miłosz Pękala, muzyk, perkusista, z którym współpracowałam tworząc zespół Shy Albatross, wspólnie z Raphaelem Rogińskim i Hubertem Zemlerem, już lata temu, i wiedzieliśmy, że to jest właśnie ten człowiek, który zapewni nam tyle bodźców i jakości brzmieniowych, co chcielibyśmy, żeby zupełnie nie był potrzebny komputer i rzeczywiście tak się stało – Miłosz przyjechał ze swoim wibrafonem, z różnymi perkusjonaliami i bardzo się sprawdził. Dla mnie naturalnym aspektem było również zaproszenie Michała Pepola, czyli wiolonczelisty, który też nagrywał na płytę Jak Malować Ogień. I później zaczęłam się zastanawiać nad gośćmi na wokalu i gdzieś Hania Rani była takim marzeniem, dlatego, że poznałyśmy się na zdjęciach do Vogue i już wtedy, mimo, że pozawerbalnie, to bardzo się polubiłyśmy, tak kinestetycznie. Już wtedy miałyśmy wspólną myśl, że chcemy coś ze sobą zrobić i na to zaproszenie Hania odpowiedziała tak entuzjastycznie i to było cudowne. Cały proces pracy z Hanią był dla mnie bardzo mój, tak jak ja lubię pracować z ludźmi, bardzo organicznie, akustycznie, analogowo, na piechotę, totalny slow life. Domowa dobra energia, stara dusza, prostota, ale też magiczność – tak jest z Hanią.
NP: Później Jurek Zagórski przypomniał mi, że przecież graliśmy ze Skubasem dla WWF w ramach akcji Ochrony Bałtyku. I właśnie na tę okazję przygotowaliśmy kiedyś ze Skubasem i Piotrem Niesłuchowskim, już w pandemię, wersję Ciepłego Wiatru, bardzo akustyczną, wtedy była to wersja tylko z dwiema gitarami. Postanowiliśmy wrócić sobie do tej frajdy, dlatego, że ja odkryłam wtedy jakąś super przyjemność w tym śpiewaniu z nimi. Z moim zespołem rozbudowaliśmy trochę ten utwór i chcieliśmy sobie jeszcze raz zaśpiewać to w ten sposób. Z kolei z moją siostrą, Pauliną Przybysz, czuję się na scenie najlepiej na świecie, najbardziej bezpiecznie. Jest to oczywiście stary schemat – bezpieczny, dobry i taki, z którego nie chcę się leczyć.

KP: I też myślę, że dla słuchaczy zawsze jest to miłe, jak mogą zobaczyć Was razem na scenie.
NP: Tak, i z tego co pamiętam, to Pat Stawiński, nasz basista, powiedział, że piosenka Że Jestem jest najbardziej hip-hopowa, bujająca, soulowa i że najbardziej pasuje do Pauliny. I Paulina zgodziła się po prostu na striptiz podczas tego utworu (polecamy obejrzeć koncert w formie video).
KP: Osobiście mam wspomnienia z koncertu z warszawskiej Stodoły, gdzie również wykonywałyście ten utwór wspólnie.
NP: Tak, tam był już początek historii z tym utworem i striptizem, Paulina miała wtedy na sobie mniej warstw, na koncercie MTV miała ich więcej, żeby dłużej się rozbierać (śmiech). Mieliśmy chyba 4 powtórki, bo cały czas jakieś bransolety nam się plątały. Tak, ten cały demontaż Paulinowego stroju był trudniejszy niż śpiewanie. No i Ralph Kaminski, z którym też miałam już przyjemność śpiewać, na Męskim Graniu. Zawsze chce, żeby człowiek, który ma być moim gościem mógł wybrać sobie piosenkę i Ralph rzeczywiście sam wybrał utwór Sto Lat i ta piosenka z nim została, też chciałam żeby to było po prostu naturalne dla niego i takie bezpieczne, żeby się wygodnie i dobrze czuł. Natomiast nasze ścieżki przecięły się kiedyś w inicjatywie dla Storytel, gdzie ja czytałam „Do latarni morskiej” Virginii Woolf, a Ralph czytał „Małego Księcia”. Więc po latach, kiedy piosenka Sto lat jest wciąż dla mnie ważna, a słuchacze mają już swoją interpretację i relację z tą piosenką, stwierdziłam, że mogę sobie pozwolić na to, że powiem, że ten utwór jest o alkoholizmie i zasugeruje to w taki sposób, czytając fragment o Planecie Pijaka z „Małego Księcia”, co jakoś magicznie łączyło się z faktem, że Ralph w ogóle wydaje mi się takim Małym Księciem, swoją sylwetką, urokiem i czarem, więc super było też to, że Ralph kupił sobie jakąś używaną kurtkę, do której przyszył gwiazdki i stworzył bardzo piękny, magiczny strój i przeczytał fragment o Lisku, o przyjaźni i oswajaniu.

KP: Osobiście już wcześniej znałam tematykę utworu Sto Lat, wiedziałam, że napisała go Pani dla bliskiej osoby, która walczyła z uzależnieniem od alkoholu, dlatego dla mnie przeczytanie fragmentu „Małego Księcia” było niezwykle trafnym, jednocześnie wzruszającym posunięciem. Ale myślę, że nie każdy słuchacz koncertu Unplugged wiedział dlaczego wybrzmiał akurat taki fragment „Małego Księcia” i jak odnosi się on do tematyki utworu Sto Lat.
NP: Myślę, że już mogę to zrobić, dlatego, że dla mnie to jest ważne, żeby pisać otwarte piosenki, to znaczy, żeby pozostawiać dużo przestrzeni dla słuchacza, żeby sobie mógł urządzić ten świat, dokończyć go sam. Ale stwierdziłam, że naprawdę, album Prąd był tak dawno, że mogę to zrobić, że to już nie zaburzy tego wszystkiego co utwór Sto Lat znaczy dla ludzi.
KP: Tak, kto chciał zrozumieć ten utwór na swój sposób i odnieść do swojego życia, z pewnością miał na to czas. Kolejno miałam zapytać o gości, ale widzę, że w sumie udzieliła już Pani odpowiedzi na to pytanie.
NP: Dodam tylko, że przygotowania, spotkania indywidualne, były z tymi ludźmi, z którymi pracowaliśmy, właściwie tylko z Hanią, z nią się widziałam sam na sam i siedziałyśmy z moim pianinem w jadalni i grałyśmy Królową Śniegu oraz Vardo i szukałyśmy tego, nowej aranżacji, razem. Ze Skubasem było już spotkanie z zespołem, chyba dwa, jedno w moim domu, drugie w warszawskiej Scenie Relax. Był to taki tydzień prób, z czego dwa pierwsze dni były bez gości, potem 3 dni z gośćmi, wszystkie instrumenty były rozstawione w moim dużym pokoju, było dużo super energii, zero konfliktów, pure happiness. Naprawdę, nie było kierownika muzycznego, a jednocześnie miałam wrażenie, że był jakiś taki dobry duch, który nad nami czuwał i był naszym kierownikiem – niczym jak w Edenie, było Idyllicznie.
KP: W jaki sposób dobierała Pani utwory na ten album, czy od początku wiedziała Pani, które utwory z danego albumu (Prąd/Światło Nocne/Jak Malować Ogień) muszą się na nim znaleźć?
NP: Trochę myślałam tempami, również wagą piosenek z poszczególnych płyt. Musiał być jeden cover, to był taki wymóg, trzeba też dwa razy siedzieć – na szczęście raz grałam na pianinie, a raz siedzę koło Hani Rani, która gra na pianinie.
KP: I trafiło akurat na Krakowski Spleen?
NP: Tak, chcieliśmy zagrać ten utwór bo on był i tak z nami, umieściliśmy go na albumie Jak Malować Ogień, a do tego postać Kory i ten tekst, który według mnie jest bardzo potrzebny.
KP: Czy długo zastanawialiście się, który utwór powinien rozpoczynać cały koncert?
NP: Tak, ja się długo zastanawiałam, ponieważ chciałam zagrać piosenkę Vardo, bardzo, i chciałam zagrać utwór Ogień. Obydwie te piosenki w historii grania moich koncertów były zawsze otwarciami i nie wiedziałam, nawet pytałam ludzi na Instagramie, który utwór powinien rozpoczynać koncert, chciałam to jakoś wyczuć, co jest bardziej otwierające. Jednak potem jak zaczęłam grać Vardo wraz z Hanią, to zrozumiałam, że Hania cudownie brzmi jak gra sama i, że po prostu to będzie najpiękniejszy początek koncertu. Hania bardzo zmieniła oblicze piosenki Vardo swoją obecnością, podejściem, też trochę harmonię, stało się to bardziej kobiece niż było wcześniej, ponieważ wcześniej ta piosenka miała taki bluesowy, ciężki klimat. I myślę, że to dobrze, że zyskała ona na lekkości.

KP: Może jakiś utwór planowaliście umieścić na tym albumie, ale z powodu jakichś trudności, aranżacyjnych, lub innych, odrzuciliście go?
NP: Nie, nie było takiej sytuacji, jedynie musieliśmy okroić wersję telewizyjną, premierę na MTV, która odbyła się 27 lutego. Wszystko po to, aby zmieścić się w czasie antenowym, musieliśmy obciąć kilka utworów, co też nie było prostym zadaniem. Ale na platformie Player.pl koncert jest do obejrzenia w całości, całe 14 utworów.
KP: Czy miała Pani wpływ na wybór miejsca koncertu, czyli warszawską Scenę Relax?
NP: Trudno było wybierać miejsce, ponieważ warunki sanitarno-pandemiczne trochę narzucają pewne decyzje, więc to, że właściciele Sceny Relax się zgodzili było bardzo fajne. Z ich strony było wszystko super, mogliśmy też zrobić próbę, dzień wcześniej, wszystko przećwiczyć. Sprawdziły się też warunki akustyczne, przestrzeń – nie za duża, nie za mała – ale wszystko i wszyscy się zmieścili. Nie mam potrzeby nadmiernej kontroli wszystkiego, jak coś przychodzi, to przychodzi – często ufam ludziom.
KP: Wspomniała Pani, że musieliście nagrywać koncert kilka razy, czy to również był odgórny wymóg?
NP: Tak, najpierw trzeba zagrać pierwszą próbę, potem drugą, następnie cały koncert, już ze wszystkimi gośćmi, a potem musieliśmy zagrać 8 piosenek, jeszcze raz. Także z pandemicznej pustyni i bezruchu, musieliśmy nagle odpalić turbiny i zagrać prawie cztery koncerty tego dnia.
KP: Czy czerwcowa trasa koncertowa MTV Unplugged będzie raczej jednorazową serią, czy w przyszłości planujecie kolejne trasy „bez prądu”?
NP: Na razie jest założenie, że koncerty Unplugged gramy latem, a jesienią chciałabym wydać następną płytę, ale to wszystko są na razie założenia, ciężko jest pracować w czasie pandemii, podziwiam i menadżerów i wszystkich artystów za wykazywanie się tak ogromną elastycznością w planowaniu, odwoływaniu, przenoszeniu. Ale założenie jest takie, że jak już zagramy tę trasę, materiał, który jest mocno zakorzeniony w naszym krwioobiegu, to powoli chcemy zacząć żyć nowymi piosenkami, które są już napisane i teraz w zasadzie należy je nagrywać i ruszamy z tym procesem w marcu. Dlatego tak sobie marzę, że jesienią wydam nową płytę, ale też mam takie obawy, czy to dobry pomysł, aby w obecnych warunkach wypuszczać w świat coś nowego, tak drogocennego.
KP: Tak, ale z drugiej strony nie wiadomo, czy jest sens czekać „na lepsze czasy”, gdyż wcale nie jest powiedziane, że na wiosnę będzie większa możliwość koncertowania.
NP: Tak, dokładnie, polecam także płytę mojej siostry, Pauliny Przybysz, Odwilż, która niestety nie została zagrana na żywo tyle razy, ile powinna.
KP: Niestety dużo artystów, którzy nagrali jakieś albumy w 2020 roku nie zdążyli z nimi wystarczająco pokoncertować, niektórzy nie zagrali ani jednego koncertu, a wiadomo, że artyści wydają płyty po to, żeby przede wszystkim zagrać ten materiał na żywo.
NP: Tak, zważywszy na to, że artyści żyją z koncertów, a nie ze sprzedaży płyt, czy streamingu, z którego wszyscy najchętniej korzystają, włączając nas w to. Trudno jest pozostać produktem i jednocześnie człowiekiem.
KP: Nawiązując do koncertów, czy na czerwcowej trasie planujecie zagrać jakieś dodatkowe, bonusowe utwory, w nowych aranżacjach, ale takie, który nie znalazły się na albumie MTV Unplugged?
NP: To jest ciekawy wątek, może o tym pomyślę, ale nie było czegoś takiego w planach.
KP: Odwołuje się trochę do Brodki, która również wydała album Unplugged i na koncertach grała dwa dodatkowe utwory, spoza tej płyty, które w tych aranżacjach można było usłyszeć tylko na tych koncertach, co można było potraktować jako taką dodatkową nagrodę dla osób, które zdecydowały się posłuchać tego albumu na żywo.
NP: No tak, może to jest dobry pomysł i faktycznie powinnam tak zrobić. Monika jest totalem jeśli chodzi o pomysły i rozwiązania i myślę, że jak najbardziej mogłaby zorganizować warsztaty dla całej branży.
KP: Chciałam także zwrócić uwagę na single, które ukazały się przed premierą albumu. Najpierw Królowa Śniegu, czyli utwór, który kojarzy się trochę z zimą, zimnem, również tekstowo, następnie Ciepły Wiatr, kawałek niosący typowo letni klimat, zatem widać trochę przeciwne bieguny, czy to był zabieg celowy, aby właśnie w ten sposób zestawić te utwory?
NP: Zawsze człowiek stara się reagować na otoczenie, Ciepły Wiatr wyszedł wtedy, kiedy faktycznie, przez chwilę, ale było już ciepło, więc to była jakaś próba zaklinania rzeczywistości, żeby już było ciepło. Natomiast Królowa Śniegu wyszła wtedy, kiedy ja byłam po pas w śniegu. Ale te utwory zostały wybrane na single też ze względu na rezultaty współpracy z gośćmi, bo byłam bardzo zadowolona z tych aranży i uważałam, że to będzie dobra przystawka przed płytą, taka, która wzbudza zainteresowanie, chciałam się pochwalić światu, że i z Hanią Rani i ze Skubasem coś stworzyłam. To wszystko też pasowało do aury, ponieważ była zima, a potem wiatr i znak, że może zacznie się zaraz wiosna, pasowało mi to do aury w przyrodzie.
KP: Czy aranżacja jakiegoś z utworów przyszła Wam z wyjątkową łatwością, lub wręcz odwrotnie, może jakiś utwór bardzo chcieliście umieścić na tej płycie, ale wiązało się to z jakimiś trudnościami, aranżacyjnymi, lub innymi?
NP: Było tak na przykład z Miodem, że nie mogliśmy za wiele zmienić, bo to jest piosenka, która bez elektrycznej gitary traci strasznie dużo i dlatego niektóre utwory traktowaliśmy bardzo z przymrużeniem oka, to pojęcie Unplugged już od dawna nie jest do końca „bez prądu”, dlatego zrobiliśmy sobie jakiś margines tolerancji, ale ze strony MTV mieliśmy czasem zarzuty, że powinno być bardziej Unplugged. Wiele utworów wziął na klatę Mateusz Waśkiewicz, gitarzysta, który w jedną noc przearanżował swoje partie z gitary elektrycznej na akustyczną.
KP: W jedną noc, ponieważ na ostatnią chwilę?
NP: Tak, ponieważ na szczęście próbę zrobiliśmy już w miejscu grania koncertu i ludzie z MTV mogli tego wcześniej posłuchać, więc okazało się, że niektóre utwory są zbyt mało Unplugged i Mateusz ratował sytuację, ale wyszło to na dobre, gdyż znalazł nowe jakości, nowe brzmienia, inaczej zagrane partie. Wszyscy byliśmy z niego dumni, że w tak krótkim czasie ogarnął całą tę sytuację.
KP: Pozostając w temacie Unplugged, ale nie bezpośrednio przy Pani albumie, może ma Pani swój typ polskiego artysty, który powinien zostać zaproszony do kolejnego koncertu Unplugged?
NP: Jest bardzo dużo wspaniałych muzyków, którzy tak jak ja mogliby przeżyć taką terapię, życzę tego wszystkim, którzy mają dorobek, płyty, jeździli i grali koncerty. Ciężko wskazać jedną osobę, ale życzę tego mojej siostrze, Paulinie Przybysz.
KP: I wtedy Pani, gościnnie u Pauliny, w jakimś utworze.
NP: Nie muszę, ale mogę oczywiście (śmiech). Albo ktoś jeszcze z muzycznej rodziny, na przykład Krzysiek Zalewski albo genialna Gaba Kulka.
KP: A skąd pomysł, żeby Paulina Przybysz zaśpiewała w dwóch utworach?
NP: Paulina po prostu została na utwór Wyspa, który wybrzmiał po kawałku Że Jestem, została w nim chórkowo. Z kolei w Że Jestem Hania gra dźwięk H, jeden i ten sam, chociaż widziałam, że potem chyba rozkręciła się z grą, ale ja prosiłam tylko o dźwięk H (śmiech).
KP: Dlaczego na 14 utworów z albumu MTV Unplugged, aż 7 to utwory pochodzące z płyty Jak Malować Ogień? Czy te utwory są Pani najbliższe?
NP: Są to dla mnie utwory najbardziej świeże, aktualne, które chciałyby zostać jeszcze pograne, bardziej. Prąd i Światło Nocne zostały naprawdę dobrze pograne, a Jak Malować Ogień jeszcze mogłaby być dograna, dlatego umieszczenie dużej ilości utworów z tej płyty, na albumie Unplugged, daje nadzieję, że będą mogły wybrzmieć jeszcze kilka razy, podczas tej czerwcowej trasy.
KP: Już na sam koniec, może chce Pani dodać jeszcze coś od siebie?
NP: Mogę powiedzieć, że będzie winyl, podwójny, będzie on ekologiczny, tak jak poprzedni (Jak Malować Ogień). Myślę, że również będę go sama opisywać, znakować, żeby był równie dopieszczony jak poprzedni. CD również będzie ekologiczne, z najmniejszą możliwą ilością aluminium, papierem z recyklingu, folią z kukurydzy. To się naturze bardziej opłaca niż streamingi i serwery.
KP: Gratuluję wydania płyty MTV Unplugged, trzymam kciuki za czerwcową trasę i dziękuję bardzo za rozmowę.
NP: Dziękuję również.
Przypominamy, że album MTV Unplugged Natalia Przybysz cyfrowo ukazał się 12 marca, natomiast 19 marca nastąpi jego premiera fizyczna – album w wersji z autografem artystki możecie zakupić pod tym linkiem. Natomiast więcej o albumie znajdziecie tutaj – pisaliśmy o tym w dniu cyfrowej premiery płyty MTV Unplugged.



