WALK THE MOON – What If Nothing (2017), recenzja Karoliny Babik

0
245
WALK THE MOON - What If Nothing

Niewiele jest osób, które nie bujały się w rytm hitu Shut Up and Dance. To dzięki niemu świat usłyszał o amerykańskiej grupie Walk The Moon, która na scenie muzycznej gości już od 2008 roku. 10 listopada panowie wydali swój trzeci długogrający album zatytułowany What If Nothing. Czy znajduje się na nim kawałek, który ponownie wniesie grupę na szczyty list przebojów?

Jeden hitowy utwór staje się często przekleństwem artysty. Żyję w nadziei, że choć część z osób, która poznała zespół dzięki hitowi Shut Up and Dance pozostała z nim na dłużej, bo warto było, co udowodnili swoim najnowszym albumem.

Na początku wspomnę, że jeśli w trakcie przesłuchiwania płyty uznacie, że któraś piosenka idealnie pasowałaby do utworów The 1975, nie będzie to żadnym zaskoczeniem. Jednym z jej producentów jest bowiem Mike Crossey, który współpracuje z brytyjską ekipą Matty’ego Healy’ego od pierwszego albumu, czego wpływ zdecydowanie usłyszymy na niejednym kawałku z najnowszego wydawnictwa grupy Walk The Moon.

Press restart płynnie, w elektronicznym tonie wprowadza nas w album. Zaakcentowany jest tu zdecydowanie wokal Nicka, któremu towarzyszą, z doskonałym wyczuciem, głosy drugoplanowe. W połowie utworu pojawia się ciekawy zabieg wprowadzenia motywu gitarowego, któremu towarzyszy nieco wyciszony śpiew. Z kolei Headphones pokazuje, że Walk The Moon z czasów Shut Up and Dance powoli odchodzi w zapomnienie i zaczyna zupełnie nowy, znacznie lepszy, etap w swojej karierze! Ciekawe intro wprowadza nas do kawałka, w którym wokal Nicka brzmi jeszcze lepiej, a perkusja i riffy gitarowe nadają świetnego klimatu indie-rockowego kawałka! Zdecydowanie piosenka wyróżnia się pośród innych na albumie. One Foot to już nieco inny klimat. Tu dostajemy coś bardziej w stylu dance. Instrumenty ponownie nieco schodzą na drugi plan, za to wraca elektronika. Jest to pierwszy singiel z albumu What If Nothing, który zdecydowanie ma potencjał na kawałek, który przez jakiś czas zagości na listach przebojów.

Surrender jest tą piosenką, przy której słuchacz może rozsiąść się wygodnie w fotelu i po prostu odpocząć. Co najważniejsze, nie jest to piosenka nudna. Pomimo wolniejszego tempa, spokojniejszego klimatu, nadal brzmi bardzo interesująco, co zawdzięcza między innymi kolejnej świetnej zmianie w środku swego trwania. Poza wokalem przez pewien czas nie słyszymy bowiem niczego poza rytmem perkusji. Bardzo fajnie brzmi też koniec utworu, który kończy się w akompaniamencie pianina. All I Want to ponownie szybsze tempo. Tu na plus brzmi przede wszystkim zabawa wokalem. Przeplatane są bowiem słowa śpiewane z mówionymi. Niskie elektroniczne brzmienie i chwytliwy refren to w dużym skrócie utwór All Night. Po raz kolejny w pewnym momencie na plan pierwszy wychodzą wokale, którym towarzyszy jedynie delikatny elektroniczny podkład i klaskanie, do którego momentalnie, nieświadomie się przyłączamy! Kamikaze zaczyna się charakterystycznym rytmem, w który z niezwykłą lekkością się wczuwamy. Przez cały utwór towarzyszy nam motyw gitarowy wchodzący w doskonałą harmonię z elektroniką. Kamikaze może skojarzyć nam się nieco z twórczością Imagine Dragons. Szczególnie biorąc pod uwagę refren utworu.

Tiger Teeth to ballada o burzliwej relacji, choć sama melodia tego nie obrazuje. Jest to spokojna kompozycja, z prostym refrenem, w której spośród instrumentów wyróżniają się przede wszystkim syntezatory. Najdłuższa kompozycja- Sound Of Awakening- rozpoczyna się śpiewem Nicka, któremu harmonijnie towarzyszy wokal elektronicznie zmieniony. To najbardziej eksperymentalny utwór, który z pewnością nie przypadnie do gustu każdemu, nie jest bowiem najłatwiejszy w odbiorze. Moim zdaniem ma w sobie „to coś”. Wprowadza nas w nietypowy klimat, który wciąga nas tak bardzo, że pomimo 6 minut trwania, przez cały czas jesteśmy na utworze mocno skupieni. Fells Good To Be High ujmuje przede wszystkim melodią, z naciskiem na momenty refrenu oraz ostatnią minutę utworu. Czy jest to utwór na miarę kolejnego hitu? Być może, choć One Foot zdaje się być zdecydowanie pewniejszym kandydatem na to miejsce. Can’t Sleep (Wolves) rozpoczyna się motywem gitarowym, który pojawia się w utworze wielokrotnie i zdaje się wyznaczać „muzyczną ścieżkę” dla pozostałych instrumentów, swoją drogą, brzmiących ponownie naprawdę świetnie, biorąc pod uwagę chociażby krótkie solo gitarowe w drugiej części utworu. Ponadto wokal przechodzi w pewnych momentach wysokie dźwięki, co w wykonaniu Nicka brzmi bardzo naturalnie i dodaje utworowi kolejnego smaczku. Tak oto zbliżamy się do przedostatniego numeru- In My Mind, gdzie tym razem, na wstępie towarzyszy nam perkusja. Pod koniec utworu dostajemy świetne solo gitarowe, które moim zdaniem powinno być nieco dłużej wysunięte na pierwszy plan, a tu po chwili słyszymy je tylko w tle wokalu. Lost In The Wild ujmującym falsetem Nicka zamyka album. To świetny wybór końcowej piosenki, która z pewnością pozostawi słuchaczy w pozytywnym nastroju.

Walk The Moon zaskoczyło i zrobiło to w doskonały sposób! Pomimo ogromnej różnorodności i wielu eksperymentów muzycznych, których doświadczymy słuchając albumu, wszystko zdaje się być tu doskonale przemyślane. Od podwyższonego wokalu, po pojedyncze nuty wybrzmiewające z syntezatora. Panowie zaserwowali nam dawkę muzyki dobrej pod każdym możliwym względem. Nie pozostaje nic innego jak liczyć na możliwość wysłuchania albumu na żywo!