„To jest zapis pewnego etapu mojego życia,”. Wywiad z Jarosławem Kisińskim (Sztywny Pal Azji)

Niedawno Sztywny Pal Azji powrócił na rynek muzyczny. 6 listopada światło dzienne ujrzała ich najnowsza płyta pt. Szara. Udało nam się porozmawiać z autorem tekstów i gitarzystą Sztywnego Palu AzjiJarosławem Kisińskim m.in. o tym jak bardzo zmienił się rynek muzyczny i co kryje się pod tajemniczą nazwą najnowszego krążka.

Jagoda Haloszka: Jesteście zespołem, który na polskiej scenie muzycznej istnieje z przerwami kilkadziesiąt lat. Wiele osób, które słuchają Waszej muzyki, to także młodzież, którzy nie mogą pamiętać narodzin kapeli. Jakie były początki Sztywnego Pala Azji?

Jarosław Kisiński: Pod koniec 85 roku pojechałem do Wiednia odwiedzić ciocię i brata, którzy mieszali tam na stałe.. Kupiłem parę płyt, byłem na paru koncertach, a w kinach leciał film Stop making sense. Brat zabrał mnie do małego kina przy Mariahilfestrasse. To był sfilmowany koncert zespołu Talking Heads. Wyszedłem oszołomiony. Film zrobił na mnie duże wrażenie – tak małymi środkami osiągnąć tak wiele… Postawiłem, że w Polsce zrobię taki minimalistyczny skład. Wiedziałem, że Leszek, Paweł i Cytek (Janusz Deda, pierwszy perkusista SZPALA, który nie żyje od kilkunastu lat) mają zespół, więc zaproponowałem im wspólne granie, z tym, że Paweł musiał zmienić instrument, z gitary przeszedł na bas i gra na nim dzisiaj. Mieliśmy taki pomysł, żeby te minimalistyczne piosenki grać na ulicach Sopotu, ale nagraliśmy DEMO…, ja zawiozłem go do Jarocina i okazało się, że dostaliśmy się do konkursu. Prawie wygraliśmy Festiwal (2 miejsce), więc nie było wakacji w Sopocie, tylko następne festiwale rockowe i koncerty, a po roku pierwsza płyta.

Jagoda: Zaczęliście z wysokiego pułapu – świetny debiut, tak jak wspomniałeś wakacji w Sopocie nie było, był za to sukces w Jarocinie, a później cisza, co się stało?

Jarosław: To wszystko stało się za szybko, zamiast wrócić do garażu i robić nowe piosenki, bo nic nie jest dane na zawsze na wszystko trzeba zapracować, my zachłysnęliśmy się sukcesem, który przyszedł jakby od niechcenia, nie staraliśmy się o niego i myśleliśmy, że tak już będzie. Niestety… tak nie było, nie wytrzymaliśmy presji sławy, sukcesu… tego, że musimy pisać coraz lepsze piosenki, ale byliśmy bardzo młodzi i nie poradziliśmy sobie z tym.

 

Jagoda: Widmo komunizmu mogło Was ograniczać poprzez cenzurę. Jak Twoim zdaniem zmienił się przez te wszystkie lata świat muzyki?

Jarosław: Świat muzyki zmienił komputer (teraz każdy może nagrywać w domu). Internet i portale społecznościowe (każdy może swoją muzykę prezentować  i promować ). Dawniej, żeby nagrać płytę trzeba było umieć grać i śpiewać, teraz – niekoniecznie. Komputer wszystko wyrówna, dostroi głos itp. Zarówno w czasach komunizmu, jak i dziś, ja zawsze czułem się wolny artystycznie. Owszem czasami coś trzeba było przemycić w tekscie, ale tylko raz pani cenzor kazała mi zmienić słowo „Moskwa” na „Londyn czy Paryż”.

Jagoda: W kilku starych piosenkach odnosiłeś się do młodości i siły, która w niej tkwi – jak to wygląda po ponad dwudziestu latach na Waszej nowej płycie?

Jarosław: Teksty na nowej płycie są podsumowaniem mojego życia (i myślę, że większości 50 – Latków), a jeżeli chodzi o młodość i siłę – zapraszamy na koncerty SZPALA! Można mieć 20 lat i być starym człowiekiem, a można mieć 50 i być młodym mentalnie.

 

Jagoda: Sztywny Pal Azji wraca z nową płytą i singlem. Skąd nazwa nowej płyty która na pierwszy rzut oka dość niekonwencjonalna i intrygująca? Czyżby nawiązywała do szarej rzeczywistości, która nas otacza?

Jarosław: Po nagraniu płyty pomyślałem, że okładka powinna być cała czarna. Jednak podczas pierwszej rozmowy w siedzibie firmy MTJ, Sebastian Bujak na mój pomysł odpowiedział, ze był już biały album, czarne albumy, więc może szary… Tyle, jeżeli chodzi o okładkę. Później dostałem telefon od Sebastiana, że musimy podać tytuł płyty. Nic mi nie przychodziło do głowy, więc powiedziałem „Okładka ma być w kolorze szarym, więc może Szara?”  Okazało się, że tytuł współgra z tekstami na płycie, poza tym premiera była w listopadzie.

Znalezione obrazy dla zapytania sztywny pal azji szara

Jagoda: Jak bardzo ta płyta różni się od pozostałych, które wydaliście w swojej karierze?

Jarosław: Myślę, że jest bardziej poetycka. Pojawiają się instrumenty, których nie było na poprzednich płytach: wiolonczela, klarnet, trąbka… ale na to pytanie powinni odpowiedzieć sobie słuchacze, czytałem opinie naszych fanów na Facebooku, którzy piszą, że na taką płytę SZPALA czekali…

Jagoda: Mam takie samo wrażenie. Płyta jest bardzo nostalgiczna, czy też jak powiedziałeś poetycka, akurat na jesienne długie wieczory, gdzie można usiąść przy winie i kominku. Czyżby data premiery nie była przypadkowa?

Jarosław: O to trzeba zapytać naszą wytórnię płytową MTJ, ale myślę, ze data premiery nie była przypadkowa. Ta płyta taka jest: jesienna, nostalgiczna, troszkę mroczna, ale myślę, że też optymistyczna i tak należy jej słuchać, przy kominku, z lampką czerwonego wina.

Jagoda: A jak długo pracowaliście nad nowym krążkiem?

Jarosław: Do Kosa Bueno Studio (studio nagraniowe niedaleko Trzebini przyp. red.) wszedłem dokładnie 2 listopada 2014 r. Gotowy materiał otrzymałem na swoje urodziny 9 grudnia 2016 r.. Oczywiście nie pracowaliśmy cały czas, były przerwy, które czasem trwały parę miesięcy. Chciałbym przy okazi przedstawić parę osób, które nagrywały tę płytę:

  1. Rafał Kossakowski – nasz realizator, właściciel Kosa Buena Studio. Człowiek otwarty na wszystko, umie słuchać muzyków, perfekcjonista.

  2. Jakub Gucik – szalony wiolonczelista, muzyk intuicyjny, gra każdy zmysłem.

  3. Jerzy Kulawik plus Kuba (syn) – zagrali fantastyczne solówki w Luxtorpedzie na klarnecie i trąbce.

  4. W chórkach słychać też Maćka Nowaka (Zespół Eder przyp. red.), syna naszego wokalisty, a na instr. perkusyjnych pojawia się także mój brat, który zabrał mnie w Wiedniu na film Stop making sense.

 

Jagoda: Wymieniłeś tytuł pierwszego singla promującego album, czyli utwór Luxtorpeda. Skąd tak naprawdę pomysł na piosenkę z motywem pociągu?

Jarosław:  Pochodzimy z miasta, gdzie powstała pierwsza Fabryka Lokomotyw w Polsce (W Domu Kultury przy tej fabryce mieliśmy zesztą pierwsze próby). W latach 30 produkowano tam jeden z najszybszych pociągów – Luxtorpedę. Pomyślałem, ze moje życie przypomina podróż takim pociągiem. Były stacje dobre i złe, ale udało mi się dotrzeć do tej najlepszej staji – domu rodzinnego.

Jagoda: Porozmawiajmy jeszcze trochę o innych utworach. Ciekawi mnie co kryje się pod tytułem 17 kwietnia? Czy to jakaś szczególna data dla Ciebie, którą chciałeś przenieść na dźwięk?

Jarosław: 17 kwietnia to data urodzin bliskiej mi osoby, a tekst piosenki to życzenia, które kiedyś napisałem i wysłałem jej z tej okazji.

Jagoda: Zdradźmy czytelnikom, którzy jeszcze nie słuchali płyty, że w m.in. w tym utworze możemy usłyszeć głos znakomitego aktora – Mirosława Baki. Powiedz jak doszło do współpracy między Wami?

Jarosław: Wiedziałem, że na płycie będą 3 melorecytacje i że będzie do tego potrzebny zawodowy aktor. Były różne propozycje i Zbyszek Ciaputa (perkusista przyp. red.) zaproponował Mirosława Bakę. Posłuchałem piosenek w Jego wykonaniu na YouTube i przyznałem mu rację: będzie świetny! Zgodził się bez problemu, zrobiliśmy sesję w Warszawie, w studiu T. Love (chłopaki dziękujemy!). W ciągu 3 godzin melorecytacje zostały nagrane!

Jagoda: Patrząc na trakclistę najnowszej płyty nasuwa się myśl, że jest to pewnego rodzaju miłosny pamiętnik 5 dni, 17 kwietnia, Pocałunek w Rzymie. Czy taki był zamysł, aby wprowadzić w potencjalnego słuchacza, który patrzy na płytę w sklepie w ciągłość utworów?

Jarosław: To jest zapis pewnego etapu mojego życia, moich obserwacji, moich wspomnieć i na pewno tak należy na to patrzeć.

 

Jagoda: Słuchając płyty słuchacz ma wrażenie, że niektóre utwory są bardzo osobiste, np. piosenka Światło, czyli piosenka o Mamie która czuwa…

Jarosław: Myślę, że większosć piosenek ma charakter bardzo osobisty, ale piszą je właśnie tego potrzebowałem… Nie wiem czy teraz by tak potrafił… Wiem, że następna płyta będzie inna.

Czytaj również