„Ktoś mówi „ale sztos”, my mówimy „ale koń””. Wywiad z Małymi Miastami

Koń drugi album duetu Małe Miasta. Zapraszamy do przeczytania wywiadu, w którym Panowie opowiadają trochę o sobie i swojej muzyce.

Marta Mrowiec: Wasza debiutancka płyta ukazała się w specjalnej limitowanej edycji. Drugi album również będzie mieć specjalną edycję tym razem wydane zostanie 1000 szt. kaset. Skąd taki pomysł, by powrócić do muzyki z kaset? Przyznam, że kasety przypominają mi o dzieciństwie, też podobnie do tego podchodzicie? Takie połączenie starych czasów z nowoczesnością?

Nasza pamięć sięga momentu, w którym głównym nośnikiem muzyki były kasety MC. Rozumiemy internetowy mem z kasetą i żółtym ołówkiem. Obaj mamy starsze rodzeństwo, które katowało nas przegrywanymi piąty raz piosenkami. Sound był brudny i zdegradowany. Trochę tak jest z naszym brzmieniem. Pomyśleliśmy, że fajnie byłoby wyróżnić jakoś ludzi, którzy zamówili płytę przed czasem. Poza tym kaseta jest super dodatkiem do starego auta, w którym nie ma odtwarzacza CD.

Marta Mrowiec: Wasz drugi album nosi nazwę Koń. Wiąże się z nim jakaś historia? Dlaczego akurat Koń?

Koń to w naszym mniemaniu nowy kot. Znaczy to tyle, że chcielibyśmy aby to słowo funkcjonowało na tej samej zasadzie. Jest to nowe określenie czegoś fajnego. Ktoś mówi „ale sztos”, my mówimy „ale koń”.

Marta Mrowiec: Podoba mi się okładka albumu. Kto jest jej pomysłodawcą?

Okładkę wymyślił i opracował Mateusz Holak.

Marta Mrowiec: Zmieniliście się od tego czasu wydania debiutu? Współpraca Waszego duetu uległa przemianie, czy nadal tworzycie na tych samych zasadach co wcześniej? Jak wygląda Wasz podział obowiązków w zespole?

Z pewnością coś się w nas zmieniło. Nabraliśmy trochę doświadczenia w funkcjonowaniu w nowym środowisku. Mówię tu przede wszystkim o Alkopoligamii, ale też o nowych odbiorcach. Jeśli chodzi o nasze podejście do produkcji muzyki to wydaje mi się, że zaczęliśmy działać bardziej autonomicznie. Na nowej płycie są numery, które produkowaliśmy niemal w całości osobno. Nigdy nie pracowaliśmy nad piosenką dzieląc sztywno obowiązki 50/50. Tym razem jednak było to przesunięte jeszcze dalej. Zmieniły się proporcje, natomiast nie zmienił się charakter naszej muzyki. Wciąż jesteśmy Małymi Miastami.


Marta Mrowiec: Początkowo Małe Miasta określane były jako projekt. To określenie kojarzy się z czymś jednorazowym. Obecnie wydajecie drugi album i zakładam, że na tym nie koniec. Zatem z projektu stworzyliście trwałą współpracę i zamierzacie zagościć na stałe na polskim rynku muzycznym?

Od początku nie zamykaliśmy żadnych drzwi, ale też nie mieliśmy konkretnego, długofalowego planu. Póki co pracuje nam się świetnie i nie mamy powodu by z tego rezygnować. Nasza współpraca jest efektywna i daje nam wiele satysfakcji. Fajnie byłoby gdyby Małe Miasta były rozpoznawalną marką na rynku muzycznym. Dążymy do tego.

Marta Mrowiec: Jeśli już wspomniałam o polskim rynku muzycznym. Trudno się debiutuje? Co stanowiło dla Was największą przeszkodę przy wydaniu debiutu a co przy drugim albumie?

Z naszej perspektywy debiut MM był bardzo udany. Przede wszystkim zostaliśmy przyjęci do Alkopoligamii, co otworzyło nam kilka furtek. Spełniliśmy pewne założenia, sprzedaliśmy nasz mini nakład, zrobiliśmy fajne teledyski, zagraliśmy koncerty. Wydaje nam się, że wzbudziliśmy jakieś zainteresowanie. Przy drugiej płycie musieliśmy dźwignąć to co wypracowaliśmy prze debiucie, dokładając do tego nowe rzeczy. Drugi album to niezły sprawdzian. Nasi fani zapewne mają oczekiwania wobec nas, a my musimy je wyczuć i je spełnić. Nie pamiętam żebyśmy spotkaliśmy się z jakimiś przeszkodami. To były raczej sytuacje, które wymagały od nas kreatywnego podejścia i wymagały pełnego zaangażowania. Wychodzimy z założenia, że każdy problem da się rozwiązać. Na razie to się sprawdza.

Marta Mrowiec: Śledzicie poczynania kolegów po fachu? Kto przykuł Waszą uwagę w ostatnim czasie?

Oczywiście każdy z nas stara się być na bieżąco. Dużo słuchamy, szukamy, wymieniamy się znaleziskami. Często jest to pole naszych spięć, ale to jest chyba najciekawsze w dyskutowaniu o muzyce. Na pewno naszą uwagę zwrócili ludzie z tegorocznej akcji „Młode Wilki”. Znaleźliśmy tam sporo ciekawych zwrotek. Śledzimy też rzecz jasna i jesteśmy fanami rzeczy które wychodzą z naszej stajni. Jaramy się tym co robi Tede, Sokół, Peja, Mes, Vienio itp. czyli stare konie polskiej sceny rapowej. Nowe rzeczy z Asfaltu też przykuwają uwagę. Jest tego sporo. Nasze muzyczne horyzonty najczęściej wylatują daleko poza granice kraju. Ostatnim strzałem, który mocno zamieszał w mojej głowie (Mateusz Gudel) był Album „Rodeo” Travi$$a Scota. To jeśli chodzi o rap. Natomiast z zupełnie innej bajki jest album „Honeymoon” Lany Del Rey, który pokochałem. Mateusz Holak natomiast katuje namiętnie album Calvina Harrisa. Ludzie słuchają różnych rzeczy :)

Marta Mrowiec: Byliście niejako eksperymentem dla samego labelu Alkopoligamia, czy obecnie już się zadomowiliście i odnaleźliście swoje miejsce w wytwórni?

Zdecydowanie odnaleźliśmy się wśród tych ludzi. Czujemy się tu bardzo dobrze. Wspierają nas i w nas wierzą, a my dajemy z siebie wszystko co możemy, żeby działać efektownie i efektywnie. Chemia współpracy jest dobra. Szanujemy to, że dali nam kredyt zaufania pomimo tego, że to co robimy nie jest do końca przystępną muzą. Działa tu sprzężenie zwrotne.

Marta Mrowiec: Po premierze od razu ruszacie w trasę razem z zespołem RYSY. W jakich miastach się zjawicie?

Na tę chwilę gramy w Gliwicach, Warszawie, Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu i Szczecinie. Wystartowaliśmy 2 października w Sopocie. Październik zapowiada się ciekawie. Fajny sytuacją jest dla nas trasa dzielona z zespołem RYSY, jesteśmy kolegami i podoba nam się to co robią. Ciekawie będzie skonfrontować nasze zespoły podczas jednego wieczoru.

Marta Mrowiec: Jak Wam się podobało tegoroczne lato? Było bardziej pracowite niż ubiegłoroczne, prawda?

Tegoroczne lato rzeczywiście było dosyć pracowite. Dla nas to były wakacje festiwali. Graliśmy na Spring Breaku, Openerze, Tauronie, Offie, Hip-Hop Kempie i Soundrivie. Wszystkie te sytuacje były bardzo satysfakcjonujące. W międzyczasie intensywnie pracowaliśmy nad płytą. Była to dla nas sytuacja komfortowa, tzn. dzieliliśmy obowiązki muzyczne z przyjemnościami, czyli oglądaniem gwiazd na festiwalach. Podczas tych wakacji zobaczyliśmy sporo dobrej muzyki.

Marta Mrowiec: Za Wami kilka dużych festiwali, który z nich najbardziej utkwił Wam w pamięci i dlaczego?

Wszystkie festiwale miały coś w sobie, każdy był inny. Każdy dał nam coś innego. Jeśli musimy wybierać to najbardziej jednak utkwił nam w pamięci Tauron Nowa Muzyka. Wszystko robiło tam wrażenie od organizacji, przez obsługę sceniczną i dobór miejsca po line-up.


Marta Mrowiec: Traktujecie udział w festiwalu jedynie jako pracę, czy macie czas by zwyczajnie się pobawić, wybrać na koncerty innych artystów?

Festiwale to bardzo przyjemna część naszej koncertowej pracy. Oprócz tego, że samo granie podnosi nam mocno poziom adrenaliny we krwi, to jeszcze możemy obserwować jak z graniem koncertów radzą sobie inni ludzie.

Marta Mrowiec: Skoro jesteśmy już przy kwestii koncertów. Wolicie grać plenery na dużych festiwalach czy raczej kameralne dla mniejszej publiczności?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. Granie na festiwalach jest bardzo fajne. Jest to sytuacja, w której nie jesteśmy jedynymi muzykami, dzielimy się uwagą publiczności. Sami jesteśmy słuchaczami, chodzimy na koncerty, obserwujemy, bawimy się. Klubowe granie ma również szereg zalet. Mniejsze pomieszczenia, zazwyczaj bardziej kameralna atmosfera, ludzie są „bliżej”. Lubimy to i to.

Marta Mrowiec: Co poza muzyką? Macie jakieś pasję, coś czemu poświęcacie czas wolny?

Mateusz i ja jesteśmy amatorami sportu. Holak biega, Gudel jeździ na rowerze. Poza tym obaj realizujemy się w naszych wyuczonych dziedzinach. Holak jest grafikiem, Gudel animatorem. Te profesje łączą się mocno z naszym życiem muzycznym. To absorbuje nasz czas niemal w pełni. Tak pracujemy i tak odpoczywamy. Jesteśmy w pewnym sensie pracoholikami.

Marta Mrowiec: Jacy artyści Was inspirują? Po czyje krążki najczęściej sięgacie?

Obaj słuchamy różnej muzy i z czego innego czerpiemy inspiracje. Jest natomiast pewna płaszczyzna w której nasze zainteresowania się spotykają. Obaj cenimy takich artystów jak Kendrick Lamar, J Cole, Drake, Travi$$ Scot, Damon Albarn, Kanye West czy Calvin Harris. Myślę, że to trochę słychać.

Marta Mrowiec: Przy debiucie mówiliście, że nie doszliście do porozumienia w kwestii określenia tego jaką muzykę gracie. Czy teraz to się wykrystalizowało, możecie się określić, czy wolicie, by sami fani Was włożyli w odpowiednie szufladki?

Po drugiej płycie określenie przez nas samych tego co robimy jest jeszcze trudniejsze. Nie mamy też na to ciśnienia. Niech zrobią to nasi fani, a my się chętnie będziemy temu przyglądać.

 

Czytaj również