Doczekaliśmy się autobiografii, a właściwie to wywiadu-rzeki, z ikoną muzyczną jaką jest Urszula.
Dokładnie 18 maja 2022 roku, po czterdziestu latach od wydania utworu Dmuchawce, latawce, wiatr, ukazała się książka opisująca życie Urszuli Kasprzak. A właściwie to rozmowa, którą przeprowadziła Ewa Anna Baryłkiewicz. Zostały poruszone takie tematy jak dzieciństwo i szkolne lata w Lublinie, współpraca z Budką Suflera i Jumbo, małżeństwo ze Stanisławem Zybowskim, macierzyństwo, emigracja do Stanów Zjednoczonych i wiele, wiele więcej…
Książka zaczyna się, a jakże, od wstępu – choć jest to już początek rozmowy i wcale obie panie nie zaczęły od dzieciństwa Urszuli. Mogłabym taki wstęp bardziej nazwać jako „zwiastun” tego, co czytelnik będzie mógł przeczytać oraz, chyba najważniejsze, powody do napisania takiej biografii. Przyznam szczerze, że rzadko takie coś zdarza się w autobiografiach lub długich wywiadach… a może ja po prostu nie zwróciłam większej uwagi. Tak czy owak, wstęp zachęca.

W pierwszym rozdziale zobaczyć możemy zdjęcie Urszuli w dwóch kucykach i palemce. Nie wiem jak inni czytelnicy, aczkolwiek ja od razu poznałam naszą gwiazdę. Pochwalam również pomysł z dodaniem fragmentów różnych utworów muzycznych przed rozpoczęciem jakiejś rozmowy na dany temat. Jak możemy się domyśleć po samym tytule i podtytule – zaczynamy od zapoznania się z dzieciństwem Kasprzak. Rozbawił mnie opis niespodziewanego spotkania z krową w namiocie i bardzo się cieszę z tego, że artystka opowiedziała o takich beztroskich oraz sympatycznych chwilach. Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy przeczytałam, iż aktor kabaretowy Marcin Wójcik – najbardziej znany z kabaretu Ani Mru-Mru – jest spokrewniony z wokalistką! Kobiety poruszyły również tematykę z konikiem na biegunach (wiadomo!) i zespołu The Beatles. Co jak co, ale nie myślałam, że tak wiele w okresie dzieciństwa mnie łączyło, i łączy, z Urszulą. Mało tego, w tym dziele literackim zostały uwzględnione wypowiedzi innych (ważnych dla niej) osób, z czego można dowiedzieć się jeszcze więcej.
Już w drugim rozdziale panie przystąpiły do dyskusji o muzyce, ale rozwinięcie jej nastąpiło w kolejnym. Mowa tutaj o wygraniu muzycznej przepustki do Zielonej Góry w roku 1977 w ramach Festiwalu Piosenki Radzieckiej. Była wzmianka o tak zwanym „uderzeniu sodówki do głowy”, gdyż artystka była wówczas nastolatką, i to było niezwykle ciekawe. Ponieważ nie dość, że „palma nie odbiła”, to jeszcze sposób opowiadania Urszuli i jej zachowania w tamtych czasach mogłabym określić jako bardzo – ale to bardzo – dojrzałe. Dla mnie było to troszkę zaskakujące, gdyż już wtedy w jej życiu przewinęła się plejada gwiazd i opowiedziała o tym… tak naturalnie. No nie wiem, może ja kiedyś też będę do tego wszystkiego podchodziła tak jak Kasprzak. Jednak na ten moment, rozmowa z Ewą Anną Baryłkiewicz robi wrażenie. No i w końcu – Opole, najważniejsze miasto dla polskiej piosenki. Czytając (jak ktoś tak woli) tę autobiografię można dowiedzieć się jaka przygoda ją spotkała w polskiej stolicy muzyki.
Za bardzo rozpędzić się nie mogę z recenzją z dwóch tradycyjnych powodów – zaraz będzie ponad pięćset słów i mocnych spojlerów pisać nie mogę. Dlatego zrobię to w następujący sposób: świetna była opowieść o współpracy z Ryszardem Kniatem, jeszcze przed dołączeniem do Budki Suflera. Tajemnica o pseudonimie – a właściwie to „ksywce” – Urszula została ujawniona, ale nigdy nie pomyślałam, że z takiego prostego i zwyczajnego powodu. Interesująca dla mnie była relacja wokalistki z Korą. Przez całe rozdziały o Stanisławie Zybowskim płakałam jak bóbr. Już dawno czegoś takiego nie miałam. Dopiero przy rozmowach o drugim mężu, Tomaszu Kujawskim, zaczynałam się rozchmurzać. Choć nie zawsze, nie w każdym akapicie. No i znowu dowiedziałam się czegoś, o czym nie wiedziałam wcześniej. Pan Tomasz to młodszy brat Glacy z muzycznej grupy Sweet Noise. No i wątek z Grzegorzem Ciechowskim! Normalnie perełka. Chociaż opowieść o znajomości z Jurkiem Owsiakiem – i amerykańskim Woodstockiem ’94 – też była imponująca. Rozbawiły mnie opowieści o wpadkach oraz szpilkach i glanach. Oraz fantastyczny opis od założycielki jednego z pierwszych fanklubów – Magdaleny Kulczyńskiej. Mocno go poczułam, zupełnie tak, jakby opowiedziała o mnie. Ogólnie cieszę się, że cała książka jest „otwarta”, gdyż kariera Urszuli trwa i oby trwała jak najdłużej.
Reasumując – już dawno nie czytałam tak dobrego wywiadu-rzeki. Albo nigdy. Chciałabym, aby było więcej takich książek, gdyż to jest coś rewelacyjnego. Obie panie idealnie się dopasowały i miałam takie wrażenie, że ja czytam po prostu długą rozmowę przyjaciółek. Takie „zagranie” jest dla mnie najlepsze z tego wszystkiego i właśnie tak powinny być prowadzone rozmowy. Nie tylko o pasjach – w tym przypadku o muzyce – ale i o życiu oraz nadziei na lepsze jutro.
- Data premiery:
- Single:
