Zadebiutowała solowo, ale na polskim rynku muzycznym znana jest od dawna. Urzeka charyzmą, nowym spojrzeniem na muzykę i pięknym głosem. Lari Lu, bo o niej mowa, to jedno z tegorocznych objawień, która nagrała w tym roku znakomity krążek. W naszym wywiadzie przeczytacie o kulisach powstawania 11, inspiracjach czy realizacji teledysku.

Łukasz Jaćkiewicz: Od jakiegoś czasu występujesz pod pseudonimem Lari Lu. Skąd taki pomysł? Wiąże się z tym jakaś historia?
Lari Lu: Tą historią jest ta płyta… Zmiany są potrzebne i wierzę, że są to zmiany na lepsze. Lari Lu nazwałam tą część mnie, która idzie w jasną stronę.
Łukasz Jaćkiewicz: Jeśli miałabyś porównać siebie za czasów Anny Józefiny Lubienieckiej i teraz, występującej pod szyldem Lari Lu, jakie różnice byś zauważyła?
Lari Lu: Nie chciałabym tego, aż tak rozdzielać. W moim dowodzie nic się nie zmieniło… Ale artystycznie i w dużym skrócie Lari Lu śpiewa po prostu swoje piosenki.
Łukasz Jaćkiewicz: Niewątpliwie wielu z nas kojarzy Cię z zespołu Varius Manx, w którym śpiewałaś przez kilka lat. Co dał Ci ten okres życia, czego się nauczyłaś, co wyniosłaś z tej współpracy?
Lari Lu: W moim Variusowym okresie przede wszystkim poznałam wspaniałych ludzi. Z tamtego okresu najcieplej wspominam chyba Rodzinę Jansonów, której stałam się duchowo nawet częścią. Kontakt ze sceną, ze studiem, praca z muzykami była dla mnie nauką. Ale mam w sobie niezaspokojoną ciekawość. Dlatego muszę iść wciąż dalej… i dalej… a z każdym krokiem jestem bogatsza o doświadczenia.
Łukasz Jaćkiewicz: Zamieszkałaś z dala od miasta, na skraju lasu i zaczęłaś nowy rozdział. Było to dla Ciebie pewnego rodzaju katharsis, oczyszczenia się od stłumionych napięć w swojej muzyce?
Lari Lu: Musiałam się po prostu zatrzymać. Nie wiem co takiego w sobie ma Warszawa, ze czasem muszę przed nią uciekać… Co do uczucia katharsis, to na pewno. Po tej płycie czuję się lżejsza na duszy, bo długo szukałam siebie artystycznie. W końcu znalazłam.
Łukasz Jaćkiewicz: Kim inspirowałaś się podczas pisania piosenek i nagrywaniu albumu?
Lari Lu: Chyba chodzi o to, aby tym co robisz inspirować, a nie odwrotnie. Inspirowałam się tym co mnie otacza, co mnie dotyka, a słuchałam ciszy. Żeby usłyszeć co gra we mnie…
Łukasz Jaćkiewicz: 11 to tytuł Twojej płyty, na której znajduje się jedenaście utworów. To szczególna liczba w Twoim życiu?
Lari Lu: Tak. Ta liczba jest mi szczególna. Łączy to wszystko. 11 przeplata się w moim życiu od dawna. Teraz tez nie mogło jej zabraknąć, bo to dla mnie bardzo ważny moment.
Łukasz Jaćkiewicz: Płyta to bardzo różnorodne brzmienie, to połączenie nowoczesnej elektroniki z perkusją i instrumentami akustycznymi. Skąd pomysł użycia tak rzadkich instrumentów jak oud, viola da gamba czy dulcimer?
Lari Lu: Mam słabość do takich instrumentów, a ostatnio do instrumentów perkusyjnych orkiestrowych… ”ciężka” sprawa, ale jak szaleć to szaleć (śmiech). Zapoznałam ostatnio pewien duet marimbowy, z którym planujemy zrobić coś razem. Na 11 grają też sitar i dilruba, a dokładnie Ragaboy. Takie instrumenty korespondują z moja wrażliwością. Razem z Robertem Amirianem i Random Tripem mamy chyba podobnie. Dlatego tez nasze drogi się połączyły.
Łukasz Jaćkiewicz: Śpiewasz po polsku. O czym opowiadają teksty na Twojej płycie? Co chciałaś przekazać słuchaczowi śpiewając je?
Lari Lu: Serce opowiada o symbiozie między dwojgiem ludzi. Biała noc jest moją modlitwą do Matki Boskiej z praskich kapliczek. O Pradze Północ na której mieszkałam. Rana jest listem do kogoś strasznie bliskiego, kto się oddala, a 11 chce Cię na chwile zatrzymać i szepnąć coś ważnego do ucha…

Łukasz Jaćkiewicz: Płytę promuje piękny, eklektyczny singiel „Nad ziemią”. To według Ciebie utwór-Mekka tego albumu, który doskonale prezentuje i zaprasza do wysłuchania reszty płyty?
Lari Lu: Dziękuje. Nad ziemią to jeden z kolorów, a na płycie jest ich jedenaście. Czy Nad ziemią doskonale reprezentuje resztę i czy zaprasza do wysłuchania płyty, to się wszystko zaraz okaże. :) Dla mnie każdy z kolorów jest inny, jest wyjątkowy.
Łukasz Jaćkiewicz: Współpracowałaś na planie teledysku z Psychokino, autorami teledysków Dawida Podsiadło i Curly Heads. Jak wyglądała praca na planie? Efekt przyznam, piorunujący!
Lari Lu: Zakochałam się w PSYCHOLKACH. Mam nadzieje, ze to nie koniec naszej wspólnej przygody. Mamy wiele wspólnego z PSYCHOKINEM. Jeśli się już w coś angażujemy to na 100%. Wkręca mi się ten ich filmowy klimat. W teledysku gram wdowę będąca na skraju załamania psychicznego, a co za tym idzie musiałam się zgodzić na brak make up’u. Każda dziewczyna w swoim teledysku chciałaby być przecież piękna, a ja musiałam pogodzić się z tym, ze będę po prostu 'naturalna’. W Nad ziemią jadę z urną mojego męża, wiec na planie było naprawdę śmiesznie… Tym bardziej, że w scenariuszu na szybę mojego samochodu miała spaść ptasia kupa i to właśnie ona miała wytrącić mnie z myśli o pogrzebie, dopiero potem komety. Najśmieszniej było chyba z tą ptasią kupą, bo rzeczywiście ja kręciliśmy. W sumie to szkoda, że ta scena nie weszła. A tak na poważnie to prócz duetu Doroty Piskor i Tomka Slesickiego, urzekły mnie jeszcze zdjęcia Kasi Średnickiej z planu. Ta całość tworzy coś unikalnego..
Łukasz Jaćkiewicz: A jeśli zapytałbym o najważniejszy utwór na płycie, z którym wiążą się specjalne emocje i więź, który byś wymieniła i dlaczego?
Lari Lu: W pisanie każdej z piosenek włożyłam wiele serca. W tym jestem uczciwa na maksa. Na tej płycie miały znaleźć się tylko te utwory, z którymi wiążą się specjalne emocje i więź. To jest moment mojego być albo nie być, więc nie mogę sobie pozwolić na ściemę (śmiech). Natomiast Rana jest chyba najbardziej intymna dla mnie. Czasami aż się tego wstydzę…
Łukasz Jaćkiewicz: Jakie masz plany na najbliższe tygodnie? Jak będzie wyglądała promocja płyty i która piosenka po „Nad ziemią” będzie promowała ten album?
Przede wszystkim próby do koncertu premierowego, który zagramy z moim zespołem 13 stycznia w Teatrze Syrena. Powoli zaczynam nucić pod nosem nowe melodie i teksty… A moimi faworytami na drugi singiel są: Ha ha i Strzelec. Mam taką nadzieję, że to co najlepsze jest wciąż przed nami.


